Przyszłość na talerzu

 

Superfoods to nazwa marketingowa, ale do upowszechnienia samych produktów i wytworzenia na nie apetytu konsumentów przyczynili się głównie naukowcy, którzy nieustannie szukają środków zapobiegających chorobom i starzeniu, czegoś, co wyżywi wszystkich na przeludnionej Ziemi, oraz podstawowego zestawu do zabrania przez kolonistów w kosmos i na inne planety. Na razie futuryści przewidują, że będzie to komosa ryżowa, z której pozyskuje się quinoę. Łatwa w uprawie, możliwa do wykorzystania na różne sposoby, daje się przerobić i na mąkę, i na olej. Pewnie z czasem dorzucą coś jeszcze, ale nie stawiają na mięso.

 

Zwykły konsument superfoods także myśli o przyszłości, ale w kategoriach indywidualnych. Znaczy, o swojej.

 

Życie ludzkie się wydłuża, to fakt. I każdy chce nie tylko żyć długo, ale też w najlepszej kondycji, żeby skorzystać z wolnego czasu i wszystkich tych lat, które zostaną do zagospodarowania po wypełnieniu tzw. obowiązków społecznych. A to znaczy, że już teraz trzeba dbać o siebie, jeśli nawet nie nadzwyczajnie, to na pewno systematycznie. I wyliczenie jest proste; im lepiej zaopiekujesz się swoim organizmem teraz, tym większa szansa na długie lata wolności i przyjemności.

 

Modny koktajl

 

Raz modniejsza jest rukola, raz kokosy, ale to akurat nie ma znaczenia, coś musi być modniejsze. Reszta nie traci przez to swoich właściwości. Superfoods mają jeszcze inne zalety; składniki w nich zawarte są łatwe do przyswojenia, nie wymagają więc żadnej specjalnej obróbki. Praktycznie każdy coś z nich wyczaruje, a ostatnio najczęściej są spożywane po prostu w postaci zmiksowanej. Wrzucasz do blendera to, co ci pasuje, choć jak się ktoś upiera, to oczywiście znajdzie setki przepisów na mieszanki z dokładnie wyliczonymi dawkami dziennymi składników mineralnych, kalorii, białek itd. Zastępujesz takim miksem jeden posiłek dziennie lub robisz sobie raz w tygodniu cały "koktajlowy dzień". Na dobry początek.

 

 

Młody Bóg

 

Niektóre efekty zmiany diety da się zaobserwować dość szybko; skóra nabiera zdrowszego koloru, włosy błyszczą, wzrasta poziom energii, poprawia się koncentracja i libido. Z czasem zauważysz, że masz większą odporność na infekcje, a jeśli nawet coś złapiesz, szybciej się wyleczysz. Czas tych zmian zależy także od tego, ile udało ci się w organizmie narobić szkód, jakie masz braki i czego. Oczywiście najzdrowsze jedzenie świata nie wystarczy, jeśli będziesz bez przerwy niszczyć skutki jego działania, pijąc colę, jedząc fastfoody, słodycze, białe pieczywo, nadużywając alkoholu, tytoniu itp. Pozbądź się choć jednego wroga. Najłatwiej zrezygnować ze słodyczy i cukru. Naprawdę. Co prawda ludzki mózg jest sprytny, ale daje się omamić. Wiadomo, że dostarczasz mu przyjemności, gdy zjadasz solidną porcję cukru w każdej postaci, i będzie cię namawiał na następne, coraz większe. Nie daj się. Weź go na odwyk. To zaledwie dwa tygodnie. W tym czasie jesz, w zależności od upodobań, albo więcej pełnowartościowego nabiału, w tym dużo twardych serów, albo owoce i warzywa. Nawet nie zauważysz, kiedy ochota na coś słodkiego zniknie. Nie rezygnuj, w rozsądnych ilościach, z czekolady, ale wybieraj gorzką, im wyższa zawartość kakao, tym lepiej - to także doskonałe źródło antyoksydantów, a poza tym przyspiesza metabolizm, poprawia pracę mózgu, jest uważane za afrodyzjak. Dwie kostki dziennie to akurat, żeby skorzystać ze wszystkiego, co w niej dobre. Nie rezygnuj też z czarnej kawy, ale spróbuj słodzić ją na przykład syropem z agawy, miodem lub właśnie odrobiną czekolady, jeśli zupełnie nie dasz rady pić po prostu gorzkiej. Kawa działa odmładzająco na komórki - w każdej wersji, także ta bezkofeinowa. Ale musi być dobrego gatunku i dobrze zaparzona.

 

Superfoods: więcej informacji o każdym z 15 superproduktów w zdrowej diecie znajdziesz w naszej galerii

 

Kapusta kiszona

 

A w ramach ciekawostki - kiedy zajrzysz do koszyka młodego manhattańczyka robiącego zakupy w popularnych sklepach sieci WholeFood lub TridersJoe, zobaczysz tam przede wszystkim kłębowisko zielonych liści, owoce, słodkie ziemniaki, migdały i orzechy. A dr Oz, guru zdrowego odżywiania, proponuje w swoim programie telewizyjnym picie kawy z dodatkiem oleju kokosowego zamiast mleka i jedzenie kiszonej kapusty. I ludzie to rzeczywiście robią. Kapusta kiszona zaczyna powoli zdobywać popularność, jakiej nigdy wcześniej, z wyjątkiem sklepów etnicznych, tu nie notowała. Wiadomo, że zawiera dużo witamin i składników mineralnych, zwiększa odporność, oczyszcza organizm z toksyn, a bakterie, które powstają w procesie kiszenia, poprawiają florę bakteryjną przewodu pokarmowego.

 

W Stanach na fali mody na superfoods nawet mrożonki i fast foody robi się z dodatkiem kale, quinoi i chia. Nie trzeba jednak, naprawdę, jeść od rana do wieczora jarmużu i zakąszać kapustą. Zmiany w diecie lepiej wprowadzać mniej drastycznie, popróbować, co smakuje. Powoli, w niewielkich ilościach, ale konsekwentnie, żeby organizm dostawał dawki reperujących uszkodzenia składników w ruchu ciągłym. W praktyce nie jest to trudne.