Testowane Matuszewskim: zimowa pogoda ducha

Jarosław Matuszewski
Co warto zjeść i wypić? Jarosław Matuszewski bierze smakołyki z marketów pod lupę. Na początek coś lepszego - koniaki z górnej półki!
Od lewej: Hennessy, VS, 0,7 l - 109 zł; Hennessy, VS, Flask, 0,2 l - 49 zł; Hennessy, Paradis Imperial, 0,7 l - 7,1 tys. zł; fot. materiały prasowe Od lewej: Hennessy, VS, 0,7 l - 109 zł; Hennessy, VS, Flask, 0,2 l - 49 zł; Hennessy, Paradis Imperial, 0,7 l - 7,1 tys. zł; fot. materiały prasowe

Koniak na zimę

Zima, mróz, długie wieczory... czas koniaku. Koniak to zaś miękki fotel oraz towarzystwo bliskich i przyjaciół. Niedawna degustacja koniaku wybitnego zachęca do dzielenia się z Tobą, drogi czytelniku, niezwykłymi wrażeniami. Dzielenie się to za mało: moim zadaniem jest namówienie Cię, byś do grona fanów koniaku dołączył.

Koniak nie jest najstarszym trunkiem, ale producenci, a właściwie domy koniaku, chętnie historią się szczycą. I słusznie, bo kiedy ma się lat grubo ponad 100 i wciąż w tym samym miejscu i z tych samych upraw tworzy się koniak, to jest się czym chwalić. Hennessy jest pośród domów koniaku największy i najsłynniejszy. Za dwa lata obchodzić będzie 250-lecie, co oznacza, że zapewne dane nam będzie spróbować kolejnej perełki mistrza Fillioux.

Bo Hennessy to nie tylko potomkowie Richarda Hennessy'ego, to także potomkowie Jeana Fillioux, pierwszego maître de chai czy - jak wolisz - master blendera. Z Hennessym związani są od 1800 r. I to zawsze pan o nazwisku Fillioux sporządza nowy kupaż, którym zachwycają się koneserzy.

Ten, którego dane mi było spróbować ostatnio, to Hennessy Paradis Imperial, zrobiony ze składników (eaux-de-vie) z XIX w., a kompozycją i smakiem nawiązujący do trunku przygotowanego przed 200 laty na zamówienie Marii Fiodorowny, matki cara Aleksandra I. Tak, tak, tego samego, który w 1815 r. został królem Polski. Yann Fillioux, przedstawiciel ósmego już pokolenia mistrzów smaku koniaków Hennessy, odtworzył recepturę z czasów swojego praprzodka Jeana.

Teraz i my możemy w aromatach jaśminów i pomarańczy poczuć atmosferę carskiej Rosji sprzed dwóch stuleci. Czy gdyby nie magia tej historii, Paradis Imperial smakowałby równie wybitnie? Co za głupio postawione pytanie: czy nie po to jest ta historia, by dać nam jeszcze większą radość w smakowaniu tego koniaku? Czy nie zauważyłeś, Drogi Czytelniku, że opowieści o potrawach dają nam więcej radości z ich konsumpcji? Więc jakim cudem odgrzebana bajka sprzed 200 lat nie miałaby wnieść do aromatów i smaku tego trunku dodatkowej nuty?

Można się zżymać na cenę. Zgadzam się, Paradis Imperial jest horrendalnie drogi. Ale gdybyś był spragniony degustacji, wiedz, że jest kilka restauracji w Polsce, gdzie można napić się tego cuda w specjalnie zaprojektowanych dla niego kieliszkach. Bo, moim zdaniem, albo należy (jeśli tylko na to Cię stać) kupić całą butelkę i cieszyć się nią w domu, albo pójść tam, gdzie podadzą Ci ten trunek w najwłaściwszym standardzie. Jakby co, służę poradą, co i gdzie. Napisz: logo@agora.pl.

I nie martw się, jeśli, podobnie jak mnie i większości z nas, nie stać Cię na Paradis Imperial. Idź do sklepu i wykosztuj się (w granicach zdrowego rozsądku) na butelkę Hennessy VS. Teraz VS jest zresztą w fajnym, zaprojektowanym przez studio Pininfarina, opakowaniu. Może dostaniesz wersję podróżną, w nowoczesnym, zmyślnym, gumowym etui?

Testowane MatuszewskimJarosław Matuszewski, fot. Michał Mutor

1
fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Powrót czekolady Bałtyk

Nie­któ­re daw­ne pol­skie mar­ki cu­kier­ni­cze ma­ją się wciąż do­brze (ta­ki Wa­wel na przy­kład al­bo Miesz­ko, al­bo Go­pla­na). Za­pom­nia­łem już, że była też ta­ka fir­ma, jak Bał­tyk. A nie dość, że by­ła, to i wciąż jest (jak wy­czy­ta­łem, by­ła jed­nak przer­wa). Spot­ka­łem ją przy­pad­kiem na pół­ce w skle­pie, gdzie przy­bra­ła atrak­cyj­ną for­mę cze­ko­la­dy z na­dzie­niem kawo­wym z whi­sky. Przy­jem­ne to by­ło spot­ka­nie po la­tach: ak­sa­mit­ne, dy­skret­nie ka­wo­we, nieprze­sło­dzo­ne.

Bał­tyk, cze­ko­la­da na­dzie­wa­na, 150 g - 3,59 zł

Testowane MatuszewskimJarosław Matuszewski, fot. Michał Mutor

2
fot. Jarosław Matuszewski, materiały prasowe fot. Jarosław Matuszewski, materiały prasowe

Zupka lotnicza

Moja N. właśnie wróciła za pośrednictwem tanich linii z Londynu. Co jadła w podróży? Zupkę Vifonu. W kubku. Postanowiłem i ja przypomnieć sobie smak tzw. chińskiej zupki, czyli wietnamskiej. Kupiłem trzy duże porcje, bo w wygodnych miskach. Z łyżką w środku oczywiście.

Jak przeczytałem na opakowaniu, Vifon ma już 50 lat. A jakim cudem? Przecież te zupki są niesmaczne. Jeszcze ta ostro-kwaśna ma coś w smaku do zaoferowania, ta "o smaku kurczaka" nieco mniej, ale pomidorowa to smakowe kuriozum.

W kraju, w którym wszyscy kochają pomidorową, nie wolno podawać czegoś takiego. Niech sobie ten Vifon funkcjonuje kolejnych lat 50, ale niech (przynajmniej z niektórymi wyrobami) omija nasze sklepy. W samolocie? Proszę bardzo. Bo rzadko latam.

Vifon, zupy instant z makaronem, 85 g - 3,29 zł

Testowane Matuszewskim: co wypić i czym zagryźć, testowane matuszewskim, Jarosław Matuszewskifot. Michał Mutor

3
fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Cappy: prawie jak w USA

Pa­mię­tam, ja­ką fraj­dę spra­wia­ło mi pod­czas pier­wsze­go po­by­tu w Sta­nach ku­po­wa­nie so­ku poma­rań­czo­we­go, pa­ko­wa­ne­go w wiel­kie, prze­zro­czy­ste, pla­sti­ko­we but­le. Ku­po­wa­nie i pi­cie, bo so­ki sta­ły w lo­dów­kach, jak Pan Bóg przy­ka­zał, i by­ły roz­kosz­nie zim­ne. I właś­nie te­raz so­ki Cap­py spra­wi­ły mi nie­spo­dzian­kę: nie dość, że po­ja­wi­ły się w bu­tel­kach (wpraw­dzie na ra­zie ma­łych, bo litro­wych), że w związ­ku z tym pięk­nie się pre­zen­tu­ją, to w dodat­ku w mo­im skle­pie sta­ły w lodów­ce. Chwy­ci­łem więc natych­miast, ku­pi­łem, wy­pi­łem. A mo­że od­wrot­nie?

Cap­py, so­ki owo­co­we, 1 l - 4,20-5,50 zł

Testowane MatuszewskimJarosław Matuszewski, fot. Michał Mutor

4
fot. Jarosław Matuszewski, materiały prasowe fot. Jarosław Matuszewski, materiały prasowe

Na wspomnienia Marynka

Jak wielka jest siła sugestii. Kupiłem sezonowe piwo Okocim i poczułem się jak przed laty. Na polu, na rżysku, pachnącym łąką, podsuszonym zbożem, ziemią wygrzaną słońcem. Czy to możliwe, żeby takie aromaty niosło zwyczajne piwo? Chyba nie. Ale jeśli ono wcale niezwyczajne? Może to zasługa marynki? To taka nazwa polskiej odmiany chmielu. Marynka czy nie, warto w gorący dzień spróbować. Napisz, jak było: logo@agora.pl.

Okocim, Piwo Sezonowe, Dożynkowe, 0,5 l - 2,99 zł

Jarosław Matuszewski, Testowane Matuszewskim: co wypić i czym zagryźć, testowane matuszewskimfot. Michał Mutor

5

Zobacz także:

Testujemy kolorowe wódki - wiekową, polską specjalność...

 

Podwyżka akcyzy dotyczy głównie wódekfot. Paweł Kiszkiel / AG

 

Danie na karnawał? Zrób własnego burgera!

 

Kuchniafot. Paweł Kiszkiel

 

"Zarabiam pijąc whisky" - z Krzysztofem Maruszewskim rozmawiamy o inwestycjach alternatywnych

 

vFot. Johnbraid / Shutterstock.com

6
Więcej na ten temat: testowane matuszewskim