Misjonarze, świątynie, kółka różańcowe i krucjaty. Futbol w Brazylii stał się religią

Jack Lang*
Piłka nożna w Brazylii, jak w żadnym innym kraju na świecie, została wyniesiona do rangi kultu.
Są przykryte blachą falistą przyszkolne i?dzielnicowe quadras, Są też improwizowane boiska w?slumsach faveli, elegancko wypełniające pustą przestrzeń i wolny czas., fot. Laurence Griffiths/Getty Images Są przykryte blachą falistą przyszkolne i?dzielnicowe quadras, Są też improwizowane boiska w?slumsach faveli, elegancko wypełniające pustą przestrzeń i wolny czas., fot. Laurence Griffiths/Getty Images

W imię Pelego i Zico, i Socratesa, Amen

Jeśli ruszysz w podróż po Brazylii - samochodem albo jednym z tych niesamowitych maratonów autokarowych łączących, przy braku sieci kolejowej, główne miasta - uderzy cię kilka rzeczy. Po pierwsze: jak wielki to kraj. Nawet samo słowo "kraj" wydaje się nie na miejscu. Możesz tam pokonać odcinek równy odległości z Londynu do Moskwy, nie przekraczając granic. W linii prostej!

Po drugie, zwrócisz pewnie uwagę, że spora część ludności spędza dużo czasu na powietrzu - próbując przezwyciężyć pułapki komunikacyjne, korzystając ze szczodrości przyrody czy po prostu szwendając się tu i ówdzie. Jasne, mają tam prace biurowe, uzależnionych od "Warcrafta" nastolatków, opery mydlane w telewizji i tak dalej. Ale Brazylia jest wciąż - w każdym razie do tej pory - miejscem, gdzie żyje się na zewnątrz i wśród innych ludzi.

Zauważysz także, że w każdym mieście, wiosce czy gromadzie chałup, nieważne jak mikrej, znajdują się dwie rzeczy. Jedną jest kościół ewangelicki. Drugą - boisko piłkarskie. A raczej boiska, bo czasem wydaje się, że każda ulica ma swoje własne.

Oto psyche brazylijska w pigułce. Bo choć jest to uderzająco pobożny kraj w sensie tradycyjnym (głównie w formule rzymskokatolickiej, choć także dzięki spirytyzmowi i afrykańskim wierzeniom), czci on dwóch bogów. Tu bowiem, na ziemi Garrinchy, Pelego i Zico, futbol wyniesiono do rangi religii.
. . .

*Jack Lang - bloger i dziennikarz niezależny, piszący m.in. dla "Guardiana", "Daily Mirror", ESPN i Yahoo! Eurosport. Prowadzi blog Snap, Kaká, and Pop! poświęcony brazylijskiej piłce.

Obserwuj nas na Google+!

1
Mecz ligowy w Brazylii między Goias i Fluminense na stadionie Serra Dourada, 2013 r., fot. Weimer Carvalho/Getty Images Mecz ligowy w Brazylii między Goias i Fluminense na stadionie Serra Dourada, 2013 r., fot. Weimer Carvalho/Getty Images

Krzewienie wiary

Pierwszym jej misjonarzem był Brytyjczyk. Charles Miller miał 19 lat, kiedy powrócił do Brazylii - w której się urodził - po latach spędzonych na edukacji w Anglii. Przypowieść głosi, że stanął przed swym ojcem w Santos z dwiema piłkami pod pachą i oznajmił: "Zrobiłem magisterkę z futbolu".

Wciągnął w grę brytyjską społeczność, złożoną głównie z miejscowych robotników kolejowych i gazowników, a potem sport stopniowo zaadoptowali tubylcy. Pierwsze kluby wypączkowały na początku XX w.

Dziś nazwisko Millera zdobi ulicę, przy której leży stadion Pacaembu w São Paulo. Jego wpływ sięga naturalnie znacznie szerzej, Brazylia przyjęła bowiem futebol z nieopisanym zapałem i niemałymi sukcesami. O ile to Wielka Brytania skodyfikowała grę, nadając jej formę w przepisach, to dopiero w Rio, Recife, São Paulo i Santos ludzie zaczęli ją prawdziwie czcić i przenieśli ze szkół na ulice.

2
Nowy stadion w brazylijskim mieście Natal, fot. marchello74 / shutterstock.com Nowy stadion w brazylijskim mieście Natal, fot. marchello74 / shutterstock.com

Budowa świątyni

W tutejszej obsesji na punkcie piłki nożnej jest coś nieskalanego, do czego prawdziwa religia może tylko aspirować. O ile bowiem kościoły są w Brazylii pełnymi przepychu budowlami nazwanymi od tej czy innej sekty (Światłość Świata, Światowy Kościół Potęgi Pana itd.), wypełniającymi się raz czy dwa razy dziennie i rozświetlonymi, jakby prąd nic nie kosztował - nawet w najbiedniejszych dzielnicach - o tyle zaniedbane boiska robią wrażenie znacznie bardziej demokratycznych miejsc.

Są zakurzone placyki do piłki pięcioosobowej, wciśnięte między parkingi albo przyklejone do plaż. Są przykryte blachą falistą przyszkolne i dzielnicowe quadras, na które tłumy dzieci przyciąga pisk podeszew adidasów. Jest grząski gąszcz półamatorskich lig zwanych várzea, gdzie wśród głośnych okrzyków piłkarze marzą o karierze zawodowej.

Są improwizowane boiska na slumsowych nieużytkach faveli, elegancko wypełniające pustą przestrzeń i wolny czas.

Oto świątynie tej gry w Brazylii, z reguły otwarte dla każdego, kto będzie chciał pokopać. Zdarzyło mi się grać w piłkę siedmioosobową z emerytami, jedenastoosobową z uczniami i futvolei (wymagające połączenie futbolu z siatkówką) z przyjaciółmi.

Za każdym razem nadawano mi inny, za każdym razem przyjazny przydomek. Raz byłem Anglikiem, innym razem - gringo, Davidem Beckhamem, a raz nawet ochrzczono mnie Häagen-Dazs, bo komuś wydawało się, że wyglądam na Belga albo Szwajcara. Ale zawsze przyjmowano mnie do zespołu.

Są też i bardziej znane katedry sportu: Maracanã, Mineirão, Morumbi i miriady innych. Stadiony w Brazylii tradycyjnie witały tłumy z otwartymi ramionami, niskimi cenami biletów i mnóstwem dostępnych miejsc. Choć to plaże określa się najbardziej demokratyczną przestrzenią w kraju, stadiony nigdy specjalnie od nich nie odstawały.

3
Po wygranym meczu z Portugalią (3:1), USA, 10 września 2013 r., fot. Jared Wickerham/Getty Images Po wygranym meczu z Portugalią (3:1), USA, 10 września 2013 r., fot. Jared Wickerham/Getty Images

Na nabożeństwach

Ale choć zawsze, zawsze i wszędzie gra się tu w futbol, barometr brazylijskiego kibolstwa nie wskazuje stałego poziomu uczuć. Ludzie mogą mrowić się wokół swojego zespołu jednej niedzieli, by następnej pozostać z dala od stadionu - bo korki, bo rywal nieciekawy, bo ceny biletów wysokie (zwłaszcza że stadiony na mistrzostwa coraz bardziej wypasione).

- Będą pełne trybuny - zapewniał mnie w 2010 r. młody kibic w napakowanym autobusie jadącym w kierunku stadionu Engenhão w Rio, kiedy wybrałem się na mecz Botafogo. - Wygraliśmy w końcu kilka ostatnich meczów - uzasadniał. Inny dorzucił, że ludzie chcą zobaczyć powrót ofensywnego pomocnika Maicosuela, który spędził rok w Europie.

Dla odmiany na gigantycznej Maracanie (pojemność blisko 80 tys.) zdarzyło mi się raz oglądać mecz w towarzystwie zaledwie paru tysięcy fanów Flamengo. Rywal - maleńkie Barueri - nie wystarczył, żeby przyciągnąć ich więcej.

W tej elastyczności i letnim stosunku do dopingowania swojego klubu pobrzmiewa echo swobody, z jaką Brazylijczycy podchodzą także do religii. Moi przyjaciele, choć z zasady wyznają wiarę w chrześcijańskiego Boga, dorzucają szczyptę spirytyzmu tu albo buddyzmu ówdzie, dopóki odpowiada to ich stylowi życia.

4
fot. Mario Tama/Getty Images fot. Mario Tama/Getty Images

Kółka parafialne

Zresztą zawodowe kluby dają swoim fanom coś więcej niż drużynę piłkarską. Wiele z nich to całe sportowe instytucje, z zespołami pływackimi, koszykarskimi i tak dalej (czasem wystarczy samo spojrzenie na pełne nazwy najpopularniejszych klubów ? Sportowe Towarzystwo Palmeiras, Klub Regatowy Flamengo i tym podobne).

Ponadto wśród samych kibiców powstają różne sekcje, zapewniające nietypowe zajęcia. Np. główne stowarzyszenie fanów Corinthians ma swoją własną szkołę samby, która co roku rywalizuje o prymat podczas karnawału w São Paulo.

I tu znów futbol odzwierciedla działanie Kościołów, oferujących grupy wsparcia i budujących społeczność. Nic dziwnego, że tak wielu kibiców ma tu wykształcone silne poczucie przynależności do grupy.

5
11-milionowe Sao Paulo - największe miasto w Brazylii, fot. Filipe Frazao 11-milionowe Sao Paulo - największe miasto w Brazylii, fot. Filipe Frazao

Krwawe krucjaty

Ale też jak w przypadku wiary, zaangażowanie na rzecz klubu może przybierać brutalne formy. Brazylijczyków cechuje na ogół niewzruszona stronniczość, nawet jeśli wymaga to poświęcenia rozsądku. Cywilizowani na co dzień dorośli ludzie zmieniają się we wściekłe wilki, kiedy sędzia podyktuje przeciw ich drużynie karnego, plują jadem i obrzucają arbitra obelgami nienadającymi się do druku.

Ów zapał nierzadko przeradza się w przemoc. Torcidas organizadas - stowarzyszenia kibiców często działające z błogosławieństwem samych klubów - dość często aranżują potyczki przed i w trakcie meczów.

Według badań sportowego dziennika "Lance!" w latach 1988-2012 aż 155 osób poniosło śmierć w wyniku przemocy związanej z piłką nożną. Ostatnie dwa lata to - zdaniem niektórych - aż 40 ofiar.

Przemoc ta, do tej pory brudny sekrecik Brazylii, budzi coraz większe zainteresowanie przed tegorocznym mundialem. Grudniowe nagranie barbarzyńskiej zadymy między kibolami Atlético Paranaense i Vasco da Gama okazało się dla wielu wstrząsające - również dlatego, że trudno było pogodzić odrażające sceny ze stereotypowym postrzeganiem Brazylii jako gościnnego, wyluzowanego raju.

Nawet jeśli uda się przezwyciężyć ten problem, brazylijski futbol będzie miał jeszcze inne przeszkody do pokonania. Dopóki piłka nożna odwraca uwagę ludzi od znoju codziennego życia, sport tak naprawdę hamuje rozwój społeczny. Brazylijskie społeczeństwo cierpi na rozmaite schorzenia, ale ludzie nie są zbyt skłonni, żeby wymusić odpowiednie zmiany. Wolą oglądać piłkę.

6
Plaża w Rio de Janeiro, fot. lazyllama / shutterstock.com Plaża w Rio de Janeiro, fot. lazyllama / shutterstock.com

Ewangelia 2014

Podobnie karnawał staje się każdego roku przykładem "zbiorowego zapomnienia", gdy ludzie odkładają swoje nierozwiązywalne problemy na bok, czcząc muzykę i taniec. Religia, ze swoją siłą wyższą (tutejszy język upstrzony jest sformułowaniami w rodzaju "skoro Bóg tak chce") i obietnicą przyszłej nagrody, ma podobną zdolność kanalizacji emocji. Być może futbol jest trzecim opium dla mas?

Prostactwem byłoby jednak skupiać się tylko na tym i nie dostrzegać radości, jaką daje; sport jest tu częścią codziennego życia w stopniu większym niż gdziekolwiek indziej. Tylko religia - i może samba - może z nim rywalizować, jeśli chodzi o wpływ na tożsamość narodową. Wystarczy spojrzeć na wyludnione ulice podczas meczów Seleção, by pojąć, jak wielką estymą się cieszy.
Sama Brazylia też wniosła radość piłce nożnej w wianie. Jej zmysłowe gwiazdy, barwna fantazja i szczery entuzjazm wpisały się w DNA futbolu. Piłkarze z tego kraju są jak improwizujący pastorzy gospel, zapewniający muzykę dla duszy.

Metafora celna, oczywiście, bo jeśli ktoś przekształcił piłkę w doświadczenie religijne, to właśnie Brazylijczycy. Fani z całego świata będą się uważnie wsłuchiwać, kiedy rozpocznie się następne kazanie - już w czerwcu.

Obserwuj nas na Google+!

7