Testowane Matuszewskim - smaki nadchodzącego lata!

Jarosław Matuszewski
Nasz tester bierze na siebie ryzyko, żebyś ty nie musiał! Sprawdź, czego Jarosław Matuszewski spróbował tym razem.
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Trzy smaki nadchodzącego lata

Smaki lata zaczynają się jeszcze w maju. Towarzyszą szparagom. Wolę zielone, ale po tygodniu objadania się zielonymi chętnie sięgam po białe. Uwielbiam szparagi w każdej postaci: z wody, z grilla, pod bułką tartą, pod parmezanem, w zupie, z makaronem. Najczęściej i najchętniej jadam szparagi z fetą.

 

Ser feta

 

Ale nie z serem fetopodobnym, nie "prawie jak fetą", tylko fetą prawdziwą. I z moich polskich doświadczeń wynika, że najlepszą fetę kupuje się w dobrych, niestety też drogich sklepach, na wagę. Jak takiego sklepu w okolicy nie ma - albo jest za drogo - można wykorzystać tańszą, "supermarketową" wersję. Będzie słabiej, ale nieźle. Ja kupiłem i wypróbowałem takie dwie: po raz pierwszy tanią fetę robioną na zlecenie Auchan i drugą, dobrze już znaną firmy Mevgal. Obie greckie, obie we właściwych proporcjach przygotowane (30% mleka koziego 70% mleka owczego), obie dobre, słone jak trzeba. Dla mnie feta ujawnia swoją klasę dopiero w piekarniku, dlatego szparagi gotuję jak należy, nie za długo, w wodzie posolonej i posłodzonej, odcedzam, wykładam na polany oliwą żaroodporny półmisek, posypuję fetą, polewam jeszcze oliwą i zapiekam pod grillem. Jak się szparagi i ser zrumienią, jem.

A co jak szparagi się kończą? Pozostaję wierny fecie znacznie dłużej, bo uwielbiam ją z piekarnika, polaną oliwą i posypaną tymiankiem albo oregano. Do tego świeża bułka, białe wino. Moje lato ma słony smak fety. Aha: obie fety "supermarketowe" zdają egzamin jako dodatek - po upieczeniu zachowują strukturę sera, nie rozlewają się, raczej nabierają delikatności, ale nie "piankowatości". Ze szparagami wypadają znakomicie. Solo? Raczej zarekomenduję co innego.

Drugi smak lata to grill. Ale nie mięso czy ryby, lecz przyprawy i sosy. Bo to one zapewniają różnorodność. Od czasu, jak Kamisa kupił światowy gigant McCormick, na rynku pojawiło się mnóstwo grillowych mieszanek, więc jestem pewien, że każdy znajdzie coś dla siebie. Tym bardziej że także oferta Kotanyiego jest nadzwyczajna. I ja tak właśnie postępuję: kupuję nowe mieszanki, testuję, czytam skład i czasami z sukcesem tworzę własne miksy przypraw. I to jest nadzwyczajna zabawa, tym bardziej że zioła, różne rodzaje pieprzu, papryki można kupić bez trudu, więc skomponowanie własnej posypki jest proste i fajnePrzyprawa do grilla

Dziś kiedy kupuję kolejne gotowce Kamisa czy Kotanyiego, zawsze czytam, co tam nasypali do środka, i uczę się. Oto i nowe mieszanki do karkówki oraz wołowiny. Ta pierwsza - super. Same dobre składniki: pieprz, kolendra, koper, czosnek... Warto zauważyć, jak często do posypek albo marynat dodaje się coś słodkiego (cukier, miód, syrop klonowy). Mięso jest aromatyczne, cukier podkreśla naturalną słodycz wieprzowiny. To dobra mieszanka, rzekłbym uniwersalna, bo i do drobiu, i nawet do warzyw się sprawdzi.

Ta druga, do wołowiny, ma natomiast jeden składnik, którego nie lubię ani w przyprawach, ani sosach: aromat dymu. Żałuję, bo psuje mi to koncertowy skład, w którym występują pieprz, czosnek, cynamon i goździki. Ja tego dymu nie lubię, ale moi znajomi się zachwycali. Więc warto samemu wyrobić sobie zdanie.

Trzeci smak lata to chłodnik. Kefir lub jogurt, zsiadłe mleko lub maślanka (śmietanka trochę za tłusta jednak...), do tego zielenina, ogórek, rzodkiewki i botwina lub sok z buraków. Sól, do lodówki, pić, jeść, obiadować (z młodymi ziemniakami), eksperymentować, czyli zrobić chłodnik bałkański (bez botwiny i rzodkiewki, za to koniecznie z czosnkiem), kombinować z przyprawami i dodatkami (sok pomidorowy, świeże zioła, oliwa). Chłodnik to zabawa przednia i zdrowa, aromatyczna i typowo letnia. A co, gdy serca do chłodnika nie masz ani czasu? Gotowych jest kilka, ja dziś testuję krasnostawski i sokólski. Krasnystaw znany z doskonałego kefiru teraz może być i znany z doskonałego chłodnika. Dla mnie może dodatek czosnku zbyteczny i mało... towarzyski. Sokólski, choć maślano-śmietanową konsystencją bije Krasnystaw na głowę, to od kolegów z miasta dwóch karpi uczyć się powinien dodawania przypraw. Bo sokólski chłodnik jest niemal bez smaku. Więc Krasnystaw rulez!

 

Krasnystaw

1
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Zazwyczaj maziowate

Pasty, pastele chyba zrobiły się popularne. I wcale nie dlatego, że rodacy nagle pokochali pastę z makreli. Wierzę raczej w łatwość użycia i jednorazowość. Pasty są tanie, wygodnie pakowane, takie właśnie... jednorazowe. Znakomicie się sprawdzają na korpośniadanko. Kupujesz bułkę, pastę, kosztuje to cię raptem dwa albo trzy złocisze, i śniadanie jest. Spróbowałem past firmy rybnej Seko i powiem krótko: te rybne są beznadziejne. Jajeczna zdecydowanie najlepsza ze wszystkich, bo nie jest to gładka maź, ale pasta z kawałkami jajka. Werdykt: jajkowa na 5, reszta 3-.

2
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Kolejne seropodobne potworki

Jestem zły na sieciówki, że utwierdzały w przekonaniu, że "seropodobny produkt topliwy" to ser. A seropodobne, plasterkowe potworki wciąż żyją i mają się dobrze, bo Hochland wypuścił właśnie dwa nowe, smakowe, "Na gorąco". Nie, nie spróbuję ani nie będę starał się opisać. PROTESTUJĘ!

3
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Knorr spod znaku eko

Knorr eko? No widać, taki trend. Kogutek Szałaputek firmuje rosołek eko w kostce. Jak wyczytałem na etykiecie, wszystkie składniki z wyjątkiem jednego są tu ekologiczne. Wszystkie z wyjątkiem soli. A rosołek? Lekki, delikatny, nie za słony, wyczuwalnie drobiowy, ale ja korzystam rzadko.

4
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Nasze, polskie

Byłem i jestem pod wrażeniem sukcesu naszych sadowników po zamknięciu granicy na Wschodzie. Dali sobie radę, bo otworzyli się na nowe rynki, bo my jedliśmy więcej jabłek, bo zaczęliśmy pić tłoczony z nich sok. Ten sok jest nadzwyczajny. Pachnący, idealnie słodki, nasz polski. Uwielbiam go w każdej postaci (sam, z dodatkami innych owoców i warzyw). Jeśli chodzi o taki z dodatkami, to buraki są na pierwszym miejscu. A zachętę do napisania o sokach tłoczonych dał mi Tymbark, bo pierwszy raz zobaczyłem, że ta stara polska firma, a dziś kawałek wielkiego, polskiego koncernu też firmuje sok z naszych jabłek. Nie da się nie przyznać, że etykietę ma piękną, a i smak taki, jak być powinien. Pijmy więc jabłka, jak często i z czym się da!

5
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Luksus ma kolor siny

No nie mogłem się oprzeć. Barszcz z uszkami Kotwicy w brzydkim, lepkim słoiku, etykieta jakoś nierówna i krzywo wydrukowana, a na zakrętce napis "produkt luksusowy". No musiałem, po prostu. Warto było, bo w życiu czegoś takiego nie jadłem: barszcz jak barszcz (nawet ujdzie), ale uszka? Sine, a właściwie sinoniebieskie, całkowicie rozgotowane, z niewyczuwalnym (i może całe szczęście), równie sinym nadzieniem. No łeb urywa po prostu!

6
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Parówki zamiast schabowego

Były sobie parówki. Były parówki, potem serdelki. I było dobrze: wszyscy wiedzieli, że zrobione z czegoś nie za tego... ale jedli, nie pytali i było git. Aż nagle przyszli jacyś wege-szaleńcy, opętani, no różni tacy po prostu i zaczęli udowadniać, że be, że niezdrowe, że psa z budą porąbali itp. No i się zaczęło, że parówki najpierw w sklepach pojawiły się z mięsa (o fe!), potem że z mięsa konkretnego zwierzęcia (znaczy się indyka na przykład), potem że z konkretnego kawałka zwierzęcia (no z szynki głównie), a teraz to już nawet ze schabu. Czy ja wyglądam na takiego, co by chciał ze schabu akurat parówki? Ja ze schabu najbardziej lubię schabowego, a parówki najlepsze są niezdrowe. I żaden taki mi tego nie zmieni. Howgh!

7
Więcej na ten temat: jedzenie, test