Kto wie, jak potoczyłyby się losy firmy Longines, gdyby zatrudniony w banku swojego wujka Auguste Agassiz nie odbył służbowej podróży do Saint-Imier, małej miejscowości w szwajcarskiej Jurze. Za namową zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy Henriego Raiguela 23-letni Agassiz, długo się nie namyślając, przyjął ofertę przystąpienia do spółki i w 1832 r. stał się aktywnym udziałowcem Comptoir Horloge Raiguel Jeune, firmy zajmującej się montażem i sprzedażą zegarków (później przekształconej w Agassiz & Cie.). Mechanizm działania był prosty: firma kupowała części, które wykonywali mieszkańcy okolicznych wsi, a następnie składała z nich czasomierze. Sprzedażą gotowych produktów zajmował się Agassiz, który podróżował po Europie i Ameryce z walizką pełną kieszonkowych zegarków. Tak spędził prawie 20 lat i dopiero kłopoty zdrowotne zmusiły go do znalezienia zastępcy. O pomoc poprosił swojego siostrzeńca Ernesta Francillona. Nie spodziewał się jednak, że ten zrobi aż taką rewolucję. Zafascynowany amerykańskimi wynalazkami Francillon chciał, jako pierwszy w okolicy, otworzyć nowoczesną manufakturę. Swoje ambitne plany przedyskutował z wujem i chociaż ten miał pewne wątpliwości, zaczął szukać miejsca pod budowę fabryki. W maju 1866 r. dostał prezent od losu: na sprzedaż wystawione zostały dwie sąsiadujące ze sobą parcele niedaleko Saint-Imier, zwane przez mieszkańców "Les Longines", czyli długie łąki.

 

 

Prawie robi wielką różnicę

 

W 1867 r. pierwsze zegarki z napisem "E. Francillon Longines Suisse" opuściły fabrykę. Wieść o niezawodnych i precyzyjnych czasomierzach szybko się rozniosła, skłaniając żądnych bogactwa rzemieślników do wykonywania tańszych imitacji. Skutecznym środkiem zwalczającym pojawiające się coraz częściej podróbki okazała się uskrzydlona klepsydra, nowe logo firmy. W 1874 r. Ernest Francillon oficjalnie ogłosił, że każdy produkowany przez niego zegarek ozdobiony jest właśnie tym znakiem. I nie zmieniło się to do dzisiaj: słynna klepsydra wciąż zdobi wszystkie modele marki Longines.

Zegarki Longines:

Uskrzydlona klepsydra Longines'a uważana jest za najstarszy znak towarowy na świecie, który pozostał w niezmienionej formie.

Francillon wiedział jednak, że samo ogłoszenie nie daje żadnych gwarancji, dlatego w maju 1889 r. zgłosił w Szwajcarskim Instytucie Własności Intelektualnej znak towarowy, a w 1893 r. zarejestrował go także w Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Firma Longines jako jedna z pierwszych znalazła się w międzynarodowych rejestrach.

Ambitny Szwajcar miał obsesję produkowania precyzyjnych zegarków w przystępnej cenie. Wysłał jednego z pracowników do Ameryki, aby ten na miejscu podpatrzył nowe, tańsze metody produkcji. Dzięki temu zegarki kieszonkowe Longines szybko zaczęły zdobywać nagrody na wystawach w Szwajcarii i za granicą. Fascynacja Ameryką nie skończyła się na nowoczesnych maszynach. Francillon wiedział, że jego zegarki świetnie się tam sprzedają, dlatego już w 1885 r. porozumiał się z Albertem Wittnauerem, który został przedstawicielem firmy w USA.

 

Koniec XIX w. to złoty okres Longines'a: zegarki sprzedawały się znakomicie, fabryka zatrudniała 800 osób i produkowała 122 tys. egzemplarzy rocznie. Firma była obecna na wielu rynkach, a rosnącego popytu nie zahamował nawet wybuch II wojny światowej.

 

 

Zegarki dla zuchwałych

 

Precyzyjne chronometry z Saint-Imier zdobyły międzynarodową sławę dzięki udziałowi w spektakularnych ekspedycjach. Jedną z pierwszych była wyprawa na biegun północny, zorganizowana w 1899 r. przez znanego podróżnika księcia Ambruzji. Euforia, z jaką jej uczestnicy opowiadali o odporności czasomierzy na ekstremalne temperatury, okazała się najlepszą reklamą dla zegarków Longines. O ich niezawodności przekonał się także norweski badacz Roald Amundsen, który wyposażony w psi zaprzęg i chronometr Longines'a, 14 grudnia 1911 r. jako pierwszy zdobył biegun południowy.

 

Model Lindbergh

 

Zegarki Longines:

Mierzył aż 47,5 mm, miał masywną koronkę, którą można było obsługiwać w rękawicach, a także długi, skórzany pasek pozwalający pilotowi na zakładanie zegarka na kombinezon. W środkowej części głównej tarczy znajdowała się druga, obrotowa, dzięki której wskazania można było zsynchronizować z sygnałem radiowym, podającym precyzyjny czas. Na ten ostatni pomysł wpadł nie Lindbergh, lecz amerykański instruktor i autorytet w dziedzinie nawigacji Philip van Horn Weems.

 

Udane wyprawy na oba bieguny stały się przepustką do świata lotnictwa i w 1919 r. Longines został oficjalnym dostawcą czasomierzy dla Międzynarodowej Federacji Lotniczej (FAI). Do lat 30. firmie udało się zanotować aż 34 rekordy, w tym m.in. ten ustanowiony w 1926 r. przez Richarda E. Byrda i Floyda Benetta, którzy - startując ze Spitsbergenu - dokonali przelotu nad biegunem północnym.

Największą sławę i popularność marka Longines zawdzięcza jednak Charlesowi Lindberghowi. Co prawda podczas swojego samotnego przelotu przez Atlantyk w 1927 r. nie miał jeszcze czasomierza tej marki, ale po złych doświadczeniach (prawdopodobnie z amerykańskim chronometrem) na pokładzie Spirit of St. Louis Lindbergh postanowił zaprojektować idealny zegarek dla pilotów. Po wylądowaniu we Francji poskarżył się dziennikarzom, że chronometr pokładowy całkowicie go zawiódł i kiedy przelatywał nad Wyspami Brytyjskimi, nie wiedział, czy jest już nad Irlandią czy może Kornwalią. Wtedy obiecał sobie, że zrobi wszystko, aby żaden pilot nie musiał korzystać z tak słabych urządzeń nawigacyjnych. I słowa dotrzymał. Kiedy zamilkły fanfary na jego cześć, Lindbergh zaprojektował zegarek kątowo-godzinowy, który nie tylko wskazywał czas, ale za pomocą sekstansu pozwalał także precyzyjnie ustalić długość i szerokość geograficzną. Projekt trafił do FAI w Nowym Jorku, a konkretnie do Johna Heinmüllera, który jednocześnie był dyrektorem w firmie Longines Wittnauer-Watch Co. Heinmüller kupił bilet na pierwszy statek do Europy i wyruszył do Saint-Imier, aby tam zaprezentować oryginalny pomysł Lindbergha. Uważał, że dzięki temu zegarkowi Longines mógłby stać się numerem jeden w produkcji zegarków dla pilotów. I, jak się później okazało, miał rację. Po pięciu miesiącach prac, w marcu 1931 r., model Lindbergh był gotowy. W sierpniu tego samego roku zaprezentowano go w Europie i Ameryce, i już kilka miesięcy później stał się bestsellerem wśród zegarków dla pilotów.

Zegarkowa kontrabanda

Podczas II wojny światowej, aby dostarczać zamówione zegarki, pracownicy często musieli sięgać po niekonwencjonalne metody. Przedstawiciel marki zlecał na przykład wysyłkę towaru do Bahrajnu, gdzie rezydował. Gotowe zegarki umieszczane były w wydrążonych egzemplarzach Biblii i wysyłane do Bahrajnu. Do nadawcy przesyłki wracały także z cenną zawartością - wypełnione złotem. Aby uniknąć kontroli celnych, na każdym egzemplarzu umieszczano napis: "odmowa przyjęcia", co jak się później okazało, było wyjątkowo skuteczne. Celnicy sądzili, że ktoś po prostu zwracał niechciane książki.

Dwa czasomierze tej marki: jeden wskazujący czas Greenwich i drugi dla czasu lokalnego, znajdowały się także na pokładzie słynnego sterowca LZ 127 Graf Zeppelin, który w 1929 r. obleciał Ziemię w ciągu 12 i pół dnia. Po wylądowaniu, zachwycony precyzją i niezawodnością chronometrów, pierwszy oficer sterowca Hans von Schiller telegraficznie wysłał gratulacje do firmy Longines.

 

Zegarki Longines:

Reklamy prasowe Longines'a z różnych epok.

 

W drugiej połowie lat 30. bohaterem niemal wszystkich mediów stał się amerykański miliarder Howard Hughes, który w 1938 r. obleciał świat dookoła w ciągu 3 dni, 19 godzin, 8 minut i 10 sekund, ustanawiając tym samym nowy rekord. Hughes także korzystał z chronometrów firmy Longines, między innymi z legendarnego Siderographu, który ułatwiał ustalenie pozycji samolotu. Jego wyczyn przyniósł marce ogromną reklamę, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, co przełożyło się na jeszcze lepszą sprzedaż zegarków.

 

 

Z prędkością rekordzisty

 

Nowa przygoda Longines'a zaczęła się niewinnie: od skonstruowania zegarka ze stoperem w 1879 r. Potem poszło już gładko: w 1896 roku na prośbę Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego firma mierzyła czas na pierwszych nowożytnych igrzyskach olimpijskich w Atenach. A począwszy od olimpiady w Oslo w 1952 r. 14 razy była oficjalnym chronometrażystą, ustępując z czasem pola należącej do tego samego koncernu marce Omega.

 

Zegarki Longines:

System zerwanych nici zastosowano po raz pierwszy na zawodach w Bazylei.

 

Pomiary na pierwszych zawodach dalekie były od doskonałości, ostateczne wyniki zależały bowiem od refleksu osób, które obsługiwały stopery. Szczęśliwie dość szybko uporano się z tym problemem i już w 1912 r. na "mityngu gimnastycznym" w Bazylei Longines zastosował elektromechaniczny system do uruchamiania i zatrzymywania stopera, zwany systemem zerwanych nici. Wyglądało to tak: podczas startu biegacz zrywał rozciągniętą nić, która na jednym końcu miała umieszczony specjalny obciążnik. Opadając, ciężarek uruchamiał układ elektryczny, którym przekazywany był impuls do stopera znajdującego się na mecie. Przekraczając linię mety, zawodnik zrywał kolejną nić, która w analogiczny sposób zatrzymywała stoper. W latach 30. nici zastąpiła fotokomórka, czym Longines wprawił w zachwyt cały świat i co zagwarantowało firmie obecność na najważniejszych imprezach sportowych.

 

Zegarki Longines:

Andre Agassi amerykański tenisista

 

Z czasem urządzenia pomiarowe były coraz  doskonalsze: w 1951 r. wprowadzony został tzw. Photogines, czyli urządzenie umożliwiające wizualizację linii mety, a trzy lata później zegar kwarcowy. W latach 70. pomiary opanowała elektronika i na ekranie telewizora oprócz nazwisk startujących zawodników można było odczytać także osiągnięty czas.

 

Zegarki Longines:

Aksel Lund Svindal norweski narciarz alpejski

 

O historii związków firmy Longines ze sportem można by napisać książkę. Od wielu lat zegary Longines widoczne są m.in. na zawodach gimnastycznych, konnych w skokach przez przeszkody i na kortach prestiżowego turnieju tenisowego Roland Garros.

 

 

W blasku fleszy

 

Udział w ustanawianiu nowych rekordów prędkości i przelotach dookoła Ziemi przyniósł marce międzynarodowy rozgłos, a co za tym idzie - zainteresowanie jej zegarkami wybitnych osobistości, polityków i gwiazd. Lista znakomitości jest długa.

 

Czas geniusza

 

Zegarki Longines:

Słynny fizyk Albert Einstein otrzymał w prezencie od gminy żydowskiej z Los Angeles klasyczny, złoty zegarek tej marki z wygrawerowanym na deklu napisem: "Prof. Albert Einstein Los Angeles Feb. 16, 1931". Po wielu latach, w październiku 2008 r., czasomierz ten trafił na aukcję w Nowym Jorku i poszedł pod młotek za 596 tysięcy dolarów!

 

Zegarki Longines upodobali sobie m.in. amerykańscy prezydenci: Franklin D. Roosevelt, John F. Kennedy, Richard Nixon i Ronald Reagan, a także ojciec radzieckiej pierestrojki Michaił Gorbaczow, który w 2001 r. odwiedził nawet siedzibę firmy w Saint-Imier.

 

Zegarki Longines:

Aishwarya Rai Bachchan gwiazda Bollywood

 

Oprócz prezydentów i papieży (mieli je Pius XI i Pius XII) zegarki Longines nosili także artyści i sportowcy. Ze swoim modelem w beczkowatej kopercie nie rozstawał się Humphrey Bogart. Z kolei Frank Sinatra, Bing Crosby, Bob Hope, Dean Martin i Nat King Cole występowali z orkiestrą Longines Symphonette. Zegarki Longines'a mieli również mistrz świata w narciarskim zjeździe Bernhard Russi i trzykrotny mistrz olimpijski Alberto Tomba, a także kierowcy Formuły 1: Gilles Villeneuve, Gerhard Berger i Alain Prost.

 

Zegarki Longines:

Aaron Kwok Fu Shing aktor i piosenkarz z Hongkongu

 

Z marką wciąż związanych jest wiele znanych nazwisk, bo elegancja i sport to dwa hasła, które przyświecają firmie. Ambasadorami elegancji Longines są więc m.in. była miss świata i gwiazda Bollywood Aishwarya Rai oraz najbardziej znana tenisowa para: Stefanie Graf i Andre Agassi.

 

 

Tekst: Magdalena Piekarska

Zdjęcia: Wikipedia, materiały prasowe (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

 

Legenda głosi, że kiedy w 1944 r. Amerykanie przez pomyłkę bombardowali fabrykę IWC w Schaffhausen, jedna z bomb wpadła do biura dyrektora finansowego Otto Hellera i nie wybuchła. Niewiele myśląc, Heller zapakował dymiący jeszcze pocisk do kosza na śmieci i spokojnie wyniósł go na podwórze. Jakaś tam bomba nie mogła przecież przeszkodzić w czymś najważniejszym na świecie: produkcji szwajcarskich zegarków.

Zegarkowa Formuła 1

Dokładność i precyzja w mierzeniu tego, co najszybsze - taka była obsesja rodziny Heuerów. Żadna inna marka zegarków nie jest tak silnie i trwale związana ze sportem samochodowym.

Lądowanie na Księżycu, pomoc superagentowi Jamesowi Bondowi w ratowaniu świata i odmierzanie czasu na igrzyskach olimpijskich - uff, szwajcarskie zegarki Omega nie mają chwili wytchnienia.