ASP World Tour - surfing profesjonalistów

ZLLL
Oglądanie mistrzów surfingu to rozrywka dla tych, którzy znają się na rzeczy.

ASP World Tour

Dwa, czasem trzy łebki wyłaniają się na chwilę między falami. Co parę minut któremuś zawodnikowi udaje się na kilka sekund okiełznać żywioł, wskoczyć na deskę i wykonać ledwie dostrzegalne z odległości triki.

W dodatku na zawody trzeba zawinąć na drugi kraniec Ziemi. Oprócz portugalskiego Peniche plaże Hossegor, gdzie w październiku odbywa się konkurs Quiksilver Pro France, to jedyny europejski przystanek na trasie ASP World Tour. To surferski Puchar Świata w dziesięciu bądź jedenastu odsłonach, do którego zaproszeni są tylko najlepsi. Przez cały rok kilkudziesięciu profesjonalistów przemierza glob. Australia, USA, Tahiti (ogromne, niebezpieczne fale Teahupoo, łamiące się nad płytką rafą koralową), Brazylia, RPA, Portoryko. Każde wydarzenie ma swojego mecenasa, hojnie nagradzającego startujących. Quiksilver, Billabong, Hurley, Rip Curl? Surfować, nie umierać!

1

Życie na fali

Zrodzony na początku ubiegłego wieku sport był czysty jak ocean. Człowiek, fala, decha. Bez logotypów, bez przemysłu produkującego sprzęt, bez konkursów i punktowania. Zyskując popularność wśród trendsetterów, w połowie stulecia rozwinął się dziedzinę kultury masowej. Deska stała się czymś więcej niż hobby. Do dziś surfing to sposób na życie, przez który definiujesz swoją osobowość. Ciuchy, fryzury, auta, imprezy, umiłowanie szeroko pojętej wolności.

Pomysł na skonfrontowanie najlepszych pojawił się w latach 60., a boom nastąpił w kolejnej dekadzie, ogarniając świat z dostępem do fal - od Sidney po Rio, od Florydy po Durban. Wkrótce odbywało się już 20 zawodów. Przed 30 laty bałagan ogarnęła australijska organizacja ASP (Association of Surfing Professionals). Pod jej auspicjami odbywają się dziesiątki konkursów dla pań, panów, juniorów, short- i longboardowców. Najważniejszy cykl od 2007 roku nazywa się ASP World Tour. Jego bohatera oglądasz na tej stronie.

Człowiek, woda i deska. Mnie podczas zmagań z falami udało się rozbić nos. Byli kite oraz windsurferzy, którzy odrzucili cywilizacyjne naddatki i zostali z czystą dechą, podkreślają, że to najczystszy, ale i najtrudniejszy sport świata. Aby zrobić taką tubę jak 22-letni Australijczyk Julian Wilson, który do QuikSilver Pro France dostał się z dziką kartą, by w pojedynku ze Slaterem polec jedynie o dwa punkty, musisz szlifować talent nonstop.

2

Hossegor: europejskie surfcentrum

Gdyby nie odpowiednio ukształtowane dno przy brzegu (oraz pola golfowe), Hossegor byłby Władysławowem, tyle że w lesistej Akwitanii nad Atlantykiem. Wielokrotnie zgubiłem się wśród podobnie wyglądających willi, oplecionych podobnie wyglądającymi uliczkami, o podobnie wyglądających drzewach nie wspominając. Sytuacja najbardziej kłopotliwa była nocą, bo jesienią nawet na południu Francji człowiek zamarza. Kanał łączący słone jezioro z oceanem dzieli trzytysięczne miasteczko na pół. A właściwie na cztery części - woda wbija się w ląd jeszcze dwoma korytami. Kwarty centralna oraz nadmorska to słodka architektura zwana baskijsko-landyjską: niskie białe domki z kolumnami, łukami, ornamentami, drewnianymi balkonikami i okiennicami. W latach 30. budował się tu artystyczno-polityczny Paryż: Léon Blum, Gabrielle d'Annunzio, François Mauriac, Maurice Ravel... Teraz to małe centrum surfingowej konfekcji. Swój butik ma każda licząca się marka. Zawody odbywały się na plaży kilometr od kultowego Rock Foodu niejakiego Rolanda, gdzie - obmacując tańczące na barze (pół)nagie dziewczyny - upodlił się każdy porządny surfer. Mimo prób surferem nie zostałem, udało mi się za to rozbić nos. Podczas posiadówek w chatce Quiksilvera, gdzie gościła Polska lans-ekipa, sporo się za to o surfingu nasłuchałem i sporo obejrzałem. Na przykład poszukujący źródeł i idei tego sportu niesamowity dokument "Riding Giants" - o facetach, którzy w latach 50. ujeżdżali na Hawajach "siedemdziesięciostopowce". To ponad 20 m!

3

Jak działają zawody

Również zawody najwygodniej oglądało się w chatce. Transmisje na żywo w necie pozwalały na faktyczne podziwianie manewrów - bo z najbliższej odległości. Na "spot" od kończącej plażową cywilizację knajpy Rolanda musieliśmy drałować dobry kilometr. Czasem przejeżdżał jeep i zabierał strudzonych fanów. Po półgodzinnym marszu można było coś zjeść czy wypić w beach barze, a potem skorzystać z ekokibla wyściełanego trocinami. Nie śmierdzi, nawóz gotowy, a w dodatku - jakkolwiek głupio by to brzmiało - fajnie wygląda. Generalnie kilkusetosobowa publiczność wpatruje się jednak ciągle w ocean, licząc, że dojrzy surfera na fali bądź w tunelu. To nie skoki narciarskie, trzeba być uważnym. Wielojęzyczny tłum stoi na piasku bądź siedzi na prowizorycznych trybunach. Spiker komentuje sytuację, informując jednocześnie zawodników, ile otrzymali punktów, ile potrzebują do zwycięstwa i ile im czasu zostało. Głos się niesie po wodzie.

Wyścig trwa 25-30 minut. Potem kolejny "heat" i tak do zmroku. Jeśli fal nie ma, konkurs zostaje przełożony. O godzinę, dwie, dzień, trzy...

System zawodów jest skomplikowany i zmienia się w zależności od stopnia zaawansowania World Touru. W Hosse-gorze startowało już tylko 36 topowych (z 48) surferów. W 12 odsłonach pierwszej rundy do wody wchodzi po trzech. Oznaczeni są kolorami. Pierwszy awansuje, przegrani trafiają do barażu. Tu zaczyna się system pucharowy jeden na jednego: przegrany odpada. I tak aż do finału. Zwycięzca otrzymuje 10 tys. punktów, kolejni odpowiednio mniej, najsłabsi po 500.

Swoją drogą, przestudiowawszy długi regulamin, nie da się nie zauważyć, że organizacja działa jak mafia. 2 tys. dol. rocznego wpisowego czy 5 proc. odpalane z nagród to pikuś przy anatemie i kosmicznych karach finansowych grożących za udział w zawodach sygnowanych przez inną sektę. Trochę daleko od ideałów "Riding Giants", człowieka i deski?

4

Jak oni to liczą

Sędziowie oceniają manewry: innowacyjność, kombinacje, zróżnicowanie, prędkość, siłę i płynność. Końcowa punktacja wyścigu to średnia not jurorów (skrajne są odrzucane) za dwie najlepsze fale.

0-1,9 punktu = słabo, 2-3,9 = ujdzie, 4-5,9 = średnio, 6-7,9 = dobrze, 8-10 = wspaniale.

Kelly Slater jest jednym z dwóch zawodników, którym udało się kiedyś ustrzelić dwudziestkę.

ASP World Tour - Kelly Slater

 

Kelly Slater

Roger Federer surfingu. W minionym sezonie za występy zgarnął 400 tys. dol. Podczas całej kariery Amerykanin zarobił za punkty 2,5 mln. Do tego dochodzą kontrakty sponsorskie i reklamowe. W listopadzie najmłodszy zwycięzca (pierwszy tytuł w 1994 r. w wieku lat 20) został zarazem najstarszym. Zdobywając dziesiąty tytuł, "zdublował" kolejnego w historycznej klasyfikacji Australijczyka Marka Richardsa. Drugi w Quiksilver Pro France, dzięki punktowej przewadze po Puchar Pucharów sięgnął miesiąc później w Portugalii - choć do końca cyklu pozostały jeszcze dwa konkursy. Zawody zakończył falą 10/10, z efektownym obrotem deski wokół osi.

 

Na zdjęciach z poprzednich stron: Jordy Smith, Mick Fanning (pogromca Slatera we Francji), Taj Burrow - drugi, trzeci i czwarty zawodnik ASP World Tour 2010 przed ostatnimi zawodami na Hawajach, które zakończyły się 20 grudnia.

 

5
Więcej na ten temat: mój pierwszy raz, sport