Superteoria superwszystkiego: Klucze do Małysza

ZLLL
Kolega napisał esemesa: "Najwybitniejszy polski sportowiec ever...". Chciałem odpisać "Na pewno jeden z", ale to nie czas na brużdżenie.

Adam Małysz skończył karierę

 

Adam Małysz

Adam Małysz skończył karierę i zasługuje na masowe uwielbienie, a także artykuły we wszystkich czasopismach, jakie się w Polsce ukazują. Jeśli zobaczycie tekst o Małyszu w "Bukietach" - nie denerwujcie się. Zasłużył. To była niesamowita dekada.

Klucza do fenomenu Adama Małysza przez piętnaście lat - pan Adam po raz pierwszy wystartował w Pucharze Świata w 1996 roku - nie udało się znaleźć nikomu, dlatego kolejni dziennikarze i obserwatorzy - niestety nie wszyscy - ograniczali się jedynie do śledzenia, opisywania i zachwycania się. Bo co można zrobić z karierą człowieka, która wybuchła niespodziewanie, gdy większość ekspertów postawiła na niej krzyżyk, i ciągnęła się z sukcesami wbrew logice sportu, jakim są skoki narciarskie, przez lat dziesięć? Tylko śledzić, opisywać i się zachwycać.

Trudno też poradzić sobie w opisie z Adamem Małyszem, bo wykracza on poza ramy samego siebie, przez lata stał się zjawiskiem nie tylko w wymiarze sportowym, ale także - może przede wszystkim? - społecznym. Zawładnął wyobraźnią Polaków w stopniu, który czasami wydawał się wręcz przesadny. Ale mimo tego wszystkiego spróbujmy jeszcze raz uchwycić sens, choć w przekonaniu, że ponownie się nie uda.

1

1. Małysz od razu po wygraniu Turnieju Czterech został świętym polskiego sportu.

 

Adam MałyszOrganizatorzy Balu Mistrzów, odbywającego się podobnie jak sam turniej w styczniu, chcieli po niego wysyłać samolot, żeby sprowadzić świeżoupieczonego mistrza na imprezę. Nie dał się - zajęty był skakaniem. To mu zresztą zostało na całą karierę - pełna koncentracja na celu.

Samo zaproszenie - gdy teraz się nad tym zastanowić - było dziwne. Młody chłopak wygrywa pierwsze poważne zawody w życiu (triumf w Innsbrucku był czwartym w karierze, a pierwszym od niemal czterech lat) i już chcą z niego robić gościa honorowego. Ale wtedy nikt się nie dziwił, a co odważniejsi sugerowali nawet, że cały plebiscyt na najlepszego sportowca jest bez sensu, bo jeden jest rozstrzygnięty wtedy, gdy Małysz skacze, a następny rozstrzygnie się, gdy już wszyscy o Małyszu zapomną, Nikt nie miał racji, sportowcem roku w Polsce Małysz zostawał cztery razy, najwięcej w historii obok Ireny Szewińskiej i Stanisława Walasiewiczówna.

Dlaczego nikt się nie dziwił? A pamiętacie tamten styczeń? Coś takiego - w całej dekadzie małyszowych sukcesów - nigdy się nie powtórzyło. Inni skakali, Małysz latał. W styczniu 2001 wygrał siedem z dziewięciu konkursów, zwykle z przewagą ponad trzydziestu punktów. W samym Innsbrucku z drugim Ahonenem wygrał o prawie 45 punktów. Gdyby to był boks, Polak znokautowałby rywala, potem podniósł go na nogi, żeby jeszcze raz znokautować.

Małysz przez kilka lat bujał się gdzieś na obrzeżach wyobraźni polskiego kibica. Ale tego, jak pojawiać się centrum zainteresowania mógłby uczyć Bruce'a Lee. Powiedzieć, że to było Wejście Smoka to nic nie powiedzieć. To było Wejście Siedmiu Smoków, A Każdy z Kumplem.

2

2. Adam Małysz do polskiego sportu wniósł wiele.

 

Adam Małysz

Między innymi rozniecił tlącą się wcześniej dyskusję o tym, czy skoki narciarskie należy traktować śmiertelnie poważnie. Spokojnie, nie zamierzam tego po raz tysięczny roztrząsać, argumenty za i przeciw są wszystkim znane. Nie da się jednak ukryć, że Polacy mają tendencję do zajmowania się tymi sportami, których sami nie uprawiają. A że generalnie uprawiamy sportów mało, więc i zainteresowanie większością kwitnie.

Skoki narciarskie to jednak sprawa wyjątkowa - nawet w kategorii sportów niemasowych (czy jak kto woli - elitarnych) ten jest wybitnie niemasowy. Nie ma być może bezpośredniego związku między tym, że Polacy jeżdżą samochodami, a naszym uwielbieniem dla Kubicy, ale jakiś jest. Zdarza nam się bywać na basenie, podziwiamy Otylię Jędrzejczak. Chodzimy do pracy i szkoły, więc rozumiemy czym zajmował się Robert Korzeniowski (choć trochę się z niego podśmiewaliśmy). Większość z nas nie tylko nigdy nie skakała na nartach, ale nie byłaby w stanie nawet na malutkiej skoczni uniknąć kalectwa. Nawet od święta nie zajmujemy się niczym, co choćby trochę przypominałoby skoki. Mimo lat ekscytacji i nieznośnego komentarza w TVP nie jesteśmy w stanie uchwycić sensu skoków. Zjeżdża, leci, ląduje, dalej lub bliżej od rywali. Być może właśnie ta magia - rozumiana jako brak zrozumiałego dla niewtajemniczonych związku między przyczyną a skutkiem - sprawiła, że Małysz w narodowej wyobraźni zbiorowej jest tym, kim jest.

3

3. Skok narciarski trwa kilka, w porywach do kilkunastu sekund.

 

Adam Małysz

Na dole skoczek nie jest zmęczony. Jego lot wygląda lekko i przyjemnie, a uśmiechnięta na dole buzia nie sugeruje nic innego. W związku z tym skoki to zupełnie inna dyscyplina w odbiorze, niż - na przykład - narciarskie biegi. Justyna Kowalczyk, niemal nieprzytomna na mecie każdego biegu, w naszych kibicowskich oczach jest kimś zupełnie innym niż uśmiechnięty Adam Małysz odpinający narty.

I teraz teoria - dość karkołomna, nie moja, ale do sprawdzenia: w Polsce wolimy sporty wyglądające lekko i pozornie niewymagające wysiłku. Skoki narciarskie, siatkówka, nawet piłka nożna będą w naszym kraju zawsze wyżej niż biegi narciarskie, kolarstwo czy pływanie. Ma to związek z tym, że Polska to kraj, w którym określenie kogoś "zdolnym, ale leniwym" uznawane jest za komplement. "Mniej zdolny, ale pracowity" zawsze będzie w naszej ocenie na drugim miejscu. Kochamy talenty, nie wysiłek. Nie wzruszą nas wymioty na mecie, chcemy uśmiechów.

W tym miejscu dwa zastrzeżenia są konieczne. Po pierwsze większość z nas zdaje sobie oczywiście sprawę, że skoki na najwyższym poziomie - tak samo jak siatkówka, piłka nożna, Formuła 1 - wymagają ogromnej pracy na treningach, wyrzeczeń przekraczających możliwości przeciętnego człowieka, a także dyscypliny fizycznej i umysłowej niemal nieosiągalnych. Ale wolimy gdy ten wysiłek jest schowany za kulisami, a na scenę wychodzi tylko sam uśmiechnięty bohater. Po drugie - ta teoria krzywdzi wiele osób, zarówno sportowców, jak i kibiców, generalizując i upraszczając. Jednak zostawiam ją czytelnikom w takiej postaci, z chęcią poczytam jej rozwinięcia czy z nią polemiki.

4

4. W Innsbrucku w 2001 roku -

- pamiętam jak dziś - nasz mistrz wszedł na podium w dość kretyńskiej rogatej czapce, która prawdopodobnie została w magazynach Red Bulla po tym, jak rozdano te ładniejsze wszystkim podopiecznym koncernu, którzy byli w hierarchii wyżej od Polaka.

Adam Małysz

Przez dziesięć lat fascynujące było nie tylko oglądanie samego Małysza, ale też tego jak uczy się on swojej wielkości. Jak uczył jej dziennikarzy i kibiców. Czapkę zmienił już po drugim czy trzecim zwycięstwie, ale instrukcję obsługi gigantycznej machiny, jaka zaczęła się wokół niego kręcić, czasem tak jak chciał, czasem wbrew niemu, musiał przyswajać znacznie dłużej. Czasem pozwalał na za dużo, nawet nie sobie, ile swojemu otoczeniu. Sam opowiadał historię, jak przed jednym z dziennikarzy musiał się we własnym mieszkaniu chować do szafy. Pewnie znalazło by się jeszcze kilka błędów, fałszywych ruchów czy słów, ale giną one w powodzi ruchów i słów właściwych. Pracował na szacunek i uznanie nie tylko na skoczni, ale też poza nią. Chyba nic mi nie imponuje w nim bardziej, niż właśnie to, że Małysz opanował swoją wielkość, a nie ona jego.

Bohdan Pękacki

5
Więcej na ten temat: adam, małysz