Tak się robi luksus w samochodach

Artur Włodarski
Luksus w samochodzie to nie złoto i diamenty. To zapach, temperatura i... cisza. Nawet w tanich samochodach są stosowane sztuczki, które mają oszukać nasze zmysły. Oto kilka sposobów na luksusowe (lub udające luksus) auto.
fot. Daimler AG fot. Daimler AG

Luksus musi jeździć cichutko

Twierdzisz, że samochód służy tylko po to, by przejechać z punktu A do punktu B? Wszystko jedno jakim? Pozwól, że zgadnę - nigdy nie jechałeś autem luksusowym. Gdybyś to zrobił, nie mówiłbyś tak. Odkryłbyś, że nawet banalna przejażdżka przez miasto w godzinach szczytu może być przyjemnością. To zasługa luksusu.

Bo luksus ma coś z magii. Jest jak aromatyczna przyprawa. Potrafi zaostrzyć apetyt, odmienić smak i uwolnić tęsknoty. Przyprawy zmieniają potrawy, luksus - przedmioty i czynności. Zwykłe auto jest jak danie z fast foodu - zapomnimy o nim, gdy tylko wstaniemy od stołu. Auto luksusowe to co innego: z przejażdżki uczyni ucztę, a na deser pozostawi wspomnienia.

Dlaczego? Bo siła rażenia luksusu w aucie jest ogromna. Dużo większa niż w innych przedmiotach codziennego użytku. Z dwóch powodów - auto otacza nas zewsząd, a w dodatku się porusza.

Królewska cisza

Choć nie ma uniwersalnego przepisu na luksusowe limuzyny, wszystkie mają wspólna nutę smakową: to izolacja od zewnętrznego świata. Przede wszystkim akustyczna. Niezależnie od tego, co się dzieje na zewnątrz, w środku...

Musi być cicho. Ma nie być słychać silnika, opon i wiatru, ale też tramwajów, klaksonów, motorowerów i wszelkiego industrialnego zgiełku. Samochód musi nas chronić przed gradem decybeli. Odbijać je lub pochłaniać. Nieprodukowany już Maybach 62 - jeżdżąca kwintesencja luksusu - mimo 5,5-litrowego silnika jest wewnątrz cichszy nawet od aut elektrycznych. Wymagało to użycia 93 kg materiałów wygłuszających samą tylko kabinę. A w całym aucie jest ich przeszło dwa razy tyle.

W tej konkurencji trudno będzie pobić Mercedesa klasy S z lat 90. (model W 140), w którym wykładziny, przegrody i osłony tłumiące hałas ważyły łącznie 480 kg, czyli niemal jedną czwartą masy własnej auta. Niektóre sposoby tłumienia hałasu są oczywiste: np. stosowane od 30 lat podwójne szyby z folią w środku czy podwójne lub nawet potrójne uszczelki o skomplikowanym profilu.

A inne - wręcz przeciwnie. Np. system Active Noise Cancellation stosowany w Hondzie Legend, czyli likwidowanie dźwięku dźwiękiem. W tym przypadku hałas płynący z opon maskowany jest szumem niskiej częstotliwości emitowanym z samochodowych głośników.

Luksus musi być ciężki

W ogóle wyeliminowanie dźwięków pochodzących od auta wymaga sporej pomysłowości. Mało kto wie, że elementy karoserii muszą mieć odpowiednio dobraną częstotliwość drgań, by nie wpadały w rezonans. Że z tego powodu wiele podzespołów jest mocowanych nie na sztywno, lecz elastycznie. I że nawet takie drobiazgi, jak klamki, antena, pióra wycieraczek, mogą generować hałas. Podobnie zresztą jak zbyt duże szczeliny montażowe, czyli przerwy między np. maską, błotnikiem i drzwiami. Im węższe - tym oczywiście lepiej. Nie tylko dlatego, że ciszej i ładniej, ale głównie dlatego, że sztywniej.

Luksus waży, naznaczone nim auta są większe i cięższe, a ponieważ muszą jeździć po równie kiepskich drogach co inne, ich nadwozie poddane jest większym naprężeniom. By półtora milimetra dzielące tu błotniki od drzwi nigdy nie okazało się za mało, cała karoseria musi być możliwie najbardziej sztywna.

Jak duży to problem, widać po kabrioletach. Wydawałoby się, że auta przykryte płóciennym dachem powinny być lżejsze od tych z metalowym. A jednak jest na odwrót: "bezdachowe" wersje są cięższe od "dachowych". I to sporo - w przypadku BMW 640i aż o 180 kg. Tyle ważą dodatkowe usztywnienia nadwozia mające zrekompensować utratę sztywności wynikającą z braku normalnego dachu. A jednak wciąż jeszcze zdarza się kabrioletom trzeszczeć na ostrych nierównościach i zakrętach. A jeśli trzeszczą, to nie prowadzą się tak precyzyjnie, jakby mogły, gdyby miały dach (mają np. dłuższą drogę hamowania i łatwiej wpadają w poślizg).

1
fot. Daimler AG fot. Daimler AG

Luksus lubi mieć wszystko

Wyposażenie to kolejny wyznacznik luksusu. Zajrzyjmy do wnętrza wspomnianego Maybacha. Żadna limuzyna nie oferuje tyle luksusu pasażerom jadącym z tyłu. Czego tu nie ma: na wprost indywidualny 15-calowy ekran TV, po prawej podłokietnik z audiofilskimi słuchawkami, po lewej podręczny barek z lodówką. Nad głową trzy łezkowate wskaźniki szybkości, czasu i temperatury. Wokół 21 głośników pokładowego audio z Dolby Surround i 600-watowym wzmacniaczem. Do tego 10 airbagów, rozkładany stolik, pozłacane kieliszki itd. No i najważniejsze - nieziemsko wygodne fotele z podgrzewaniem, wentylacją, ośmioma pamięciami, rozkładanym podnóżkiem i zagłówkiem wypełnionym chyba gołębim puchem.

Jeśli dodać do tego 157 cm wolnej przestrzeni na nogi pasażerów, stanie się jasne, że Maybach 62 to klasyczne "chauffeur-driven limo", czyli wóz stworzony do tego, by być nim wożonym. Przez kilka godzin miałem tę przyjemność. Zaawansowane pneumatyczne zawieszenie, którym Maybach poskramia nierówności tego świata, potęguje wrażenie izolacji. Wóz płynie nad drogą, bezgłośnie rozpędza się i hamuje. A widok zza przyciemnianych szyb wydaje się tak odrealniony, jak film na ekranie telewizora.

Cena za takie splendid isolation? Pół miliona dolarów.

Kierowca musi się zakochać

To oczywiście skrajność. Bo luksus wdziera się do aut dużo tańszych niż podmiejska rezydencja. Choć trudno w nich zaoferować 1,5 metra na nogi, można naszpikować je mnóstwem dodatków. Przykład? Elementy wnętrza pokryte lakierem fortepianowym, światła ksenonowe z doświetlaniem zakrętów, elektrycznie składane lusterka z podświetleniem chodnika, sterowany elektrycznie panoramiczny szklany dach, automatyczny system parkowania równoległego, nawigacja z kamerą cofania, dwusprzęgłowa skrzynia biegów z łopatkami przy kierownicy, wskaźnik podpowiedzi optymalnego biegu, Bluetooth z zestawem głośnomówiącym, system podgrzewania wycieraczek, fotel kierowcy elektrycznie regulowany w ośmiu płaszczyznach, skórzana tapicerka, jonizator powietrza, tempomat itp. To wszystko można dziś mieć w... Kii C'eed - koreańskim odpowiedniku VW Golfa.

A jednak, by stworzyć wrażenie, że auto jest wysmakowane, wygodne i więcej warte od samochodów konkurencji, same dodatki nie wystarczą. Trzeba czegoś więcej. Czego? Sensualnego zauroczenia. Takie auto musi po prostu działać na nasze zmysły.

Tak się robi luksus w samochodach, samochody, Maybach 2010

Sztuka udawania luksusu

Musi szlachetnie wyglądać, brzmieć i pachnieć. A przede wszystkim nie oszukiwać. Jeśli już, to umiejętnie.

Plastik? Tak. Drewno? Tak. A plastikowe drewno? O nie. Nie ma nic gorszego niż nieudana imitacja. A o udaną trudno, bo ludzkie zmysły szybko wykrywają podstęp. Musi być tzw. pozytywny feedback haptyczny. A więc drewno nie powinno się uginać, metal powinien być zimny, a skóra powinna pachnieć. Dotyk i węch powinny potwierdzać to, co sygnalizuje wzrok.

Proste? Pozornie. Naturalne materiały są drogie. Zbyt drogie, by faszerować nimi kompakty. Daje się je więc w ostateczności. I tylko tam, gdzie dobrze je widać. Dlatego większość skórzanych foteli (wymagających kilku-kilkunastu tysięcy złotych dopłaty) ma zaledwie 30 proc. naturalnej skóry. Resztę powierzchni pokrywa imitacja, czyli skóra syntetyczna. Obija się nią tyły, spody, a czasem i środki oparcia foteli, gdzie trudniej ją zdemaskować.

Zgodnie z zasadą: "Czego nie widzisz, tego nie ocenisz", tworzona jest dziś większość "masowych" aut. Spójrzmy na ich deski rozdzielcze, konsole środkowe i obicia drzwi: w górnych, najbardziej wyeksponowanych partiach króluje grube, miękkie i szorstkie tworzywo sztuczne. Ale im niżej - tym gorzej: plastik staje się śliski i cienki.

2
fot. Ford fot. Ford

Nawet farmerzy lubią luksus

Właśnie, plastik - jeden drugiemu nie równy. Ćwierć wieku temu oglądając wnętrze Łady Oki, niemieccy dziennikarze napisali, że "wykonano je z nieudolnej namiastki plastiku". Co innego teraz. Plastik wyszlachetniał. Może mieć niemal dowolny kolor i fakturę. Wygląd już nie budzi większych zastrzeżeń.

Gorzej z temperaturą. Plastik jest subiektywnie zimniejszy od drewna i cieplejszy od metalu. Wystarczy dotknąć, by go zdemaskować. Ale i to można poprawić. Tak przynajmniej twierdzą inżynierowie Forda. A że "czego nie zmierzysz, tego nie zmienisz", wymyślili urządzenie do subiektywnej oceny ciepłoty materiałów. Jego wskazania mają pomóc upodobnić tworzywo do tego, co ma udawać.

Przesada? Raczej psychologia. Poczucie luksusu potrafi być silne. Ale jest też być ulotne jak bańka mydlana - łatwo je zniweczyć. Wystarczy, że drzwi otwierają się zbyt lekko, za to zamykają z metalicznym stukiem. Że wnętrze śmierdzi klejem. Że plastiki są zbyt lśniące i twarde, skóra zbyt śliska, manetki zbyt wiotkie, a pokrętła nie stawiają należytego oporu. Producenci niby to wiedzą, ale...

Zapach samochodu

Twarde i trzeszczące plastiki wcale nie odeszły do lamusa, nawet w autach klasy średniej. A  drażniący zapach kleju i tworzyw sztucznych wciąż prześladuje nowe samochody przynajmniej dwóch uznanych marek. Choć daleko im do chińskich aut sprzed kilku lat, które po prostu cuchnęły. Nikt nie badał, ilu klientów zrezygnowało z kupna auta z powodu drażniącej woni, ale takie decyzje, choć nieuświadomione, muszą się zdarzać. Dlaczego? Bo nie ma zapachów obojętnych. Są tylko przyjemne lub nieprzyjemne. Ponieważ węch ratował życie naszym przodkom (prowadził do pożywienia, ostrzegał przed wrogiem, podpowiadał, która samica jest płodna), nasz mózg nauczył się oceniać zapachy jednoznacznie i błyskawicznie. Dlatego tak lubimy aromat szarlotki, co wykorzystują niektórzy sprzedawcy mieszkań. I dobrze wyprawionej skóry, o czym wiedzą niektórzy producenci samochodów.

Tak się robi luksus w samochodach, samochody,

Ci, którzy respektują powyższe zalecenia, potrafią dokonać cudu: zamienić wodę w wino. A ściślej przekształcić utylitarny pojazd w prestiżową kabinę luksusu. Taką  metamorfozę przeszedł amerykański pikap. Pojazd stworzony dla farmerów i budowlańców zwany był wręcz samobieżnymi taczkami.

Z farmy do opery

A dziś? Bez żadnego wstydu można nim zajechać pod operę czy wykwintną restaurację. Topowe modele Fordów serii F i Ramów puszczają zajączki chromowanymi, 22-calowymi obręczami, oszałamiają zapachem najlepszej skóry, uwodzą dźwiękiem pokładowego audio z 40-gigabajtowym twardym dyskiem i subwooferem, wreszcie imponują listą wyposażenia dodatkowego. Są na niej wentylowane i podgrzewane fotele, ogrzewana kierownica, chłodzone schowki, system wideo dla pasażerów z tyłu, kamery ułatwiające parkowanie, sterowanie głosowe wieloma funkcjami, pneumatyczne zawieszenie z regulowanym prześwitem oraz zdalne uruchamianie silnika. Tak oto współczesny pikap stał się zaprzeczeniem swego pierwowzoru sprzed 80 lat. A jednak coraz większy odsetek nabywców pikapów decyduje się na wydatek 50 tys. dolarów za topową wersję, choć mogliby za to kupić dwa auta w podstawowej wersji.

To, że nawet farmerzy zatęsknili za luksusem, świadczy o jego potędze. Bo choć nie wszyscy się do tego przyznajemy, to prawie wszyscy łakniemy luksusu.

3

Zobacz też na Logo24:

Samochody: Mercedes SL

Samochody: Mercedes SL, samochody, mercedes

Rolls-Royce: legenda, a nie samochód

samochody, logo z klasą, Rolls-Royce: legenda, a nie samochód

Persol: legendarne okulary

Persol: legendarne okulary przeciwsłoneczne, logo z klasą, okulary przeciwsłoneczne, moda męska, okulary

Historia piwa Guinness

Guinness, piwo, alkohol, logo z klasą

4
Więcej na ten temat: samochody