- Chciałem, żeby zareagowała jak kobieta, a nie jak aktorka - tłumaczył reżyser "Ostatniego tanga w Paryżu". - Chciałem, żeby naprawdę czuła się upokorzona, a nie tylko to grała - dodawał. Schneider miała wówczas 19 lat, a partnerujący jej Marlon Brando zbliżał się do pięćdziesiątki. Ostatecznie do żadnego aktu cielesnego nie doszło, ale psychika młodziutkiej aktorki bardzo na tym ucierpiała - Schneider długo nie mogła otrząsnąć się z szoku, uzależniła się od twardych narkotyków, a po ostatnim klapsie na planie "Ostatniego tanga w Paryżu" przestała się odzywać do Bertolucciego.

A ten przez długi czas się tym nie przejmował. - Niczego nie żałuję - odpowiadał wielokrotnie pytany o kulisy produkcji "Ostatniego tanga w Paryżu". Dopiero po śmierci Marii Schneider (aktorka zmarła w wieku 58 lat) przyznał, że jest mu przykro, że nie zdążył przeprosić artystki.

Teraz kontrowersje wokół dzieła włoskiego reżysera ponownie odżyły - wszystko za sprawą opublikowanego w Internecie fragmentu wywiadu z Bertoluccim. Na twórcę takich filmów jak "Ukryte pragnienia" czy "Ostatni Cesarz" spadła fala oburzenia z całego Hollywood (i nie tylko). Krytycznie o metodach pracy artysty wypowiadają się słynni aktorzy, inni reżyserzy i psychologowie. Evan Rachel Wood, którą możemy oglądać od niedawna w popularnym serialu "Westworld" stwierdziła, że "bardzo chorzy ludzie uważają, że to, co zrobił jest OK".

Sam Bertolucci początkowo nie komentował ponownego zamieszania wokół swojego najgłośniejszego dzieła, ale w końcu zdecydował się na wydanie oświadczenia. Reżyser stwierdził, że Maria Schneider wiedziała o scenie gwałtu (była rozpisana w scenariuszu), ale nie spodziewała się, że Brando użyje masła (na ten pomysł Bertolucci wpadł na krótko przed realizacją ujęcia). Jednocześnie włoski artysta nazwał całą tę dyskusję wokół "Ostatniego tanga w Paryżu" "kompletnym nieporozumieniem".

Na tym zapewne się nie skończy, bo - jak pisaliśmy wcześniej - scena odcisnęła na młodej aktorce olbrzymie piętno. Zwłaszcza, że na krótko przed swoją śmiercią Schneider ponownie przyznała, że na planie "Ostatniego tanga w Paryżu" poczuła się "trochę zgwałcona".