Samochody na koniec świata

Filip Otto
Według przepowiedni 12.12.2012 Ziemia przestanie istnieć. Zostało mało czasu, nie będziemy więc zajmowali się motoryzacyjną konfekcją.Prezentujemy tylko najbardziej elektryzujące premiery. Każdy chciałby przejechać się nimi. A potem? A potem świat może zginąć.
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Jaguar C-X16

Premiera: zima

Cena: około 400 tys. zł

C-X16 to małe (4,4 m), dwuosobowe coupé. Samochód na zdjęciach to wciąż prototyp, ale wszyscy menedżerowie brytyjskiej firmy zapewniają, że model seryjny będzie właściwie identyczny. To dobrze, bo i nadwozie rzuca na kolana (ten tył!), i wnętrze robi doskonałe wrażenie. Pod długaśną maską znajdziemy trzylitrową benzynówkę o mocy 380 KM plus 90-konny silnik elektryczny. Tandem działa w podobny sposób jak system KERS z bolidów F1, czyli jest raczej po to, by dawać kopa, a nie zmniejszać zużycie paliwa. Choć możliwa jest też wolna jazda przy użyciu wyłącznie jednostki elektrycznej. Samochód, jak na sportowca przystało, ma napęd na tył i krótko zestopniowaną 8-biegową skrzynię automatyczną.

1
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Tesla S

Premiera: już w sprzedaży

Cena: od 50 tys. dolarów

Tesla S może być najważniejszym samochodem dekady. Ta 7-osobowa limuzyna ma bardzo wydajny napęd elektryczny. Ładownie baterii trwa godzinę, a na jednym "tankowaniu" można przejechać prawie 500 km. Przyśpieszenie jest znakomite: 4,5 sekundy wystarczy do osiągnięcia 100 km/h. Wnętrze rozjaśnia największy szklany dach, jaki kiedykolwiek zamontowano w osobowym samochodzie, zamiast pokręteł i przełączników zastosowano dotykowy ekran. Auto wyposażono w dwa wielkie bagażniki. To wszystko kosztuje raptem 50 tys. dolarów. Szkoda, że Tesli S nie można na razie kupić w Europie, a cała tegoroczna produkcja już została wyprzedana. Pozostaje import indywidualny.

2
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Alfa Romeo 4C

Premiera: zima

Cena: około 200 tys. zł

Wyobraźcie sobie ponętnie naszkicowane nadwozie podpisane przez Alfę Romeo. Dorzućcie do tego umieszczony centralnie silnik, który można oglądać przez szklaną szybę, zupełnie jak w Ferrari. Pewnie chcielibyście, by miał cztery turbosprężarki i 1000 KM. Zdajecie sobie jednak sprawę, że z lekkim nadwoziem (około 850 kg dzięki włóknom węglowym) 250 koni pochodzących z turbodoładowanego serca o pojemności 1,7 litra wystarczy, by osiągnąć setkę w mniej niż 5 s. Mam dobrą wiadomość, jeszcze w tym roku Alfa Romeo wprowadzi do sprzedaży dokładnie taki samochód. Będzie się nazywał 4C i jakby na niego nie patrzeć, to prawdziwe Baby Ferrari za przyzwoite pieniądze.

3
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Citroën C-AirCross/Peugeot 4008

Premiera: wiosna

Cena: około 80 tys. zł

Europejsko-azjatycka miłość kwitnie. Po tym, jak Citroën i Peugeot pożyczyły od Mitsubishi terenowego Outlandera i elektryczny model i-MIEV, przyszedł czas na mniejszą terenówkę. C-AirCross i 4008 to z technicznego punktu widzenia francuskie wersje Mitsubishi ASX, jednak dzięki tym wszystkim wymyślnym przetłoczeniom i detalom wykończeniowym wyglądają bardziej stylowo niż ich japoński krewniak. Oba auta mają większy prześwit, a w droższych wersjach napęd na cztery koła, ale nie należy oczekiwać od tych francuskich samurajów doskonałych zdolności terenowych. To w końcu kolejne modne crossovery dla mieszczuchów, którzy tylko czasami muszą przejechać po szutrowej drodze.

4
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Volkswagen Beetle R

Premiera: jesień

Cena: około 170 tys. zł

Trzecia generacja Garbusa zmężniała. Nie jest już słodziutka niczym różowy lizak i nie ma wazonika na kwiatki na desce rozdzielczej. O ile poprzednik wyglądał niczym plażowa piłka, o tyle nowy model ma nieco złowieszczy, zadziorny charakter, m.in. za sprawą obniżonego dachu i muskularnych błotników - jakby wytrenowanych na siłowni. Zwieńczeniem tej metamorfozy będzie wersja R. Jest o kilka milimetrów szersza i niższa od zwykłego Beetle'a, ma sportowy wlot powietrza chłodzącego silnik i spory spojler, a porusza się na 20-calowych kołach. Pod maską harcuje około 260 KM, więc zapewne osiągi będą porównywalne z tymi znanymi z najmocniejszych Golfa i Scirocco.

5
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Mercedes SLS E-CELL

Premiera: zima

Cena: nieznana

W jaki sposób przekonać wybrednych i zamożnych klientów do aut elektrycznych? Najlepiej zbudować piękny, seksowny supersamochód z oszałamiającą liczbą elektryzujących koni mechanicznych i rewelacyjnymi osiągami. Mówiąc wprost - trzeba dać kierowcom auto, którego zdjęcie można umieścić na wyświetlaczu swojego smartfona. Wiedząc o tym doskonale, Mercedes zaoferuje klientom elektryczną wersję modelu SLS. Samochód ma cztery silniki (po jednym przy każdym kole), 526 koni mocy i zalicza setkę w 4 s. Będzie bezszelestny, ale na pewno nie niezauważalny.

6
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Opel Astra OPC

Premiera: jesień

Cena: około 120 tys. zł

Aktualnie sprzedawana Astra OPC to enfant terrible w klasie mocnych kompaktów. Jej krzykliwy i megasportowy wygląd bezceremonialnie informuje, że chodzi o auto szybkie i wyróżniające się z tłumu. Jest jak klaun - daje sporo radości, ale nikt nie traktuje jej poważnie. Nowa generacja OPC jest z zupełnie innej bajki, bo to taki cichy, bezwzględny, skuteczny zabójca. Wygląda bardziej konserwatywnie i trudno odróżnić ją od zwykłej wersji GTC, na której bazuje, choć nie można jej odmówić seksapilu. OPC nie obnosi się ze swoimi 280 końmi mechanicznymi, szlifowanym na torze Nürburgring, aktywnym zawieszeniem, hamulcami Brembo i sporymi możliwościami (maks. 250 km/h). Drżyj, Golfie GTI!

7
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Toyota GT86/Subaru BRZ

Premiera: jesień

Cena: około 150 tys. zł

Żyjemy w świecie wszechobecnych radarów i drogiej benzyny, ale nie chcemy, na przekór temu wszystkiemu, rezygnować z szybkich aut, którymi można wchodzić w zakręty bokiem i których zakup całkowicie nas nie zrujnuje. Toyota i Subaru to rozumieją i proponują modele GT86 i BRZ. Te sportowe wozy na trudne czasy to niewielkie (4,2 m), czteroosobowe coupé z napędem na tył, boxerem o mocy 200 KM, środkiem ciężkości położonym niżej niż w Ferrari 458 Italia, znakomitym rozkładem masy i elektrycznym wspomaganiem kierownicy, które przypomina stare, dobre systemy hydrauliczne. Mniam!

8
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Porsche Boxster

Premiera: wiosna

Cena: 280 tys. zł

Boxster, choć pachnie nowością, bardzo przypomina swojego poprzednika. Nie dziwmy się, to najlepiej sprzedający się model koncernu, więc nie ma tu miejsca na ryzykowne eksperymenty. Nowa generacja dwuosobowego roadstera jest ciut większa, nieco lżejsza i jeszcze lepiej wyposażona. Poza tym, i to chyba najważniejsze, ma się jeszcze lepiej prowadzić i jeszcze szybciej dojeżdżać na miejsce dzięki mocniejszym, a zarazem oszczędniejszym silnikom. Podstawowy model ma 265 KM i rozprawia się z setką w 5,7 s, a mocniejszy, z dodatkową literą s w nazwie, dysponuje 315 KM i potrzebuje 5 s, by osiągnąć 100 km/h.

9
Zdjęcia: materiały prasowe (montaż) Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

Ford Fiesta ST

Premiera: lato

Cena: od 80 tys. zł

Nie wiadomo, dlaczego słynący z produkcji doskonale prowadzących się samochodów Ford nie miał dotychczas w ofercie usportowionej Fiesty. Już latem to się zmieni. Pierwsze zdjęcia zapowiadają spore emocje. Niewielkie, agresywnie narysowane nadwozie wzbogacono o mocny silnik, dzięki czemu powstała przyjemnie wybuchowa mieszanka, która narobi sporo zamieszania w segmencie małych GTI. Bardzo dobre seryjne zawieszenie ma być jeszcze twardsze i przewidywalne. Fiestę ST wyposażono w turbodoładowany silnik o pojemności 1,6 l i mocy 180 KM. Producent zapowiada przyspieszenie na poziomie 7 s i prędkość maksymalną 220 km/h.

10
Więcej na ten temat: motoryzacja, samochody, top 10