Zgłosiłem się w marcu. A potem z każdym tygodniem coraz bardziej czułem, że to nie najlepszy pomysł. Kiedy już prawie zdecydowałem się wycofać, zrobiło się za późno. Bilet dla mnie i Roberta, naszego fotografa, był wykupiony, a hotel zarezerwowany. Czas ruszyć do Hiszpanii. Do Pampeluny docieramy późnym wieczorem 8 lipca. Rzut oka na trasę i szybko wracamy do hotelu, bo następnego dnia rano mam pobiec. Im bliżej tego momentu, tym mniej pewnie się czuję. - Uważaj! Niektórzy biegacze specjalnie przed encierro trenują na siłowni, żeby dobrze się rozpychać podczas biegu. Nie będą mieli litości i nie zawahają się, jeśli będą mogli wepchnąć cię pod byka - ostrzega David, recepcjonista w naszym hotelu. - Jakby co, rozpychaj się sam. Pracuj łokciami. Albo ty ich, albo oni ciebie. Tu chodzi o twoje życie - kończy złowrogo, jakbym nie był wystarczająco przerażony.

Codziennie z trasy encierro ktoś trafia do szpitala. Najwięcej rannych cierpi w wyniku upadku, ale wielu ma rany kłute uda czy brzucha

 

Liczą się zdjęcia, nie moje życie

Jest 9 lipca, godz. 5.30, w uszach brzmią mi jeszcze słowa memento Davida. Jedziemy w kierunku centrum Pampeluny. Musimy tak rano, bo bramy oddzielające trasę zamykane są o 7.30, potem policja nie wpuszcza już nikogo. Kombinujemy tak: jeśli przyjdziemy dwie godziny przed wszystkim, zastaniemy puste ulice i na trasie encierro będziemy pierwsi. Rzeczywistość brutalnie weryfikuje te mrzonki. Zajmujemy ostatnie miejsce na ostatnim wolnym parkingu podziemnym, wychodzimy na śmierdzący moczem, zaśmiecony i zatłoczony plac del Castillo,

a przejście przez wielonarodowy tłum na odległą o 50 m ulicę Estafeta zajmuje nam kwadrans. To nie jest tak, że oni już tu przyszli. Oni jeszcze tu są - pili przez całą noc, bawili się na placach i uliczkach, tańczyli, sikali po kątach i oblewali się winem i piwem. Teraz chcą pobiec albo przynajmniej obejrzeć gonitwę.

Docieramy na Estafeta kalea. Robert zdecydował, że mam przebiec ostatni fragment tej ulicy, bo tu będzie mógł ustawić się tuż za barierką, z widokiem na kilkadziesiąt metrów trasy. Ja nie mam nic do powiedzenia. Chodzi w końcu o to, żebyśmy mieli dobre zdjęcia, a nie żebym przeżył!

Na szczęście końcówka Estafeta nie jest bardzo niebezpiecznym odcinkiem. Za taki uchodzi ulica Santo Domingo, sam początek encierro. Byki cwałują tam bardzo szybko, po obu stronach ulicy są pionowe ściany budynków bez okien, drzwi czy innych punktów zaczepienia, a bieg dodatkowo utrudniają krawężniki. - Tam pobiegniesz jutro - słowa Roberta brzmią jak wyrok.

Z kim biegłem

Sześć byków z hodowli Miura:

Papalino, 650 kg

Caprichoso, 585 kg

Lagartijo, 655 kg

Trianero, 695 kg

Solano, 660 kg

Trabuco, 670 kg

 

Mam tyle lat co Manolete

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Policjanci nie są w nastroju do żartów. Pijani uczestnicy są zagrożeniem dla innych biegaczy

Robert ustawił się w dobrym miejscu, ja mieszam się z tłumem. Wśród tych setek ludzi najwyraźniej jakoś się wyróżniam. Co chwilę podchodzi do mnie ktoś i zadaje dziwne pytania. - Jesteś pampeluńczykiem od urodzenia? Jesteś organizatorem? Możesz mi coś poradzić? - słyszę co chwila. Przecież ubrany jestem jak wszyscy inni, a w dodatku kompletnie nie wyglądam na Hiszpana. Po chwili pojmuję - jestem prawdopodobnie jedynym (nie licząc zajętych policjantów i majstrów stawiających ogrodzenie) trzeźwym człowiekiem w promieniu kilkuset metrów.

Stoję i rozglądam się po okolicy. I w tym momencie zaczynam się na serio bać. Jak ja mam się poruszać pośród tych tłumów? Ledwo mogę się przecisnąć teraz, kiedy jest spokojnie. Co będzie, kiedy ta horda zacznie się miotać bez kontroli, kiedy w ruch pójdą łokcie, kiedy moje życie i zdrowie będzie w rękach św. Fermina? W dodatku przypominam sobie, że dziś biegną byki z hodowli Miura.

Słyną w całej Hiszpanii z potężnych rogów i wrednego charakteru. I z Islero - byka, który śmiertelnie ugodził rogiem w udo niejakiego Manolete, dziś uznawanego za najwspanialszego matadora w historii. Kiedy zginął w 1947 r. w Linares, miał 30 lat. Dokładnie tyle, co ja teraz.

 

Została już tylko modlitwa

Zaczyna się porządkowanie trasy. Policjanci przepychają tłum w kierunku startu. Nie należy protestować, bo gliniarze chwilowo nie mają poczucia humoru. Co kilka chwil wyciągają kogoś z tłumu. Delikwent, najczęściej pijany jak bela, jest wywlekany, skuwany kajdankami i usuwany z trasy. Jeśli oponuje, dostaje w głowę.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Nagle okazuje się, że wszyscy musimy opuścić trasę. - Jeśli chcesz pobiec, musisz wrócić na Plaza Consistorial - mówi jeden z policjantów. Ruszam biegiem, bocznymi uliczkami. Docieram w ostatniej chwili. Gnam w kierunku Estafeta, gdzie czeka na mnie Robert. W połowie drogi zatrzymuję się z całym tłumem. Czas modlitwy! Wszyscy biegacze unoszą zrolowane gazety i wymachując nimi w stronę Santo Domingo (tam w niszy w ścianie jest figurka świętego) intonują: "A San Fermin pedimos, por ser nuestro patrón, nos guie en el encierro, dándonos su bendición. Viva San Fermin! Gora San Fermin!" ("Prosimy św. Fermina, naszego patrona, niech prowadzi nas przez encierro i błogosławi nam. Niech żyje św. Fermin!").

Docieram na końcówkę Estafeta. Staję przy barierce pośród innych świrów i czekam na byki. Nachodzą mnie złe myśli. Przez głowę przebiegają dwa nazwiska - Daniel Jimeno Romero i Ray Ducharme. Daniel to ostatnia ofiara encierro w 2009 r. Ray to 31-letni Amerykanin, który pobiegł w encierro dwa dni temu. Skończyło się obrażeniami, po których prawdopodobnie już do końca życia będzie jeździł na wózku inwalidzkim.

Nagle - huk! Petarda obwieściła otwarcie bramy w zagrodzie byków. Znów petarda - znak, że całe stado opuściło corral. Wszyscy wiwatują. Byki będą tu za dwie minuty.

 

Równo ze stadem

Moi sąsiedzi lekko rozciągają mięśnie, ja z nimi. Nagle tłum zaczyna truchtać. Trucht po chwili przechodzi w kłus, wreszcie w cwał. Ja stoję. Czekam. Do moich uszu dociera głuchy stukot. To kopyta biją o bruk. Serce tłucze jak oszalałe, w tym samym rytmie, co dzwonki na szyjach byków. Po której stronie ulicy pobiegnie stado? Wzdłuż mojej? Przycisną mnie do bariery i nadzieją na rogi! Po drugiej? Nie zdążę do nich doskoczyć i diabli wezmą zdjęcia! Nogi zaczynają się trząść, czuję parcie na pęcherz, serce wali teraz jak kafar.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierropampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Są! Jakieś dziesięć metrów za mną, całe stado. Czarne jak smoła byki "ostre" i rdzawo-beżowe łagodne. Łagodne! Dobre sobie! Mają rogi wielkości mojego ramienia. Półtonowe maszyny z zadziwiającą jak na te rozmiary lekkością suną pośród tłumu. I nagle czuję, że strach minął. Jedna myśl: muszę biec. I przeżyć. Ruszam, zanim stado zrówna się ze mną. Obok mnie galopuje facet w czarnej polówce. Nie pamiętam, co się dzieje, ale ze zdjęć wynika, że chyba wypchnąłem go z trasy, bo nagle znika z kadru. Albo ty ich, albo oni ciebie... Nie czuję nic i o niczym nie myślę. Biegnę równo ze stadem. Wyciągam rękę do zwierząt. Są teraz 30, może 40 centymetrów ode mnie. Gdyby zachciały machnąć głową w lewo, zrobiłyby ze mnie szaszłyk. Na szczęście nie obracają się na boki. Za to ja mam oczy dookoła głowy. Patrzę przed siebie, za siebie, w bok na byki i pod nogi - co szczególnie się przydaje, gdy dwójka biegaczy wywraca się przede mną. Instynktownie przeskakuję nad nimi - najwięcej rannych odnosi obrażenia nie od rogów, ale właśnie od upadków.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Skręcamy łukiem w kierunku areny. Byki są szybsze - biegnę za ich zadami, równo z pasterzami wyposażonymi w pręty do poganiania. Jestem za stadem, ale to nie znaczy, że niebezpieczeństwo minęło. Wciąż mogę upaść popchnięty i rozbić głowę. Byki mogą też zawrócić. Gnam przed siebie i po chwili wpadam do wąskiego przejścia prowadzącego na stadion. Kiedy wbiegam na piasek areny, czuję się jak Robert Korzeniowski w Atenach. 20 tys. widzów na wypełnionym do ostatniego miejsca stadionie wiwatuje na cześć biegaczy. Stado na szczęście biegnie prosto do zagrody. Potem okaże się, że było to jedno z najkrótszych encierros w historii - wszystko trwało zaledwie dwie minuty i 13 sekund. Unosimy ręce w geście triumfu. Byki przegonione, nie ma ofiar śmiertelnych (poważnie ranny był tylko młody Aragończyk ugodzony rogiem w brzuch), a my udowodniliśmy sobie, że niczego się nie boimy.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Co mi tam, jutro pobiegnę na Santo Domingo!

 

Sanfermines

Św. Fermin żył, według legendy, w III w. Był członkiem rzymskiej rodziny nawróconej na chrześcijaństwo, mieszkającej w Pampelunie. Po przyjęciu chrztu wyruszył do Francji głosić kazania, nawracać pogan, przywracać zdrowie. Zginął ścięty mieczem na rozkaz gubernatora Amiens. Kult św. Fermina w Pampelunie sięga XII w. Obchody święta patrona zaczynają się 6 lipca w południe wystrzeleniem racy oznaczającym początek sanfermines (chupinazo). W ciągu 9 dni przez miasto przechodzą procesje, pochody, przebiegają encierros. Mieszkańcy i turyści bawią się na koncertach, turniejach peloty i innych sportów baskijskich.

Wszystko kończy się 14 lipca o północy.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, Fermin

 

Strój na sanfermines

Uczestnicy święta ubrani są w tradycyjne stroje: białe spodnie i koszule. Strój uzupełniają: czerwona chusta (pannuelo rojo) zawiązana wokół szyi (4-6 euro) -  symbolizuje męczeńską śmierć świętego Fermina ściętego mieczem - oraz czerwona szarfa (faja roja) zawiązana wokół pasa, z końcówkami zwisającymi wzdłuż uda (3-10 euro). Jeśli zamierzasz pobiec w encierro, koniecznie załóż wygodne buty.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

 

Encierro

Celem encierro jest przegonienie stada z zagrody (położonej pierwotnie poza murami miejskimi) na arenę walki byków. Tradycja sięga XIV w. Początkowo byki prowadził pasterz na koniu. Z czasem w przeganianiu brali udział też miejscy rzeźnicy. To oni byli pierwszymi biegaczami. Obecność śmiałków początkowo nie spotkała się z uznaniem władz miasta. Dopiero w 1876 r. władze pogodziły się z myślą, że nie da się zwalczyć tego zjawiska i wydały dekret regulujący uczestnictwo w encierro.

pampeluna, Sanfermines, hiszpania, encierro

Pierwsza znana ofiara śmiertelna tej zabawy to Esteban Domenno Laborra, 22-latek ugodzony w 1924 r. rogiem w przejściu prowadzącym na arenę. Od tego czasu encierro pochłonęło 15 ludzkich istnień, a ponad 200 osób zostało ciężko rannych. Dziś trasa licząca 825 m prowadzi uliczkami pampeluńskiej starówki:

Santo Domingo (2) - początek gonitwy. Byki wybiegają z zagrody (1) i ruszają. Jeden z najniebezpieczniejszych fragmentów. Wypoczęte byki gnają bardzo szybko, a biegacze nie mają żadnego schronienia - otaczają ich pionowe ściany bez okien i drzwi. Bieg stromą uliczką pod górę utrudniają krawężniki. 1 ofiara śmiertelna w historii.

Ayuntamiento (plaza Consistorial) (3) - plac przy ratuszu. Po obu stronach są barierki, ale biada tym, którzy będą próbowali na nie wskakiwać. Można dostać w głowę od policjanta albo sanitariusza. 3 ofiary śmiertelne.

Mercaderes (4) - krótka uliczka, która kończy się ostrym zakrętem (5). Kolejne bardzo niebezpieczne miejsce na trasie, bo byki często "nie wyrabiają" na bruku, przewracają się i dociskają biegaczy do barierek. 1 ofiara śmiertelna.

Estafeta (6) - najdłuższy, 300-metrowy odcinek. Prosta ulica z dużą liczbą portali, prowadząca nieco pod górkę. 1 ofiara śmiertelna.

Telefónica (7) - ostatni fragment, przez placyk przed areną. Końcówka piekielnie niebezpieczna - encierro wbiega do przejścia prowadzącego na arenę (callejón) (8). Przejście jest wąskie, często tworzą się zatory. 3 ofiary śmiertelne.

Arena (9) - tu często byki zawracają w stronę biegaczy, co kończy się tragicznie. 6 ofiar śmiertelnych.

Encierro odbywa się codziennie od 7 do 14 lipca. Każdego dnia inna hodowla daje sześć swoich "ostrych" byków i dwa stadka tzw. łagodnych. Byki wypuszczane są o 8 rano. Bieg trwa ok. 3 min. Tego samego dnia o 16 na arenie rozpoczyna się korrida. Występuje trzech matadorów - każdy mierzy się z dwoma bykami.

 

Tekst: Mikołaj Kirschke

 

Zobacz też na Logo24:

Mój pierwszy raz

Co robić w Hiszpanii? Można uciekać przed bykami w Pampelunie, leżeć na plażach w okolicach Barcelony, zwiedzać madrycką galerię Prado. Można też - a nawet trzeba - jeść ser w Kastylii, szynkę w Aragonii i owoce morza w Galicji. Pić sherry w Andaluzji, musujące cava w Katalonii i wina w La Rioja.

Viva Espana, Olé!

Unikaj wielkich restauracji dla turystów. Jedz w małych miasteczkach miejscowe dania.

Konie tańczą w Jerez

Dwugodzinne przedstawienie to efekt wieloletniej pracy ze zwierzętami. Perfekcyjne choreograficznie, niesamowite widowisko wraz z grą światła i muzyki jest popisem końskiego piękna, elegancji, precyzji i idealnej harmonii ruchów jeźdźca i konia.