Paul McCartney nie żyje, a w warszawskim metrze grasują terroryści. Słynne legendy miejskie

KD
Legendy miejskie bez przerwy fascynują amatorów historii z dreszczykiem. Jedne z nich opowiadają o śmierci celebrytów, a inne - o mrożących krew w żyłach wydarzeniach. Ile w nich prawdy? Pewnie ani krzty. Chociaż...?
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Terroryści w warszawskim metrze

O tej legendzie miejskiej stało się głośno kilka tygodni temu za sprawą pewnego wpisu na Facebooku. Na portalu społecznościowym furorę zrobiła historia pewnej Polki, która pomogła przypadkowemu muzułmaninowi - idąc za nim, zobaczyła jak z kieszeni wypada mu portfel. Podniosła go więc i oddała. Ten, w podziękowaniu, przestrzegł ją, żeby 12 grudnia 2015 roku ani ona, ani żaden z jej bliskich nie wsiadał do metra.

Władze od razu zdementowały pogłoski o rzekomym zamachu, ale temat stał się lotny - materiał o tej historii przygotowało kilka stacji telewizyjnych, a na Facebooku pojawiło się wydarzenie: "12 grudnia wsiadam do metra". Organizatorzy pisali buńczucznie: "nikt nie będzie nam mówił, kiedy możemy jeździć komunikacją miejską".

1
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Paul McCartney nie żyje

Bodaj najsłynniejsza muzyczna legenda miejska. Według niej, współtwórca The Beatles miał zginąć w 1966 roku w wypadku samochodowym. Kto występuje na światowych scenach do dziś? Jego sobowtór - pewien policjant z Kanady, łudząco podobny do artysty. Informację tę podała wówczas nawet jedna ze stacji radiowych oraz magazyn "The Times-Delphic", co, zdaniem przekonanych o autentyczności tej tezy, ma tylko potwierdzać fakt, że Paul nie żyje. Ciało McCartneya miało zostać w wypadku tak bardzo zmasakrowane, że zwłok nie udało się zidentyfikować nawet na podstawie karty dentystycznej.

Oczywiście zwolennicy wszelakich teorii spiskowych przez całe lata podkręcali temat. Na okładkach płyt i w tekstach piosenek Beatlesów doszukiwano się znaków. Np. słynne zdjęcie zdobiące album "Abbey Road" to nic innego jak tylko kondukt pogrzebowy.

To nie jedyna muzyczna legenda miejska i nie jedyna dotycząca Beatlesów. Są osoby, które twierdzą na przykład, że John Lennon został zamordowany przez CIA.

2
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Czarna wołga

Historia czarnej wołgi przez lata elektryzowała Polaków w całym kraju. Opowiadający ją, dodając mniej lub bardziej dosadne szczegóły, przekonywali, że po nadwiślańskich wsiach i miastach kursuje ciemna limuzyna porywająca dzieci. W latach 70. kierowcy wołgi ponoć przebierali się za osoby wzbudzające zaufanie - na przykład księży. Podjeżdżali do swoich ofiar, po czym wciągali je do środka.

Co się później działo z zaatakowanymi dziećmi? Tu też są różne wersje - od wycinania narządów, po pobieranie krwi i przekazywanie jej niemieckim bogaczom. Legenda o czarnej wołdze stała się na tyle popularna, że o niebezpiecznym samochodzie dyskutowano również w szkołach.

Okres PRL-u w ogóle obfitował we wszelakie makabryczne historie, które niekoniecznie miały potwierdzenie w rzeczywistości. Nastolatkowie ponoć opowiadali też między sobą historię, jakoby w trzydziestolecie Polski Ludowej, nasi zachodni sąsiedzi planowali zamordować kilkadziesiąt tysięcy polskich dzieci.

3
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Żydzi atakują World Trade Center

Siłą rzeczy globalne, tragiczne wydarzenia sprzyjają powstawaniu kolejnych miejskich legend i teorii spiskowych. Atak na World Trade Center obrósł już w wiele mitów - a to, że za zamachy odpowiedzialny jest ówczesny prezydent USA George W. Bush, a to, że dym wydobywający się z płonących budynków formował się w twarz diabła. Jedna z tych bardziej kontrowersyjnych historii wokół WTC dotyczy roli Żydów w tych tragicznych dniach.

Wszystko zaczęło się od plotki, jakoby 11 września 2001 roku, Żydzi pracujący w budynkach World Trade Center nie stawili się do pracy. Mieli zostać ostrzeżeni o atakach, a nawet, zdaniem niektórych wyznawców, sami je przygotowali. Momentalnie pojawiały się różne historie o zatrzymanych Izraelczykach, czy o Żydach, którzy w czasie akcji ratunkowej, zadowoleni z siebie, robili sobie zdjęcia na tle płonących wież. W libertariańskich mediach pojawiały się artykuły, tylko podsycające ponurą atmosferę, a chaos komunikacyjny na najwyższych szczeblach władzy sprzyjał powstawaniu coraz bardziej nieprawdopodobnych teorii.

Oficjalne statystki? Nie ma potwierdzenia, by jakikolwiek obywatel Izraela nie będący obywatelem Stanów Zjednoczonych (poza jedną osobą na pokładzie samolotu) faktycznie zginął w zamachu.

4
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Tancerz z kopytami

Legenda miejska z dawnych czasów. Otóż pewna młoda dama wybrała się na zabawę taneczną. Tam zauroczył ją przystojny mężczyzna z bródką. Para świetnie się bawiła, pląsała na wszelkie możliwe sposoby do momentu, gdy... dziewczyna spostrzegła, że jej partner ma kopyta! Oczywiście tancerka momentalnie uciekła.

Dziś o tej historii już mało kto pamięta, ale ponoć wiele lat temu panie nim zaczęły zabawę z jakimś przystojnym jegomościem, uprzednio spoglądały na jego stopy.

5
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Stevie Wonder nie jest niewidomy

Jeszcze jedna legenda miejska zahaczająca o świat muzyki. Stevie Wonder to jeden z najwybitniejszych artystów naszych czasów. Wyjątkowo umuzykalniony, z przyciemnianymi okularami będącymi jego znakiem rozpoznawczym. Są jednak fani, którzy nie wierzą, że Wonder jest niewidomy od urodzenia. Zafrasowani tą kwestią, uważnie przeglądają wszelkie możliwe filmu z udziałem muzyka - i te z koncertów, i te z programów telewizyjnych - by tylko dowieść autentyczności swoich tez.

I tak, słuchając ich wynurzeń, można na klipach dostrzec momenty, kiedy Stevie Wonder na przykład zręcznie łapie upadający mikrofon, albo zgrabnie przytula śpiewającego chłopaka.

6
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Ciemność...

Jedna z tych historii, które spokojnie mogłyby stać się punktem wyjścia dla amerykańskiego, podrzędnego horroru. Bohaterką tej legendy miejskiej jest mieszkanka akademika, która, w zależności od wersji, postanawia wyjść na imprezę lub do chłopaka. Jej współlokatorka zostaje w pokoju, bo musi uczyć się na egzamin. Po kilkunastu minutach dziewczyna orientuje się jednak, że zapomniała czegoś zabrać - tu też nie uściślamy, gdyż przedmiot nie jest jasno sprecyzowany. Wraca, ale w pokoju jest już ciemno - współlokatorka pewnie śpi, więc ta szybko bierze zapomniany przedmiot i wychodzi.

Nazajutrz, gdy znów zjawia się w akademiku, zastaje policyjne oddziały. Na łóżku zwłoki jej koleżanki, a na ścianie napis: "Nie cieszysz się, że nie zapaliłaś światła?"

7
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Telefon

Kolejna historia chętnie opowiadana przy ogniskach. Jej bohaterką jest starsza kobieta, która odbiera telefon. W słuchawce słyszy swojego zmarłego przed kilkoma dniami męża - ten jęczy z bólu i mamrocze niewyraźnie jakieś słowa. Kobieta, zdenerwowana, szybko zrywa połączenie.

Następnego dnia, jak co ranek, udaje się na cmentarz. Na grobie małżonka leży powalone drzewo - poprzedniego wieczoru szalała w tym miejscu ogromna wichura...

8
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Autostopowiczka

Legenda miejska szczególnie popularna w małych miejscowościach. Nam opowiedział ją niegdyś pewien znajomych. A było to mniej więcej tak:

"Wracam w nocy z pracy. Nie wiem, mogło być koło 23. Na poboczu, na nieoświetlonej drodze, "stopa" próbuje złapać pewna kobieta. Przeraziła mnie myśl, że musiałaby sama wracać po zmroku do domu, więc ją przygarnąłem. Oczywiście po kurtuazyjnym przedstawieniu się, zapytałem dokąd trzeba ją podwieźć. Odpowiedziała - lirycznie, przyznaję - że wskaże mi drogę. No więc jechaliśmy kilka minut, po czym kazała mi skręcić w boczną uliczkę. Jechaliśmy nią jakiś czas, gdy nagle na poboczu zobaczyłem samochód, który czołowo uderzył w drzewo. Zatrzymałem się i podbiegłem do auta. Na tylnym siedzeniu płakało dziecko. Na miejscu kierowcy znajdywało się ciało kobiety, którą podwoziłem."

9
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Nie tylko psy umieją lizać

Historia tyleż absurdalna, co straszna. Pewna kobieta kładła się spać. W sypialni, obok łóżka, zawsze spał też jej pies. Nim bohaterka zasnęła, usłyszała jeszcze ujadanie swoje psa - opuściła rękę, by pogłaskać czworonoga. Ten odwzajemnił gest i polizał jej dłoń. Ujadanie ustało, a kobieta zasnęła.

Rano dziewczyna się budzi i wchodzi do łazienki. Pod prysznicem wisi powieszony za ogon pies, a na lustrze widnieje napis, nabazgrany szminką: "Nie tylko psy umieją lizać".

10
Więcej na ten temat: legendy miejskie