Chad Hurley i Steve Chen próbują teraz zgrywać poważnych, ale daleko im do tego. W 1,5-minutowym filmiku "Wiadomość od Chada i Steve'a", który teraz robi furorę w internecie, zawiadamiają, że sprzedali swój serwis internetowy firmie Google za... 1,65 miliarda dolarów. I szybko wybuchają śmiechem. Filmik nakręcili amatorską kamerą. Znajdziesz go pod adresem youtube.com. Uważaj - jeśli zajrzysz na tę stronę, możesz mieć problem z powrotem. YouTube wciąga.

 

Wideo dla mas

 

YouTube to serwis banalnie prosty - umożliwia pokazywanie innym plików wideo, które nakręciło się i zmontowało samemu, choćby w najbardziej amatorski sposób. Ale zrewolucjonizował sieć bardziej niż jakikolwiek wcześniejszy wynalazek.

Bo YouTube to nic innego jak gigantyczna telewizja na życzenie. Wśród ponad 40 milionów klipów każdy znajdzie to, co chce zobaczyć (patrz rankingi obok). Jak się w tym gigantycznym śmietniku nie pogubić? Wystarczy korzystać z zawsze aktualnych rankingów. Filmik, który tam trafi, jest skazany na sukces: każdy, kto wchodzi do YouTuba, zaczyna przecież wertowanie go od rankingów popularności.

A wertujących jest bez liku, dziennie ok. 100 mln wejść! Dla porównania: serial ?M jak miłość" śledzi codziennie ok. 10 mln Polaków, a transmisję z Superbowl, finału amerykańskiej ligi futbolu amerykańskiego, ogląda w telewizji około 130-140 mln Amerykanów.

YouTube to także dużo muzyki. - Chcemy mieć każdy muzyczny teledysk, jaki kiedykolwiek został nakręcony - ogłosili jego twórcy. Drżyjcie, MTV i VIVA!

 

Chad i Steve 

 

Rewolucja rodem z garażu

 

Jak w ciągu 22 miesięcy z niczego powstał wart ponad półtora miliarda dolarów internetowy gigant? Historia jest podręcznikowa. Dwa lata temu Steve Chen, Chad Hurley i Jawed Karim, trzej kumple pracujący w PayPalu, spółce oferującej płatności przez internet, nakręcili telefonem komórkowym filmik ze wspólnej kolacji. Kiedy chcieli go sobie przesłać, dotarło do nich, że nie ma w internecie serwisu, który by to umożliwiał. Postanowili to zmienić.

W lutym 2005 roku zarejestrowali domenę YouTube.com. Następnie rzucili pracę i zamknęli się w garażu, dokładnie jak Bill Gates i Paul Allen, założyciele Microsoftu, równe 30 lat wcześniej. Po czterech miesiącach serwis był gotowy. Pierwszym nagraniem opublikowanym na YouTube był filmik z kotem Chena, Pajamas, w roli głównej.

Strona wystartowała, zdobywała nowych użytkowników, ale nie utrzymałaby się długo bez zastrzyku gotówki. Z pomocą przyszedł fundusz Sequoia Capital, ten sam, który finansował początki Google'a. Wyłożył na rozwój

YouTube ponad 11 mln dolarów. Kilkuosobowy zespół szybko przeniósł się z małego biura nad pizzerią do nowej siedziby. I od razu stał się ulubieńcem internautów.

Dość trudno racjonalnie wytłumaczyć tę eksplozję popularności, bo równie szybko pojawiły się klony YouTube, a Google Video oferowało dokładnie te same usługi. Mimo to bez absolutnie żadnej reklamy, jedynie dzięki marketingowi wirusowemu, czyli od internauty do internauty, to właśnie YouTube zdobywał tysiące fanów. Tempo rozwoju zaskoczyło samych założycieli. Okazało się, że same opłaty za transfer i łącza sięgają miliona dolarów miesięcznie. Ale zyski rekompensowały to z nawiązką.

Dzisiaj YouTube zatrudnia 67 osób i ma ogromne dochody. Jest na 10. miejscu najchętniej oglądanych witryn w USA i najszybciej rozwijającym się serwisem w sieci. Miesięcznie odwiedza go ponad 25 mln użytkowników, którzy oglądają około 100 mln klipów dziennie. Takimi liczbami nie może pochwalić się nawet inne złote dziecko internetowego boomu ostatnich miesięcy - społecznościowy serwis MySpace.com, kupiony w 2005 roku przez News. Corp. Roberta Murdocha za 580 mln dolarów.

Na czym zarabia YouTube? Przede wszystkim na reklamach... Google'a, które od kwietnia goszczą na stronach serwisu. Niezły dochód przynosi też publikowanie komercyjnych nagrań, np. zwiastunów głośnych, wchodzących właśnie na ekrany filmów.

 

I ty zarobisz na YouTube?

 

Świetlana przyszłość rozpędzonej lokomotywy o nazwie YouTube nie jest jednak pewna. Po przejęciu przez Google firma musi zmierzyć się z problemem, który trapi ją od początku istnienia - prawami autorskimi. Wprawdzie w regulaminie YouTube znajduje się punkt zakazujący publikowania w nim materiałów objętych copyrightem (np.: teledysków i programów telewizyjnych), ale od początku internauci mieli go za nic. W archiwum serwisu znajdują się miliony nagrań, których właściciele mogą upomnieć się o swoje. YouTube będzie się więc układał z gigantami: umowę z koncernem muzycznym Warner Music już podpisał. Zgodnie z nią w zamian za udostępnienie teledysków YouTube podzieli się zyskiem z wyświetlanych przy nich reklam. Na podobne porozumienia zgodzą się wkrótce także Universal Music i Sony BMG.

A w przyszłości serwis You Tube chce zaoferować dzielenie się przychodami z reklam także amatorom.

 

GooTube

 

Ale co będzie dalej? Czy pod rządami Google YouTube, zwany teraz przez niektórych GooTubem, nie straci "partyzanckiego" charakteru? Czy pozostanie ulubieńcem mas i liderem wideorewolucji? Kiedy pod koniec października japońska organizacja zajmująca się ochroną praw autorskich zażądała usunięcia z serwisu prawie trzydziestu tysięcy plików, a YouTube po raz pierwszy w historii zgodził się, w internecie zawrzało. Jedni dopatrują się w tym początku problemów giganta, inni to bagatelizują. Historia internetu pokazuje, że każdy sezonowy fenomen prędzej czy później traci popularność. Wyjątkiem jest Google, który od lat panuje na rynku wyszukiwarek. Czy z takim właścicielem YouTube pokona problemy, uniknie losu słynnych poprzedników pokroju Napstera i stanie się największą telewizją wszech czasów?          

 

tekst | Paweł Stremski

 

 

Gwiazdy YouTube

 

youtube 

 

79-letni Brytyjczyk o pseudonimie ?geriatric1927" w sierpniu tego roku umieścił na YouTubie kilkuminutowe filmiki, w których opowiada o sobie, II wojnie światowej i miłości do motocykli. Pierwsze nagranie, w którym wita się z widzami i przeprasza za nieporadność obejrzano ponad 1,9 mln razy!

 

 

youtube 

 

20-latka Brooke Brodack po opublikowaniu serii klipów, w których wygłupia się do kamery, podpisała kontrakt z telewizyjnym programem Last Call with Carson Daly w NBC.

 

 

youtube 

 

Wideo-pamiętnik niejakiej Bree, ukrywającej się pod pseudonimem ?lonelygirl15", obejrzano 15 milionów razy. Stał się tak popularny, że internauci zaczęli podejrzewać, że nie jest prawdziwy. I mieli rację - okazało się, że Bree to nowozelandzka aktorka Jessica Rose, a pamiętnik był reżyserowany przez kilkuosobową ekipę.

 

 

Jak wrzucić film

 

1. Konwersja. Serwis zaleca, by filmiki konwertować do formatów: QuickTime (MOV), AVI lub MPG. Najlepiej zdaniem YouTube sprawdza się format MPEG4 (Divx, Xvid) w rozdzielczości 320 x 240 pikseli, z dźwiękiem kodowanym w MP3. Ja swoje filmy wrzucam w formacie Quick-Time (w jakości Broadband). Wyglądają o niebo lepiej niż zwykły MPG. Ważne jest, by plik nie miał więcej niż 100 MB i 10 min długości, bo YouTube go nie przyjmie (chyba że masz status reżysera - wtedy można nawrzucać więcej).

 

 

2. Wrzucanie. Załóż konto, zaloguj się, kliknij w zakładkę Upload (w prawym górnym rogu) i wypełnij odpowiednie pola. Język najlepiej zostaw angielski. Ważne, by odpowiednio film zatytułować i opisać (trzeba ludzi zaciekawić, wpisać coś niepowtarzalnego). Warto też chwilę poświęcić na wpisanie tagów - im jest ich więcej, tym większa szansa, że ktoś na twój film trafi. Na następnej stronie wybierasz z dysku plik, który ma być wrzucony do YouTube i zaznaczasz, czy ma być dostępny publicznie, czy tylko prywatnie. Teraz wystarczy kliknąć guzik Upload i poczekać, aż film dojdzie w całości na serwer. Potem czekasz jeszcze trochę, aż serwer go przemiele i przerobi na flashową animację. Kiedy film jest już dostępny, pojawia się przy nim napis Live! i adres, pod jakim go znajdziesz - możesz go rozesłać znajomym albo wkleić na swoim blogu.

 

 

3. Można też z komórki. YouTube umożliwia słanie filmów z telefonów komórkowych, bez pośrednictwa komputera. Trzeba stworzyć taki komórkowy profil w swoim koncie na YouTube i spisać adres, na jaki trzeba wysłać e-maila z filmikiem.

 

Dariusz Ćwiklak