Dorośli faceci mieszkający z matkami. Nowy trend?

Szymon Mazur
Dorośli faceci, a mamusia gotuje im obiadki i prasuje koszule. Margines? Nieprawda: Prawie połowa młodych mężczyzn w Polsce żyje z rodzicami. To polscy bamboccioni. Ofiary kryzysu i nadopiekuńczych rodziców czy życiowe fajtłapy?
rys. Łukasz Majewski / TinBoy rys. Łukasz Majewski / TinBoy

Bamboszowcy

Bamboccioni, czyli "wielkie bobasy". Dorośli, najczęściej pracujący mężczyźni, którzy mieszkają z rodzicami. We Włoszech zjawisko bamboccioni stało się tak dużym problemem (gdy okazało się, że nie tylko mężczyźni, ale coraz więcej kobiet mieszka z rodzicami do czterdziestki), że było przedmiotem debaty w parlamencie. Posłowie zastanawiali się, co zrobić, żeby niesamodzielnych dorosłych skłonić do opuszczenia domów rodzinnych. Bo to problem demograficzny: tacy mężczyźni nie zakładają rodzin i nie mają dzieci, a to oznacza chociażby zagrożenie dla systemu emerytalnego.

Długie mieszkanie z rodzicami to tradycyjny wzór życia rodzinnego także w innych krajach południa Europy: Grecji, Portugalii, Hiszpanii. Ale nie tylko. - Problem istnieje też w naszym kraju i ma tendencję wzrostową. Wielu Polaków, mimo osiągnięcia pełnoletniości, zostało w domach rodzinnych. Wielu również do nich wróciło, uznając, że życie z rodzicami jest tańsze i łatwiejsze. Dla nich w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wymyślono termin boomerang generation, gdy "bumerangi" zaczęły po studiach wracać i mieszkać z rodzicami, "jak długo się da" - wyjaśnia prof. Witold Wrzesień z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, socjolog młodzieży i rodziny, który od lat bada zjawisko bamboccioni.

Karwowski jest passé

Powodów jest oczywiście mnóstwo, ale u źródeł problemu (a może po prostu nowego zjawiska?) leży kult młodości. Banalne zdanie: "masz tyle lat, na ile się czujesz", staje się na naszych oczach prawdą. Zastanów się, jak wygląda współczesny polski 40-latek z dużego miasta? Jest wysportowany, częściej ubiera sportowe ciuchy niż garnitur, chodzi na koncerty rockowe i kompletuje części do nowego roweru typu "ostre koło". Teraz porównaj go z ikoną okresu socjalizmu, 40-letnim inżynierem Stefanem Karwowskim. Nie ma kłopotów ze znalezieniem dziesięciu różnic, albo nawet i stu.

- Młodzi zauważyli, że można być dorosłym i nie-dorosłym, ale wcale nie dzieckiem. Można bawić się, można uczyć się i pracować, ale nie wkraczać w dorosłość "w starym stylu". Ten styl życia współczesnej dorastającej młodzieży to konsekwencja zarówno rozwoju kapitalizmu konsumpcyjnego i jego kultury, jak i realizowanych przez rodziców wzorów ról rodzicielskich - tłumaczy prof. Witold Wrzesień.

Tak, tak, przyczyny leżą nie tylko po stronie młodych, którym się nie chce, ale także po stronie rodziców. Często są nadopiekuńczy, nierzadko przesadnie wyrozumiali, bardzo chcą z dziećmi utrzymywać bliską więź, być dla nich przyjaciółmi. Zaczęli spędzać ze swoimi dziećmi więcej czasu niż ich rodzice z nimi.

Dziecko zajęło centralną pozycję w rodzinie. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale w miarę możliwości rodzice starają się zagwarantować swoim dzieciom maksimum komfortu psychicznego i umacniają w nich silne przekonanie, że zawsze (a szczególnie wtedy, gdy coś im się nie powiedzie) mogą udać się do rodziców po wsparcie i pomoc. Dzieci, dorastając w bezpieczeństwie i dobrobycie, przyzwyczajają się i niechętnie z tego rezygnują, rozpoczynając indywidualne ścieżki dorosłej życiowej kariery.

1
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Pomóż mi, tato

W Polsce, ale też i w wielu krajach Europy Zachodniej (Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji, a więc nie tradycyjnych "maminsynkowatych" krajach Południa) nie naciska się na nie, by się wyprowadziły, bo wszyscy zdają sobie sprawę z realiów niepewnych czasów w trakcie nadal trwającego, chociaż zmieniającego swoją specyfikę światowego kryzysu ekonomicznego.

- W konsekwencji tych przemian konflikt pomiędzy pokoleniem rodziców i ich dorastających dzieci, taki, jaki znamy z minionych dekad, zanika. Konfliktów unikają zarówno młodzi, jak i ich rodzice. To się nie opłaca, szczególnie młodym. Oni są doskonale wyspecjalizowanymi kooperantami, gotowymi do współpracy z niemal każdym, byle tylko osiągnąć swój cel - zwraca uwagę prof. Wrzesień.

W Polsce wielu młodych-dorosłych ciągle traktuje dom rodzinny jak hotel, pralnię i restaurację. W dużych miastach uniwersyteckich studenci rzadko wyprowadzają się od rodziców, bo w domu rodzinnym jest wygodniej niż w akademiku czy w mieszkaniu studenckim. Po znalezieniu pracy nic w życiu nie muszą i nie chcą zmieniać. - Nie różnią się niczym od włoskich bamboccioni, chociaż bardziej przypominają wzór "pasożytniczego singla", opisany przez japońskiego socjologa Masahiro Yamadę (już w 1999 r.), który użył go do określenia młodych niezamężnych i nieżonatych Japończyków, niezależnych finansowo, ale mieszkających z rodzicami w celu podwyższania jakości własnego życia - zauważa prof. Wrzesień. Często ci młodzi "pasożytnicy", chociaż mieszkają z rodzicami, nie dokładają się do rachunków czy zakupów i wszystko, co zarobią, wydają na siebie.

Zdaniem Nataszy Chmielewskiej, psycholog klinicznej, winni są również rodzice, którzy przez wiele lat wspierają dzieci finansowo, czym robią im krzywdę, opóźniając skok w dorosłość. - Najczęściej są to rodzice nadopiekuńczy, rozpieszczający dziecko od najmłodszych lat do dorosłości, którzy wyręczają dzieci nawet w najprostszych czynnościach wywołując uczucie "wymuszonej bezradności" - mówi. Nastolatek, któremu ojciec przez lata pompował opony w rowerze przed sezonem, ma spore szanse na wpadnięcie w pułapkę bamboccioni.

Chciałbym, ale boję się

W oczach tych, którzy prowadzą samodzielne życie, bamboccioni to życiowe fajtłapy, maminsynki rozpieszczone przez rodziców. Zdaniem psychologów w takim obrazie jest sporo prawdy.

Młodzi-dorośli nie przyznają tego, ale odczuwają strach przed usamodzielnieniem się. Czują także obawę przed 30-letnim pogrążeniem się w kredycie, szczególnie, że wcześniej z takimi zobowiązaniami się nie stykali, bo samochód czy rower kupowali im rodzice. A samodzielne życie to jeszcze rachunki za prąd, gaz, wodę, telefon czy internet - dla nich terra incognita.

Nie jest im łatwo zrezygnować z komfortowego życia. Nauczyli się wyręczać innymi ludźmi, interesują ich przywileje, a obowiązki dorosłości już nie. Zwykle boją się także założenia rodziny, stałego związku. - Boją się nawet znalezienia pracy, która wiązałaby się z dużą odpowiedzialnością, ale wymuszałaby większą samodzielność, może przeprowadzkę do innego miasta. Tacy dorośli, wychowani przez nadopiekuńczych rodziców, są wygodni. Skupieni na sobie, na korzyściach i przywilejach, na braniu, a nie dawaniu - komentuje psycholog Natasza Chmielewska.

2
fot. Wallenrock / shutterstock.com fot. Wallenrock / shutterstock.com

Mama w kuchni, on baluje

O dziwo, gdy dorosłe dziecko zostaje z rodzicami, to właśnie ono narzeka na ten stan rzeczy. Rodzice boją się zachęcać je do wyprowadzki. Mogą także podświadomie blokować takie chęci u dziecka - bo mają problem z zerwaniem więzi emocjonalnej z dzieckiem, obawiają się syndromu pustego gniazda. Dorosłe dzieci zostające długo z rodzicami to osoby zewnątrzsterowne, czekające, aż coś się zmieni bez ich udziału. - Tak jakby oczekiwały wygranej na loterii, przy czym nie kupowały nigdy losów. Nie biorą odpowiedzialności za swoje życie, za swój los, wolą, żeby robił to za nich kto inny - dodaje Chmielewska. Dlatego wolą narzekać na codzienne konflikty z rodzicami (podobne do tych, jakie miały w dzieciństwie), niż się wyprowadzić.

Jak się okazuje takie życie nie pozostaje bez wpływu na psychikę. Naukowcy z Collegium Queen Mary na Uniwersytecie Londyńskim potwierdzili, że mężczyźni, którzy po dwudziestce ciągle mieszkają z rodzicami, są bardziej agresywni niż rówieśnicy, którzy prowadzą niezależne życie. Są też bardziej skłonni do hedonistycznych, a zarazem aspołecznych zachowań: niebezpiecznego picia alkoholu i nadużywania narkotyków czy ryzykownych zachowań seksualnych. - Można to tłumaczyć tym, że ci panowie nie mają na głowie żadnych obowiązków związanych np. z utrzymaniem mieszkania i dzieci oraz dopasowaniem się do życiowej partnerki - uważa prowadzący badania prof. Jeremy Coid.

Poza tym młodzi mężczyźni pozostający w rodzinnym gnieździe częściej uzyskują wsparcie finansowe od rodziców. Jak wykazali badacze, dochody tej grupy były podobne do zarobków mężczyzn, którzy wyszli z domu i wzięli na siebie odpowiedzialność za swoje życie. Dlatego ci pierwsi mają więcej pieniędzy i wolnego czasu, mogą więc więcej wydawać np. na alkohol, co częściowo tłumaczy, dlaczego częściej mają problemy z jego nadużywaniem.

Mieszkanie kupię tanio

Pokaźną grupę polskich bamboccioni stanowią jednak mężczyźni, którzy chcieliby się usamodzielnić, tylko ich po prostu na to nie stać. * - Ktoś, kto ma problemy ze znalezieniem dobrze płatnej pracy, bierze pod uwagę aspekt ekonomiczny. Taniej, bo dzieląc koszty na połowę, jest zostać z rodzicami - zauważa dr hab. Jacek Trębecki, ekonomista.

- Planowałem kupno mieszkania w 2010 r., ale wtedy w moją firmę uderzył kryzys. Bałem się, że wylecę. W takiej sytuacji nie kupuje się nawet roweru, a co dopiero mieszkania - mówi Rafał, 29-letni grafik komputerowy z Krakowa. - Podjąłem decyzję, że zostanę w domu rodziców, aż ustabilizuje się sytuacja rynkowa. Wygląda na to, że to już, więc znowu rozglądam się za mieszkaniem dla siebie. W 2015 r. już na pewno coś kupię i wreszcie wyprowadzę się od rodziców - deklaruje.

Ekonomistów takie odwlekanie decyzji nie dziwi. Największym dramatem dla właściciela jest sytuacja, gdy nie może spłacać kredytu i mieszkanie trzeba sprzedać lub oddać bankowi.

Tym bardziej że mieszkania są bardzo drogie. Jednym z powodów wysokich cen jest to, że od lat mieszkań buduje się u nas zdecydowanie za mało. Przez to nie są dostępne nawet dla tych młodych ludzi, którym udało się podpisać pierwszą poważną umowę o pracę (a nie umowę "śmieciową").

Zdaniem prof. Witolda Września dotychczasowe działania rządów, mające pomóc młodym, nie były skuteczne. Programy "Mieszkanie dla Młodych" czy "Mieszkanie na Swoim" nie trafiały do tych, do których w założeniach miały być adresowane. - Marketingowemu przerostowi formy nad treścią nie towarzyszyły skuteczne działania i jak dotąd nie doczekaliśmy się rewolucji w budownictwie mieszkaniowym. Wciąż brak realnie tańszych mieszkań. W ogóle programy "wspomagające" start młodzieży w dorosłość to pięta achillesowa naszych rządów. Regularnie słyszymy o pomysłach, które zawsze znajdują się w fazie projektów, a ich realizacja niestety wciąż nosi znamiona aktywności podejmowanej głownie w celu uzyskania dotacji unijnych, a nie rozwiązania problemu - komentuje socjolog.

3
Młodzi mieszkający z rodzicami. Grafika: Gazeta Wyborcza, na podstawie danych Lion's Bak i Eurostatu Młodzi mieszkający z rodzicami. Grafika: Gazeta Wyborcza, na podstawie danych Lion's Bak i Eurostatu

Ziarnko do ziarnka

W Europie Zachodniej rodzice aktywnie pomagają młodym w starcie w dorosłość. W Wielkiej Brytanii wielu rodziców kupowało swoim dorastającym dzieciom samochody, mieszkania, a nawet domy, korzystając z liberalnej polityki kredytowej banków. Wpadli w ten sposób w pułapkę kredytowania życia swoich dzieci przez wiele lat, a wielu z nich, po rozpoczęciu w 2008 r. kryzysu finansowego, nie była w stanie unieść takiego ciężaru. - W Polsce bardziej zamożni rodzice też kupowali dzieciom mieszkania. Na przykład popularną formą inwestycji (nie tylko osób z prowincji) były zakupy mieszkań w miastach uniwersyteckich. Wynajmowano je, dopóki dziecko nie pojechało na studia. Ten typ inwestycji miał w zamierzeniu ułatwiać młodym start w dorosłość, pod warunkiem że znajdą po studiach pracę. Ale gdy jej nie znajdują, nierzadko wracają do domu rodzinnego - mówi prof. Wrzesień.

Ekonomiści podpowiadają, że jest wiele sposobów na skrócenie czy ułatwienie sobie drogi do zdobycia mieszkania. Gdy rosną oczekiwania banków, wymagany jest większy wkład własny. Można wtedy na przykład przekonać rodziców lub dziadków do:

- zrezygnowania z hucznego wesela, które często kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych,

- sprzedaży działki pracowniczej,

- do sprzedaży auta, jeśli w rodzinie jest więcej niż jedno.

Te pieniądze można wykorzystać jako wkład na mieszkanie.

Zdaniem Jacka Trębeckiego sytuacja dotycząca młodych-dorosłych powinna się poprawiać. Koniec kryzysu ekonomicznego i wzrost gospodarczy powinny zatrzymać trend długiego zostawania w domu. - Ci, którzy zostali w domu, może już się nie wyprowadzą, bo się przyzwyczaili. Ale inni absolwenci, jeżeli tylko zwietrzą lepszą sytuację gospodarczą, wylecą z gniazda. Może nie będzie wielkiej fali wyprowadzek, ale chociaż liczba bamboccioni nie będzie się powiększać - prognozuje ekonomista.

BRAK STUDENTÓW, BRAK MIESZKAŃ

Prawdziwym koszmarem nie są jednak ceny mieszkań (również na Zachodzie wiele osób przecież nie kupuje od razu swojego M), ale katastrofa na rynku wynajmu. Wysokie ceny na rynku pierwotnym zawyżają również ceny na rynku wtórnym, w tym też wynajmu. A poza tym takich mieszkań po prostu brakuje.

Jak to nie ma mieszkań na wynajem? Przecież w Gdańsku, Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu jest ich mnóstwo! Tak, ale są to duże ośrodki akademickie. A propozycje skierowane do studentów to skromne mieszkania o niższym standardzie. Studentom nie przeszkadza mieszkanie na piątym piętrze w starej kamienicy, z kuchnią bez okna. Ale młodemu małżeństwu z dzieckiem takie mieszkanie raczej się nie spodoba.

O ile w dużych miastach znalezienie mieszkania na wynajem nie jest jeszcze problemem, to w mniejszych - jest. Tam, gdzie nie działają uczelnie, nie ma rynku najmu. Młodzi ludzie mieszkający na prowincji, np. w miastach na obrzeżach województw, są wręcz skazani na pozostanie w rodzinnym domu. Dlatego, żeby się wyrwać, chętnie wyjeżdżają na studia do dużego miasta (nawet jeśli to daleko) czy po prostu jadą "na zmywak" za granicę. Naukowcy badający polską emigrację zarobkową już od dawna alarmują, że start w dorosłe życie i rozpoczęcie kariery zawodowej są o wiele łatwiejsze w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Szwecji czy Norwegii.

Na Zachodzie łatwiej znaleźć mieszkanie na wynajem, łatwo je zmienić, właściciel zwykle nie czepia się, że najemcy mają dziecko, psa czy kota. Za czynsz płaci się przelewem, a nie - jak często w Polsce - "do ręki", żeby ominąć obowiązek podatkowy. - Mieszkałem w Bystrzycy Kłodzkiej, to prawie nad samą granicą z Czechami. W okolicy nie było pracy, może w Kłodzku bym coś znalazł, ale za marną pensję, bo to małe miasto. Znalazłem pracę we Wrocławiu, ale warunki płacy i pracy były fatalne. Do tego znalazłem mieszkanie-norę, a trwał rok akademicki i nic lepszego nie było - opowiada Krzysztof, kierowca. - Znajomi namówili mnie na próbny wyjazd do Londynu. W ciągu tygodnia znalazłem pracę, a po dwóch tygodniach wynająłem małe, ale ładnie wyposażone mieszkanie. Poszło to błyskawicznie - opowiada.

Pomysł zaoferowania chętnym puli niedrogich, ale nowoczesnych mieszkań na wynajem dopiero raczkuje i - jeżeli wszystko pójdzie dobrze - to za kilka lat 200 czy 300 nowych mieszkań na wynajem powstanie w Krakowie, Wrocławiu czy Katowicach. To wszystko kropla w morzu potrzeb, szczególnie że ciągle zapomina się o miastach mniejszych, jak Gniezno, Słupsk czy Łomża. Można się spodziewać, że młodzi z takich miast albo przeprowadzą się do większych aglomeracji w Polsce, albo - po osiągnięciu pełnoletniości - znowu zaczną masowo wyjeżdżać z kraju i zasilą 2-milionową polską emigrację. Bez rządowych programów wspierających budownictwo czy współpracy z władzami miast na duże inwestycje mieszkaniowe nie ma po prostu szans.

4
rys. Łukasz Majewski / TinBoy rys. Łukasz Majewski / TinBoy

Wolna chata kusi

Czy jest więc ratunek dla bamboccioni? Całe szczęście istnieją jeszcze kobiety... Nie da się przecież ukryć, że brak własnego mieszkania oznacza brak seksu. Dopiero budowanie trwałych związków uczuciowych i plany na przyszłość mobilizują młodych-dorosłych do wyprowadzki. - Mieszkając z rodzicami, byłem w kilku fajnych związkach z kobietami. Musieliśmy się spotykać w kawiarniach, na mieście. Seksu prawie nie było. Dziewczyny namawiały mnie, żebym się wyprowadził, ale zanim się tym zająłem - zrywały. Jednak gdy pojawiła się właśnie ta właściwa osoba i zaangażowałem się na serio, już nie mogłem wytrzymać w domu. W parę tygodni znaleźliśmy mieszkanie i zamieszkaliśmy razem. W wieku 33 lat wreszcie przestałem być bamboccioni - wspomina Sławek z warszawskiego Żoliborza.

Ekonomista dr hab. Jacek Trębecki zauważa, że studia wyższe nie są już w Polsce gwarancją szybkiego usamodzielnienia. Kiedyś ktoś kończył studia i szedł na swoje. - Teraz zdarza się, że studia się kończą i dziecko wraca. Jednak powroty do małych miast i miasteczek są związane z poczuciem klęski życiowej. Wyjeżdżało się po wielką szansę, a wraca się do domu ze świadomością braku perspektywy na wyrwanie się - zwraca uwagę.

Dorosłe dzieci są jak ludzie, którzy oczekują wygranej na loterii, ale nie kupują losów. Czekają, aż coś się stanie bez ich udziału.

7 oznak, że najwyższa pora pakować walizki:

1. Codziennie przeżywasz Dzień Świstaka - plan twoich zajęć od podstawówki zmienił się o te 15 minut, które poświęcasz na golenie.

2. Dzień Świstaka przeżywa też twój pokój. Wciąż masz na ścianach plakaty Sandry, Nirvany i Parku Jurajskiego. Tak, stary, ten z dinozaurami.

3. Po raz 35. Święty Mikołaj nie przyniósł ci wymarzonego prezentu pod choinkę, chociaż jak co roku zostawiłeś mu na stole w kuchni dokładne instrukcje. W związku z tym święta spędziłeś na harataniu z małolatami w Diablo on-line, a twoim noworocznym postanowienim było zdobyć Magiczny Topór.

4. Znasz nazwiska wszystkich uczestników, choreografów, kostiumografów i tych od pokazywania tabliczek w "Tańcu z Gwiazdami".

5. Jednym tchem możesz wymienić sobotnią ramówkę wszystkich polskich stacji telewizyjnych, a przy goleniu pogwizdujesz, że życie jest nowelą.

6. Twój kontakt z dziewczynami ogranicza się do desperackich SMS-ów "Czy koleżanka zgodziłaby się wypić ze mną kawę w sobotę? Oczywiście, o ile rodzice nie wezmą mnie na działkę".

7. Nie rozumiesz ludzi, którzy nie uważają butów zapinanych na rzepy za cud. W końcu nie bez powodu mama kupuje ci je co sezon.

Jeśli przynajmniej na jedną z oznak zareagowałeś nerwowym chichotem, skurczem łydki lub nieśmiałym "O psia kostka!", natychmiast szukaj nowej miejscówki.

5

Jak się wyprowadzić? Rady dla nieuleczalnych bamboccioni

1. Jeśli jesteś studentem mieszkającym u rodziców, wyjedź za granicę na co najmniej pół roku. Są przecież Erasmusy i inne programy wymiany międzynarodowej.

2. Wyprowadź się do znajomych, którzy wyjechali na długie wakacje. Zaoferuj, że zaopiekujesz się ich kotami, podlejesz kwiaty - ale w zamian zamieszkasz na stałe przez cały ich urlop.

3. Zamieszkaj z dziewczyną na tydzień, dwa - gdy nie ma jej lub twoich rodziców.

4. Zapytaj babcię, czy nie chce się wprowadzić do twoich rodziców, a ty w zamian przenieś się do jej mieszkania.

5. Wynajmij na próbę mieszkanie studenckie, nawet jeśli już nie jesteś studentem. Przez trzy miesiące w roku w mieście nie ma studentów (lipiec, sierpień, wrzesień) - wtedy jest taniej i jest większy wybór.

6. Za każdym razem, gdy odwiedzasz stałą dziewczynę, przynoś do niej jakąś swoją, cenną rzecz - gramofon, rower, ulubione ciuchy. Po miesiącu będziesz całkiem u niej.

7. Wynajmij trzypokojowe mieszkanie z kolegami, jeden pokój dla każdego. Potem wymień ich na dziewczynę.

8. Znajdź lepszą pracę w innym mieście, co najmniej 100 km od domu.

9. Znajdź nową (lub lepszą) dziewczynę w innym mieście, co najmniej 100 km od domu.

10. Jeśli nic nie działa: wyjedź na rok uczyć angielskiego na Filipinach.

6