Zawód: jeszcze nieznany. Rzeczywistość polskiego magistra

Robert Ogłodziński
Soonolog, trendwatcher, specjalista od SEO, ekspert od monetyzacji, projektant wirtualnych gospodarek... Jeszcze 10 lat temu te zawody nie istniały. Ale nowe miejsca pracy powstają również, bo społeczeństwa się starzeją, i dlatego, że stawiamy na ekologię. Żyjemy w ciekawych czasach!
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Dzisiejsze dzieci będą pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Ale już dziś mamy masę profesji, o których dziesięć lat temu nikt nie słyszał, bo ich po prostu nie było.

Weźmy na przykład Viliego Lehdonvirta. Ten Fin ma doktorat z wirtualnych ekonomii, bada gospodarki, które tworzone są na potrzeby gier komputerowych i internetowych. Jego zawód podobny jest nieco do profesji specjalisty od monetyzacji, czyli osoby odpowiedzialnej za wymyślanie sposobów na zarabianie w - teoretycznie - darmowych aplikacjach, grach, na stronach internetowych. Wiedziałeś, że są takie zawody?

Gramy, badamy, klikamy - Wiele gier ze swoimi wirtualnymi gospodarkami stało się idealnym poligonem dla ekonomistów do sprawdzania funkcjonowania różnych modeli rynkowych - mówi Villi. - Nic dziwnego, że zwrócili na nie uwagę właśnie naukowcy.

O ile zawód Viliego może wydawać się egzotyczny, o tyle tak naprawdę jest już prawdziwą i w pewnym stopniu rozpowszechnioną profesją. Dość powiedzieć, że zanim Janis Warufakis został ministrem finansów Grecji, pracował m.in. dla firmy Valve. Spółka znana jest głównie z prowadzenia platformy do cyfrowej dystrybucji gier wideo Steam. Ma jednak na swoim koncie masę bardzo popularnych gier, jak Half-Life, Counter Strike czy Team Fortress 2. Grek był zaangażowany przy budowie wirtualnej ekonomii między innymi w tym ostatnim tytule.

- Taka praca to raj dla ekonomistów - wyznał w jednym z wywiadów minister finansów. - Masa danych, możliwość eksperymentowania bez szkody dla prawdziwych gospodarek, dowolność w dostosowywaniu różnorakich parametrów w środowisku, które choć jest wirtualne, reaguje jak rzeczywiste.

Vili zwraca uwagę, że gry wideo tworzą nowe miejsca pracy także "poza branżą" i niekoniecznie dla ludzi z wyższym wykształceniem. Chodzi o ludzi, którzy zawodowo, czyli zarobkowo, grają w gry internetowe, by zdobywać w nich różne wirtualne dobra, np. złoto, w świecie gry. Te dobra są potem odsprzedawane w internecie innym graczom, którzy nie mają czasu spędzać tyle czasu przed komputerem, by samemu "dorobić" w świecie gry. Albo takim, które nie chcą zajmować się - czasem - nużącym grindingiem (powtarzaniem pewnych czynności w grze, które pozwalają zarobić wirtualną walutę).

- W Chinach, Indiach, Korei, Pakistanie działają całe firmy, które zatrudniają zawodowych graczy-pracowników, którzy po kilka godzin dziennie zbierają różne wirtualne dobra, potem odsprzedawane bardziej leniwym graczom - mówi Vili. - Choć jest to czasem wątpliwe moralnie, jest jednak legalne. A co najważniejsze, daje ludziom pracę.

Jak duży jest to rynek, świadczą liczby - przeciętny gracz wydaje rocznie po kilkaset dolarów na wirtualne dobra ze świata gry kupowane poza oficjalnym obiegiem. Daje to transakcje warte kilkanaście miliardów dolarów rocznie.

Vili pracował przy raporcie na ten temat zrobionym dla jednej z agend ONZ. Takie firmy wskazał jako jedną z dróg wyprowadzania ludzi z ubóstwa i bezrobocia. Dodaje, że podobnie działają mikroprace, które zlecają duże firmy zewnętrznym wykonawcom. - To dzięki internetowi. Drobne zadania, które zajmują czasem po kilka sekund, ale są powtarzane przez kilka godzin, powalają ludziom zarabiać w wielu bardzo egzotycznych rejonach świata.

Przykładem mogą być mikropracownicy w afrykańskich obozach dla uchodźców. Nie ma dla nich "zwykłej" pracy, więc całymi dniami na zlecenie wielkich koncernów klikają np. "like" na Facebooku. Za co oczywiście dostają prawdziwe pieniądze. - W krajach zachodnich nikt za ich stawki nie podjąłby się takiego zajęcia, ale dla naprawdę biednych ludzi taka praca to jak los na loterii - mówi Vili. Dodaje, że nie ma znaczenia, że wcześniej w życiu nie widzieli komputera. Zadania składają się z trzech, czterech powtarzalnych kroków. Każdy to opanuje.

Ale wróćmy z tej egzotycznej podróży do bardziej znanych nam rejonów świata.

1

Przewidywanie przyszłości

Anne (imię zmienione) pracuje w dużej brytyjskiej agencji marketingowej. Mówi o sobie, że jest soonologiem (od angielskiego soon - wkrótce). Czym się zajmuje? - Jestem trochę wróżką, trochę analitykiem - mówi. Anne przewiduje przyszłość, wyszukuje trendy, które mogą wkrótce zdominować rynek. To bardzo ważne dla marketerów, by wiedzieć, co się w przyszłości wydarzy. By zbudować pozycję w takiej niszy rynkowej, która jeszcze nie jest, ale zaraz będzie modna.

Anne podkreśla, że np. to właśnie tacy współcześni wróże przewidzieli nowy trend w krajach zachodniej Europy, gdzie ludzie przenoszą się z pracą do kawiarni. - Żyjemy w świecie wolnych strzelców, którzy pracują wtedy, kiedy chcą, i w warunkach, które im najbardziej odpowiadają - mówi Anne. - Zauważyliśmy, że coraz częściej uzbrojeni w laptop i telefon przenoszą się z pracą do kawiarni. Tak zaczęły pojawiać się coffiece, biurokawiarnie.

Internet także ma swoich wróżów, choć nazywają się bardziej prozaicznie - analitykami webowymi. Co robią? Monitorują i analizują dane ruchu sieciowego na stronach internetowych. Wyciągają wnioski z tego, kto, skąd, używając jakiego urządzenia, wchodzi na jakąś stronę internetową. Jak na nią trafia, czego na niej szuka, jak długo na niej pozostaje. Wnioski, które wyciąga, służą do ulepszania strony, proponowania lepszych, bardziej przyjaznych dla internauty rozwiązań.

Tomek jest takim analitykiem. Wspomina, że gdy jeden z nowych portali, które obsługiwał, wystartował testowo w Skandynawii, okazało się, że trzy czwarte ruchu ma z... Chin. - To było ogromne zaskoczenie, bo oferta portalu była skrojona raczej właśnie pod mieszkańców północy Europy. Ale zainteresowanie klientów z Azji sprawiło, że niemal natychmiast zapadła decyzja, by - już pełną - wersję serwisu spozycjonować pod Chińczyków.

Jeszcze innym typem analityka jest specjalista od tzw. big data. To nieogarnialne z pozoru morze informacji, które zbierają się np. wyniku naszego używania sieci, z danych urzędowych, lokalizacji etc. Zastanawialiście się czasem, dlaczego sprzedawca w sklepie pyta was o kod pocztowy? No właśnie. Specjaliści od big data wyciągają wnioski z mas drobnych informacji, by przewidywać trendy czy ułatwiać projektowanie produktów, bardziej odpowiadających zapotrzebowaniu klientów.

Anne tłumaczy, że dobrym przykładem wykorzystania zdawałoby się nieistotnych danych statystycznych jest dostrzeżony nie tak dawno temu fakt, że rośnie liczba związków, w których kobieta jest znacznie starsza od mężczyzny. Takie odkrycie to dla marketingowców rodzaj Świętego Graala. Tego typu "gospodarstwa domowe" mają inne potrzeby, oczekiwania - są zamożniejsze, nie mają dzieci, chętniej wydają pieniądze na rozrywki, restauracje czy podróże.

Zuzanna Skalska z Holandii także zajmuje się przewidywaniem przyszłości. Pracuje dla różnych firm, które szukają sposobów na zdobycie przewagi konkurencyjnej. - Jeżdżę na dziesiątki targów i imprez wystawienniczych. Patrzę, co pokazują firmy, i zastanawiam się, jak to odmieni nasze życie, konsumpcję, poszczególne branże.

Jak to działa? Przykład: na targach lotniczych widziała nowe pneumatyczne zawiasy do drzwi w samolotach jednego z producentów. Podpatrzony pomysł przeniosła do branży narzędzi budowlanych. W ten sposób powstały m.in. nowoczesne, bardzo wydajne nożyce, które do cięcia blachy wykorzystują służby ratownicze.

Dodaje, że zmiany w świecie powodują powstawanie nowych profesji, ale można także spodziewać się także reaktywacji starych, zapomnianych zdawałoby się zawodów. Wskazuje przykład warszawskiej Pragi Północ, gdzie burmistrz obiecał preferencyjne czynsze dla rzemieślników (krawców, szewców, cukierników etc.), którzy zdecydują się otworzyć swój warsztat w jego dzielnicy. Póki co jednak niemal każdego dnia pojawiają się nowe zawody.

2

Miejsce pracy: internet

Ogromny wpływ na to ma m.in. postęp technologiczny i rozwój internetu. I jedno, i drugie staje się już tak rozbudowane, że potrzeba ludzi o bardzo wąskich specjalizacjach. Czasem aż trudno uwierzyć, jakie "nowe" profesje pojawiły się w ciągu ostatniej dekady.

Skalska: - Dziś większość dzieci nie wie, czym zajmują się rodzice. Mówią, że tata czy mama pracuje przed laptopem. Tylko tyle.

Przykłady?

Programista aplikacji. Ma z nimi do czynienia każdy, kto ma smart- fona i bez większego zastanowienie korzysta z nich do sprawdzania pogody, emaili, gier... Tylko że twórcy aplikacji na scenę wkroczyli niedawno, wraz z rozwojem iPhone?ów czy telefonów z systemem Android. Liczba aplikacji idzie dziś w dziesiątki milionów. A jeszcze dekadę temu nie było nawet... smartfonów. Tak, pierwszy iPhone, który symbolicznie zainicjował erę smartfonów, został zaprezentowany w 2007 r.

Sylwek ukończył ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim. Marzył o pracy w firmie konsultingowej. I zdobył taką. Choć posada, którą dostał, nieco odbiegała od jego wyobrażeń. - Zostałem specjalistą od mediów społecznościowych - mówi. Jego firma jest bardzo aktywna w internecie, na Facebooku, Twitterze. Ogromna część kontaktów z klientami odbywa się właśnie za pomocą tych mediów. Sylwek dba o to, by firmowa strona jego pracodawcy na Facebooku była zawsze aktualna, by wychwytywać istotne komentarze od klientów, reagować, przekazywać zgłoszenia, zapytania etc. do innych działów firmy. Coraz więcej firm zatrudnia też tzw. chief listening officerów, czyli ludzi, którzy odbierają raporty na temat wszystkich wzmianek na temat danej firmy w internecie czy tradycyjnych mediach.

Specjaliści od mediów społecznościowych to nowa, duża grupa zawodowa. To ludzie, którzy obserwują wszystko, co dzieje się na Facebooku, Twitterze etc. Są marketingowcami, rekruterami, moderatorami fanpage?y. Ale to nie wszystko. Bo internet stał się jedną wielką społecznością. Specjalistów potrzebują zatem także np. sklepy internetowe - zarówno te małe, jak i wielkie pokroju Amazona.

- Klient przed zakupem często chce zapytać o szczegóły wysyłki czy samego produktu - mówi Sylwek. - A sekundę po zakupie może już napisać recenzję, ocenić obsługę etc. Ktoś po stronie sklepu musi nad tym czuwać, reagować, odpowiadać, rozwiewać wątpliwości. - Internet przyzwyczaił nas do natychmiastowych efektów - dodaje Skalska. - Człowiek w e-sklepie zastępuje tradycyjnego sprzedawcę "za ladą". Chcemy nawiązać z nim kontakt, tak samo jak ze zwykłym handlowcem, którego prosimy o podanie towaru z półki, czy pytamy o dostępny numer butów, które nas interesują.

Nie chcemy czekać ani w realu, ani w wirtualu. Tym bardziej że do jakości obsługi w e-sklepach pochodzimy niezwykle emocjonalnie. 80 proc. osób, które są niezadowolone z obsługi, gotowe są przekazać swoją negatywną opinię dwóm tuzinom znajomych.

Sylwek: - Zrezygnować z zakupów w osiedlowym sklepie, z przyczyn logistycznych jest trudno. Zmienić sprzedawcę w internecie, gdzie geograficzna lokalizacja sklepu ma drugorzędne znaczenie, jest bardzo łatwo.

Powstało zatem zapotrzebowanie nie tylko na ludzi pierwszego kontaktu (jak czasem mówi się o specjalistach od sieci społecznościowych), ale także na speców od e-handlu czy user interface designers, którzy tak projektują np. strony internetowe, by klient oszołomiony bogactwem oferty e-sklepu trafił bez trudu do kasy (kliknął w "koszyczek"). A nad tym, czy zakupy pójdą sprawnie, czuwa menedżer e-płatności.

3

Nie tylko konsultant

Skoro robiąc zakupy w internecie czy korzystając z aplikacji na smartfonach, oczekujemy doświadczeń podobnych do tych, jakie mamy, robiąc zakupy w realnym świecie, potrzebni są ludzie, którzy znajdą sposób na upodobnienie tych czynności. Zajmuje się tym m.in. user experience designer. Nie tylko myśli o tym, by zakupy wyglądały jak prawdziwe zakupy. Ma do rozwikłania znacznie więcej zagadek, i to znacznie trudniejszych. Przykład? Jak zaprojektować aplikację budzika do telefonu tak, by korzystanie z niej było jak najbardziej podobne do używania zwykłego, realnego budzika stojącego na nocnej szafce. Oczywiście z pominięciem tych nieprzyjemnych doświadczeń, gdy natarczywy dzwonek wybudza nas ze snu.

Udoskonalone telefoniczne budziki nie tylko mają więc opcję snooz, dającą nam kilka dodatkowych minut drzemki. Budziki także "słuchają" naszego oddechu, rejestrując fazy snu, zanim zadzwonią, i dobierają taki moment, by zadzwonić, gdy nasza pobudka będzie najmniej bolesna.

Rozwój technologii i nawyki użytkowników sprawiają, że dyski twarde w urządzeniach przestają spełniać swoją funkcję. Korzystamy z masy urządzeń (laptop, tablet, smartfon) i chcemy mieć dostęp do naszych danych zawsze i wszędzie, nieważne z czego akurat korzystamy. Dlatego dane przenoszą się do sieci, gdzie żyją w tzw. chmurach. Cloud computing stało się już tak powszechne, że pojawiło się wiele zawodów specjalizujących się w projektowaniu i obsłudze chmur. Podobną rolę grają programiści aplikacji webowych. Nie piszą programów, który każdy ma w komputerze. Piszą programy, które są internecie, dostępne z dowolnego urządzenia. Tzw. Software as Service to kolejny trend, które przemienił branżę programistyczną.

Nowe profesje czasem tak szybko się upowszechniają, że wręcz nie zauważamy ich pojawiania się. Zdaje się, że były od zawsze. Ale kto dekadę temu słyszał o specjalistach od SEO zajmujących się pozycjonowaniem stron internetowych, programistach na Androida czy menedżerach koordynujących telepracowników. Kto słyszał o trenerach pilatesu, zumby, cross fitu. Jakże wyobrazić sobie dzisiejszy świat bez osobistego stylisty, czyli personal shoppera...

Dwa-trzy lata temu trójwymiarowe drukowanie było niedostępną nowinką, dziś coraz więcej firm szuka profesjonalistów od druku 3D.

4
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Zawsze tak było?

- Rynek pracy szybko się zmienia, pojawiają się zawody, których niedawno nie było, rzadziej pewne znikają - mówi specjalista z agencji pracy tymczasowej Manpower. Dodaje, że zmieniają się i zawody, i formy zatrudnienia. Wspomniani wcześniej freelancerzy to swoista nowość w Polsce, gdzie wciąż najwyższym zawodowym osiągnięciem jest zdobycie etatu. Młodzi ludzie często przedkładają swobodę freelancera nad bezpieczeństwo etatu.

Także pracownicy tymczasowi (nie mylić z sezonowymi) to novum. Przychodzą pracować do firm na zastępstwo, na określony czas lub gdy firma ma okresowo zwiększone zapotrzebowanie na kadry.

Innym przykładem, choć nie funkcjonującym w Polsce, są tzw. kontrakty "zero hours". Ludzie są zatrudniani przez firmy na określone stanowiska, ale zjawiają się w pracy "na wezwanie". Dostają niskie podstawowe wynagrodzenie oraz płacę godzinową. Sęk w tym, że nie ma gwarancji, że w danym miesiącu będą musieli przepracować choćby godzinę.

Specjaliści od rynku pracy podkreślają jednak, że pojawianie się nowych profesji to nie specyfika ostatnich lat, ale naturalny bieg rzeczy.

Dla przykładu, trzydzieści lat temu nikt nie słyszał o zawodzie bloggera. Zawodzie, który dziś wydaje się już retro. Podobnie było z dziennikarzami internetowymi. W 1989 r. praktycznie ich nie było, dziś są czymś normalnym, a wiele redakcji stało się "platform agnostic", czyli tworzą zarówno na potrzeby papierowej gazety, jak i kanału telewizji internetowej, portalu... Wracając do przestarzałych bloggerów. Jakiś czas temu zaczęli ich zastępować vloggerzy. A kto zastąpi vloggerów? Zobaczymy.

Dziś żaden w miarę rozbudowany portal czy serwis internetowy nie może działać bez content menedżera czy community menedżera (kontrolującego treści, zawartość portalu) - profesji, których nie było jeszcze kilkanaście lat temu.

Inny przykład? Jeśli wiesz co nieco o programowaniu, to wiesz co to Cobol. To dość archaiczny język programistyczny używany w drugiej połowie XX w. Specjaliści od Cobola już dawno się przerzucili na inne języki. Ale przeżywali swój renesans krótko przed 2000 r. Wtedy to na całym świecie martwiono się o tzw. pluskwę milenijną - niedostosowanie komputerów do poradzenia sobie z datą "rok 2000". Mnóstwo firm naprędce próbowało się przed tym zabezpieczyć. Szukało więc weteranów programowania (wówczas często dobrze po czterdziestce), którzy byli biegli w zapomnianym języku Cobol, niegdyś powszechnie stosowanym do programowania systemów komputerowych.

5
Fot. Kamil Brzeziński Fot. Kamil Brzeziński

Idzie nowe

Jeśli dziś ktoś planuje swój rozwój zawodowy opierając się na obecnych trendach, ma niewiele czasu. Jeśli kończy liceum czy studia, może spać w miarę spokojnie. Na specjalistów od sieci społecznościowych zapotrzebowanie powinno potrwać jeszcze kilka lat. Ale co wybrać, gdy do wejścia na rynek pracy zostało jeszcze kilkanaście lat? Cóż, obserwując trendy na Zachodzie, można domniemywać, jakie zawody pojawią się w Polsce za kilka lat.

Po pierwsze, zła wiadomość, starzejemy się. Pojawi się więc zapotrzebowanie na specjalistów od opieki nad osobami starszymi. Ale nie tylko na pielęgniarzy. Chodzi o ludzi, którzy będą zajmowali się aktywizacją starszych, będą ich przewodnikami w świecie coraz nowszych technologii. Internet i smartfon już są retro. Czekają nas nowe techniczne wyzwania, jak np. upowszechnienie rzeczywistości wirtualnej czy AR.

Także duże firmy będą potrzebowały specjalistów od seniorów. Po to, by budować mosty między pracownikami, których dzielą nie lata, ale pokolenia. Szczególnie gdy przyjdzie nam pracować do 67. roku życia (lub dłużej), możemy być pewni, że pewnego dnia w naszej pracy pojawią się ludzie w wieku naszych... wnuków.

Ale spokojnie. Nim się zestarzejemy, wokół nas upowszechni się jeszcze kilka profesji, choćby specjaliści od projektowania i inżynierii farm wiatrowych. Bo ekologia jest jednym z silników napędzających zmiany w dzisiejszym świecie.

Otwarcie rynku energii sprawi, że będzie zapotrzebowanie na doradców, którzy podpowiedzą, jak zoptymalizować zużycie energii w naszym domu - jak żyć taniej i ekologiczniej. Natomiast upowszechnienie zastosowania dronów, wojskowych i cywilnych (co już dzieje się na Zachodzie), stworzy rynek pracy dla pilotów dronów...

Można by tak przewidywać i przewidywać. Ale ostatnie kilkanaś- cie lat nauczyło wszystkich, że przyszłość na pewno na jeszcze czymś zaskoczy. Bo kto 10 lat temu spodziewał się, że telefon komórkowy z kolorowym ekranem tak zmieni nasze życie?

6
fot. Jennifer A. Lewis fot. Jennifer A. Lewis

Zdaniem eksperta

Nowa generacja (urodzeni po 1980 r. i później) będzie bardziej myśleć kategorią "my" i "nasza lokalna społeczność". Nowy przemysł nowej technologii, np. druk 3D, da kompletnie nowy fach, umiejętności i możliwości. To powoli zacznie przemieniać nasz dzisiejszy "kapitalizm" w zupełnie nową formę systemu ekonomicznego (o których wspominają Jeremy Rifkin czy Thomas Piketty).

Będziemy mieli specjalistów od materiałów (tych, których dzisiaj jeszcze nie znamy), ekspertów od surowców wtórnych, będziemy mieć armię ekspertów od energii i nowego paliwa. Będziemy mieli bezzałogowy transport czy analityków wszystkich danych, które zbierają nasze mobilne urządzenia.

Może nawet nie będziemy mieli w niedalekiej przyszłości "zawodu" prezydent państw. Może minione wybory należą już do jednych z ostatnich. Gdy patrzymy na tendencje społeczno-ekonomiczne widzimy, że wszystko zmierza do regionalizacji i rośnięcia w siłę dużych miast. One i ich zarządcy będą ważniejsi od narodowego rządu, który będzie stopniowo pełnił funkcje "moderatora" procesów międzyregionalnych.

7
Więcej na ten temat: ekspert, exclusive, praca, zawód