W moje ręce trafił żel pod prysznic, antyperspirant oraz komplet kosmetyków do golenia: pianka i dwa balsamy. Obejrzałem, sprawdziłem ceny i - nie ukrywam - nie nastawiałem się na oszałamiający sukces. - Pewnie nic specjalnego - westchnąłem. To był błąd, bo przecież Mariusz Czerkawski nie zostałby chyba twarzą kampanii nieudanych kosmetyków?

Testujemy kosmetyki Bond: tanie i..., testy, skóra, kosmetyki, pielęgnacja, zarost, pot, Mariusz Czerkawski reklamuje nowe kosmetyki Bond.fot. materiały prasowe

Pierwsze miłe zaskoczenie to żel pod prysznic. Bond ma męski zapach, nawiązujący do tradycyjnych wód kolońskich, ale ciekawy i nieprzesadnie mocny. Wyszedłem spod prysznica zadowolony. Mocne cztery z plusem.

 

Zachęcony powodzeniem wziąłem się za golenie. I tu gigantyczne zaskoczenie - pianka do golenia (a przyznaję - wolę żele od pianek) była rewelacyjna. Zarost momentalnie zmiękczony, golenie było czystą przyjemnością. Aż nie mogłem uwierzyć i przez kilka dni na zmianę goliłem się używając pianki Bonda i kilku dużo droższych produktów. Efekt za każdym razem ten sam: Bond wygrywał. Jak dla mnie: szóstka.

 

Ciut gorzej było z balsamami. Miały moim zdaniem trochę zbyt wodnistą konsystencję. Łagodziły podrażnienia, przyjemnie pachniały, ale zdecydowanie wolę gęstsze balsamy. Zastanawiałem się, czy to już trójka, czy jeszcze cztery z minusem. Żeby podjąć decyzję, przeprowadziłem mini test na koleżankach z pracy - miały powąchać, czy zapach im się podoba. Wszystkie odpowiedziały, że tak, i że z przyjemnością mogłyby się całować z tak pachnącym mężczyzną. Pal licho konsystencję, w takim razie piątka!

 

Antyperspirantom ocen przydzielać nie będę - działają, a to najważniejsze. W sumie Bond bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i mogę te kosmetyki z czystym sumieniem polecić.