Nie czuj się poszkodowany. Taka teraz moda wśród młodych - czyli mniej więcej do 35. roku życia - randkujących singli płci obojga na Manhattanie. Obecnie obowiązuje tzw. prawo piątej randki, co znaczy mniej więcej tyle, że do pełniejszych kontaktów seksualnych nie dochodzi w  ciągu czterech pierwszych spotkań, przeplatanych rozmowami telefonicznymi i tekstowymi. Można widywać się z kilkoma osobami równolegle, z każdą na innym poziomie. Bardzo praktyczne. I higieniczne.

Różne środowiska tworzą różne rytuały związane z uwodzeniem, poprzedzające stosunek. Tyle że dopóki się człowiek nie zetknie ze zjawiskiem, które odbiega od jego normy kulturowej, to nawet o  tym nie myśli... "Podpieszczanki" do orgazmu są mocno osadzone w  amerykańskiej kulturze erotycznej. W czasach mizernej antykoncepcji praktyki tego typu były akceptowaną przez rodziców i nauczycieli formą odreagowania napięć seksualnych nastolatków. Uznawano, że dorośli tak nie powinni - bo to infantylne. Obecnie wracają do łask.

Cała reszta zabawy jest równie prosta. Od partnerów, z którymi dziewczyny hołdujące tej modzie umawiają się na pierwsze spotkania, nie wymaga się za dużo. Mają być bystrzy i mieć poczucie humoru - to chyba najważniejsze. Natomiast jest kilka spraw, które odstręczają od następnych prób, a wśród nich: maniakalne oglądanie się za innymi kobietami, opowiadanie ciągle o sobie lub - to nawet gorzej - o swoich byłych i podbojach. Nie mają szans także desperacko poszukujący kontaktu, wysy- łający wiadomości tekstowe w trakcie spotkania, niedomyci... Dziewczyny nie akceptują też, gdy ich randkowy partner jest nieuprzejmy dla obsługi w restauracji, to sygnał braku wychowania i arogancji. W USA wiele studentek dorabia w restauracjach na pokrycie kosztów nauki, kobiety są więc na to wyjątkowo wyczulone, bo mają podobne doświadczenia. A ostatnio - i to często od pierwszego spotkania! - kasuje się znajomości, gdy odkrywa się zaangażowanie po odmiennej stronie sceny politycznej.

W rozpolitykowanym Nowym Jorku nie jest to sytuacja nowa. W latach 70., kiedy ustawodawcy mieli zdecydować o dostępie do aborcji (obowiązywało wtedy prawo trzeciej randki, nawiasem mówiąc), zrywano ledwie zaczęte znajomości, jeśli się okazywało, że ktoś uznaje za słuszny przeciwny punkt widzenia. Zdaniem randkujących ówczesnych i obecnych fundamentalne różnice światopoglądowe nie rokują za dobrze na przyszłość, więc szkoda czasu.

Jak będziesz następnym razem w Nowym Jorku - o ile ten trend się utrzyma i akurat spotkasz jego wyznawczynię - zmień na chwilę punkt widzenia i przyjmij, że nie dążysz do stosunku. Twoim celem jest wywołanie orgazmu u partnerki i uzyskanie własnego - bez penetracji, a nawet bez rozbierania. W ubraniu. W spodniach, kurtkach i tak dalej. Od strony czysto technicznej patrząc, przydaje się w takich wypadkach umiejętność sterowania wytryskiem oraz znajomość kobiecych reakcji seksualnych.

Pamiętaj przy tym zawsze, że kobiecy orgazm absolutnie nie jest uzależniony od penetracji ani wytrysku i może być wywołany różnymi sposobami, niekiedy bardzo prostymi - np. wkładasz dłoń między uda ubranej partnerki tak, żeby kantem przylegała do jej warg sromowych, a ona lekko zaciska mięś-nie i ociera się namiętnie w potrzebnym jej rytmie.

Albo: kładziesz dłoń na jej wzgórku łonowym i opukujesz palcem w zmiennym rytmie okolice łechtaczki. Technika ta działa nawet lepiej, jeśli partnerka ma na sobie spodnie.

Także mężczyzna może uzyskać orgazm, ocierając się np. o uda lub pupę kobiety - i to gdy obydwoje są ubrani. Jedyna niedogodność polega na tym, że wytrysk może nastąpić w takich warunkach niespodziewanie szybko. Proste - i potencjalnie przyjemne.