Wysokoprocentowe alkohole odpadają z przyczyn oczywistych. Ale gdyby tak ująć im mocy? Gdyby zmieszać, dajmy na to, z wodą? Już lepiej, prawda?

No to mieszamy!

 

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile zawdzięczamy marynarzom. Irlandczycy, na ten przykład, przywieźli do Ameryki piękną pieśń, która (dwie) setki lat później podbiła listy przebojów, i to nawet kilka razy, przynosząc tym chwałę różnym wykonawcom, choć największą jednak Thin Lizzy. Mowa oczywiście o "Whisky in the Jar". Choć picia whisky w stanie czystym nie polecalibyśmy raczej letnią porą, jednak w pewien sposób łączy się ona z tematem. Od jej picia starano się bowiem odzwyczaić marynarzy floty angielskiej, zastępując ją ponczem. Przepis na tę mieszankę przywieźli Anglicy z Indii. Nazwa "poncz", jest fonetyczną interpretacją pochodzącego z sanskrytu słowa "panć" czyli "pięć". Pięciu bowiem składników trzeba, by zrobić poncz, a mianowicie wody, araku, soku cytrynowego, cukru i herbaty - lub przypraw. Z czasem arak zastąpiono rumem, a jeśli ktoś lubi eksperymenty, może spróbować, jak to będzie smakowało z whisky. Choć napój ten podawano zdecydowanie dla ochłody, Brytyjczycy polubili go tak bardzo, że serwowali zimą na ciepło - jako trunek tym razem rozgrzewający. Także i polska szlachta dwa wieki wstecz raczyła się ponczem. Do dziś w kuchennym słowniku przetrwało słowo "naponczować" - odnoszące się do ciast (znaczy ono tyle, co nasączyć alkoholem), choć sam poncz wyszedł z mody.

kiwiNieco mocniejszą propozycją, jest bowle (również boule) - koktajl sporządzany najczęściej z wina wytrawnego, owoców lub soków, przypraw (np. jałowca lub wanilii), cukru, niekiedy wzmacniany słodkimi wódkami i serwowany z lodem w dużej okrągłej wazie z przykrywką. Szklaną chochelką nalewa się bowle do małych szklaneczek z uszkiem. Nazwa sugeruje anglosaskie pochodzenie trunku - i coś w tym jest, bo na początku bowle (czyli puchar) było skrótem od bowle of punch i stanowiło synonim samego ponczu. Z czasem jednak dzielne słowo bowle wybiło się na niezależność i przylgnęło do niemieckiej tradycji alkoholowej. Dziś najsłynniejsze bowle pochodzą właśnie z Niemiec - jak na przykład Erdbeerbowle (napój z musującym winem i truskawkami), serwowany przez naszych sąsiadów podczas letnich ogródkowych przyjęć. 

Francuzi nie byliby Francuzami, gdyby na te ekscesy nie dali swojej własnej, jedynie słusznej odpowiedzi, a jest nią kruszon. Czy też cruchon, wymawiane trochę jak Cruchot (słynny żandarm z Saint-Tropez). Cruchon to również nazwa naczynia (konkretnie: dzbanuszka), a trunek, który ma ono zawierać, składa się z dobrego - czyli francuskiego - wina, dojrzałych cytrusów i gazowanej wody mineralnej. Gotowy napój nalewamy szklaną chochelką tym razem do wysokich, wąskich szklanek.

 


alkohol, szprycer ,KruszonKruszon

Składniki:

2 butelki białego wina wytrawnego

3 pomarańcze

3 brzoskwinie

5 moreli

cytryna

25 dag cukru

pół litra wody sodowej

8 kostek lodu

Pomarańcze obieramy, oczyszczamy z błonki i kroimy w plasterki, morele i brzoskwinie drylujemy i kroimy w ósemki. Układamy na dnie szklanej wazy i przesypujemy cukrem. Mieszamy i lekko ugniatamy. Odstawiamy na dwie godziny do lodówki. Wyciskamy sok z cytryny i polewamy nim owoce w wazie. Wlewamy wino i wodę sodową, mieszamy. Wrzucamy lód i jeszcze raz mieszamy. Rozlewamy łyżką wazową do szklanek.

Kruszon powinien być schłodzony, ale nie zmrożony. By utrzymać właściwą temperaturę, najlepiej misę z kruszonem wstawić do większej misy z lodem.


   

Dla odmiany hiszpańską sangrię zupełnie spokojnie możemy pić w kieliszkach lub niskich, szerokich szklankach. Rodowód tego koktajlu sięga poza obecne granice Europy. Najprawdopodobniej stworzyli go geniusze z podbitych przez różne mocarstwa Karaibów, gdzie był pity już w czasach, gdy na okolicznych morzach szaleli najsłynniejsi piraci. Jack Rackham prawdopodobnie raczył się nie tylko rumem, ale też winem z przyprawami i owocami. Hiszpańscy koloniści przywieźli recepturę do Europy, i tak to się zaczęło. W ojczyźnie Banderasa pije się dziś co najmniej kilka rodzajów sangrii: na południu robi się sangrię o nazwie zurra, do której dodawane są brzoskwinie i nektarynki; na północy wyrabia się sidra sangrię - łącząc wino z cydrem (tak, Hiszpanie też go produkują), natomiast w Katalonii pije się sangrię robioną na bazie wina musującego cava.

 


alkohol, szprycer,Sangria Sangria na czerwonym winie

Składniki:

butelka czerwonego wina (merlot, sauvignon noir, tempranillo)

20 ml likieru triple sec

pomarańcza

cytryna

jabłko

gruszka (może być jeszcze brzoskwinia i banan, jeśli lubimy "na bogato")

cukier

lód

alkohol, Sangria szklanka fanty lub mirindy (a jeśli tego nie znosimy - sok wyciśnięty z pomarańczy i cytryny - w objętości szklanki)

Do dużego dzbanka wrzucamy owoce: cytrusy kroimy w grube plastry i każdy plaster na 4 części, jabłka w kostkę. Zasypujemy cukrem (ok. 1 łyżki stołowej) i zalewamy triple sec. Wstawiamy na godzinę do lodówki Owoce zalewamy schłodzonym winem i napojem gazowanym.

Całość dopełniamy lodem i znowu wstawiamy do lodówki na godzinę.

 

Choć sama nazwa (sangre po hiszpańsku znaczy krew) sugeruje, że sangria powinna być zawsze czerwona, robi się ją często także z białego wina i wtedy nazywa się sangria blanco.


   

Zdecydowanie najbardziej bezpretensjonalni w tym europejskim zamieszaniu alkoholowym okazali się Węgrzy. Ich wynalazkiem jest bowiem szprycer, czyli mieszanka wina z wodą. Jak pisze mistrz Makłowicz: "(...) Węgier, benedyktyński nauczyciel Anyos Jedlik, wynalazł w 1829 r. syfon. Kultura syfonów zrodziła kulturę szprycera, wina z dodatkiem gazowanej wody. Syfon sprawdza się najlepiej, bowiem woda mineralna miewa różne smaki, które mogą zakłócić smak wina". Słowo "szprycer" jest wprawdzie cesarsko-królewskie (czyli niemieckie), a po węgiersku nazywa się fröccs, ale na to już nic nie możemy poradzić. Dodamy tylko jeszcze, że w zależności od proporcji szprycer może nazywać się duży fröccs (dwie części wina na część wody), długi krok (jedna część wina na dwie części wody), mały fröccs (równe części wina i wody) oraz, nie wiedzieć czemu, dozorca (3 części wina na 2 części wody). Jest jeszcze wicedozorca (2 części wina na 3 części wody) oraz fröccs lokatorski (składający się z jednej części wina i czterech części wody). Bogatsi o tę wiedzę zmieszacie już sobie po uważaniu.

  


alkohol, szprycerSzprycer miętowy

Składniki:

0,75 l białego wytrawnego wina

0,75 l gazowanej wody mineralnej

1 limonka

garść drobnych liści mięty

kostki?lodu

Do dzbanka wlewamy wodę i wino. Limonkę sparzamy i następnie kroimy w plasterki. Dodajemy miętę. Wstawiamy dzbanek przynajmniej na dwie godziny do lodówki. Podajemy z lodem.

Szprycery między sobą różnią się tylko proporcjami wina i wody.


   

Ci z was, którzy mimo wszystko chcieliby się w upalny dzień od alkoholu powstrzymać, mogą pokusić się o zrobienie prawdziwej lemoniady. Ta także jest napojem z wielowiekową historią. Wiadomo na przykład, że w 1676 r. w Paryżu była sprzedawana przez firmę Compagnie de Limonadier, która uzyskała całkowity monopol na handel tym specjałem. Wydawano ją w małych kubkach z pojemników, które sprzedawcy nosili na plecach. Z kolei w osiemnastowiecznym Londynie serwowano ją chorym w szpitalach "dla zdrowotności". A robi się prawdziwą lemoniadę, wyciskając sok z kilograma cytryn i mieszając z dwoma litrami wody. Do tego ok. 12 łyżeczek cukru, mieszamy i gotowe!

 

Tekst: Izabela Kiminowicz

Zdjęcia: Arkadiusz Ścichocki, Shutterstock (montaż)

 

Zobacz też na Logo24 

alkohole

Przeciwnicy mówią: alkopopy.

Producenci: RTD. Właściwie nie ma dobrego polskiego określenia, które byłoby dla wszystkich jasne. Że niby "brizery"? O co chodzi? O napoje w małych butelkach, w niskiej cenie, które kupuje się w sklepie z alkoholami. Takie gotowe do wypicia, lekkie drinki.

Postanowiliśmy spróbować.

 

Apéritif  

Francuzi kochają jeść. Wybitni kucharze nie ustępują popularnością gwiazdom filmowym. O stolik w dobrej paryskiej restauracji równie trudno jak o bilety na koncert Stonesów.

A jedzenie to cała ceremonia. Ceremonia, która zaczyna się od apéritifu. Coraz częściej w ten sposób zaczynamy posiłek także w Polsce.

Jabłecznik,smak raju

W Normandii i Bretanii należy pilnie wytężać wzrok, by nie przegapić rzeczy najważniejszych. Jeśli na wiejskiej chałupie zobaczysz kołysaną morską bryzą tabliczkę z napisem: "Ici vente de cidre" - trzeba natychmiast zapukać do drzwi i zażądać degustacji jabłecznika.

Miodzio!

A ja tam byłem, miód i wino piłem... - tak kończyła się niegdyś każda bajka. Przez te staropolskie i baśniowe skojarzenia miodów pitnych długo nie traktowano poważnie.