- Okoliczności prowadzące do złamania penisa są zazwyczaj raczej ekscytujące - mówił wkrótce po wywołanej serialem gorączce w internecie urolog dr Darius Paduch z New York Presbyterian-Weill Cornell Medical Center. - Najczęściej zdarza się to, kiedy kobieta jest na mężczyźnie lub kiedy ona siedzi na biurku, a on omyłkowo trafia mocnym pchnięciem w biurko, zamiast tam, gdzie trafić powinien.

 

Dr Paduch zajmuje się przeciętnie czterema przypadkami złamania penisa rocznie, czyli niezbyt często, widać większość trafia.

 

Złamaniu towarzyszy zazwyczaj trzask i natychmiastowa utrata erekcji. Penis wygląda groteskowo - przypomina bumerang - mówi Paduch i przyrównuje go do porwanego żagla, który trzeba zszyć, zanim będzie znowu przydatny. I będzie boleć.

 

"Złamanie" nie jest właściwym słowem - mówi się tak ze względu na charakterystyczny trzask, kiedy dochodzi do urazu - w rzeczywistości dochodzi do przerwania tkanek, bo kości w penisie nie ma. Bez interwencji chirurga jednak się nie obejdzie, natomiast przywrócenie funkcji seksualnych jest prawie pewne, trwa około 6 tygodni. Zbagatelizowanie urazu może jednak prowadzić do poważnych komplikacji, trwałej deformacji penisa, dysfunkcji i chronicznego bólu.

 

Seks nie jest jedyną okolicznością, w której może dojść do złamania penisa. Na przykład - mówi Paduch - złamanie może się przydarzyć, kiedy mężczyzna spada ze schodów. Ale... penis musi być w stanie erekcji.

 

(bm)