Z lewej stromy stok i panorama Szczyrku, z prawej ogromne nawisy śniegu i lodu. Jest cholernie wąsko, więc początkowo wyobraźnia podpowiada mi, co się stanie, jeśli nie zapanuję nad skuterem śnieżnym i osunę się razem z nim po najeżonym głazami stoku. Jak każdy nowicjusz reaguję odjęciem gazu i w dostojnym tempie wspinam się pod górę. Coraz bardziej oddalam się do schroniska Chata wuja Toma na przełęczy Karkoszczonka, skąd wypożyczyłem skuter, i z każdą chwilą coraz lepiej poznaję maszynę. Podnoszę się z siodełka raz, drugi i trzeci. Z tej perspektywy mam lepszy widok na drogę i już z daleka dostrzegam każdą nierówność. Ośmielony, pozostaję w tej pozycji i kciukiem coraz śmielej naciskam na manetkę gazu.

Wszystkie moje obawy znikają - maszyna jedzie jak po sznurku i ani myśli skręcać w niepożądaną stronę. Wydaje mi się, że jadę jak stary wyga i nawet już nie zwalniam przed kolejnymi większymi nierównościami, ba, przed niektórymi nawet dociskam gaz, żeby na chwilę oderwać się od ziemi.

Czuję się jak król tej góry. O tym, że jednak nie jestem jeszcze mistrzem świata, przekonuję się w najbardziej upokarzający dla faceta sposób. Słyszę, że ktoś jest tuż za mną. Odwracam się. Drobna dziewczyna właśnie trafiła na zawalidrogę, czyli na mnie, i przyklejona do swojego skutera, czeka na moment, w którym będzie mogła pomknąć dalej. Gdy droga zrobiła się nieco szersza, przycisnęła, zrobiła pupą balans lewo-prawo i zaczęła się błyskawicznie oddalać. Zupełnie jakby najnowsze bmw wyprzedzało wiekowego malucha.

To dotknęło mnie do żywego. Nie ma żartów. Manetka do oporu. W niemal fizyczny sposób poczułem, jak gąsienica żarłocznie wbiła się w śnieg i gwałtownie katapultowała maszynę do przodu. Co się działo przez następne kilka minut, trudno opisać. Świat migał mi przed oczami. Skuter nie jechał, a frunął, a gdy wracał na ziemię, wciskało mnie w siedzenie. Przy mocniejszych uderzeniach zawieszenie wydawało z siebie jęki, ale potwór, stworzony przecież do tej zabawy, przedzierał się bez wysiłku coraz wyżej. Zaczęły mnie piec mięśnie rąk i nóg, ale nie zważając na to, cisnąłem dalej. Nagle zobaczyłem, że zbliża się kres wspinaczki, że dojeżdżam do szczytu.

A tam? Odechciało mi się dalszego pościgu. Stałem na ogromnej hali, która błyszczała w ostrym słońcu. Hen, daleko widziałem tonące w śniegu beskidzkie szczyty. Oślepiająco skrzyły się świerki, przykryte grubymi białymi czapami. Piękno i przestrzeń. Poczucie szczęścia. I wtedy, zachwycony tym, co zobaczyłem, zrobiłem błąd, który kosztował mnie masę wysiłku.

Skuter śnieżny waży około 200 kg, ale ta masa rozłożona jest na płozy i gąsienice, a dodatkowo zatrzymałem go na drodze. Choć wysoko zasypanej, ale jednak na drodze. Mnie zachciało się spaceru. Kilka kroków i nagle się zapadam. Nie po kolana, nie po pas. Po pierś. Rozglądam się zaskoczony. Skuter stoi kilka metrów ode mnie, więc nie mam się na czym podciągnąć. Opieram się jedną ręką, drugą, ale gdzie tam, to na nic. Miotam się we wszystkie strony, żeby powiększyć dziurę. Walczę ze wszystkich sił. Jestem spocony jak mysz, ale przybliżam się do drogi o kilkadziesiąt centymetrów. Nagle słyszę, że ktoś dojeżdża na górę. Wybawienie! Widok musiał być komiczny, bo zanim moi znajomi ratownicy, Aneta, Beata i Mariusz, pośpieszyli mi z pomocą (za linę posłużył szalik), najpierw długo pokładali się ze śmiechu. Wybaczam, w końcu nie codziennie można zobaczyć gościa, który tonie w śniegu. Dalej jedziemy już we trójkę. Żadnych wyścigów. Cieszymy się powolną jazdą i oszałamiającymi widokami. Co jakiś czas mijamy zmęczonych wspinaczką piechurów. Z jednymi ucinamy sobie pogawędkę. Okazuje się, że do miejsca, w którym się spotkaliśmy, szli jakieś cztery godziny. Patrzę na zegarek. Ile nam to zajęło? Czystej jazdy, czyli bez postojów i przygód po drodze, może z pół godziny.

Powoli zaczyna się ściemniać, więc czas wracać do schroniska. W świetle reflektorów tańczą płatki śniegu. Już cieszę się na myśl o misce doskonałej kwaśnicy i kubeczku grzańca. Mariusz musiał chyba czytać w moich myślach, bo decyduje, że skrócimy sobie drogę (znasz powiedzenie: Kto drogi skraca....). Skręca w las. To stary wyga, więc sprawnie robi leśny slalom. Naszej trójce idzie jednak trochę, a właściwie znacznie, gorzej. Spory o to, które z nas dało ciała, to znaczy, które odpuściło gaz na podjeździe, trwały długo (po prawdzie do dziś tego nie rozstrzygnęliśmy), ale nie to przecież jest najważniejsze. Ważne było to, że zakopaliśmy skutery, a spędzenie nocy w lesie, gdzieś w Beskidach, to kiepski pomysł. A jeszcze Mariusz najwyraźniej zniknął gdzieś w oddali.

Wyciągnąć maszyny zakopane w śniegu aż po siedzenia nie jest łatwo. Gąsienice wyżłobiły głęboką rynnę i za diabła nie chciały chwycić kontaktu z twardszym podłożem. Mijają minuty. Dziewczyny ciężko dyszą, ja również opadłem z sił. Nagle słychać, jak ktoś często-gęsto rzucając mięsem, przedziera się przez krzaki - to Mariusz, który kilkaset metrów dalej też utknął. To facet więcej niż godnej postury i z takim zawodnikiem raz-dwa wyciągamy pojazdy i wycofujemy je w kierunku ubitego szlaku, z którego zjechaliśmy tak nieopatrznie. Jest jednak jeszcze jeden problem - skuter Mariusza tak się zagrzebał, że nawet on nie dał rady. Trzeba dzwonić po fachowców, czyli Tomka Owczarza i jego ekipę z Chaty wuja Toma. Chłopaki zjawiają się ekspresem i mkną oswobodzić jego pojazd. Nie czekamy na nich. Zjeżdżamy do schroniska.

Uwaga

Jeśli zdecydujesz się na zakup skutera, sprawdź, czy dana marka ma rozwiniętą sieć serwisową.

Gdzie wypożyczyć skuter

Mimo krótkiego sezonu zimowego wypożyczalnie znajdziesz praktycznie w każdym większym ośrodku narciarskim. Godzina jazdy kosztuje średnio około 250 zł. Tanio więc nie jest (przy niewprawnej jeździe skutery dwusuwowe palą nawet 40 l/100 km, a czterosuwowe 25 l/100 km), dlatego korzystaj z wypożyczalni, które dysponują skuterami maksymalnie 3-4-letnimi. To powinno być gwarancją, że zamiast stać i złorzeczyć nad zepsutą maszyną, będziesz cieszył się z komfortowej jazdy. Jeśli w cenie wynajmu nie znajduje się instruktor (jeździ z tobą na swoim skuterze), szukaj punktu, który ci to zagwarantuje. Podobnie postąp w przypadku, gdy w cenę nie jest wliczone wypożyczenie kasku.

Jak się ubrać?

Jeśli nie chcesz wypożyczać stroju do jazdy, musisz ubrać się w hardshell, który sprawi, że po kilku minutach nie przewieje cię do kości (będziesz jeździł z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę). Ubiór ma wpływ na twój komfort. Jeśli chcesz mieć swój kask, wybierz lekki, z osłoną szczęki i bez szybki (błyskawicznie zaparuje). Lepiej postaw na gogle (warto mieć zapasowe). Przymusowo nieprzemakalne rękawice i kominiarka. Kurtka powinna mieć dużą oddychalność (będziesz się pocił, że hej!). Pod spodem obowiązkowo warstwa ocieplająca. Spodnie muszą mieć parametry podobne do kurtki. Dobrze żeby miały przy nogawkach kołnierze, które zapobiegną wpadaniu śniegu. Buty powinny być wysokie, nieprzemakające, ciepłe, z dobrym protektorem.

Bezpieczna jazda według Tomasza Owczarza*:

Choć sama jazda na skuterze śnieżnym jest banalnie prosta - gaz z prawej, hamulec w lewej, bieg wsteczny włączasz elektronicznie guzikiem - to jeśli wcześniej nie jeździłeś na tych maszynach, pierwsze kroki powinieneś stawiać pod okiem instruktora, którego powinna zapewnić ci profesjonalna wypożyczalnia. Technika jazdy oparta jest na balansie ciałem. Jeśli chcesz skręcić w lewo, przerzucasz ciało maksymalnie na lewą stronę. Analogicznie postępujesz przy skrętach w prawo. Te manewry mistrzowie wykonują, dosłownie wisząc obok skutera, ale ty lepiej poczekaj z takimi akrobacjami. Na stromych podjazdach musisz dociążyć przód skutera, aby cię nie nakrył. Wzniesienia pokonujesz, dodając większą ilość gazu, tak aby zrobić to bez zatrzymywania. Najczęstszym błędem nowicjuszy jest ujmowanie gazu, co z reguły kończy się zakopaniem pojazdu w śniegu. Na szlaku powinieneś zachować kulturę jazdy i dbać o bezpieczeństwo swoje i innych. Dlatego widząc pieszych turystów, zwolnij do minimum. Odległość między pojazdami nie powinna być mniejsza niż około 5 metrów.

*Tomasz Owczarz prowadzi w Szczyrku schronisko Chata wuja Toma. Zajmuje się również sprzedażą, serwisem i wynajmem skuterów śnieżnych. Jest przedstawicielem marki Arctic Cat.

Skutery śnieżne dzielimy na:

Użytkowe - charakteryzują je szeroka gąsienica i szerokie płozy. Mają dużą moc silnika (najczęściej czterosuw). Wyposażone są w hak do ciągnięcia sań. To maszyny dwuosobowe. Najczęsciej korzystają z nich stacje narciarskie, GOPR, Straż Graniczna i parki narodowe.

Górskie - mają wąską gąsienicę o wysokim profilu. Przeważnie wykorzystywane są w nich silniki dwusuwowe. Korzystają z nich głownie ratownicy GOPR oraz właściciele schronisk i domów położonych w górach.

Turystyczne - wyposażone są w wąską gąsienicę o niskim profilu. Mają z reguły niewielką moc. Stosuje się w nich silniki dwu lub czterosuwowe. To maszyny dwuosobowe. Ten typ skuterów dominuje w wypożyczalniach.

Sportowe - mają wąską i krótką gąsienicę o niskim profilu. Bez trudu poznasz je po charakterystycznych kolcach. To superlekkie, jednoosobowe maszyny o dużej mocy. Przeważnie stosuje się w nich silniki dwusuwowe. Z tych maszyn korzystają głównie doświadczeni fani skuterów śnieżnych.