Wodospady Wiktorii na afrykańskiej rzece Zambezi to jeden z siedmiu naturalnych cudów świata. Przez potężne kaskady przetacza się średnio pół miliarda litrów wody w ciągu minuty. Kiedy rzeka dociera do krawędzi, spada ponad 100 metrów w dół, rozpryskując się na najdrobniejsze kropelki. Tak samo rozprysnął by się człowiek, który miałby nieszczęście znaleźć się w rzece płynącej przez wodospad.

 

A jednak każdego roku we wrześniu i w grudniu dziesiątki turystów kąpią się w Zambezi tuż przy krawędzi wodospadu. Z Wyspy Livingstone'a docierają do tzw. Diabelskiego Basenu, zagłębienia położonego przy uskoku kaskady. W tych dwóch miesiącach poziom wody w rzece jest najniższy, więc i jej nurt słabnie. Na krawędzi przy Diabelskim Basenie jest za to ukryty pod wodą naturalny kamienny mur, który powstrzymuje rzekę. Dzięki temu to, co przez większość roku skończyłoby się natychmiastową śmiercią, w tych dwóch miesiącach staje się mrożącą krew w żyłach rozrywką. Turyści całymi rodzinami, nawet z małymi dziećmi pluskają się w rzece, podpływając do samej krawędzi wodospadu i spoglądając w stumetrową otchłań.

 

Specjaliści ostrzegają jednak, że gwałtowne, krótkotrwałe ulewy, nierzadkie w Afryce nawet w porze suchej, mogą spowodować nagłe wezbranie wody. Taki przybór, choć chwilowy, może łatwo skończyć się tragedią.