W szatni zostawiamy wszystko. Torebka, telefon, fosforyzujący zegarek. Chodzi o to, aby absolutnie nic nie rozpraszało ciemności. Najpierw przechodzimy do normalnej, jasnej restauracji-poczekalni, siadamy przy kieliszku wina musującego (nie wiadomo dlaczego nazywanego przez obsługę szampanem) i miseczce oliwek. Czekamy. Miła pani podchodzi kolejno do każdego stolika, zbiera zamówienia. Do wyboru są trzy rodzaje menu: Polskie, Odkrycie i Smakosz. Zamawiamy w ciemno, dowiadujemy się tylko tyle, że menu Polskie jest - jak sama nazwa wskazuje - polskie, a Smakosz (4-daniowe) i Odkrycie (3-daniowe) to kuchnia fusion, z wyraźnymi elementami francuskimi. Pani prosi nas jeszcze o wybranie napojów.

Decydujemy się na menu Odkrycie i na wino. Trzeba kupić całą butelkę, na szczęście są również te mniejsze, półlitrowe. Zamawiamy wino białe i czerwone. Właśnie tak, nie sprawdzając producenta, kraju pochodzenia, szczepu, ani rocznika. Spróbujemy to ustalić na ślepo.

Przed grubą kotarą oddzielającą "ciemną" restaurację od reszty Novotelu czeka przewodnik-kelner. Jest niewidomy. Ustawiamy się w kolejce, pierwsza osoba kładzie rękę na ramieniu przewodnika, kolejne na ramieniu osoby poprzedzającej. Przechodzimy przez kotarę i idziemy, skręcając dość często i mijając jeszcze trzy grube, czarne kotary. Okazuje się, że niewidomy radzi sobie tysiąc razy lepiej niż my. Idziemy niepewnie, na sztywnych, niezgrabnie i dość szeroko rozstawionych nogach, mamy wrażenie, że zaraz na coś wpadniemy albo się przewrócimy. Nasz "pociąg" się rwie, ale przewodnik jest cierpliwy, przystaje i czeka. Wydaje się, że idziemy strasznie długo, zanim wreszcie docieramy na miejsce. Przewodnik każdemu z osobna pomaga zająć miejsce przy stole. Krzesła są twarde, niezbyt wygodne, z chłodnymi, metalowymi oparciami. Proszę, aby Łukasza posadzono nie obok mnie, a naprzeciwko - tak będzie łatwiej rozmawiać.

Gdzieś obok nas zamieszanie. Jakaś kobieta szarpie się, ucieka przewodnikowi, wpada na meble, chce wyjść. Histeryzuje i coraz bardziej się nakręca. Chyba boi się ciemności. Nie udaje się jej uspokoić, tłumaczenie na nic się zdaje, ostatecznie przewodnik musi ją wyprowadzić.

Kiedy wszystko jest już przygotowane, przewodnik, który teraz pełni rolę kelnera, podaje przystawkę. I zaczyna się. Zgadujemy, co jest na talerzu. Filet z kaczki na zimno, mówię. Chyba nie, mówi Łukasz. Raczej pierś kurczaka, może schab? Nie jestem w stanie obronić swojego zdania, czuję się niepewnie. Daję sobie narzucić ten Łukaszowy schab (potem okazuje się, że miałam rację, cholera!). Bez problemu rozpoznajemy natomiast roszponkę w jakimś owocowym winegrecie i pasztet z kaczki.

Kelner-przewodnik podaje wino. - Czy nalać państwu? - pyta. Wolimy sami. Są dwie opcje. Albo rozlejesz (bo przeleje ci się poza krawędź kieliszka), albo znajdziesz jakiś chytry sposób.

Ja znalazłam. Trzeba - przykro mi, ale to jedyne, co mi tak na gorąco przyszło do głowy - wsadzić palec do środka kieliszka, zastępując brak wzroku dotykiem. Lejemy, powiedzmy do pierwszego stawu palca wskazującego (oczywiście każdy leje do własnego kieliszka po swoim palcu!). Udało się napełnić kieliszek i nie porozlewać, teraz wąchamy wino. Węch też powinien być wyczulony, ale brak wzroku powoduje, że głupiejesz. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Nos nie rozpoznaje nawet szczepu! Ba, jeden z sąsiadów nie ma pewności, czy wącha białe wino czy czerwone! Ale na szczęście wszystko szybko wyjaśnia się w smaku.

Wyostrzone brakiem wzroku pozostałe zmysły powodują, że Dans le Noir? jest z jednej strony fajniejsza, z drugiej bardziej męcząca od zwykłej restauracji. Fajniejsza, bo wszystko tu pachnie i smakuje sto razy mocniej. Mimo to nie każde danie potrafisz rozpoznać. To działa jakoś tak: jeśli widzisz ziemniaka na talerzu, wiesz że to ziemniak, nie musisz go jeść. Purée, smażony, gotowany, pieczony, obojętne. Ale jeśli go nie widzisz, a on smakuje trochę inaczej - np. został zapieczony z jabłkiem - masz problemy.

W Dans le Noir? możesz także sprawdzić, jakie w dotyku jest jedzenie. To śmieszne doświadczenie dla każdego, kto zazwyczaj posługuje się sztućcami. Właśnie moja sąsiadka je palcami.

- Nie mogę inaczej, wszystko zsuwa się mi z widelca - tłumaczy. Wybrała menu Polskie, wyobrażam sobie jej ręce i pewnie twarz także, umazane marynowanymi buraczkami i upaprane w śledziu ze śmietaną.

Szkoda, że nie mogę tego zobaczyć. Albo dobrze, bo podobno ludzie w tej ciemności zachowują się okropnie. - Gdy kelnerka zaprowadziła mnie na miejsce, pokazałem jej język - pisze recenzent z "International Herald Tribune". - Potem robiłem głupie miny do przyjaciół (...) i w ogóle rozrabiałem jak źle wychowane dziecko.

Zastanawiamy się, jakie mięso nam podano. Wołowina? Jagnięcina? Jeden z gości uważa, że mięsa w ogóle nie dostał.

- Sprawdź na szóstej - radzi ktoś. Śmiech.

Z drugiej strony ta ciemność jednak trochę przeszkadza. Wyczulony słuch rejestruje każde słowo. To nie zawsze jest fajne. Ludzie podnoszą głos (może tylko mi się tak wydaje?), przekrzykują jedni drugich. Nie znamy swoich sąsiadów (nawet ich nie widzieliśmy!) i w zwykłych warunkach pewnie nie przyszłoby nam do głowy nawiązanie konwersacji. A po ciemku przedstawiamy się sobie, oczywiście od razu jesteśmy na ty. Wiemy, gdzie pracują i że mają małą córeczkę, która została z babcią. Mieszkają niedaleko ode mnie, może mogliby mnie podrzucić do domu po wszystkim? Pewnie, że tak (to dobra strona nieoczekiwanej przyjaźni).

Nazbyt czuły słuch powoduje jeszcze jedno. Paradoksalnie, mimo ciemności, atmosfera nie jest romantyczna. Gdyby chociaż stoliki stały oddzielnie, w przyzwoitej odległości! Ale w Dans le Noir? siedzi się przy jednym długim stole, rzędem obok siebie. Nie bardzo masz możliwość uwodzenia partnerki/partnera głosem, bo każde twoje słowo usłyszą (i skomentują) pozostali goście. Pozostaje najwyżej dotyk ponad stołem (palcami) lub pod nim (stopą). Ale robisz to na własne ryzyko, bo zawsze możesz natrafić nie na kobietę, z którą przyszedłeś, tylko na żonę sąsiada. A niektórzy panowie bywają bardzo nerwowi...

 

tekst | Inka Wrońska

(przy nieocenionej pomocy Łukasza Klesyka)

 

Radzę pamiętać

 

1. Ciemnej restauracji nie opuścisz przed końcem posiłku. Wychodzenie do toalety też nie wchodzi w grę.

 

2. Zazwyczaj układasz serwetkę na kolanach, jednak w Dans le Noir? wskazane jest użycie jej w charakterze śliniaczka.

 

3. Jeśli cierpisz na jakąś alergię pokarmową, koniecznie powiedz to osobie, która zbiera zamówienia. Ona wie, co jest w menu i może doradzić, który zestaw będzie dla ciebie bezpieczny.

 

Kilka konkretów

 

Miejsce: hotel Novotel, Warszawa, ul. Marszałkowska 94/98. Liczba miejsc: 50-60.

Czas: od środy do piątku z rezerwacją (pierwszy seans o 19, drugi o 21), soboty bez rezerwacji od 19 do 22. Na razie do 21 czerwca, kontynuacja (być może) po wakacjach.

Uwaga! 7 czerwca organizatorzy zapraszają na wieczór kubański w Dans le Noir?

Oczywiście w ciemnościach.

 

Rezerwacja pod numerem: (22)596 22 33

 

Ceny:

 

Menu Polskie (przystawka, danie główne, deser) 125 zł

Menu Odkrycie (przystawka, danie główne, deser) 135 zł

Menu Smakosz (menu Odkrycie plus dodatkowe danie główne) 145 zł

Za wino i napoje płacimy oddzielnie.

 

Jeśli nie w Polsce, to gdzie?

 

W Paryżu - 75004/51 rue Quincam-poix/01.42.77.98.04;

rezerwacja miejsc: resa@danslenoir.com/www.danslenoir.com

Liczba miejsc: 58.

 

W Londynie - Islington, 30-31 Clerkenwell Green/020 7253 1100;

rezerwacja: booking@danslenoir.com/www.danslenoir.com

Liczba miejsc: 60-86.

 

W Moskwie - Oktiabrskaya 2/4, 127018 Moskwa;

rezerwacja miejsc: (007 495) 688 33 96 lub rezervatciya@danslenoir.ru/www.danslenoir.com

Liczba miejsc: 45.