Dla współczesnych urlopowiczów możliwość kontynuowania podróży do Rzymu ma mniejsze znaczenie, podobnie jak dla starożytnych kupców to, że minąwszy Lyon, mogli dotrzeć kiepskimi traktami do osady Lutecja nad Sekwaną. Historia obchodzi się ze stolicami sprawiedliwie, bo ta Lutecja to dzisiejszy Paryż.

Pół wieku temu hymn dla trasy, piosenkę "Nationale Sept", napisał popularny wówczas Charles Trenet, wykonywali ją potem m.in. Charles Aznavour, a we współczesnych czasach - disco-punkowy duet Stereo Total. Droga nr 7 jest tłem niezliczonych klasycznych filmów francuskich, jak choćby cykl komedii o żandarmie z Saint Tropez, a całkiem niedawno powstała francuska komedia drogi wprost zatytułowana "Nationale 7".

Utwór Treneta dobrze wyjaśnia, skąd się bierze sława tej trasy. Według niej Nationale 7 to "droga wakacji", podczas podróżowania nią: "letnie niebo oczyści nas z kwasów, jakich nabraliśmy w wielkich miastach". Nawet na oficjalnych drogowskazach nazywają ją więc "Route Bleue" (Błękitną Drogą) - od błękitu Morza Śródziemnego, ale też i wyjątkowo niesamowitego koloru, jaki ma niebo podobno tylko nad Prowansją.

 

Od lat Francuzi słyną z tego, że na wakacje najbardziej lubią jeździć do... Francji. Zwykle tłumaczą to tym, że nigdzie poza ojczystym krajem nie znajdą tak dobrej kuchni oraz tylu osób, z którymi można się porozumieć po francusku. Jednak każdy, kto choć raz był w Prowansji, wie, że to jedno najpiękniejszych miejsc na spędzenie urlopu, i dobrze rozumie, co gna Francuzów na południe drogą nr 7. Prawdziwym hymnem na cześć tej letniej trasy jest utwór sławnego francuskiego piosenkarza Charles'a Treneta.

 

Nationale 7 stała się najważniejszą drogą Francji w 1936 r., kiedy socjalistyczno-komunistyczny rząd Léona Bluma wprowadził po raz pierwszy na świecie płatne urlopy dla wszystkich zatrudnionych. Stworzyło to tradycję żywą do dzisiaj - 1 sierpnia francuskie wielkie miasta wymierają. Kto żyw, pędzi na wakacje. Francuska "siódemka" jest więc przykładem tego, jak w XX w. zmieniło się przeznaczenie dróg. Dla starożytnych Rzymian miały one przede wszystkim znaczenie strategiczne, tylko przy okazji służyły handlowi, gdzieś na szarym końcu zaś temu, co dziś nazywamy turystyką. We Francji Bourbonów czy Napoleona wzrastało znaczenie handlu, ale turystyka wciąż była najmniej istotna. Dlatego wprawdzie możemy znaleźć na starych mapach drogi znajdujące się w miejscu obecnej RN7 (za Napoleona była to Droga Imperialna nr 8), ale nie miały one wtedy aż takiego znaczenia. Gdy po wojnie zaczęto budować we Francji autostrady - jako pierwszą ukończono tę biegnącą w stronę zachodniego wybrzeża, mniej istotnego dla turystów, ale ważniejszego dla handlu transatlantyckiego. Sytuacja jadących drogą RN7 bohaterów piosenki Treneta czy komedii z de Funesem przypominała więc sytuację dzisiejszych Polaków podążających na wakacje - choćby naszą "siódemką" z Warszawy nad morze. Status bliski autostradzie miał wtedy tylko malutki odcinek z Paryża do

Fontainebleau (tak jak dzisiaj malutki fragment drogi ekspresowej S7 z Warszawy do Płońska). Dalej trzeba było jechać wąskim pasem, ale przez miasta tak piękne jak Awinion czy przez lawendowe pola Prowansji.

 

Cannes stoi gwiazdami. Nawet jeżeli nie trafisz tu w maju i nie zobaczysz ich wchodzących po czerwonym dywanie do Pałacu Festiwalowego, nic straconego. Spacerując o dowolnej porze roku po jednym z najsławniejszych bulwarów świata - La Croisette - wcześniej czy później spotkasz jakiegoś celebrytę.

 

Nicea to miasto marzenie. Średnia temperatura roczna: 15 °C, lazurowa woda, piękne wille i kobiety oraz świetne restauracje serwujące owoce morza. Plus sławne kasyna, w których można wygrać wystarczająco dużo pieniędzy, by zamieszkać w tym mieście z bajki.

Lyon jest bogatym, handlowo-przemysłowym miastem. Pełno w nim zabytków, bo jego historia sięga czasów rzymskich. A na dodatek to podobno wcale nie Paryż jest europejską stolicą smakoszy, a właśnie Lyon.

 

Stanie w gigantycznym korku rozciągającym się 1 sierpnia między Paryżem a Marsylią Francuzi traktowali zawsze jako rodzaj narodowego święta. Tak jak odpalanie petard na 14 lipca upamiętniało zdobycie Bastylii, tak sierpniowe korki upamiętniały zwycięstwo ludu pracującego z 1936 r.

 

Pułapki zastawiane przez, znanych z cyklu komedii z Louisem de Funesem, żandarmów z Saint-Tropez z powodzeniem zostały zastąpione setkami fotoradarów i drakońskimi karami. W ciągu kilku lat dokonały rzeczy zgoła niemożliwej - oduczyły francuskich kierowców łamania przepisów drogowych.

 

 

Z tego punktu widzenia oddanie na początku lat 70. biegnącej równolegle do RN7 "autostrady słońca" tylko pogorszyło sprawę. Korki na niej są w sierpniu niewyobrażalne (turystom zaleca się unikanie tranzytu przez Francję na początku i na końcu miesiąca), dochodzi też do częstych karamboli przynoszących nawet po kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, jak wypadek pod Beaune z 31 lipca 1982 r., w którym zginęły 53 osoby. Nic dziwnego, że czasy dawnej drogi nad morze Francuzi wspominają z coraz większą nostalgią. W zamku Simian w Piolenc niedaleko tej trasy otwarto kilka lat temu muzeum Nationale 7. Wzdłuż niej urządza się dziś rajdy oldtimerów na pamiątkę pierwszego w dziejach Francji wyścigu samochodowego Paryż-Marsylia z 1896 r.

 

Awinion jest prawdziwą gratką dla miłośników historii. Miasto papieży i antypapieży oraz sławny, kończący się w połowie szerokości rzeki most. A dla smakoszy produkowane w okolicy jedno z najlepszych francuskich win - Châteauneuf-du-Pape.

 

Poza bardzo wysokimi opłatami za korzystanie z autostrad są więc inne powody, by zamiast pędzić "autostradą słońca", leniwie jechać Nationale 7. Można się wtedy przekonać, że Prowansja, tak niesamowicie wyglądająca na filmach i pocztówkach, w rzeczywistości prezentuje się... jeszcze piękniej. Nieśpiesznie jadąc przez miasta i miasteczka tak piękne, jak Valence, Montélimar, Mornas czy Awinion, zatrzymując się czasem na kieliszek winka, kosztując prowansalskich serów i brzoskwiń... można będzie rzeczywiście oczyścić organizm z kwasów, o których śpiewał Charles Trenet, i być wreszcie gotowym do cieszenia się wakacjami.  

  

 

Tekst: Wojciech Orliński

Zdjęcia: Shutterstock, www.nationale7.com (montaż)

 

 

 

Zobacz też na Logo24:

 

 
To jedna z najsłynniejszych dróg świata. O Route 66 łączącej Chicago z Kalifornią śpiewali Nat King Cole i Rolling Stones, a w miasteczkach położonych przy niej kręcono słynne filmy. Dziś zapomnianą przez Boga i ludzi szosą podróżują tylko poszukiwacze jej dawnej świetności - tacy jak ja.
Stolica mody i designerskich sklepów. Proponujemy nietypowy przewodnik po mieście - kultowe miejsca i najmodniejsze francuskie marki, których w Polsce nie można jeszcze kupić.
Przygotowanie podróży bez internetu? Nonsens! Jak inaczej kupić bilet na samolot, znaleźć hotel i zarezerwować bilety do muzeów? Oto 10 stron, które naszym zdaniem najbardziej przydadzą się miłośnikom zwiedzania świata.

Nie baw się jedzeniem - pamiętasz, ile razy to słyszałeś, gdy byłeś dzieckiem? A właściwie dlaczego nie? Przeczytaj nasz przewodnik po kulinarnych festynach Europy. Zabawa jedzeniem to jest to! Wybór imprez jest bardzo subiektywny: chodziło o to, żeby było i smacznie, i zabawnie. Gorąco i chłodno. Morsko i śródlądowo. Po prostu różnorodnie.

Gdyby rzecz się działa w Stanach Zjednoczonych, powiedzielibyśmy: oto prawdziwy American dream. Chłopiec, który pasł owce, stał się królem. Może nie całego świata, ale na pewno świata hoteli. Nie ma chyba w tym świecie marki bardziej prestiżowej niż Ritz.