Testowane Matuszewskim: smakołyki na lato pod lupą

Jarosław Matuszewski
Od dań w słoikach po kawę odchudzającą - nasz tester bierze na siebie ryzyko, żebyś ty nie musiał.
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Smaki przeszłości

Ze smutkiem przeczytałem niedawno, że sprzedaż gotowych dań w słoikach zaczęła spadać. Czy to jakiś znak? Że coś się kończy?

Dla mnie to coś zaczęło się w warszawskiej garmażerii na Świerczewskiego, przy pl. Dzierżyńskiego. Naprzeciwko była funkcjonująca jeszcze niedawno Rzepicha, obok zaś jeden z pierwszych sklepów samoobsługowych w Warszawie i księgarnia. Miejsce jak każde inne. W garmażerii kupowało się rozmaite wyroby: salcesony, kaszankę, pasztetową albo sernik (zwany wonczas serem zapiekanym). Albo marmoladę z bloku. 

Ale to nie wszystko, bo w garmażerii kupowało się także dania gorące. Przede wszystkim nasze nieśmiertelne: bigos, flaki, fasolkę po bretońsku, cynadry. Do tego kajzerka, laminowana lada do konsumpcji na stojąco, aluminiowe łyżki. Ależ to było dobre? Obok, róg Świerczewskiego i Nowotki, wybudowano wprawdzie nowoczesny bar samoobsługowy Gruba Kaśka, ale to nie było to samo. Pozmieniało się? 

Na szczęście patronów ulic mamy już nowych i na pomnikach innych bohaterów, pobliskie muzeum zamieniło Lenina na Niepodległość, a całkiem niedawno zabudowano przy Bielańskiej jedno z ostatnich miejsc w centrum z autentycznymi wojennymi ruinami.

Nie ma Rzepichy ani tej garmażerii. W pamięci został smak: przaśny, prosty, zdecydowany i zwykły. Nazwałbym go robotniczym. Może brzmi głupio, ale dla mnie dzisiaj, po latach to komplement. To smak prostej, szybkiej kuchni. Kuchni zbiorowej, w której każdy miał zjeść coś gorącego, sycącego. Zjeść smacznie, zwyczajnie i niedrogo.

Dla mnie ten smak, ta kuchnia, ten charakter potraw pozostały wciąż w słoikach Pudliszek, Łowicza, Delecty. W fasolce, pulpetach, gołąbkach, flakach. To nie są specjały na miarę "MasterChefa", to nie są smaki domagające się "Kuchennych rewolucji". 
To smaki nasze, zwykłe, codzienne, polskie. Przypomnijmy je sobie czasem. Jak nie umiesz gotować, to właśnie w takiej słoikowej wersji.

Łowicz, pulpety w sosie pomidorowym, 580 g - 6,39 zł

1
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Zbrodnia na serze

Te paluchy z sera przypomniały mi rozmowę sprzed kilku lat z Francuzem, który ubolewał, że jego szesnastoletni syn lubi piwo, a nie lubi wytrawnego wina. "A czy dajesz mu trochę wina do obiadu na przykład?" - zapytałem. "No skąd, przecież jest nieletni" ? odparł Francuz. I tu jest moim zdaniem pies pogrzebany. Jak ma młody człowiek polubić jakiś trudny smak, jeśli nie będzie do niego przyzwyczajany. Jak np. polubić sery o wyrazistym smaku, jeśli dla młodych jest takie g?, jak te oto paluchy. Bez smaku, bez wyrazu, i jeszcze okrutnie drogie. Wyróżnienie za opakowanie. Podziwiać z daleka!

Paluchy Cheestrings Twister, 80 g - 6,99 zł

2
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Ukarać grubasów

Nabrałem się. Ale tylko trochę. No bo słyszałem o odchudzającej zielonej kawie i koniecznie chciałem spróbować, ale przez pomyłkę włożyłem do koszyka niezieloną kawę odchudzającą. Jak wyczytałem na opakowaniu, jest to połączenie kawy rozpuszczalnej ze zbożową i "cennymi składnikami aktywnymi".

Dalej jest coś, z czym się kompletnie nie zgadzam, a brzmi tak: "Rozkoszuj się pełnym, bogatym smakiem?. Pełny jest, owszem, okropnie pełny. Bogaty, takoż, nieznośnie bogaty. I zapewniam, że nie można się rozkoszować czymś tak niesmacznym. To straszne, że ci, którzy chcą schudnąć, muszą cierpieć podwójnie: nie mogą jeść tego, co lubią, i muszą pić takie okropieństwo.

Big-Active, Slimming Coffee 2w1+, 120 g?-?9,99 zł

3
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Bajecznie dużo

Jeszcze jeden nostalgiczny produkt. W rejonie Warszawy, który wspominam przy okazji fasolki i flaków (na stronie obok), był także okazały pawilon Wedla. Na wspomnianej Bielańskiej, tuż przy pl. Teatralnym. Tam się kupowało smakołyki, np. pastylki pudrowe, najlepsze irysy albo szanteklerki. Tam oczywiście kupowało się wedlowską mieszankę. I wydłubywało bajeczne.

Charakterystyczne, bo w fioletowych papierkach. Były wtedy najlepsze ze wszystkich. Bajeczne są do dzisiaj. Doczekały się rozmaitych form, nawet tak okazałej, jak ta prawie 300-gramowa tabliczka. Nostalgiczna to, pyszna czekolada.

Wedel, czekolada nadziewana Bajeczny, 290 g - 9,99 zł

4
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Precz z gotowcami

Coraz więcej mamy gotowych dań: zup, sałatek, past do chleba, nawet ryb w galarecie. Kosztuje toto zazwyczaj grosze i nadaje się do zjedzenia od razu: odrywasz folię i już. Tak postąpiłem zgłodniały: kupiłem jakąś sałatkę z kurczakiem, zerwałem folię, trochę pomarudziłem, że nieładnie pachnie, i zjadłem pierwszy kęs. Pożałowałem: smakowało gorzej, niż pachniało. Fura ziemniaków, groszek, trochę ogórka, podobno kurczak i fatalny, śmierdzący majonez. Obrzydlistwo.


Dega, sałatka warzywna z kurczakiem, 280 g - 3,99 zł

5
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Sok z proszku

Że od soku pomidorowego jestem uzależniony, to już pisałem, prawda? A że próbuję każdego nowego soku wielowarzywnego, aby wreszcie znaleźć coś akceptowalnego? Chyba nie, a właśnie tak jest. Ale na razie bez sukcesów. Ostatnio zauważyłem na półce niepozorną butelkę z warzywnym sokiem Smaki Victorii. Śmieszna nazwa, nieprawdaż? Sok gęsty, aromatyczny, intensywny w smaku i... znowu niestety nie mój. Może przez dodatek cebuli w proszku? Szukam dalej.

Smaki Victorii, sok owocowo-warzywny, 0,25 l - 3,99 zł

6
fot. Matuszewski/materiały prasowe fot. Matuszewski/materiały prasowe

Smaczna tajemnica

 

Smaczna tajemnica
Czarne opakowanie na półce w spożywczym wciąż budzi zainteresowanie. Przynajmniej moje. Soki Queen of Juice wyróżniają się dodatkowo niestandardową objętością 750 ml. Jak poczytamy etykietę, to wyróżniają się jeszcze kompletnym brakiem jakichkolwiek informacji, choćby o producencie.
No więc nic nie wiadomo, poza tym, że soki to nie z koncentratu, a wyciskane z owoców. I czuć to wyraźnie. Jak również, że soków nie dosładzano. Dobrze smakują, za dużo kosztują.
Queen, sok jabłkowy, pomarańczowy, 0,75 l - 5,99 zł

Czarne opakowanie na półce w spożywczym wciąż budzi zainteresowanie. Przynajmniej moje. Soki Queen of Juice wyróżniają się dodatkowo niestandardową objętością 750 ml. Jak poczytamy etykietę, to wyróżniają się jeszcze kompletnym brakiem jakichkolwiek informacji, choćby o producencie. No więc nic nie wiadomo, poza tym, że soki to nie z koncentratu, a wyciskane z owoców. I czuć to wyraźnie. Jak również, że soków nie dosładzano. Dobrze smakują, za dużo kosztują.
Queen, sok jabłkowy, pomarańczowy, 0,75 l - 5,99 zł

7
Więcej na ten temat: testowane matuszewskim