Testowane Matuszewskim: batony Milka i polska wódka

Jarosław Matuszewski
Nasz tester bierze na siebie ryzyko, żebyś ty nie musiał!
Fot. redakcja Fot. redakcja

Łakocie na raz

Czasem trzeba zgrzeszyć. A Milka daje do tego powód bardzo często. Nowości przygotowuje nieustannie. Tym razem mały batonik z oreo, drugi z tucami i małe toffiki. Dobre to wszystko (choć może nie super), słodziutkie, zgrabniutkie. Łakocie czyli. Małe opakowania kuszą, smaki nie zawodzą, a nawet czasami intrygują, jak połączenie mlecznej milki ze słonymi krakersami. Ale czy ja będę do tych smaków wracał? Raczej nie. Z tymi milkami jest jak z typowym filmem akcji. Obejrzysz, zapomnisz.

Milka, batony z krakersami, z oreo, toffi, 30-38 g, 2,19 zł

1
Fot. redakcja Fot. redakcja

Trzy rodzaje. Wyborowa

Gdyby można było u nas mówić o wódce otwarcie, gdyby nie potępiano kieliszka do obiadu, wódki jako prezentu, może dziś byłaby inna pozycja polskiej wódki u nas i na świecie. Może nie byłoby tak, że whisky czy brandy to ktoś się delektuje, a wódką to się upija. Jedyne co wpajano nam to to, że wódkę należy pić jak najzimniejszą, z zamrażarki najgorsza wódka wyda się znośna. A dobra wódka daje się poznać bez minusowych temperatur.

A piszę to dlatego, że Wyborowa zrobiła coś naprawdę ważnego. I nie chodzi o jakiś koktajl o młodzieżowej mocy 18%, tylko o najlepszą akcję edukacyjną, jaką można było wódce zrobić. Stara dobra wyborowa to wódka żytnia. Norma Polskiej Wódki obejmuje wódki z żyta, pszenicy i ziemniaków (no dobra, z pszenżyta też). I co zrobiła Wyborowa? Zrobiła wódkę pszeniczną i ziemniaczaną. Trzy Wyborowe z trzech różnych surowców. Wszystkie zrobione w Polsce, wszystkie z polskich produktów. Wystarczy pójść do sklepu, nabyć trzy flasze i zrobić test w domu. Pamiętajcie tylko o jednym: wódkę należy smakować tak jak whisky - w temperaturze pokojowej, z odrobiną wody lub na lodzie. Wtedy ujawni swój zapach, smak i finisz. Zmrożone wódki smakują podobnie lub wręcz tak samo. Szkoda pieniędzy, a i uciecha nikła. Do testów więc! Najmocniej i najbardziej spirytusowo pachnie pszeniczna. Słodki aromat spirytusu ma też ziemniaczanka ? pachnie jak wódki z kartofli. Żytnia nie pachnie prawie wcale. Punkt dla niej. Pszeniczna atakuje język już od samego czubka. Błyskawicznie dociera do wszystkich kubków smakowych, wydaje się ognista, ale po chwili czuć, że to tylko pozory. Pieczenie jest krótkie a odczucie ciepła i łagodności bardzo szybkie i miłe. Ta chwila na początku mówi, że to prawdziwa wódka, nie żadne tam zabawki, to co dzieje się później, to wódka damska: aksamitna, miękka, łagodna właśnie. Nawet lekko słodka i nieco... limonkowa? Cytrynowa?

Żytnia to wódka co się zowie. Do ust wkracza pewnie: nie piecze, nie ostrzega bynajmniej, że coś się wydarzy: to alkohol dla facetów. Jest pełny, kompletny, do przełyku niesie głębię smaku, całe jego bogactwo. 40% to jest moc. Wyrazista, w każdej kropli doskonała. Pięknie się rozlewa w ustach. W ogóle nie dziwi, że wciąż tak popularna, nie tylko w Polsce.

Ziemniaczana jest słodka. Ta słodycz zresztą pozostaje na długo, jest zaskakująca, bo nie pasuje do zapachu spirytusu. Ale jest miła, gładka, wręcz delikatna. Nie parzy języka, nie drażni kubków smakowych. Nawet ciut oleista, śmietanowa. Świetny wybór, jeśli tylko mocny zapach nie będzie przeszkadzał.

Wyborowa, tradycyjna, polski ziemniak, polska pszenica, 0,5 l, 25,99 zł

2
Fot. redakcja Fot. redakcja

Co z majonezem?

Kiedyś obiecałem sobie, że złego słowa o kieleckim nie napiszę. Ale o majonezie kieleckim, a nie o wszystkich wyrobach kieleckiego Społem. Bo majonez to legenda, ale już inne wyroby na takie określenie nie zasługują. Fajnie, atrakcyjnie zaprojektowane etykiety do sosów kieleckich zachęcają do kupna. I tak jak chrzanowy się jeszcze niezgorzej broni, tak tatarski zawodzi kompletnie. Niby bogaty od dodatków (cebulka, korniszony, pieczarki, koperek), ale niestety przy okazji niesmaczny. To tak jakby przypraw i dodatków nie żałowali, ale sam majonez kupili od jakiegoś marnego producenta. Szkoda.

Społem, sos kielecki tatarski, chrzanowy, 180-185 g, 3,29 zł

3
Fot. redakcja Fot. redakcja

Biedni weganie

Moja znajoma I. robi znakomity pasztet z soczewicy. O pasztetach z fasoli, ziaren i kasz dużo słychać wśród wegepozytywnych, więc gdy zobaczyłem gotowy pasztet z pestek słonecznika, nie wahałem się. Nieduża foremka, niska cena, banalnie prosty skład (pestki, grysik, śliwki) - czego chcieć więcej. Po ukrojeniu plastra okazało się, że pasztet ma brzydki kolor, a konsystencję starej, wysuszonej chałwy. Jest dość suchy, natomiast wyjątkowo energicznie atakuje wszystkie przestrzenie międzyzębowe. Zachęca do zdrowego jedzenia, bo trzeba go dość długo żuć. A smak? Nie do opisania. W każdym razie nie przez psa, bo nawet nie wziął do pyska.

Jega, pasztet z nasion słonecznika, 225 g, 9,19 zł

4
Fot. redakcja Fot. redakcja

Greckie (sic!) curry

Niedawno zachwycałem się suszonymi wyrobami spod znaku Babci Zosi (zupy i kasze). I gdy w sklepie zobaczyłem podobny produkt, ale firmy Florpak, natychmiast zapragnąłem konfrontacji. Wybrałem zupę grecką: wsypujesz wszystko do garnka, zalewasz wodą, solisz do smaku i po 30 minutach zupa gotowa. W składzie same dobrodziejstwa: soczewica, suszone warzywa i przyprawa curry (z Grecji???). Żadnych konserwantów, żadnych E. Samo niby dobre. Tyle że... trochę smaku zabrakło. Babcia na razie wygrywa zdecydowanie.

Florpak, zupa grecka, 400 g, 6,99 zł

5