Greckie wyspy to raj dla żeglarzy: zawsze będziesz chciał tu wrócić

Paweł Smoleński
Jechałem tam już któryś raz i znów nie rozumiałem, dlaczego podczas wrzucania gratów do żeglarskiej torby czułem te same emocje. Bo jeśli gdzieś można wracać w nieskończoność, to właśnie na greckie wyspy.
Bavaria Cruiser 55 II Bavaria Cruiser 55 II

Żegluga o wielu twarzach

Pływałem w Chorwacji, w norweskich fiordach i na Lofotach leżących za kołem podbiegunowym, akurat przy fantastycznej, ciepłej pogodzie. Byłem w Zatoce Biskajskiej, na Morzu Północnym i Atlantyku, a jednak tylko rejs w greckich archipelagach wywołuje u mnie tak radosne napięcie i obiecuje tak dużo.

Nie ma znaczenia, czy akurat morze w kolorze ciemnego granatu układa się łagodnie, a wiatr przypomina letnie, mazurskie podmuchy, czy też rozbuja się w ciągu kilku godzin w stromą, skołtunioną falę, a wicher dmie ze sztormową siłą.

Kiedyś trafił mi się taki rejs, gdy niemal każdego dnia trzeba było wspomagać żagle silnikiem, a czas na pokładzie wlókł się jak wymięta guma do żucia.

Ale też pamiętam żeglugę między greckimi wyspami, gdy nasz jacht tłukł z ogłuszającym hałasem w doliny fal, bo akurat gasnące, jesienne meltemi - stały wiatr z północy lub północnego wschodu, wiejący od maja do października, od rana do wczesnego wieczoru, z reguły o sile 4-6 stopni Beauforta - przypomniał sobie, że umie być sztormem.

Lecz najczęściej żegluga w Grecji jest po prostu przyjazna. Lubiącym leniuchowanie da wiatr łagodny i gorące słońce. Z kolei tym, którzy chcą poczuć się jak prawdziwi żeglarze, ofiaruje dzień lub dwa silniejszych podmuchów. Zbiesi się tylko czasami, ale na to też trzeba być gotowym. A później jest o czym opowiadać.

Żeglarski przewodnik po greckich wyspach Cykladach. Sprawdź >>

Żeglowanie w Grecjifot. Samot / shutterstock.com

1
fot. Netfalls - Remy Musser / shutterstock.com fot. Netfalls - Remy Musser / shutterstock.com

Jedyne takie miejsce na ziemi

Podoba mi się również, że w Grecji najczęściej żegluje się w dzień, a wieczory i noce spędza w portowych tawernach, wcinając przepyszne tzatziki, horiatiki, owoce morza, obowiązkowo jedzone przy blaszanym dzbanku zimnej, żywicznej retsiny.

I zawsze można zrobić sobie półdniowy postój, wsiąść na skuter, pojechać w interior i na każdej (dosłownie) wyspie zanurzyć się w antyk, mitologię, opowieści o bogach i herosach.

A jeśli wolimy czas bliższy teraźniejszości, z pewnością trafimy na jakąś cerkiewkę, otynkowaną na biało i przykrytą jasnoniebieską kopułką, zachwycimy się jakimś klasztorem (trzeba mieć ze sobą długie spodnie, zaś panie muszą zakrywać nogi, ramiona i często włosy, bo inaczej mnisi nie wpuszczą do środka) albo malutkim muzeum ikon, z których każda wygląda jak skarb.

Wreszcie - to na Amorgos - można wyobrazić sobie pojedynek nurków głębinowych, jak w filmie "Wielki błękit", gdyż tam właśnie Francuz Luc Besson znalazł dla swojej sztuki najlepsze na świecie plenery.

No i te krajobrazy, gdzie można zobaczyć otwarte morze, ale też gdzie horyzont zasłaniają pożółkłe wyspy Cyklad lub Dodekanezu lub zielony nawet w środku lata Peloponez.

xxxfot. P Phillips / shutterstock.com

2
fot. ivan bastien / shutterstock.com fot. ivan bastien / shutterstock.com

Czar maleńkich portów

Tym razem, jak prawie zawsze, wypłynęliśmy z mariny Kalamaki, gdzie jachtów tyle, ile na całym polskim wybrzeżu.

Na południe, przecinając tor wodny wiodący z otwartego Morza Egejskiego, Azji, Afryki i wysp archipelagów do portu w Pireusie.

Być może to najmniej przyjemny kawałek żeglugi, gdyż pełno tu statków, dla którym największy nawet jacht to ledwie drobina na falach, więc po prostu trzeba bardzo uważać.

Lecz już po kilku godzinach, tym razem w lekkim wietrze i deszczu, dopływamy do wód spokojniejszych, wzdłuż wybrzeży wyspy Poros, a potem w cieśninę, oddzielającą Peloponez od Hydry, wyspy tak urokliwej i modnej, że można na niej spotkać hollywoodzkie gwiazdy i rosyjskich miliarderów.

Port na Hydrze - malutki, więc warto przypłynąć wcześniej, by znaleźć miejsce, nawet w trzecim rzędzie jachtów cumujących rufami do kei. Dno kiepsko trzyma kotwicę i często przy wyjściu jachty ciągną za sobą nie swoje łańcuchy kotwiczne.

Za to kilka metrów od jachtów ulokowały się znakomite restauracje i kawiarnie, zaś w miejscowych sklepikach z biżuterią można zostawić majątek (na wyspie jest Akademia Sztuk Pięknych).

I te osiołki, które z portu i do portu transportują wszystko, od wody mineralnej, przez sadzonki kwiatów po materiały budowlane, gdyż miasteczko Hydra zakazało ruchu samochodów, by mogło zachować urok sprzed wieków.

Wyspy greckie. Dodekanez, RodosDodekanez, Rodos/ fot. Shutterstock

3
fot. VLADJ55 / shutterstock.com fot. VLADJ55 / shutterstock.com

Otacza cię historia

Po Hydrze przelot na Spetses, wprost na zachód, wąską cieśniną obok skalistych, wysokich brzegów wyspy Dokos. Spetses słynie z plaż.

Port wygodny i można liczyć na pomoc w cumowaniu przy klubowej kei na lewo od wejścia. Miasteczko senne wiosną i jesienią, za to latem gwarne ponad miarę, bo blisko Aten, więc kupują tu domy i wypoczywają bogaci Grecy.

Lecz przede wszystkim Spetses znane jest z tego, że mieszkała tu Laskarina Bubulina, kobieta równie niezwykła, jak widoki na greckich morzach. Była właścicielką i dowódcą okrętów wojennych podczas wojny z Turcją o niepodległość (1821-32), dowodziła również swoimi synami i braćmi. Ale kiedy greccy żołdacy plądrowali tureckie domy, ratowała z poświęceniem niewinnych.

Dowodziła również w potyczkach na lądzie, dosiadając białego konia. Pośmiertnie mianowano ją admirałem floty Imperium rosyjskiego i przedstawiano na ludowych malowidłach podobnych kreską do ikon.

Była również wzorem dla naszej bojowniczki o wolność Emilii Plater. Już w latach 70. ubiegłego wieku rządząca Grecją wojskowa junta skazała Laskarinę na niebyt w podręcznikach historii, gdyż jej zapatrywania były zbyt demokratyczne i, jak się dzisiaj mówi, feministyczno-genderowe. Od czasu, gdy junta padła, Grecy stawiają Bubulinie pomniki.

Grecja wyspy greckie - Rodos / shutterstockshutterstock

4
fot. Nikos Psychogios / shutterstock.com fot. Nikos Psychogios / shutterstock.com

Kierunek Poros

Ze Spetses płyniemy na Poros. Niby powrót po śladach, gdyż wzdłuż wybrzeży Dokos i Hydry, lecz inaczej, bo wreszcie powiało.

Nie za mocno, tak, żeby walczyć z wiatrem, lecz na lekko zrefowanych żaglach płyniemy aż 8 węzłów; bardzo szybko, jak na jacht turystyczny. Na dodatek mocne słońce, pogoda absolutnie przecudna, dziesięć godzin na łódce w ogóle nie męczy.

Można by przelot skrócić, lecz każdy, kto nie pływa na tych wodach codziennie, ma z Poros pewien problem. To wąski kanał oddzielający wyspę od Peloponezu, który po stronie półwyspu miejscami wypłyca się do półtora metra, a nawet mniej.

Albo więc przeciskamy się tuż przy brzegu wyspy od południa, albo opływamy Poros, decydując się na wejście z północy. Pierwszy wariant gwarantuje dreszczyk emocji, bo raz wydaje się, że brzeg za blisko, a raz - że wody pod kilem za mało.

Drugi - trzeba o kilkanaście solidnych mil nadłożyć drogi, za co zapłatą są piękne widoki.
No i samo miasteczko Poros, gdzie przy długiej miejskiej kei zawsze znajdzie się jakieś miejsce, a w tawernach odległych od ruf cumujących jachtów o dwie szerokość wąskiej jezdni i chodnika można się najeść wyżej uszu i ubawić po pachy.

Gorzej ze spaniem, gdyż miasteczko tętni życiem nawet poza wysokim sezonem. Ale zarwać jedną, dwie noce to żaden grzech podczas rejsu.

Wyspy greckie. Wyspy Argosarońskie - PorosWyspy Argosarońskie - Poros / fot. shutterstock

5
Wyspy greckie. Wyspy Argosarońskie - Hydra/shutterstock Wyspy greckie. Wyspy Argosarońskie - Hydra/shutterstock

Jak szybko to minęło

Następnego dnia do Epidavros, przyjaznego portu leżącego na Peloponezie; to raczej żabi skok niż poważna żegluga.

Przy lekkim wietrze i po płaskiej wodzie wpływamy do rozległej zatoki zamkniętej górami półwyspu, które z morza wyglądają potężniej niż nasze Tatry. Nagle wrzask, który podniesie umarłego: "Delfiny, delfiny".

Kilkadziesiąt metrów od burty płynie skromne stadko. Spotkanie z delfinami ma to do siebie (a zaliczyłem już kilka), że nawet faceci po pięćdziesiątce piszczą i skaczą jak chłopaczki, zapominając, że jednak są na jachcie, a więc ktoś powinien zająć się sterem i żaglami.

Chyba że, jak na naszej łódce, można nacisnąć jeden guzik tuż przy kole sterowym a wówczas nad jachtem czuwa samoster, więc można się gapić na wynurzające się z wody grzbiety, piszczeć z radości, znów się gapić i pokazywać palcem: "O, tam, tam są".

W samym Epidavros warto przespacerować się do ruin antycznego teatru, odległego od portu o 5 minut marszu. Zapomnimy o nich dopiero na sąsiedniej Eginie - to kolejny etap podroży - wyspie w kształcie odwróconego trójkąta, hałaśliwej i gwarnej bez względu na porę roku, bo leży rzut beretem od Aten.

To na okoliczność świątyni Posejdona leżącej w sercu wyspy; niby to tylko martwe kamienie, lecz wrażenie niezwykłe. Port na Eginie wygodny, duży, najlepiej stanąć przy miejskiej kei. Od czasu do czasu woda wewnątrz basenu lubi się wzburzyć, gdy przy portowych główkach cumuje wodolot z Aten.

xxxxfot. ollirg / shutterstock.com

Nocleg na Eginie to dobre rozwiązanie, bo następnego dnia mamy oddać jacht w marinie Kalamaki. Nie trzeba się spieszyć, gdyż dystans z wyspy do Aten nasza łódka pokona w kilka godzin, nawet przy lekkich podmuchach.

A jeśli wiatr zupełnie zdechnie, zawsze można podgonić silnikiem. Trzeba tylko, jak pierwszego dnia, uważać na statki płynące do Pireusu.
I już Kalamaki.

Tydzień minął jak z bicza strzelił. Następnego roku znów w Grecji. Gdzie? Gdzie oczy i jacht poniosą. Grecy mają tyle wysp, zatok i uroczych portów, że życia nie starczy, by je wszystkie odwiedzić.

Żeglarski przewodnik po greckich wyspach Cykladach. Sprawdź >>

6
Więcej na ten temat: europa, grecja, podróże