Kilkanaście lat później Gottlieb Daimler wypuścił na rynek pierwsze nowoczesne auto o nazwie Mercedes.

Z tych dwóch tradycji zrodziła się najsłynniejsza marka samochodowa na świecie.

Gdyby w jakimś rządzie zasiedli obok siebie Saddam Husajn, George W. Bush, Jarosław Kaczyński i Władimir Putin, raczej nie spodziewalibyśmy się sukcesów - ani takiej rady ministrów, ani państwa przez nią kierowanego. Zbyt wiele wielkich indywidualności, zbyt wielu speców od zarządzania lub knucia, zbyt wiele wrogości i sprzecznych interesów. Taki gabinet nie zdołałby zapewne nawet dotrwać do zaprzysiężenia, już wcześniej stałby po kostki we krwi po wewnętrznych walkach. A jednak metaforyczny odpowiednik takiego rządu powstał - i przetrwał, cementując jedno z największych przedsięwzięć wszech czasów. Taaak, historia Mercedesa jest zagmatwana.

 

- Zwalniam pana! - Cieszę się.

Jej początek wyznaczają dwaj 'ojcowie założyciele', Carl Benz i Gottlieb Daimler. Dwaj wybitni konstruktorzy z niemieckiej Szwabii (Badenia-Wirtembergia), obaj owładnięci ideą stworzenia sprawnego napędu dla przemysłu i transportu, obaj utalentowani i perfekcyjni. Jeden poprawiał świat w Mannheim, drugi w Cannstadt - raptem o 110 km od siebie.

Nie znali się, nigdy się nie spotkali, a do Cesarskiego Urzędu Patentowego Rzeszy Niemieckiej skierowali swe wnioski rejestracyjne dotyczące 'pojazdu motorowego' niemal dokładnie w tym samym czasie. Pierwszy był jednak Benz ze swym trójkołowym 'pojazdem motorowym' (29 stycznia 1886), Daimler i jego czterokołowa 'bryczka bezkonna' uznani zostali za wtórnych.

 

 


 

historia Mercedesa- Gottlieb Daimler Wilhelm Maybach

Gottlieb Daimler

Wilhelm Maybach


 

Ale sprowadzanie wszystkiego do tych dwóch panów jest nieporozumieniem. Bo nawet jeśli byli geniuszami, nie osiągnęli niczego w pojedynkę. Byłoby to zresztą nieuczciwe wobec innych geniuszy, którzy ich otaczali, współpracowali z nimi lub zaciekle ich zwalczali.

A warto wiedzieć, że nie ma na świecie innej marki, w której powstanie i funkcjonowanie byłoby zaangażowanych tylu najważniejszych ludzi w danej dziedzinie przemysłu. Bo na chwałę przedsiębiorstw, które w 1926 r. scalono w zalążek koncernu giganta o nazwie Mercedes-Benz, pracowali niemal wszyscy najważniejsi europejscy konstruktorzy, handlowcy i finansiści związani z motoryzacją.

Zacznijmy od wynalazcy pierwszego na świecie silnika spalania wewnętrznego (zasilanego gazem) Nikolausa Otto. Za jego największy wkład w sukces Mercedesa trzeba uznać fakt, że... wyrzucił z pracy dyrektora technicznego swojej firmy Deutz Gottlieba Daimlera. Otto produkował zasilane gazem maszyny od 1863 r., a w 1872 r. uzyskał patent na swoją konstrukcję, która zapoczątkowała drugą rewolucję techniczną. Jednak przez całe lata odmawiał wprowadzenia jakichkolwiek zmian w swoim silniku - zmieniała się jedynie jego skala - uważał bowiem, że jedynym właściwym zastosowanie dla jego wynalazku jest napędzanie maszynowni fabryk w zastępstwie silników parowych. Daimler miał na ten temat inne zdanie i tak długo je demonstrował, aż wreszcie został wywalony z hukiem po 10 latach niezwykle owocnej pracy dla Deutza.

historia Mercedesa

 

Tragedia młodego konstruktora? W życiu! Wraz z nim odszedł naczelny inżynier Deutza, absolutny fenomen techniczny i wizjoner, Wilhelm Maybach, który miał podobne poglądy na rozwijanie konstrukcji silników spalinowych. Założyli własną fabrykę silników i w 1883 r. uzyskali patent na wysokoobrotowy, benzynowy silnik spalinowy. Dla tych, których szczegóły techniczne mierżą, krótkie wyjaśnienie: silnik gazowy Ottona był wspaniałym wynalazkiem, podobnie jak np. muszkiet. Ale w porównaniu z konstrukcją Daimlera i Maybacha był rzeczywiście jak muszkiet wobec karabinu maszynowego...

Ta konstrukcja była wysokoobrotowa, trzykrotnie wydajniejsza energetycznie i lekka. Tak lekka, że obaj geniusze mogli się natychmiast oddać swej manii montowania napędu spalinowego do wszelkiego rodzaju środków transportu - na lądzie, wodzie i w powietrzu. I nawet jeśli Carl Benz, korzystając z założeń ich patentu silnikowego, jako pierwszy uzyskał rejestrację dla czegoś w rodzaju samochodu, to Daimler i Maybach, nie walcząc o kolejne patenty, zdążyli w tym samym czasie zastosować (skutecznie!) swoje silniki w rowerach, bryczkach, łodziach i sterowcach.

 

Pan safanduła i pani od PR

A tymczasem sam Benz walczył z rzeczywistością, zachowując się jak na prawdziwego geniusza przystało: gdyby nie jego żona Bertha, mógłby umrzeć z głodu, nie tylko nie dbając o takie drobiazgi, jak zarabianie pieniędzy, ale wręcz nie zdając sobie sprawy, skąd się takie coś właściwie bierze. Miał swój warsztacik i konstruował w nim niezwykle udane pojazdy - motocykle i motorowe bryczki. Przeprowadzał ich próbne jazdy ku uciesze gawiedzi, po czym... stawiał je w kącie, nie mając pomysłu, co dalej.

I tu wkracza pierwsza na świecie 'pani kierowniczka' - Bertha Benz. W tajemnicy przed mężem i pod jego nieobecność wsadziła dwóch synów na siedzonka świeżo opatentowanego, a już pokrytego kurzem, zupełnie bezużytecznego trójkołowca i... udała się nim w nieprawdopodobnie daleką wówczas podróż do swej rodziny w Pforzheim - 88 km!

 


historia Mercedesa - Carl i Bertha Benz

Carl i Bertha Benz


 

Wróciła po tygodniu, bogatsza o mnóstwo nowych doświadczeń. Po pierwsze, potrafiła samodzielnie wyczyścić dysze gaźnika (szpilką i piórem z kapelusza), wymienić klocki hamulcowe, wypłukać chłodnicę, zatankować benzynę (nabywaną w aptece, taką do walki z wszami, prania oraz mycia urządzeń gospodarstwa domowego). Wróciła i najpierw poleciła mężowi (współcześni państwu Benz twierdzili, że jejmość Bertha nie uznawała innych form współżycia z ludźmi niż dyktatura z nią na czele) skonstruować skrzynię biegów, bo trójkołowiec 'zdychał' na podjazdach, a potem...

A potem rozkręciła coś, co należy uznać za pierwszą akcję marketingowo-piarowską. Niemieckie i europejskie gazety były pełne jej zdjęć na trójkołowcu - oraz relacji z jej wyczynu.

Firma Carl Benz & Cie zaczęła wreszcie przynosić zyski. Tyle że Carl pozostawał upartym niedojdą w interesach i nie umiał przełamać swych ograniczeń. Wciąż więc montował silniki w bryczkach. To znaczy w pojazdach, które pod względem nadwozia i podwozia niemal w ogóle się nie różniły od konnych powozów. Tylko napęd miały inny. Ale ponieważ Benz był perfekcjonistą, wciąż znajdował nabywców, bo jego auta się nie psuły. Jeździły niewiele szybciej od poganianego wołu, ale za to bezawaryjnie. A Benz dopiero w 1901 r. przełamał się na tyle, by zastosować choćby część spośród powszechnie już wówczas wykorzystywanych rozwiązań technicznych. Za późno.

 

Kup pan auto, panie hrabio

Bo choć wówczas Gottlieb Daimler już nie żył (zmarł na serce rok wcześniej, założywszy uprzednio olbrzymią sieć produkcji i sprzedaży samochodów, w tym i w USA - dealerem Daimlera był legendarny producent fortepianów William Steinway), to właśnie automobil z jego fabryki został uznany za zaczątek nowej ery: ery nowoczesnego samochodu. Mowa o aucie, które skonstruował Maybach z synem Gottlieba Paulem.

O niektórych rozwiązaniach w nim zastosowanych myśleli już od dawna, ale odważyli się na nie dopiero na wyraźne życzenie pewnego klienta. To był Emil Jellinek, kolejna niezrównana osobowość - obywatel cesarstwa austro--węgierskiego, bon vivant, bawidamek, bufon, snob i hochsztapler. Mieszkał w Nicei, gdzie się zajmował, powiedzmy, zarabianiem pieniędzy. Dużych. Jellinek wykazał się wrodzonym talentem do iście amerykańskiego rozmachu marketingowego, czyniąc swym klientem samego barona Henriego de Rothschilda. Ten obrzydliwie bogaty arystokrata miał wiele zainteresowań i jedną miłość: maszyny, zwłaszcza samochody. Dumnie jeździł po Lazurowym Wybrzeżu w swych nowoczesnych i wciąż coraz lepszych automobilach marki Panhard, wjeżdżając nimi na strome wzgórze Turbie, na które umiały się wspiąć tylko najlepsze maszyny.

historia MercedesaJellinek obserwował go jakiś czas, po czym udał się w 1897 r. do fabryki Daimlera i zażyczył sobie auta zdolnego do jazdy z niebotyczną wówczas prędkością 40 km/h - o 15 km/h większą niż panhardy Rothschilda. Następnie upokorzył barona, wyprzedzając go w czasie jego przejażdżki na górę Turbie. Na szczycie dał się niby to przypadkiem zagadać i sprzedał arystokracie auto za olbrzymie pieniądze. Ze swym zarobkiem udał się do Cannstadt i powrócił jeszcze lepszym i szybszym modelem (50 km/h), który w identyczny sposób opchnął swemu jaśnie wielmożnemu klientowi. W tym momencie funkcjonował już jako poważny handlowiec. Zaczął obsługiwać bogatą klientelę, zorganizowawszy sobie wyłączność na reprezentowanie Daimlera. Podczas wyścigów samochodowych odbywających się w czasie organizowanego corocznie Tygodnia Nicei Jellinek postanowił zastosować metodę 'na Rothschilda' wobec szerszej publiczności. W 1900 r. przekazał więc Paulowi Daimlerowi kosmiczną wtedy kwotę 550 tysięcy marek jako zaliczkę i zażądał auta o niskim środku ciężkości, szerokim rozstawie kół i osi, lepszym wyważeniu, chłodzeniu silnika i hamulcach. Takie auto powstało, był to Daimler 35.

Ale Jellinek miał już lepszy pomysł: jako inwestor strategiczny wymógł na radzie nadzorczej Daimlera, że samochody przez niego zamawiane będą nosić nazwę Mercedes. Tak miała na imię jego ukochana córka i tak miał zamiar nazywać 'swoje' samochody. Których zamówił aż 36 i złożył opcję na kolejne trzy tuziny. Wtedy to była transakcja na poziomie dzisiejszych rocznych obrotów Toyoty na rynku amerykańskim.

 


historia Mercedesa -  Emil Jellinek,  Adriana Manuela Ramona Jellinek, Ferdinand PorscheAdriana Manuela Ramona Jellinek (w środku) przysłużyła się marce swym przydomkiem. Jej ojciec Emil (z lewej) wołał na córkę Mercedes i takiej nazwy zażyczył sobie dla automobili produkowanych przez Daimlera. Ferdinand Porsche (z prawej) był jednym z wielu geniuszy w historii firmy.


 

Samochód Daimler, wróć!, Mercedes 35 powstał, został wyposażony jeszcze w kilka wynalazków (skoro Jellinek płacił, Maybach postanowił wykorzystać swoje nawet najbardziej wymyślne konstrukcje, jak chłodnica o budowie plastra miodu, gaźnik z dyszami wtryskowymi, czterobiegowa skrzynia biegów itp.) i oczywiście wygrał wszystko, co wygrać można było. Otrzymał handlową nazwę Mercedes Simplex. A zaraz potem pojawiły się kolejne Mercedesy (bo dzięki sukcesowi handlowemu szybko zmieniono nazwę marki), zdolne rozwijać nie 50, a 90 km/h! Już w 1903 r. mercedesy przekraczały 110 km/h, a niektórzy szaleńcy domagali się jeszcze więcej.

 


historia Mercedesa - Mercedes 35

Daimler 35, ups..., Mercedes 35 powstał na specjalne zamówienie Emila Jellinka, który chciał autem zaimponować nicejskiej śmietance towarzyskiej podczas dorocznego wyścigu. Zaimponować, a później sprzedać, oczywiście, bo pan Jellinek miał smykałkę do interesu.


 

 

Tak zaczęła się prawdziwa era nowożytna.

 

Piękny mariaż

Jednym z jej najważniejszych momentów był gest Carla Benza, który uratował firmę, ostatecznie uznając w 1903 r., że jako biznesmen jest w fajtłapą, i zrezygnował z szefowania spółce Benz & Cie. Znakiem czasów stał się nowy samochód marki Benz - model Parsifal, a szefem spółki został geniusz techniczny i perfekcjonista August Horch. Zanim odszedł 'na swoje' w 1909 r. (zakładając firmę Horsch, a potem Audi), wprowadził do produkcji wszystkie te elementy, na które do tej pory nie zgadzał się Benz. W ten sposób do jakości oraz niezawodności dodał nowoczesność i innowacyjność - za jego czasów Benz pobił cztery rekordy prędkości. W efekcie już rok później era Mercedesa stała się jednocześnie erą Benza, a obie firmy stały się najbardziej rozpoznawalnymi markami niemieckimi.

Wojna światowa zmieniła wszystko - Benz i Mercedes produkowały na potrzeby wojska, więc w 1918 r. zostały ubezwłasnowolnione, doprowadzone do ruiny przez traktaty pokojowe, niechęć do produktów niemieckich na amerykańskim rynku i hiperinflację. Dopiero na początku 1924 r. sytuacja zaczęła się poprawiać na tyle, że obroty wzrosły, znów otworzył się też rynek USA. Ale wtedy obiema firmami rządzili już ludzie myślący innymi kategoriami biznesowymi - którzy doprowadzili do fuzji w 1926 r. Powstał Mercedes-Benz.


historia Mercedesa - Mercedes 630 Mercedes 630 z 1926 r. to jedna z pierwszych konstrukcji Ferdynanda Porsche.


 

 

Naczelnym inżynierem nowej firmy został hipergeniusz Ferdinand Porsche, przedtem szef techniczny Austro-Daimlera i członek zarządu ds. techniki w Daimler AG w Stuttgarcie. Człowiek, który nawet na tle opisanych tu już tytanów intelektu błyszczał jak czystej wody brylant. Zanim Hitler zrobił go 10 lat później odpowiedzialnym za projekt KDF (Volkswagen), Porsche uczynił z Mercedesa nie tylko awangardę jakości, nie tylko opokę solidności, ale też pioniera technologicznego, arcymistrza wyścigowego i po prostu superkoncern. Przedsiębiorstwo symbol.

Po II wojnie światowej Mercedes długo wracał na należne mu miejsce. Powrócił jednak, znów jako wzorzec, najlepszy i pionierski producent. Do głosu doszli tacy wizjonerzy, jak Bela Barenyi, który do dotychczasowych zalet Mercedesa - solidności, jakości, innowacyjności, osiągów i komfortu dorzucił tę, z którą marka ta kojarzy się dziś niemal wszystkim: bezpieczeństwo. Dał nam niezniszczalną podczas kolizji klatkę kabiny pasażerskiej. Strefę kontrolowanego zgniotu. Łamaną kolumnę kierownicy. Bezpieczne zamki w drzwiach. Można by tak jeszcze długo - Bela Barenyi zarejestrował łącznie ponad 2500 patentów! Warto tu zauważyć, że drugi w kolejności posiadacz największej liczby patentów w historii przemysłu motoryzacyjnego to Wilhelm Maybach. A trzeci - Ferdinand Porsche.

Czy naprawdę trzeba jeszcze tłumaczyć fenomen Mercedesa?

 


historia Mercedesa - Mercedes-Benz 500 K

Mercedes-Benz 500 K  'Spezial-Roadster', arcydzieło z 1936 r.


 

 

Tekst: Maciej Pertyński

Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

 

Zobacz też na Logo24:

Widząc podnoszone jak skrzydła drzwi, każdy miłośnik motoryzacji od razu pomyśli o Lamborghini. Niby to nie jedyne auto z takim bajerem, ale w żadnym innym nie urósł on do rangi symbolu.

Jak większość motoryzacyjnych legend, nie jest już tym samym, co przed laty. Ale i tak stanowi niedyskretny przedmiot pożądania.

bugatti
Bugatti - Boskie automobile

Nazwa marki brzmi po włosku, w imieniu firmy wypowiadają się Niemcy, a jej siedziba jest we Francji. Cóż to naprawdę jest Bugatti?

My name is Martin, Aston Martin

Gdyby kiedykolwiek powstał samochodowy parlament, Aston Martin zasiadłby w Izbie Lordów. I z pewnością został szefem komisji do spraw służb specjalnych.

Lincoln Limousine One

Jeśli widzieliście kiedyś przedłużoną limuzynę, to na pewno widzieliście lincolna. Jeśli mówią wam coś inicjały JFK, to wiecie, jak mocno związane są z marką Lincoln. A jeśli kochacie tylko i wyłącznie cadillaki - to wiecie, że lincolny to ich odwieczni rywale.

W tytule miało się znaleźć jakieś chwytliwe szwedzkie wyrażenie, które opisywałoby samochody Koenigsegg. Ale wszystkie szwedzkie słowa, które naprawdę oddają ich charakter, są niecenzuralne.

Włoski skorpion

Dzięki słynnemu wiedeńskiemu konstruktorowi dziś nawet mali mogą naprawdę dużo.