Oczywiście II wojna światowa całkowicie ograniczyła wszelkie przejawy życia kulturalnego i sportowego. Pomysłodawców Mille Miglia przymusowo wcielono do wojska: Aymo Maggi został dowódcą batalionu przybrzeżnego, Giovanni Canestrini rozpoczął służbę w oddziale lotniczym, a Renzo Castagneto koordynował transport. Najtragiczniejszy los spotkał jednak Franco Mazottiego, którego zestrzelono nad Morzem Sycylijskim. Nadchodzące edycje miały uhonorować dorobek jednego ze swoich patronów.

Okres powojenny to ciągłe dylematy: ograniczone środki finansowe przeznaczać na odbudowę zniszczonych terenów, czy inwestować je w sztukę i sport. Wiele europejskich inicjatyw o podłożu kulturalnym było z góry blokowanych, gdyż priorytetową kwestią stawało się choćby przywrócenie sprawnie działającej infrastruktury. Ale - jak pisał Canestrini - "polityka nie jest w stanie zepsuć prawdziwej wartości sportu". Włochy postanowiły zaryzykować i przywrócić swojemu flagowemu wyścigowi dawny blask. Ogromną rolę odegrał wówczas niespełna trzydziestoletni burmistrz Brescii, Bruno Boni (do dziś w mieście znajdziemy plac, nazwany jego nazwiskiem). O tym, jak wielkim zaufaniem darzyli go mieszkańcy miasta, niech świadczy fakt, że pełnił swoją funkcję przez kilkadziesiąt lat!

Odwaga do podejmowania się ryzykownych inicjatyw, świadczy o swego rodzaju - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - intelektualnej brawurze. Jednak nawet najbardziej lotne umysły w pewnym momencie muszą konfrontować się z brutalnymi realiami. W pierwszych latach po II wojnie światowej, przeszkodą nieprzekraczalną wydawał się być kontekst odbudowy zrujnowanych państw. Dlatego też edycje Mille Miglia, które odbyły się jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku, nie powalały innowacyjnością technicznych rozwiązań.

Ale - z drugiej strony - nie takie było ich zadanie. Europa, jak nigdy wcześniej, potrzebowała romantycznej wizji. Igrzysk, jakkolwiek trywialnie by to brzmiało. I właśnie Mille Miglia, "najpiękniejszy wyścig świata", wpisał się w tę potrzebę wprost doskonale. Jak do dziś szczycą się organizatorzy włoskiego rajdu, tamte ciężkie lata zostały zapamiętane jako najbardziej poruszające, najbardziej emocjonujące.

Mille MigliaFot. materiały prasowe

Z pomocą inicjatywie po raz kolejny przyszedł Tazio Nuvolari. "Gość, który nie wie, co to strach", "najlepszy kierowca w historii Włoch" znów pokazał, czym jest walka do ostatniego zakrętu. Przywrócił wiarę w to, że na sportowe emocje nigdy nie jest za wcześnie. "Nivola" - jak nazywano sportowca w Brescii - mający już pięćdziesiąt pięć lat, załamany śmiercią dwójki dzieci i zmęczony zmaganiami z chorobą płuc wstąpił do zakonu w Gardone Riviera. Zjawił się jednak na starcie rajdu celem pomocy w rejestrowaniu pojazdów uczestniczących w wyścigu Mille Miglia. Na Piazza della Vittoria spotkał Enza Ferrariego i po krótkiej rozmowie il Drake udostępnił mu kabriolet, który miał pozwolić mu przewietrzyć myśli. Nie przejechawszy wcześniej ani centymetra tym samochodem, Tazio zmierzał w kierunku Rzymu z dużą przewagą nad Biondettim. Miał jednak wypadek i musiał usunąć maskę w swojej 166. Jadąc z odsłoniętym silnikiem, w Bolonii wciąż był na prowadzeniu, ale Ferrari, który widział, że kierowca i samochód są podniszczeni, nakłaniał "Nivolę" do wycofania się. Niezmordowany Nuvolari nie dał za wygraną i pojechał dalej, a całe Włochy wstrzymały oddech z uszami przyklejonymi do radioodbiorników. Na jego nieszczęście w Reggio Emilia nie wytrzymał resor piórowy w zawieszeniu silnika. Wyścig niezagrożenie wygrał Clemente Biondetti także ścigający się w ferrari 166.

Biondetti był drugą osobą, której powojenne edycje Mille Miglia zawdzięczają swój blask. Wygrywając wyścig w latach 1947-1949 stał się pierwszych kierowcą w historii rajdu, który zwyciężył w czterech edycjach (rekord wciąż niepobity). A niewiele brakowało, by popularny "Toscanaccio" w ogóle nie przystąpił do wyścigu. Długo fascynował się bowiem motocyklami, a nie samochodami. I to właśnie z dwoma kółkami wiązał swoją przyszłość. Choć Biondetti sportowcem był nieprzeciętnym, nigdy nie stał się taką ikoną jak choćby wspominany wcześniej Nuvolari. Zabrakło charyzmy, a sukcesy odnosił wyłącznie w Mille Miglia.

Mille Miglia nabierał rozpędu. Wraz z początkiem lat 50., wyścig wkroczył w okres, w jakim nie był od początku swojego istnienia...