Co chwila na nowo rozbrzmiewa dyskusja na temat tego, co wolno, a czego nie należy robić podczas koncertu. Kilka dni temu ponownie głos w tej sprawie zabrała księżniczka pop, a więc Rihanna, która w trakcie występu we Francji rzuciła ze sceny: "Nie chcę, żebyście pisali do swoich chłopaków czy dziewczyn. Nie chcę widzieć, że łapiecie tu jakieś pokemony". To odpowiedź na rosnącą popularność gry na smartfony, umożliwiającej łapanie wymyślonych stworków. Bo słuchaczom przestaje wystarczać wystukiwanie wiadomości tekstowych w rytm ulubionego przeboju.

To jeszcze i tak bardzo dyplomatyczna metoda. Wciąż mam w pamięci obraz z jednego z koncertów grupy Slipknot. Wokaliście zespołu - Coreyowi Taylorowi - delikatnie mówiąc, nie spodobał się fakt, że jeden z fanów stojących pod sceną, zamiast na muzyce, skupiał się na możliwościach smartfona. Zobacz, jak zareagował artysta:

To oczywiście tylko przykłady z ostatnich tygodni, bo wybuchowych reakcji muzyków, nie chcących konkurować z nowoczesnymi komórkami, widzieliśmy już mnóstwo (pozdrawiamy w tym momencie Czesława Mozila, który fance rozmawiającej przez telefon, podczas gdy on produkował się wokalnie, kazał po prostu spierdalać). Żeby uchronić was przed nieprzyjemnymi sytuacjami, prezentujemy krótką listę "zachowań niedopuszczalnych" podczas każdego koncertu. Stojący za wami słuchacze, będą nam wdzięczni.

1. NIE UŻYWAJ TELEFONU KOMÓRKOWEGO

Tak, wiemy, że współczesne smartfony oferują szereg wyszukanych opcji, których nie powstydziłyby się najprostsze komputery. Ale jednak strefa pod sceną, w momencie, gdy śpiewa ulubiony wokalista, nie jest najlepszym miejscem do testowania ich wszystkich. Uwierzcie nam. Tak samo nie warto pisać sms-ów, kręcić snapów, a już największym buractwem jest dzwonienie do kumpla, który oglądaną kapelę lubi tak samo jak ty, ale z różnych powodów nie mógł zjawić się na koncercie, więc ty wykręcasz numer i wyciągasz aparat do góry, by tylko dać posłuchać mu wyczekiwanego utworu. On nic nie usłyszy, a ci za tobą się zdenerwują.

Jakoś też dziwimy się rejestrującym poszczególne utwory. Bo powiedz, naprawdę jest ci potrzebne nagranie, na którym nic nie widać, a zamiast melodii słychać dudniący bas i ekstatyczny pisk fanek?

2. POD SCENĄ? PRZYJDŹ WCZEŚNIEJ

Wszystko zrozumiemy. Że akurat gra artysta, którego ty słuchałeś, zanim my przestaliśmy mówić na jedzenie "papu". Że twoja najlepsza przyjaciółka stoi zaraz pod sceną i czeka na ciebie, a jak się nie doczeka, to będzie źle. Ale tego, że za rękę trzymasz inną koleżankę (żeby nie zgubić!) i przepychasz się przez zniecierpliwiony tłum, żeby tylko dotknąć wyczekiwanej barierki - nie przyjmujemy do wiadomości. Jeśli marzysz o tym, żeby - dajmy na to - Justina Timberlake'a zobaczyć z bliska, po prostu przyjdź wcześniej. Tak tak, nam też nie widziało się wstawanie o 3 rano, żeby szybko dojechać na miejsce występu, ale cóż poradzimy. Życie jest brutalne, za to muzyka łagodzi obyczaje.

3. NIE JESTEŚ MAŁYSZEM

Nie skacz więc. Nie gibaj się. Trzymaj nerwy na wodzy. Okej, w momencie, kiedy cały tłum rytmicznie podskakuje, sterowany charyzmatycznym wokalistą - wij się do woli, sami podrzucimy cię wyżej, jeśli uznamy, że nie dajesz z siebie wszystkiego. Ale naśladowanie Adama Małysza, i to z najlepszych konkursów w Planicy, nie jest fajne, jeśli widzisz, że ludzie obok nie podzielają twojego skocznego zacięcia. Masz ochotę się wyszaleć? Znajdź miejsce bardziej ustronne albo ruszaj pod scenę, gdzie zwykle robi się niezły kocioł.

4. NIEPEŁNA KULTURA

Na każdym koncercie dostrzeżemy osobę, która znalazła się na nim prawdopodobnie przypadkiem. To zwykle najbardziej pijane osobniki, dla których występ na żywo jest tylko dodatkiem do dalszego konsumowania napojów wyskokowych. Przez większość pokazu artystycznego śmieją się ultragłośno, rozmawiają ze swoimi - podobnymi sobie - koleżkami, co jakiś czas wrzasną głośniej, żeby pozostali widzowie, no i sam wokalista, nie zapomnieli o ich istnieniu. Zachowaniu może towarzyszyć charakterystyczny ubiór.

To wielka czwórka "zachowań niedopuszczalnych" - tyleż oczywistych, co powielanych. Wszyscy to wiedzą, lecz nikt się nie stosuje. A życie byłoby dużo prostsze, gdyby każdy:

- zawsze sprawdził dokładny plan występów. Wiedział o której zaczyna się support, a o której na scenę wchodzi ulubiony artysta. Znał rozkład miejsc, a nawet jeśli go nie zapamiętał, miał zawsze ze sobą podręczny plan, na który w każdej chwili można zerknąć

- szanował innych i zdawał sobie sprawę z tego, że koncert to jednak wydarzenie publiczne, na którym nie jesteśmy sami. Wiedział, że nawet jeśli sam wykazuje zainteresowanie tańcem nie mniejsze niż bałkańscy rytmmistrze, to nie wszyscy muszą podzielać tę pasję

- wiedział, że jest milion lepszych miejsc, w których można porozmawiać przez telefon z przyjacielem. Rozumiał, że koncert to nie plener fotograficzny, a ta śliczna wokalistka nie musi zapchać całej pamięci telefonu

Niby tak niewiele, a jak trudno zapamiętać, prawda?

Ale skoro już znasz zasady, to pakuj manatki i ruszaj na Męskie Granie - najlepszą imprezę tego lata! Bo znów chce się żyć!