Wypatrzyć fuksa, czyli co nas jara w wyścigach konnych

Paweł Wiejas
- Tudello, Tudello - mimowolnie wyrywa mi się z gardła. Gniadosz, na którego postawiłem, zaczyna przesuwać się do przodu. Gdy konie wypadają z ostatniego łuku, jest trzeci. Teraz już ryczę: - dawaj, Tudello, dawaj!
Franciszek Mazur Franciszek Mazur

Kocioł w oazie spokoju

Szpalery stajni na Służewcu ciągną się w nieskończoność. Tonący w zieleni teren toru wydaje się oazą ciszy i spokoju w sercu Warszawy. Zdecydowałem, że zanim postawię na któregokolwiek z ponad 600 koni, które obecnie ścigają się w Warszawie, przyjrzę się, jak wygląda jego przygotowanie do startu. Moim przewodnikiem jest trener Krzysztof Ziemiański. Dżokejami i trenerami byli jego dziadek Stanisław i ojciec Bogdan. Konie trenowane przez Krzysztofa Ziemiańskiego wygrywały na Służewcu już ponad tysiąc razy. Ziemiańscy byli, i są do dziś, częścią polskich wyścigów konnych. Czuję, że na razie postawiłem na odpowiedniego... trenera.

Już po przekroczeniu progu stajni Niespodzianka wpadam w prawdziwy młyn. Gospodarz tego zamieszania uprzedzał, że w dniach, kiedy odbywają się galopy próbne, będzie tu prawdziwy kocioł, ale nie myślałem, że aż taki.

- Janek, bierzesz Turbikę. Jacek, Poema. Anula na Hiszpana. Karolina, Tudello - Ziemiański uwija się jak w ukropie rozdzielając konie pomiędzy jeźdźców.

W ucho wpada mi imię Tudello. Dla laika, czyli dla mnie, ten 4-letni gniadosz po ogierze Jape i klaczy Tudela (imię konia zawsze zaczyna się na taką sama literę jak imię matki) prezentuje się doskonale. W ciemno decyduję się, że to on będzie moim bohaterem.

Choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to champion nad championy, a tylko służewiecki średniak, to pocieszające jest to, że ostatni start miał niezły - wygrał drugą gonitwę w swojej wyścigowej karierze.

Idę do jego boksu, gdzie Karolina Kamińska przygotowuje Tudello. Amazonka jest starszym uczniem, co oznacza, że wygrała już ponad dziesięć gonitw. Należy do coraz liczniejszej grupy kobiet, które śmiało wchodzą w świat jeźdźców wyścigowych zarezerwowany jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyłącznie dla mężczyzn. Od trenera wiem, że jeszcze jego babcia nigdy nie przekraczała progu stajni, bo była to strefa typowo męska. Ciekawe co powiedziałby na widok kobiety dżokeja Stanisław Ziemiański.

- Między jeźdźcem i koniem powinna być chemia. Nie jest to niezbędne, ale wiele ułatwia - tłumaczy Karolina siodłając ogiera. - Z Tudello dobrze się rozumiemy. Właściwie od razu mnie zaakceptował, co nie zawsze jest takie oczywiste. Wiem, kiedy pojechać nim delikatnie, a kiedy przyspieszyć.

Tak jak i innych jeźdźców na Służewiec przywiodła ją pasja. Czas dzieli pomiędzy zakład strzyżenia psów i służewiecki tor. Nagrodą za pracę w stajni jest możliwość jazdy. Jeśli się okaże, że jeździec ma talent, z czasem trener zaczyna dopuszczać go do gonitw. Tak zaczynali wszyscy bez wyjątku. Innej drogi nie ma. Filigranowa amazonka (46 kg) wprawnie kończy przygotowywać wierzchowca i niemal biegnąc, wyprowadza go ze stajni.

- Szybko, też musimy jechać. Patryk, gdzie są rowery? - pokrzykuje trener.

Okazuje się, że to najlepszy, poza końmi oczywiście, środek transportu na terenie toru. Rzeczywiście przed każdą stajnią stoi ich po kilka. Nie do końca wiadomo, czyje są. Brać je może każdy, ale pod warunkiem że odstawi w to samo miejsce.

1
Franciszek Mazur Franciszek Mazur

Polacy na zakupach

Pedałujemy w stronę toru treningowego. To jedyna chwila, kiedy Krzysztof Ziemiański ma czas na rozmowę.

- Każda gonitwa to dla konia ogromny wysiłek. Bywa, że niektóre tracą na wadze nawet po 20 kilogramów (tak, tak!). Dlatego ważne, żeby pomiędzy wyścigami robić im odpowiednio długą przerwę w czasie, której koń się regeneruje - mówi Krzysztof Ziemiański.

Przez pierwszych dziesięć dni nie ma mowy o żadnych intensywnych galopach. Wyścigowe maszyny odpoczywają wtedy niczym rasowi sportowcy. Dieta: słoma (koń na niej stoi i podjada, to jego szkielet pokarmowy z mikroelementami), siano (około 7 kg dziennie), owies (5-7 kg), preparaty energetyczne (nawet grubo ponad sto składników). Jeśli trener uzna, że koń wypoczął, można zacząć zabierać go na galopy. Przeważnie do kolejnej gonitwy jest gotowy po trzech tygodniach.

Jeszcze kilkanaście lat temu większość koni, które ścigały się na Służewcu, pochodziła z państwowych stadnin. Obecnie dominują konie z prywatnych hodowli lub kupowane na zagranicznych aukcjach. Tak naprawdę kupno konia wyścigowego przypomina grę w ruletkę. To, że ma doskonałe pochodzenie, znacznie zwiększa szanse, ale nie przesądza o tym, że i on będzie wygrywał na torze, tak jak robili to jego przodkowie.

Największym zainteresowaniem kupujących, szczególnie tych z Europy Zachodniej, cieszą się konie sprinterskie. Taki wierzchowiec ma na siebie szybko zarobić i zwrócić właścicielowi poniesione nakłady (kupno, utrzymanie, trening). Polacy najczęściej przeznaczają na zakup konia 3-10 tys. euro. Niewiele, bo teoretycznie najlepsze 1,5-roczne konie, w takim wieku przeważnie się je kupuje, mogą kosztować setki tysięcy, a te po wybitnych rodzicach nawet miliony euro.

Nie ma również jednoznacznej odpowiedzi, co kupić - ogiera czy klacz. Są jednakowo szybkie. Ogiery mogą biegać na torze znacznie dłużej, nawet kilka lat. Klacze w wieku czterech lat na ogół tracą formę. Jednak jeśli ogier, co jak w każdym sporcie może się przydarzyć, nabawi się poważnej kontuzji, nie zarobi już na torze ani grosza. Jeśli był wybitny, to będzie zarabiał dla właściciela na kryciu klaczy, ale jeśli był przeciętniakiem... Cóż, za krycie nim, nikt nie zapłaci, a jeśli już, to niezbyt wiele. Za to klacz zawsze może być matką, a że wybitne rzadko bywają dobrymi matkami, więc nawet przeciętna może dać dobrego wyścigowego źrebaka.

- O tym, czy podczas aukcji nabywca konia się nie pomylił, wiem z dużym prawdopodobieństwem mniej więcej dwa tygodnie po tym, gdy koń trafi do treningu - mówi Krzysztof Ziemiański. - Mam jakieś pięć miesięcy, żeby przygotować go do pierwszego startu. Całkowitą pewność co do wartości konia dają jednak dopiero pierwsze gonitwy. Jeśli dwuletni koń, a taki dopiero dopuszczony jest do pierwszych wyścigów, odnosi sukcesy, z dużym prawdopodobieństwem będzie dobry również w kolejnych latach. Na ogół sprawdza się powiedzenie: nie ma dwulatka, nie ma trzylatka.

Dojeżdżamy na tor. Karolina zaraz zacznie galopować na Tudello - ma pokonać tylko jedno okrążenie toru, a jego ostatnią prostą gniadosz ma biec na maksa. Trener, najwyraźniej zadowolony z tego co widzi, kiwa z aprobatą głową. Za cztery dni start.

2
Franciszek Mazur Franciszek Mazur

Zwycięstwo Tubella poproszę

Sobota. 27 czerwca. Tudello będzie biegł dopiero o godz. 16 w trzeciej gonitwie. Przychodzę godzinę wcześniej - chcę obstawić, a potem zobaczyć ostatnie przygotowania. Z autobusów i samochodów wylewa się rzeka ludzi. Daję się jej porwać i razem z nią płynę w stronę kas.

Wiem, że choćby nie wiem jak mocni byli pozostali konkurenci, i tak postawię na zwycięstwo Tudella. Polubiłem go i nawet gdyby się waliło i paliło, w tej gonitwie to jemu będę kibicował. Nie zaglądam nawet w program.

Torem zarządza od kilku lat Totalizator Sportowy. Stawka podstawowa symboliczna - 3 zł za zakład. Ile można wygrać? Zależy od liczby obstawiających w gonitwie, i od tego ilu z nich trafnie obstawi. Im mniej z nich trafi, tym większą kasę zgarną poprawnie obstawiający. Fortuny raczej się nie zarobi, ale kilka złotych za dreszczyk emocji warto wydać, a jeśli obstawi się - kalkulując bądź grając przez przypadek - kompletnego fuksa, trochę grosza może wpaść.

- To już wszystko? - dziwi się miła starsza pani, gdy proszę o kuponik na zwycięstwo "6" w trzeciej gonitwie.

- Tak, dziękuję - odchodzę od okienka. Po chwili refleksja. Zaraz, zaraz, obstawić tylko jedną gonitwę? Chłopie, pokombinuj. Nie słyszałeś o szczęściu nowicjusza? Musisz zagrać!

Gdy pytałem Krzysztofa Ziemiańskiego, na co zwracać uwagę przed obstawieniem wyników, poradził, bym obserwował konie na padoku. To tam przed wyścigiem oprowadzane są wierzchowce, i w którym jeźdźcy dokonują ostatnich przygotowań.

- Jeśli koń ma zwieszony łeb, jest osowiały, jeśli jego sierść nie błyszczy, nie warto na niego stawiać. Przede wszystkim trzeba jednak dokładnie przeanalizować program gonitw. To tam są wszystkie niezbędne informacje - instruował mnie trener.

Cholera, żeby zdążyć do stajni do Tudella, nie mam czasu iść na padok. Mam jakieś pięć minut na przejrzenie programu. Postanawiam obstawić triplę w gonitwie czwartej, piątej i szóstej. Oznacza to, że muszę wytypować zwycięzcę każdej z nich.

W czwórce jest łatwo, choć to gonitwa dla trzyletnich klaczy czystej krwi arabskiej, a więc koni, dla których to pierwszy sezon startów. Wybór wydaje się jednak oczywisty - Ofirka Fata. W jedynym dotychczas starcie była druga, a dodatkowo ma mocne papiery - ojca Da Adiosa (zwycięzca 19 gonitw) i matkę Orgię Fatę (9 zwycięstw, m.in. Derby i Oaks).

Gonitwa piąta. Wariuję - te dwuletnie folbluty w ogóle nie biegały. Decyduję się obstawić nie konia, a... jeźdźca. Szczepan Mazur to facet, który został dżokejem w ciągu zaledwie dwóch sezonów, więc musi być niezły. Dodatkowo jego Dusigrosz ma francusko- -brytyjsko-irlandzki wyścigowy rodowód.

Gonitwa szósta. Startują 4-letnie i starsze araby. Wybieram Sirego, który w tym sezonie co prawda jeszcze nie biegał, ale poprzedni miał niezły. Kombinuję, że widocznie dochodził do siebie, a skoro teraz trener go wystawił, to znaczy, że wałach jest znów w formie.

Decyzja podjęta. Witam ponownie panią z okienka i z miną znawcy ordynuję: - Tripla. Gonitwy: 4, 5 i 6. Numery: 4, 2, 4. Ile razy zakład? Raz poproszę.

Uboższy o kolejne 3 zł w pośpiechu chwytam kuponik i pędzę do stajni Niespodzianka.

3
Franciszek Mazur Franciszek Mazur

Pędź, mój faworycie

Wpadam w ostatniej chwili. Krzysztof Ziemiański właśnie kończy siodłać Tudella - ma zasadę, że w dniu wyścigów nad wszystkim czuwa osobiście. Ogier jest spokojny, jeszcze nie udzieliła mu się wyścigowa gorączka. Ta będzie widoczna dopiero na padoku, gdy dołączy do koni, z którymi za chwilę się zmierzy. Nieco spięta wydaje się z kolei Karolina. Chyba deprymuje ją zainteresowanie.

- Tudello musi trzymać się czoła stawki. Nie ma przyspieszenia na finiszu. Jak wytrzyma, jak się to uda, będzie dobrze - rzuca amazonka. Ona musi już pędzić (w dniu wyścigów najwyraźniej wszystko, nie tylko gonitwy, odbywa się w błyskawicznym tempie) przebrać się przed startem i iść na obowiązkowe przed każdym wyścigiem ważenie jeźdźców.

Ogier znika w tunelu prowadzącym na padok, a ja z Krzysztofem Ziemiańskim przechodzimy przez specjalną bramkę przeznaczoną dla trenerów. Z zaskoczeniem stwierdzam, że sięga po papierosa.

- To nie nerwy, to emocje - wyjaśnia. - Palę tylko w dniu wyścigów. Taka słabostka, której jakoś nie mogę się pozbyć.

- Obstawiłem Tudella. Nie ma wyjścia, musi wygrać - śmieję się.

- Nie musi, tylko może. Jestem przekonany, że od początku będzie prowadził Trawers. Jeśli wytrzyma, to trudno będzie z nim wygrać - słyszę w odpowiedzi.

Niepodbudowany tą prognozą, dochodzę do padoku. Tudello raźnie potrząsa głową, sierść mu się świeci. Prezentuje się okazale. Co ten trener wygaduje, przecież jak nic to zwycięzca.

Ziemiański podchodzi do Karoliny, która przebrała się już w kamzoł z białymi rękawami i zielono-czerwoną szachownicą (na ubiorze jeźdźca mogą być maksymalnie trzy kolory, a wzór z przodu i z tyłu musi się powtarzać) i pomaga jej wskoczyć na siodło. Potem daje jej ostatnie wskazówki. Do startu zostało dziesięć minut. Udziela mi się gorączka innych graczy, którzy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kończą niemal równocześnie oglądać konie i pędzą obstawiać zakłady. Ciekawe, co oni wypatrzyli na padoku? Idę na piętro, skąd mam doskonały widok na tor.

To gonitwa dla 4-letnich i starszych folblutów rozgrywana na dystansie 2000 m. Bywa, że nie wszystkie wierzchowce bez problemu wchodzą do maszyny startowej. Wtedy z masą pobudzonego adrenaliną konia musi zmagać się kilku doświadczonych pracowników toru. Tym razem wszystko przebiega bez problemów.

4
Franciszek mazur Franciszek mazur

Najlepszy przelicznik na świecie

Ruszyły. Choć nie postawiłem fortuny, to z każdym uderzeniem końskich kopyt byłem coraz bardziej podekscytowany. Zgodnie z przewidywaniami trenera od stawki oderwał się Trawers. Jedna długość przewagi, dwie, cztery, sześć - ogier pod Anną Gil z zadziwiającą łatwością powiększał przewagę.

- Tudello, Tudello, dawaj - starałem się przekrzyczeć tych, którzy z zapamiętaniem wydzierali się: - Trawers, Trawers.

1300 m do celownika. Wydaje się, że Trawers nie biegnie, a frunie po zwycięstwo. Teraz, moje coraz cichsze popiskiwania już toną w nieustającym: Traaaawers.

1000 m do mety. Przez trybuny przetacza się jęk, bo oto Trawers jakby stanął. Dogania go Baritone, ale nie to jest najważniejsze. Tuż za nim Tudello! Anna Gil ogląda się za siebie. Nie wiem, czy w czasie jazdy to widać, a jeśli tak, to prowadząca do niedawna z dużą przewagą amazonka musiała dostrzec w oczach Tomaša Lukáška jadącego na Baritone triumf: Teraz cię mam.

Chrzanię to, bo oto Karolina zmusza do maksymalnego wysiłku Tudello.

600 metrów do mety. Mój wybraniec osłabł, a po króciutkim kryzysie Trawersa nie ma ani śladu i ogier znów gna jak opętany, dystansując z każdą sekundą Baritone?a. Pozamiatane. Ostatnie metry to już będzie nuda.

Nic bardziej mylnego - gdy do celownika pozostaje 300 metrów piorunującym finiszem popisuje się ostatni dotychczas Daston. Z jadącą na nim Magdaleną Szablą połykają Baritone?a. Jeszcze kilkanaście metrów i zwyciężą. Nie, nie udało się, ale walka do ostatnich metrów była pasjonująca.

Krzysztof Ziemiański jest nieco rozczarowany. Karolina, hmm, powiedzmy ostrożnie, że lekko wkurzona. Nie tak miał ułożyć się ten wyścig. Na analizy czas przyjdzie jednak później. Teraz obydwoje pędzą dalej - trener przygotować następnego konia, a amazonka do kolejnego startu.

A ja sprawdzam, co wyjdzie z mojego obstawiania. Gonitwa czwarta. Co prawda De Longa napędziła mi nieco strachu, ale ostatecznie wygrała moja faworytka Ofirka Fata.

Gonitwa piąta. Koniec nadziei na wygraną. Dusigrosz nie dał rady. Popisowo wygrała klaczka Salien.

Gonitwa szósta. Trafiam - Sirego pobiegł w innej lidze.

Dlaczego przegrałem? Odpowiedź na to pytanie okazuje się banalnie prosta. W pośpiechu nie doczytałem, że Salien, która wygrała w "piątce", i po ojcu, i po matce ma w genach wygrywanie wyścigów sprinterskich. Ile zarobiłbym gdybym był bardziej uważny i cierpliwy? Za 3 zł dostałbym 18,70 zł. W porównaniu do 1068,10 zł, które można było wygrać tego dnia za wytypowanie czwórki w gonitwie szóstej, to niewiele, ale wcale tego nie żałuję. Tyle emocji za 3 zł to super przelicznik.

P.S. Tudello odpoczął kilka tygodni i 2 sierpnia wygrał gonitwę. Jechała na nim oczywiście Karolina Kamińska

5
Więcej na ten temat: sport