Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie

Artur Brykner
Przesiadka ze snowboardu na mountainboard to jak zamiana porsche na land rovera. Zasada niby ta sama, trzeba tylko przestać się bać wertepów.
fot. Bartosz Bobkowski fot. Bartosz Bobkowski

Tekst napisał śp. Artur Brykner, który był wybitnym dziennikarzem gorzowskiej "Gazety Wyborczej" oraz był autorem materiałów publikowanych w miesięczniku Logo.

 

- Jesteś sprawny fizycznie? I jeździsz na snowboardzie! To super! Pójdzie jak po maśle... - rzucił do słuchawki Wojtek Kozłowski, instruktor ze Szkoły Mountainboardingu Alti. Kiedy się umówiliśmy i skończyliśmy rozmowę, pogrzebałem w internecie. Mountainboard, czyli deska górska, to skrzyżowanie deski snowboardowej z deskorolką.

Ruszyłem na zbocza góry Żar (761 m) koło Międzybrodzia Żywieckiego przekonany, że skoro radzę sobie na snowboardzie, to na desce górskiej pójdzie jak po maśle. Południowy stok góry oglądam z kolejki szynowej, którą jedziemy na szczyt. Weekendowi spacerowicze opalają się na trawiastym, gdzieniegdzie kamienistym zboczu. Ze stoku otwiera się piękny widok na Jezioro Międzybrodzkie. Wszędzie atmosfera pikniku. Dysonansem w błogim landszafcie jest Wojtek. Na głowie kask, korpus osłania plastikowa skorupa, nałokietniki i nakolanniki - wygląda jak rycerz z japońskich kreskówek. Obrazu dopełnia duża deska z plątaniną przewodów hydraulicznych i kołami podobnymi do tych w wózkach dziecięcych.

- Dostaniesz instruktora, sprzęt i ruszaj na stok - mówi Wojtek, wychodząc z wagonika na szczycie góry. Za sobą ciągnie wypasiony mountainboard. Ludzie rozstępują się przed nim, kobiety biorą dzieci na ręce, odważniejsi mężczyźni dopytują, do czego ta deska?

Zaraz sam się przekonam, co to jest mountainboard - nowa dyscyplina sportowa, odpowiedź człowieka na zmiany klimatyczne, na globalne ocieplenie, dziurę ozonową, na bezśnieżne stoki z wyciągami.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

1
fot. Bartosz Bobkowski fot. Bartosz Bobkowski

Zbroja na stok

Wojtek z marszu przydziela mi sprzęt. Przekręcamy tylko wiązania z ustawienia regular na goofy. Większość snowboardzistów (75 proc.) jeździ z lewą nogą z przodu. Ja jestem "goofy" - prawa noga z przodu, lewa z tyłu. Jak to sprawdzić? Wystarczy wspomnienie dzieciństwa - która noga była z przodu na ślizgawce.

Przychodzi kolej na zbroję. Kask na głowę to podstawa. Z tego nie rezygnują nawet najbardziej wprawieni w mountainboardingu zawodnicy. Buty mam swoje - plastikowe skorupy Asolo - dobre do jazdy tourowej na nartach, do zimowej wspinaczki, z automatycznie wpinanymi rakami oraz do snowboardu, do górskiej deski też się więc nadają. Kolejne elementy to nakolanniki z pancerzem z tworzywa sztucznego i podobne, mniejsze nałokietniki. Na dłonie rękawice ze skóry, wzmacniane kevlarem, usztywnione dodatkowo wkładkami, chronią ręce i nadgarstki przed złamaniem. Stłuczenia nóg, zwichnięcia i czasem złamania rąk to najczęstsze urazy w tym sporcie.

Bezchmurne niebo. W słońcu jest ze 30 stopni. Po założeniu plastikowego pancerza leje się ze mnie pot, a to przecież nie koniec mountainboardowej konfekcji. Pomaga mi instruktorka Jagoda Dybczak, góralka z Żywca. Z magazynu wynosi obite pianką... spodenki? Tyłkochron? - sam nie wiem, jak to nazwać, w każdym razie kolejny ciuch wygląda jak duży pampers. "Pampers" chroni tyłek przed stłuczeniem. Wszystko razem waży kilka kilogramów. Mimo wiatru zaczynam się gotować.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Kolanka, bioderka, raz, dwa, raz, dwa...

2
fot. Bartosz Bobkowski fot. Bartosz Bobkowski

Hamulec, czyli nauka toczenia

Po krótkiej gimnastyce-rozgrzewce jeszcze na płaskim terenie pierwszy raz staję na desce moutainboardowej. Jest bardzo elastyczna, bo to ona musi amortyzować większe nierówności terenu. Aluminiowe zawieszenie połączone jest z ośmioma elementami elastomerowymi, tłumiącymi drgania. Do tego pompowane 10-calowe opony. Wszystkie elementy konstrukcyjne deski mają zapewnić jak najbardziej płynną jazdę.

- Skoro już stoisz na desce, musisz się zapoznać z hamulcem - mówi Wojtek i w lewą rękę (podczas jazdy jest z tyłu) wciska mi urządzenie, które wygląda jak skrzyżowanie pistoletu z manetką hamulca rowerowego, w osłonie z tworzywa sztucznego, chroniącej podczas upadków dłoń. Manetką hamulca operuje się jednym palcem. Z niej prowadzi hydrauliczny przewód do dwóch tarczowych hamulców zamontowanych przy... przednich kołach deski. - Przecież gdy zahamuję, walnę barana z nogami do góry. To jak zjazd na rowerze tylko z przednim hamulcem! - mówię. - Tak, tak. Z hamulcem trzeba delikatnie. Tarcze z dociskami umieszczone są z przodu deski, bo dzięki temu zwiększa się efektywność hamowania. Niestety, mocniejsze dociśnięcie manetki zatrzyma deskę w miejscu, a siła odśrodkowa wyrzuci cię w powietrze - przyznaje Wojtek - Musisz się nauczyć wyczucia siły hamowania.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Żeby się oswoić, trzeba trochę pobujać...

Na lekkiej pochyłości próbuję wyczuć hamulec. Pierwsze trzy wywrotki zaliczam jeszcze przed wyjściem na stok. Z małego pagórka próbuję się toczyć, lekko popuszczając manetkę, ale przed każdym większym kamieniem odruchowo hamuję. - Nie tak, nie tak! - strofuje mnie Wojtek i zabiera mi z ręki hamulec. Teraz ja jadę na desce, balansując ciałem, on idzie koło mnie i hamuje. Deseczka sunie z równą prędkością. Przetacza się nawet po dużych kamieniach. - Nie bój się nierówności, kamieni, dziur czy patyków. To nie snowboard. Ta deska jest zrobiona właśnie do jazdy po takich bezdrożach. Łap tylko równowagę i śmigaj na stok - mówi instruktor, wciskając mi z powrotem manetkę w dłoń. Zostaję sam na sam ze stokiem. Obok jeździ kilku mountainboardzistów. Niektórzy nie mają hamulca przy desce, najwyraźniej brakuje im też zahamowań psychicznych. Gnają na złamanie karku.

3
fot. Bartosz Bobkowski fot. Bartosz Bobkowski

Pierwszy zjazd

Na orczyku daję sobie radę, ale...

Opancerzony, zlany potem po uszy, stoję na szczycie góry Żar, przede mną otwiera się stok nartostrady - 300 m lekko pochylonego terenu, trawiastego, z fragmentami szutru i większymi kamieniami leżącymi oczywiście w linii mojego zjazdu. W zimie, jadąc na snowboardzie, nawet bym na niego nie spojrzał. Teraz wydaje mi się stromy, za stromy.

moutainboard

... ale w drugą stronę nie jest już tak różowo

Ruszam. Totalny chaos. Wbijam wzrok w ziemię. - Nie patrz pod deskę! - krzyczą inni mountainboardziści, mijając mnie z furkotem. Kurz spod desek osiada na spoconej twarzy. Przed większym kamieniem odruchowo dociskam hamulec. Lecę do przodu w zgrabnym koziołku. Wyrzucona w górę kilkunastokilogramowa deska nadaje mi dodatkową prędkość obrotową i sprawia, że zaliczam dwa fikołki. Zatrzymuję się. Leżę na stoku z kurczowo zaciśniętym hamulcem. - Wstawaj! Stok się jeszcze nie skończył - podbiega Jagoda. - Przyjmij wreszcie pozycję, puść ten hamulec i ruszaj w dół. Powolutku. Przez kamienie. Deska po nich przejedzie. Nawet nie poczujesz!

Jestem w połowie stoku i mam na koncie już trzy wywrotki. Chyba nie dojadę do końca w całości. Wjeżdżam jednak na trawiasty fragment i robi się przyjemniej. Przyspieszam. Kilka niegroźnych przysiadów i jestem pod dolną stacją orczyka.

Wjazd na górę z pomocą orczyka na desce z kółkami wygląda tak, jak na snowboardzie.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Na szczęście zawsze mogę zahamować. Tyłkiem

Jest południe. Na stoku sporo wycieczkowiczów. Z góry zjeżdża zielonogórzanin Sylwek, obok leci "Mały" ze Świerza pod Zawierciem. Żar to mekka mountainboardzistów. Na stoku zbudowali drewnianą skocznię. Kręcą na niej bączki, skaczą kilka metrów nad stokiem (kamienistym stokiem!), gdzie każde lądowanie jest twarde, nawet jeśli uda się na desce "wykołować" i zakończyć skok bez upadku. W powietrzu wykonują pełne obroty. Podczas skoków ważny jest kierunek rotacji (frontside, backside), liczba obrotów, chwyt deski (tzw. grab) oraz ustawienie do kierunku dalszej jazdy, tzn. czy po skoku mamy naturalne ustawienie nogi przedniej czy też switch stance (jazda na tylną nogę). Wycieczkowicze rozsiadają się i oglądają loty z deską. Część mountainboardzistów jeździ bez hamulca. Wtedy jazda po stoku najbardziej przypomina snowboard. Jedyna różnica to nadawanie kierunku jazdy przednim kołem. Zresztą to wszystko to i tak odległa teoria.

Ja wciąż zajmuję się bardziej przyziemną - dosłownie i w przenośni - stroną jazdy na desce górskiej. Nie mogę się przyzwyczaić do ignorowania nierówności terenu, nieustającego chrobotu deski na kamieniach, jej nagłych podskoków, niekontrolowanych przyspieszeń. Trochę to przypomina wiosenną jazdę na snowboardzie po muldach częściowo pozbawionych już śniegu. Pierwsze próby skręcania deski i balansu ciałem kończą się kolejnymi upadkami. Z pampersa wyciągam kamienie wielkości mydełka Fa. - No widzisz, już dajesz sobie radę z hamulcem. Teraz spróbuj poskręcać i wreszcie zjedź bez upadku - mówi Wojtek. Trudno balansować ciałem i zmusić deskę do skrętu, kiedy jazda na wprost po wybojach pochłania cały mój gimnastyczny potencjał. Jedynym plusem jest to, że podczas zakrętów już nie koziołkuję twarzą w stok.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Żółwik to tradycyjny element szkolenia mountainboardowego

Po kilku zjazdach czuję się już znacznie pewniej na górskiej desce, chociaż mimo dobrej kondycji sił ubywa z minuty na minutę. Na śniegu, przy mroźnej pogodzie nawet długie i karkołomne zjazdy na snowboardzie nie są tak wyczerpujące jak na mountainboardzie. Jest gorąco, leją się ze mnie hektolitry potu. To na pewno dobry sport dla osób, które chciałyby zrzucić w weekend kilka kilogramów.

4
fot. Bartosz Bobkowski fot. Bartosz Bobkowski

Deska dla każdego

Po kilku godzinach udaje mi się zjechać bez upadku, a nawet kilka razy wyskoczyć lekko w górę. Odchodzi gdzieś paraliżujący skurcz na rękojeści hamulca. Rzeczywiście tajemnica zjazdu na mountainboardzie tkwi w nabraniu pewności siebie. Wtedy odważniej balansuje się ciałem i już bez przygód zjeżdża w dół.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Nawet podejście z deską nie męczy...

Pod koniec dnia siadam na stoku góry. Wypinam deskę, zwijam przewody hamulca. Jestem wyczerpany. Wojtek przyznaje, że po jednym dniu jazdy pod okiem instruktora w zasadzie każdy "łapie" równowagę na desce i może zjeżdżać już samodzielnie nie tylko po pustych latem nartostradach. Dzięki hamulcowi mountainboardem można bezpiecznie pokonywać wąskie górskie ścieżki albo - dla odmiany - wybrać zjazd asfaltową drogą. Obok mnie schodzą ze szczytu góry ostatni turyści. - Popatrz, Władziu, ta deska z kołami ma hamulce, jak w samochodzie! - mówi jeden z nich do kolegi. Obaj przyglądają się desce. - E, tam! Z hamulcem to każdy głupi potrafi na takiej desce zjechać - komentuje pan Władziu.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

...kiedy dzień można zakończyć w leżaku

 

Szczypta historii

Mountainboarding wymyślili w latach 90. amerykańscy snowboardziści, którzy chcieli trenować latem. Jeszcze dwa lata temu na desce z dużymi kołami jeździło w Polsce 100-150 osób. Teraz jest ich ok. 600. Wkrótce będą tysiące, bo do tego sportu nie trzeba śniegu. Potrzebne są wyciągi, które wywiozą mountainbordzistów na górę, a tych w dobie ocieplenia klimatu i zanikającego śniegu nie brakuje. Właśnie ocieplenie klimatu jest chyba największym sprzymierzeńcem tego sportu. Na desce można zjeżdżać po nartostradach, górskich ścieżkach trawiastych i kamienistych stokach, po asfalcie, piasku itd.

 

Artykuł powstał w 2008 r.

5
Więcej na ten temat: mój pierwszy raz, snowboard, sport