Udałem się więc do pobliskiego, sporego sklepu samoobsługowego i wybrałem produkty, których przy zdrowych zmysłach zapewne bym nie kupił. Np. chipsy o smaku polędwiczki w złocistej cebulce. Wprawdzie Lay's od dawna kusi coraz to nowymi smakami chipsów, ale na mnie to jakoś nie działa. Jem więc te mięsno-cebulkowe prażynki jakoś bez przekonania. Smak jest, jak należy, ale czy ja chcę chrupać polędwiczki właśnie w ten sposób? Podobnie jest ze smakiem chipsów grzybowych. Skoro to moment przekąskowy, to może oliwki. Uwielbiam: prosto z zalewy albo osączone, podlane oliwą z ziołami. Natrafiłem na oliwki faszerowane pastą cytrynową. Mojej pani smakowało, mnie nie. Wolę te z migdałami albo anchovies. Po przekąskach - kanapeczki. Z mdłym pasztetem z łososia (mało smaku, dużo żelatyny), z tatarem z mintaja ?a la łosoś? i polędwicą z indyka prosto z Hiszpanii. Do tatara kupiłem też lupę, ale nie żeby dostrzec porcję, tylko żeby przeczytać napisy na opakowaniu. A jest co czytać, choćby że użyta tu żółcień pomarańczowa S może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci. To znaczy co? Że dziecko będzie nadaktywne? Jeszcze bardziej? Czy że - da Bóg - się uspokoi. Ja po tatarze Lisnera zachowywałem się raczej spokojnie, no może nadaktywnie piłem wodę, bo tatar deczko słony. Przepiłem i spróbowałem indyczego mięsa. Tu niespodzianka: smak może nie intensywny, ale bardzo w porządku. Z wyglądu to zresztą ani ze smaku wcale nie indyk. Ale i wygląda, i wchodzi korzystnie. To na razie najlepsze z dziwactw. Wtórują mu kluski penne, szwajcarskie, a co!, z dodatkiem komosy ryżowej zwanej także ryżem peruwiańskim. Tłumaczowi etykiety pomylił się chyba amarantus z komosą, bo stosuje te nazwy zamiennie. Makaron jest lekko słodkawy i bardzo smaczny. Z dziwacznych produktów wybrałem jeszcze musztardę z płatkami wędzonej papryki i gruziński sos paprykowy. Kamisowa musztarda ma atrakcyjne opakowanie i kolor, i trochę kobiecy (łagodny, słodkawy) smak. Sos jest zaś bardzo męski: pikantny, nierówno przetarty, paprykowy, świetny.

Na deser budyń i jogurt. Do tej pory myślałem, że jedynym sposobem na zły budyń jest niedokładne wymieszanie proszku z mlekiem (bo tworzą się kluchy), teraz wiem, że można go zepsuć fatalnym aromatem (tu: żelków). A jogurt cytrynowy? Najlepsze jest w nim zgrabne opakowanie. Smak niczego sobie, choć tej cytryny mało. Ja tylko nie lubię, jak w jogurcie jest za dużo żelatyny. A tu było. Więc minus. No i kawa, orkiszowa tym razem. Mleko? Nie, będzie substytut z ryżu(!). Kawa jest beznadziejna, nawet nie pachnie jak kawa zbożowa. Mleko ryżowe? Lekko słodkie, do kawy może być. I z pewnością lepsze niż sojowe. Wniosek? Na 12 prób, cztery udane. Marny wynik.

 

Jarosław Matuszewski 1. Lays, chipsy o smaku polędwiczek / 150 g - 5,25 zł

2. Pasta Gala z quinoa / 350 g - 6,79 zł

3. Kula, adżika paprykowo-korzenna / 340 g - 12,15 zł

4. Dr Oetker, budyń żelkowy / 40 g - 0,95 zł

5. Lomo de pavo, polędwica z indyka / 80 g - 9,75 zł

6. Hildegard, Kawa orkiszowa instant / 50 g - 11,19 zł

7. Lisner, Tatar z mintaja ??la łosoś / 125 g - 5,45 zł

8. Jolca, Oliwki z cytryną / 300 g - 6,35 zł

9. Rice & Rice, napój ryżowy / 200 ml - 3,39 zł

10. La fermiere, jogurt cytrynowy / 140 g - 5,35 zł

11. Kamis, musztarda z płatkami wędzonej papryki / 125 g - 5,59 zł

12. Jensen's pasztet z łososia / 80 g - 8,59 zł

 

Tekst: Jarosław Matuszewski

 

Czytaj też na Logo24:

o jedzeniu, testy artykułów spożywczych

Zakąska i popitka

Jarek przetestował chipsy z ryżu, koniak XO i ciasto z proszku. Zobacz czego warto spróbować.

Zdrowo, czyli bez smaku

Ekokolacja rozczarowuje. Bo nie samym chlebem i piwem człowiek żyje ...

Test hot dogów

Lubię parówki. Od zawsze. Nie przeszkodziły temu nawet czasy, gdy parówki, jako jedyny wyrób mięsopodobny, jadało się codziennie.

Pod lupą

Dziś Jarosław Matuszewski subiektywnie i niezależnie ocenia pomarańczowe ptasie mleczko, zupki w proszku oraz produkty Hortexu i Morlin.