Puknij się w czółko. W twoim wieku takie rzeczy robić... Wyobrażasz sobie przeciętnego czterdziestolatka, takiego, dajmy na to, inżyniera Karwowskiego, w tej roli? - pytali koledzy w pracy.

Tłumaczyłem, że nie będzie źle i że na takie rozrywki wcale nie jest za późno. Szybki przegląd internetowych stron na temat zawodów Crashed Ice nie pozostawiał jednak żadnych złudzeń - do mety nie dojadę w całości. To, co ze mnie zostanie, czyli bezwładne ciało, siłą rozpędu wpadnie na metę i z impetem rozbije się o bandę.

Hokej to najszybsza gra zespołowa i jedna z brutalniejszych dyscyplin sportowych. Męski sport dla twardzieli. Crashed Ice jest rozwinięciem ciemnej strony hokeja: brutalności i szybkości. Grę zespołową i krążek zostawiamy na płaskim jak stół lodowisku, a zamiast tego rzucamy się na łyżwach w lodową rynnę. Ekstremalne połączenie prędkości Crashed Ice z przeszkodami snowcrossowymi nadało nowego znaczenia terminowi ?bieg eliminacyjny?. Czterech łyżwiarzy startuje przeciwko sobie. Przez kilkadziesiąt sekund walczą o pierwsze miejsce. Nie ma czasu na taktykę, podchody, sojusze. Liczy się prędkość i walka wręcz, czyli poza umiejętnościami hokeisty NHL dobrze mieć praktykę w kilku wschodnich sztukach walki. Do mety dojeżdża się lub dolatuje w stanie agonalnym. Ważna jest jeszcze jedna informacja. Tu nie ma miejsca na jakieś próby. Crashed Ice jest jak skok na bungee lub na spadochronie. Nie da się troszkę spróbować. Kiedy już rzucisz się w dół lodowej rynny, zatrzymasz się dopiero na samym dole.

  

Strój hokejowy do Crashed Ice

Bodiki (ochrona korpusu i ramion): 450 zł

Nałokietniki: 89-250 zł

Nagolenniki: 119-290 zł

Rękawice: 129-350 zł

Bluza: 39-99 zł

Kask: 50-350 zł

Kratka do kasku: 10 zł

Spodnie: 40-199 zł

Pas do getrów + suspensor: 30 zł

Getry: 30 zł

Łyżwy: 180-450 zł

Czapeczka finishera Crashed Ice: - bezcenna

 

Czesi - silni, zwarci, gotowi

Na dzień przed praskimi zawodami Red Bull Crashed Ice podglądam trening Czechów. Na lodowisko ściągnęli stare opony, ustawili bramki, porozkładali deski. Sklecili z tego tor przeszkód dla komandosów, tyle że na lodzie. Na starcie stanęło kilkudziesięciu chłopaków wyrośniętych jak dęby. Wjechali na lód - ale jak wjechali! - widać, że urodzili się z łyżwami na nogach. Szczęka mi opadła. Tor pokonywali pojedynczo, na czas. Wybierano ośmiu najszybszych. Start z zatrzymania. Nieustanna pogoń, ślizgi i podskoki. Tu nie liczyła się forma ani czy ktoś się wywrócił i sunął na brzuchu, czy koziołkował. Byle szybciej i w kierunku mety. Kwalifikacyjny limit - 50 s. Kurczyłem się w sobie, oglądając ich wirtuozerię i ściskając w ręku torbę z moimi falconami pulsar - łyżwami z dziecięcego snu o hokeju. To, że nie mam szans w jakiejkolwiek rywalizacji z nimi, wiedziałem już, wyjeżdżając z Polski. Teraz zacząłem mieć wątpliwości, czy w ogóle przeżyję taką jazdę bez trzymanki.

Czesi wybrali najlepszych 60 łyżwiarzy. Najsłabszy z nich mógłby mnie uczyć łyżwiarskiej techniki. Zrezygnowałem z założenia łyżew i próbnej jazdy na lodowisku. Niech sobie myślą, że jestem dobry. W podstawówce chodziłem do szkółki hokejowej. Obecnie kilka razy w tygodniu ślizgam się na miejskim lodowisku. Parę myków znam. - Zjem knedliki i dam radę - pomyślałem. W końcu nikt nie zna toru, budowanego tylko na jeden wyścig. Nie ma stałych tras, na których można trenować zjazdy na łyżwach. Obawy tłumiły słowa Jaspera Feldera - zwycięzcy pierwszej edycji Red Bull Crashed Ice i mistrza kolejnych pięciu edycji lodowych wyścigów. - Nie mogę ćwiczyć na żadnym torze, ponieważ nigdzie na świecie podobny tor nie istnieje. Ale trenowanie pięć, sześć razy w tygodniu na zwykłych lodowiskach jest bardzo przydatne, a poza tym mam spore doświadczenie z innych dyscyplin sportowych - dużo jeździłem na snowboardzie, nartach, rolkach. Uprawiałem także bandy, połączenie hokeja z piłką nożną i footballem amerykańskim - tłumaczył skromnie Felder.

Ja też jeżdżę na łyżwach, rolkach i snowboardzie. Teoretycznie jestem więc przygotowany. Tymczasem na murach Wyszehradu zespół techniczny wygładzał lodową trasę Crashed Ice...

 

Stromo, wąsko, dramatycznie

Zacznę od "dramatycznie" - poszedłem obejrzeć tor wieczorem. Chmury wiszą nisko nad miastem. Kazamaty, barbakany, forty, bramy - atmosfera zamku Drakuli, a nie międzynarodowej imprezy sportowej. Między kamiennymi szańcami fortyfikacji wstęgą lodu wije się trasa dla kamikadze. Jest stromo. Z całym szacunkiem dla saneczkarzy i bobsleistów: ich tory zjazdowe to kaszka z mlekiem w porównaniu z trasą Crashed Ice. Włosy stają mi na głowie w pióropusz: 366 m lodu. Prędkość przelotowa (w dosłownym słowa znaczeniu) - 40 km/h. Maksymalna - 70 km/h! Start na podeście, jakieś dziesięć pięter powyżej mety. Trasa szerokości około 4 m, z obu stron zabezpieczona solidnymi bandami. Zaczyna się rynną w dół pod kątem 45 stopni, po drodze rampy, podjazdy, dwa stopery i zakręt - 90 stopni. Dalej prosta prowadzi opadającą wzdłuż murów obronnych ulicę Pevnosti. O tak, w tym miejscu trasy pewność ostatecznie zamieni się w niepewność każdej kolejnej sekundy. Prosta z hopkami biegnie w dół, by krótkim podjazdem i zakrętem pod kątem prostym zniknąć w Praskiej Bramie. Przejazd przez bramę to karkołomny uskok w dół i podjazd z drugiej strony fortyfikacji na kolejny zakręt ze skocznią. Potem 70 m prostej z jedną hopką i metą zabezpieczoną materacami i odbojnikami opartymi o konstrukcję przypominająca zakończenie torowiska kolejowego. Ta konstrukcja ma bezpiecznie zatrzymać zawodnika bez względu na to, w jakim stanie i na jakiej wysokości zakończy zjazd, a właściwie lot nad linią mety.

Czy jest bezpiecznie? Na niecałych 400 m lodowej rynny są trzy punkty pomiaru szybkości i trzy punkty medyczne. Oświetlona jupiterami trasa jest wąska. - Nie ma miejsca dla czterech rozpędzonych łyżwiarzy. Ten tor sam wyeliminuje najsłabszych. Na pierwszych stu metrach pozostaną na przeszkodach i przewężeniach, a jeśli je pokonają, to najwyżej niekontrolowanym lotem koszącym, frezując bandy po obu stronach toru - tłumaczy Pavel, czeski zawodnik Crased Ice, który pomoże mi skompletować ubranie ochronne. Sam widzę, że nie będzie tu miejsca na grację i finezję ruchów. Zapowiada się jazda dowolna. Układów figurowych, podwójnego aksla i rittbergera, nikt nie doceni. Sztuką będzie się podnieść i kontynuować jazdę. Pocieszam się, że ostatecznie trasę można ukończyć, sunąc rynną na dowolnej części ciała.

 

Dałeś mi, Panie, zbroję...

Nie dałeś rozumu, zakładam więc zbroję - kompletny strój hokeisty. Jesteśmy na szczycie praskich fortyfikacji, czyli na początku lodowej rynny. W wydzielonym dla zawodników sektorze organizatorzy przygotowali szatnie. Kompletuję opancerzenia ochronne, ubranie, kask itd. Razem wszystko waży z 10 kg. Serwisanci ostrzą łyżwy. Po zapakowaniu się w cały ten szpej nie sposób założyć łyżew. Pot leje się ciurkiem. Pewnie też trochę z nerwów. U każdego z zawodników w oczach widzę przesuwający się w rytm głośnej rockowej muzyki banner: "Awaria układu. Nadmiar testosteronu". W praskim wyścigu Red Bull Crashed Ice uczestniczy 122 zawodników z 11 krajów: z Czech, Słowacji, Finlandii, Austrii, Kanady, Bośni i Hercegowiny, Węgier, Szwajcarii, Ukrainy, Niemiec i Polski. Nowicjusze startujący pierwszy raz nie mają szans na podium. Fin Kevin Olson - jeden z faworytów lodowego wyścigu, tłumaczy: - Doświadczenie zdobywa się podczas każdego wyścigu. Tylko z doświadczenia wiem, gdzie mogę zyskać trochę czasu i gdzie powinienem uważać, żeby nie wylecieć z trasy.

Prowadzi Fin Lart Joutsenlahiti - trzeci czas kwalifikacji (średnia 48,9 km/h).

W rozmowach po angielsku przewijają się słowa: ice-downhill-skate-hockey-skatercross-crazy-shit. Ponad połowa zawodników to reprezentanci Czech i Słowacji, dlatego do wymiany opinii i doświadczeń bezcenny jest polsko-czesko-ukraiński łamaniec językowy, w którym padają słowa zbyt soczyste do cytowania na łamach "Logo". Po dzisiejszej eliminacji w szatni zrobi się luźniej. Zostanie nas (lub ich) 64. Staję na podeście startowym.

 

Praga z Niemcami w 44 sekundy

Boksy startowe przypominają te do wypuszczania koni na gonitwach. Bramka. Staję w skrajnym lewym boksie. Dalej Czech i dwóch Niemców. Jadę w grupie "przecierających" rynnę, nieklasyfikowanych amatorów. Wzdłuż toru nie ma jeszcze tłumu kibiców, fotografowie prasowi nie robią nam setek zdjęć. Ale i tak czuję się jak gwiazda na lodzie.

Wzdłuż lodowej rynny organizatorzy przygotowali ok. 5 tys. miejsc dla kibiców, ale finałowe biegi Crashed Ice oglądało 7 tys. widzów. Kwalifikacyjne wyścigi rozgrywano dwa dni. Na 122 zawodników 3 w ogóle nie udało się dojechać do mety, a kolejnych 5 poturbowanych dotarło do końca trasy poza limitem czasu.

Za bramką gładka jak lustro, lodowa zjeżdżalnia w czeluść. Trzymam się kurczowo poręczy. Bramki się otwierają. Żegnaj, Prago! Ruszam, nieprzesadnie odbijając się łyżwami. Prędkość rośnie lawinowo w ułamkach sekund. Czech jest już ze dwa metry przede mną. Niemcy - podobnie jak ja - próbują małych zakosów. Trudno zapanować na pędem i torem jazdy. Na hamowanie nie ma żadnych szans. Walimy w dół na złamanie karku. Już nie wiem, czy jeden z Niemców złapał mnie za rękaw, czy ja go chwyciłem, próbując złapać równowagę. Pędzimy w zwarciu prosto na bandę. Uderzamy w odbojnik przy bandzie z prędkością 40 km/h. Uderzenie rozdziela nasz rozpaczliwy uścisk. Dalej każdy z nas kontynuuje lot ślizgowy indywidualnie. Niemiec bierze jeszcze na siebie kolegę i razem śmigają rynną. Moja rozgwiazda na brzuchu jest szybsza. Jestem przed nimi. Pierwszą próbę wstania na łyżwy skutecznie niwelują dwie hopki. Walę kaskiem w bandę. Uderzenie wyhamowuje mój pęd - tyle rejestruje mózg. Doprawdy nie wiem, jak staję na nogach. Siła odbicia szczęśliwie "ustawia" moje ciało na łyżwach i do tego twarzą w kierunku jazdy - pełnia szczęścia!

Przyciężkawe ubranie hokeisty używane w Crashed Ice jest bardzo wygodne. Nie czuje się jego ciężaru, mknąc w dół lodową rynną. Ma się za to poczucie bezpieczeństwa. Rzeczywiście kontakt z bandą, upadek czy - jak na dolnym zdjęciu - jazda na brzuchu nie są problemem. Niestety, w takim stroju, sunąc cały czas w dół z dużą prędkością, trudno stanąć na łyżwach. Złapanie równowagi na trasie dodatkowo utrudniają przeszkody i konkurenci.

Czech znika w podcieniach Praskiej Bramy. Jadąc na krechę, momentalnie nabieram prędkości. Niemcy gramolą się gdzieś z tyłu. Mam więc dużo miejsca dla siebie. Podjazd przed bramą wyrzuca mnie w górę. Tracę lód po nogami, za to znowu łapię kontakt z bandą w miejscu, gdzie rynna spada w ciemny tunel fortyfikacji. To pierwsze - i jak się później okazało jedyne - miejsce na trasie, gdzie odpycham się na łyżwach, czując za sobą oddech niemieckiej dwójki bez sternika. Spadają na mnie jak dwa sztukasy z jasnego nieba, gdy wjeżdżam na rozświetlony halogenami podjazd. Razem wpadamy w zakręt z dwiema rampami - tu zdecydowanie nie ma miejsca dla trójki. Raz, dwa, trzy - odpadasz ty... Zawodnika zza Odry perfidnie spycham na rampę. Drugi pilot sztukasa nurkuje między przeszkodami. Siedzę mu na ogonie. Gnamy prostą. Widać już metę. Obraz niewyraźny, roztrzęsiony, oczy łzawią, nogi łomocą po lodzie. Na wykończeniu 30-centymetrowego uskoku - ostatniej przeszkody na trasie - tracę równowagę. Czech na macie. Za nim Niemiec numer jeden wali w barykadę z gąbek i materaców, a ja odstawiam tuż przed metą taniec świętego Wita z elementami danse macabre. Sunąc na kolanach, kończę bieg czołowym zderzeniem ze ścianą. Trudno złapać oddech. Trzęsą mi się nogi. Mam wrażenie, że 366 metrów lodowej rynny zjechałem na jednym oddechu. Skatowanemu przeze mnie ostatniemu zawodnikowi mówię: - Sorry, Winnetou. Z czasem 44 sekundy jestem 13. w grupie 20 nieklasyfikowanych. Zweryfikowałem swoje przekonanie o umiejętności jazdy, a raczej zjazdów na łyżwach.

 

 

 

Start wyścigu finałowego:

Fin Mikka Joukimainen, Kanadyjczyk Kevin Olson i Czesi: Lukáš Kolc i Lukáš Fiala. Za hopką z napisem Praha 2009 jechali już ponad 50 km/h. Pierwszy na metę wpadł Joukimainen. Za nim na podium wjechali obaj Czesi.

 

 

 

 

 

 

Crashed Ice

Pierwszy wyścig rozegrano w 2000 r. w Sztokholmie. Co roku odbywają się trzy lub cztery edycje zawodów w różnych miastach. W tym roku wyścigi odbyły się Québecu (Kanada), Moskwie, Valkenburgu (Holandia) i Monachium. W nadchodzącym sezonie zimowym zawody Red Bull Crashed Ice zaplanowano w: Saint Paul (USA) - 14 stycznia 2012 r., Valkenburgu (Holandia) - 2 lutego 2012 r., Aare (Szwecja) - 16 lutego 2012 r. i w Québecu (Kanada) - 15 marca 2012 r.

 

 

 

 

Tekst: Artur Brykner

Zdjęcia: materiały prasowe RED BULL Crashed Ice, Chmurka (montaż)

 

 

Zobacz też na Logo24:

Mój pierwszy raz, RED BULL, sport

Ślizg bobslejem w lodowej rynnie? To jak jazda roller coasterem w wesołym miasteczku.

Tylko bardziej.

Alpejskie bieganie - The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc

The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc to najbardziej prestiżowy maraton terenowy w Europie. W jego cieniu rozgrywany jest "zaledwie" 92-kilometrowy CCC. Choć w połowie trasy kolano odmówiło mi współpracy, z zimna skurczyłem się o dwa numery i biegłem non stop przez niemal 20 godzin, udało mi się go ukończyć.

Wariat - Travis Pastrana

Gdyby ktoś na świecie poszukiwał do encyklopedii wizerunku człowieka szalonego, mógłby z powodzeniem posłużyć się postacią Travisa Pastran

Temperatura spada znacznie poniżej zera, a drogi pokrywają się warstwą śniegu, błota lub lodu. Zebraliśmy garść ciekawostek i porad związanych z zimową motoryzacją. Przyjemnej lektury.