Savoir-vivre według Adama Jarczyńskiego

Adam Jarczyński
Drodzy Panowie! Otrzymujemy od Was wiele e-maili z pytaniami, jak poprawnie się zachować w określonej sytuacji. Staramy się odpowiadać na bieżąco, a niektóre kwestie są na tyle ważne, że prezentujemy je również pozostałym czytelnikom. Może borykają się z podobnymi problemami?
fot. Rehan Qureshi/shutterstock.com fot. Rehan Qureshi/shutterstock.com

Tytułowanie rozmówców

Jestem asystentem zarządu i czasem mam problemem z prawidłowym tytułowaniem rozmówców. W skład zarządu wchodzi prezes i wiceprezes. Gdy są osobno, do każdego zwracam się "panie prezesie". Ale jak mam mówić, gdy pojawiają się razem, na przykład podczas oficjalnego spotkania?

Zwyczajowo przyjęło się, że nie wymawiamy "wice" i równamy w tytulaturze do góry, czyli do prezesa. Jednak w sytuacji, gdy mamy najważniejszą osobę w firmie i jej prawą rękę w jednym miejscu, można albo zręcznie ograniczać tytulaturę wobec wszystkich z wyłączeniem osoby najważniejszej (jest czasem ona nadużywana: panie prezesie to, panie prezesie tamto), albo zastosować ją wobec wszystkich - zwyczajowo, ale w ramach niezbędnego minimum. Przy czym podczas spotkania, kiedy dochodzi do zapoznania gości z gospodarzami, a pośród nich jest prezes i wiceprezes, to zdroworozsądkowo, na chwilę, zrezygnowałbym z językowego tunningu i zaznaczyłbym, kto jaką funkcję pełni. Wątpię, by ktoś miał pretensje, że jego miejsce w hierarchii zostało jasno zaznaczone. Po przedstawieniu wróciłbym do zwyczajowego zwracania się do najwyższych rangą. W innym wypadku goście mało zorientowani w strukturze firmy mogą być po prostu skonfundowani i mogą nie wiedzieć, z kim rozmawiają bądź kto przemawia, bo wychodzi na to, że każdy z przedstawionych to prezes.

1
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Być jak Patrick Swayze

Nie jestem dobrym tancerzem, czy uprzedzać o tym panią, z którą przyszło mi ruszyć na parkiet?

Mówić o tym nie ma sensu, bo to nic nie zmieni. Na pewno nie wypada się wykręcać, jeżeli to pani poprosiła do tańca. Mało elegancko wygląda, gdy samiec zapiera się jak żubr czy inny mocarz lasu przed zatańczeniem z kobietą kilku taktów. Jeżeli już zacisnęliśmy zęby i wychodzimy z godnością na parkiet (a nie jest to turniej charlestona), wystarczy zrobić dobrą minę do wiadomo czego i, choć to brzmi jak nauka surfowania w weekend, lepiej zrobić kilka kroków, niż stać pod ścianą czy siedzieć przy stole, a w momencie gdy ktoś do nas podchodzi - w ramach kamuflażu - nakładać sobie kolejną porcję schabowych. Jeśli nasze umiejętności nie zostaną docenione, to najwyżej następnym razem będziemy pomijani. A jeśli już czujemy, że na parkiecie poszło nam fatalnie, to ewentualnie na koniec tańca można wyrazić swoje uznanie dla umiejętności tanecznych partnerki i poprosić o kilka lekcji, podsumowując swoje dokonania. Bądź co bądź, nie traćmy rezonu, bo przecież chodzi o dobrą zabawę i pokazanie, nawet jeśli trochę mijamy się z prawdą, że taniec sprawia nam wielką przyjemność, szczególnie z tą panią, która z nami wywijała hołubce.

2
fot. Shots Studio/Shutterstock fot. Shots Studio/Shutterstock

Wiek

Zanim ugryzłem się w język, zapytałem na przyjęciu jedną z pań o wiek. Była wyraźnie zakłopotana. Nie miałem okazji przeprosić jej potem w cztery oczy. Czy dzwonić do niej, czy lepiej milczeć, bo już nieźle narozrabiałem.

Odpowiem w telegraficznym skrócie: zdarza się nawet najlepszym. stop. szybko wysłać kwiaty. stop. dołączyć liścik z przeprosinami. stop. jeżeli trzeba pomóc w napisaniu treści - pomogę (proszę o kontakt). stop. wcześniej gryźć się w język. stop.

3
fot. David Good/shutterstock.com fot. David Good/shutterstock.com

Smacznego!

Czy w gościach wypada pozostawiać na talerzu niedojedzoną potrawę, która mi nie smakowała? W tej sytuacji zapewnienia, że "było pyszne", zabrzmią jak kiepski żart.

Prawdziwy komandos, strażnik Teksasu i kosmiczny ninja zacisną zęby i zjedzą każde danie bez szemrania. A serio, to kiedyś nieopatrznie zbyt szybko zjadłem coś, czego nie lubiłem, a zrobiłem to tylko po to, by mieć danie szybko za sobą. I co? Dostałem dokładkę. Dlatego jeżeli mamy taką możliwość, nabierajmy na talerz tyle, ile przyzwoitość nakazuje skonsumować, a która to ilość nie będzie prowokowała pytań związanych z naszym zdrowiem. Nabierajmy więcej tych potraw, o których wiemy, że są dla nas bardziej przyjazne.

Jeżeli jednak nie mamy wpływu na ilości nakładane na talerz, jedzmy wystarczająco powoli, niejako delektując się potrawą, ale nie róbmy tego w sposób przesadnie widowiskowy, bo tak też nie jest zbyt elegancko. Jak już wszyscy skończą, a my wciąż będziemy mieli przed sobą danie, możemy wykręcić się stwierdzeniem, że potrawa była zadziwiająco sycąca i już nie jesteśmy w stanie więcej skonsumować "choć oczy jedzą dalej". Nie zapomnijmy poprosić też gospodarzy o przepis.

4