Kiedy jakiś czas temu zapytałem O.S.T.R. - jednego z filarów tegorocznej Orkiestry Męskiego Grania - o to, jakie płyty podsuwa swojemu synowi odpowiedział wprost: - Klasyków muzyki elektronicznej: Jean Michel Jarre'a, Vangelisa, Klausa Schulze, Tangerine Dream...

Przyznajemy się, że robimy podobnie. Badania już dawno wykazały, że nic tak nie pobudza dziecka jak odpowiednia muzyka.

Ale wracając do O.S.T.R... Wybór nieoczywisty, jak na czołową postać rodzimej sceny hiphopowej, ale tylko pozornie. O.S.T.R. to artysta o solidnym wykształceniu - wszakże uczył się w szkole muzycznej gry na skrzypcach - który inspiracje czerpie z wcześniejszych dokonań, a nie z rapowej konkurencji. Kiedy nieco zwątpiłem, bo wydawało mi się, że rozeznanie wśród podobnych sobie artystów mieć trzeba, O.S.T.R. powiedział z rozbrajającą szczerością: - Możesz sprawdzić mój telefon, do mało kogo mam numer. Nie śledzę tego, co się dzieje w polskim rapie.

Bo jeśli zastanowić się bardziej, to właśnie z nieoczywistych inspiracji powstają najbardziej zaskakujące duety, kolaboracje i pomysły muzyczne. I to nie tylko w Polsce, nie tylko w mainstreamie czy alternatywnej niszy. De facto na każdej scenie, a przykładów moglibyśmy mnożyć w nieskończoność. Każdy świadomy swoich umiejętności artysta nie wzbrania się przed muzyczną przeszłością, nie tylko tą stosunkowo niedaleką. Wystarczy wspomnieć choćby przywoływanego już dzisiaj Jean Michel Jarre'a - genialnego francuskiego multiinstrumentalistę - który otwarcie przyznaje się do fascynacji Bachem i Chopinem. Kiedy w 2005 roku grał pamiętny koncert w Stoczni Gdańskiej, wspomniał Leona Theremina - rosyjskiego wynalazcę, który skonstruował jeden z najbardziej nowatorskich instrumentów w historii. To już standard, że wszelkie muzyczne płaszczyzny płynnie się przenikają.

Ludzie zapewne pukali się w czoło, gdy Metallica przygotowywała się do występu z orkiestrą symfoniczną z San Francisco. Tymczasem otrzymaliśmy jedną z najlepszych płyt koncertowych w historii. Duet Elton John-Eminem, bawiący publiczność podczas jednej z gali rozdania nagród Grammy, zmienił myślenie o tym, co wolno, a czego nie wolno w muzyce. Freddie Mercury i śpiewaczka operowa Montserrat Caballe? Dziś już nikt nie wyobraża sobie współczesnej popkultury bez "Barcelony".

Dlatego tym fajniej, że coraz częściej staramy się łączyć pokolenia również na rodzimym podwórku. Jedną z inicjatyw, która świetnie radzi sobie na tym poletku jest oczywiście trasa Męskiego Grania. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy podczas koncertu w warszawskich łazienkach, MGO rozpoczęło swój występ od instrumentalnej wersji... "Przytul mnie" Kombi! Totalne - pozytywne - zaskoczenie. A potem było już tylko lepiej, że wspomnę tylko reinterpretację Anny Jantar przez młodego Dawida Podsiadło. Jeszcze raz w tym miejscu cytat z O.S.T.R., tym razem z wywiadu dla Gazeta.pl: - Supersprawą jest, że podczas Męskiego Grania, na scenie spotykają się ludzie, którzy normalnie by ze sobą nie współpracowali.

Dowodem na to, że wciąż potrzebujemy muzycznych podróży przez różne pokolenia, jest niedawny sukces Zbigniewa Wodeckiego, który wraz z Mitch & Mitch Orchestra nagrał od nowa swój debiutancki album. Posypały się nie tylko prestiżowe nagrody, ale także... uwielbienie ze strony najmłodszych odbiorców! Wystarczy zobaczyć, co się wyprawia na koncertach autora "Pszczółki Mai".

Felicjan Andrzejczak, Maria Peszek, Łaki Łan, Taco Hemingway, Artur Andrus, Raz Dwa Trzy, SBB, Leszek Możdżer, Małpa... Brzmi dziwnie? W rzeczywistości to mieszanka wybuchowa, dowodząca tylko, że sztuka nie znosi asekuranctwa.

Bo muzyka łączy pokolenia. No i co z tego, że banał, skoro prawdziwy?