Szósty zmysł już czeka

Paweł Czado
W przychodni nikt nie pobiera ci krwi, pielęgniarka odczytuje dane prosto z czipa, który masz pod skórą. Droga na imprezę wyświetla się w google glass - ale takich wbudowanych w czaszkę. Czy tak będzie wyglądała przyszłość? Czy powoli zmieniamy się w cyborgi, ulepszoną wersję ludzi?
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Przyszłość? Teraźniejszość?

Postęp technologiczny rozpędza się coraz bardziej. Wielu naukowców wierzy, że w najbliższych latach ludzie przekonają się do idei implantów wszczepianych do mózgu, pozwalających im na porzucenie myszek i klawiatur po to, by sterować urządzeniami za pomocą myśli. W zeszłym roku inżynierom z Columbia University udało się sprawić, że żywe organizmy zasilały energią układy scalone. Czy wkrótce da się połączyć żywą tkankę z maszyną? Czy cyborgi będą kiedyś powszechne? Czy kiedykolwiek będą codziennością tak oczywistą, jak dziś na przykład ludzie w okularach?

1
Fot. Slava Kozlov/Demotix Fot. Slava Kozlov/Demotix

Moja kamera, moje ciało

W podstawowej, lekko już zdezaktualizowanej definicji, cyborg to organizm, którego procesy życiowe są wspomagane przez urządzenia techniczne. To na przykład człowiek, który ma jakikolwiek implant będący urządzeniem (na przykład rozrusznik serca). Ale obecnie, w powszechnym rozumieniu tego słowa, cyborg to człowiek, którego układ nerwowy jest połączony z elementami elektronicznymi w sposób inwazyjny i dzięki temu może więcej niż przeciętny człowiek.

Czy to jest wykonalne?

Urodzony w Hiszpanii Neil Harbisson od dziecka ma rzadką wadę: achromatopsję, czyli ślepotę barwną. Ponad dziesięć lat temu pomógł mu jednak na studiach kolega, pasjonat cybernetyki. Stworzył bowiem urządzenie, które przy współpracy z przenośnym komputerem i słuchawką "tłumaczy" kolory na dźwięki. "Słyszy" też obrazy i ludzkie twarze. Urządzenie nazwali "eyeborg" - oko cyborga. Dziś Harbisson urządzenie, które w  tym czasie przeszło wiele przeobrażeń, uważa za dodatkowy zmysł. Dostał nawet zgodę od urzędu, żeby zrobić sobie zdjęcie do paszportu razem z urządzeniem. Oczywiście są też problemy. W 2011 r. kamera Harbissona została zniszczona przez policję podczas demonstracji w Barcelonie. Funkcjonariusze sądzili bowiem, że są filmowani. Harbisson oskarżył ich wręcz o... uszkodzenie ciała, bo uważa, że kamera jest jego częścią - jak ręka czy noga. - On odwołuje się do konkretnego pojęcia w estetyce, czyli synestezji*. Według jej założeń można dotknąć cyfrę, usłyszeć literę... To jest badane przy specyficznych stanach granicznych, na przykład przy użyciu substancji psychoaktywnych, ale też synestezja bywa stanem często doświadczanym przez artystów. Kto miałby jednak osądzić, czy taki artysta przeszedł już kolejny etap technologicznej rewolucji? - zastanawia się dr Rafał Ilnicki, filozof i kulturoznawca z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Adam Mickiewicza w Poznaniu. - Jest to tak ograniczony zakres działalności człowieka, że momentami jest to komiczne. Śledzę poczynania Harbissona, założył nawet tzw. Fundację Cyborgów, ale szczerze mówiąc, jest to moim zdaniem raczej agencja reklamowa jego osoby. Objeżdża różne festiwale związane ze sztuką, podchodzi na nich do różnych osobistości, nachyla się i rysuje portrety... Oczywiście jego urządzenie jakieś dane zbiera i przetwarza, ale w tym wypadku moim zdaniem forma raczej przewyższa treść. Innym artystą, którego pociągają cyborgi, jest Stelarc - australijski performer zajmujący się ludzkim ciałem w kontekście technologii. Wszczepiał sobie w rękę trzecie ucho, przymocowywał trzecią rękę, podwieszał się na hakach i podłączał się do maszyn, a ludzie spontanicznie sterowali jego ciałem przez internet. To jednak przede wszystkim sztuka i eksperymenty artystyczne. - Pojawiają się ludzie, którzy przyczepiają sobie kamery na plecach, jeden zamienił sobie nawet oko na kamerę, a każdy z nich mówi o sobie, że jest cyborgiem. Tyle że żaden z nich nie stara się o refleksję, nie opowiada o życiu z perspektywy stechnicyzowanego człowieka. Wszyscy raczej się bawią i wykorzystują okazję do zainteresowania publiczności. Wyjątkiem może być Stelarc, którego radykalne eksperymenty z ciałem zmuszają nas do przemyślenia tego, kim stajemy się dzięki technologiom - mówi dr Ilnicki.

2
Fot. archiwum Kevina Warwicka Fot. archiwum Kevina Warwicka

Pierwszy człowiek cyborg

Ale są też poważniejsze eksperymenty. Prof. Kevin Warwick z University of Reading w Wielkiej Brytanii miał w lewym przedramieniu czip, wszczepiony do nerwu przyśrodkowego, za pomocą elektrod podłączony do układu nerwowego. Dzięki temu nauczył się m.in. poruszać trzecim, mechanicznym ramieniem. Z kolei dzięki czapce z sonarem, czyli nadajnikiem i odbiornikiem ultradźwięków, wyczuwał odległość. "Nie używałem ani słuchu, ani wzroku, nie czułem bólu. Proszę zapomnieć o pięciu zmysłach, które każdy zdrowy człowiek posiada. Mogłem chodzić z zawiązanymi oczyma, w stoperach. Po prostu czułem odległość, i to dość dokładnie. Bo kiedy zbliżałem się do jakiegoś przedmiotu, rosła częstotliwość impulsów elektrycznych przekazywanych przez implant do mojego układu nerwowego. Mój mózg zyskał dodatkowy, szósty zmysł" - mówił Tomaszowi Ulatowskiemu z "Gazety Wyborczej".

Czy jest możliwe, że wkrótce wbudujemy sobie google glass w oczy i będziemy nafaszerowani podskórnymi czujnikami? - Z technicznego punktu widzenia to byłoby chyba możliwe... Ale wszczepianie sobie do wnętrza ciała urządzeń związanych z techniką bez koniecznej potrzeby medycznej w moim przekonaniu byłoby nadmierne ryzykowne - uważa prof. Ryszard Tadeusiewicz, biocybernetyk, informatyk i automatyk z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. - Mam osobiste doświadczenie w tym względzie. Współpracowałem z Markiem Gassonem, naukowcem brytyjskim, który pozwolił wszczepić sobie pod skórę czip identyfikacyjny RFID (Radio-frequency identification). Czip pozwalał choćby otwierać drzwi, był jakby identyfikatorem zastępującym klucz i pilota. Celowo i świadomie zainfekowaliśmy ten czip wirusem komputerowym i wirus zaczął manifestować szkodliwe działania. Ten eksperyment był bezpieczny, implant operacyjnie usunięto. Ale po tym widać, że wpuszczenie do wnętrza własnego ciała techniki to jednak wpuszczenie demona. W przyszłości im bardziej te implanty będą inteligentne - tym bardziej będą narażone na ataki komputerowych wirusów - uważa Tadeusiewicz. Jest oczywiście zwolennikiem używania google glass, ale takich, które można zdjąć, a nie wszczepionych w oczy. - Wyobraźmy sobie, że zaatakują je hakerzy, których pomysłowość jest ogromna...

Profesor uważa, że nie ma sensu wbudowywania ludziom w głowy przeróżnych urządzeń, choćby po to, żebyśmy widzieli w podczerwieni. - Nie widzę potrzeby cyborgizacji mózgu w celu polepszenia jego parametrów. Osiągnęliśmy taki poziom sprawności naszego intelektu, że w połączeniu ze sprawnością narzędzi, którymi potrafimy się posługiwać, pozwala nam osiągać cele, do których dążymy. Jesteśmy skuteczni jako jednostki i jako gatunek, który opanował ziemię - twierdzi Tadeusiewicz.

W ewentualnym faszerowaniu mózgu nowinkami technologicznymi widzi zagrożenia. - Przypuszczam, że pozwalając na to, by fragmenty elektroniczne zwiększały nam choćby pojemność pamięci czy wzmacniały nas intelektualnie, sporo ryzykujemy. Być może po takim wszczepieniu zaczęłyby cierpieć inne funkcje i zadania mózgu. Przykładowo: jeśli dzięki technice ukierunkujemy nasz mózg na myślenie w kategoriach logiki matematycznej, to w tym momencie prawie na pewno osłabi się nasza intuicja lub fantazja. Zadziała prawo naczyń połączonych, bo komórek nerwowych w mózgu jest ograniczona liczba. Jeśli dzięki techniczno-medycznej manipulacji gdzieś nam przybędzie nowa funkcja, to gdzieś indziej nieuchronnie czegoś nam ubędzie. Nasze neurony nie zostaną powielone, tylko przekwalifikowane, więc dążąc do zyskania czegoś nowego, sami siebie okradniemy z czegoś innego - choćby w dziedzinie życia emocjonalnego czy wrażliwości na sztukę. Wydaje mi się, że lepiej dla nas będzie, jeśli wszystkie techniczne dopalacze zostawimy na zewnątrz głowy - dodaje.

3
Fot. Murdo Macleod Fot. Murdo Macleod

Ręce precz od mózgu!

Amber Case, amerykańska antropolog, uważa, że ludzie już właściwie stają się powoli cyborgami. Nasze rytuały i kultura zrosły się z technologią. Budujemy urządzenia, które poszerzają naszą sferę psychiczną. Coś w tym jest: kiedy wczesnym porannym autobusem jechałem na spotkanie z prof. Tadeusiewiczem, żeby porozmawiać o cyborgach, moi współpasażerowie już nie spali. Każdy miał przed sobą smartfona, oglądał coś, czytał albo używał komunikatorów.

Prof. Tadeusiewicz hamuje entuzjazm dotyczący powszechnej "cyborgizacji". Pytam go, czy ludzie z dopalaczami inteligencji bazującymi na komputerach będą zwykłą codziennością, taką jak dziś ludzie w okularach? - Wydaje mi się, że nie - odpowiada prof. Tadeusiewicz. - Bariera, którą trzeba pokonać, żeby wedrzeć się z technologią do sfery mentalnej człowieka, jest nieporównywalnie wyższa niż ta, która dzieli nas od celów odnoszących się do sztucznych narządów czy inteligentnych protez. Celów, które postawiliśmy sobie wiele lat temu dosyć skromnie, a których i tak nie udało się osiągnąć. Już prawie od pięćdziesięciu lat budujemy sztuczne serce, a ludzie ciągle tego sztucznego serca używać nie mogą. Owszem, mamy sztuczne serce, które może zastąpić serce pacjenta na sali operacyjnej, gdy przeprowadzamy zabieg. Ale nie mamy sztucznego serca, które pacjent mógłby zabrać ze sobą, nosząc je w klatce piersiowej i na co dzień sprawnie funkcjonując mimo braku własnego serca.

Tadeusiewicz jest sceptykiem, kiedy mówi o "cyborgizacji" człowieka. - Uważam, że wszczepienie człowiekowi czegoś, co będzie cybernetycznym ekwiwalentem umysłu, systemem inteligentnie przetwarzającym informacje zmysłowe, myślącym i sterującym całym ciałem sprawniej niż typowy mózg, to fantazja. Pomysł, że człowiek miałby funkcjonować pod dyktando maszyny, będącej rzeczywistym dysponentem zarządzającym jego ciałem - jest dość koszmarny i raczej nie zostanie zrealizowany. Powiedzmy ostrożniej: nie zostanie zrealizowany w granicach dającej się przewidzieć przyszłości.

4
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Technologiczna telepatia

Połączenie człowieka z urządzeniami, choćby w minimalnym zakresie, jest chyba jednak nie do powstrzymania. - Pytanie nie brzmi: "czy człowieka poddawać technicyzacji", brzmi raczej: "jak go poddawać technicyzacji" - uważa dr Ilnicki. Najsilniejszą, sformalizowaną grupą orędowników zamieniania ludzi w cyborgów są transhumaniści. - Transhumanizm obiecuje nieśmiertelność, a to trafia na bardzo podatny grunt. To ideologia kierowana do bardzo bogatych ludzi, którzy chcą żyć wiecznie. Opiera się głównie na postulatach, to nie jest rozwinięta filozofia na zasadach analitycznego systemu objaśniającego pewne idee za pomocą złożonej argumentacji - tłumaczy dr Ilnicki. I zauważa dwie podstawowe idee dotyczące modyfikowania człowieka, jeśli chodzi o jego żywotność. - Pierwsza to różne technologie antystarzeniowe. Z genetycznych badań transhumanistów wynika, że wiek biologiczny człowieka mógłby wynosić 120 lat. Do tego czasu człowiek miałby żyć w przyzwoitym zdrowiu dzięki terapiom genetycznym, wymianom organów itd. Entuzjastą tego założenia jest choćby Aubrey de Grey. Druga kwestia dotyczy nieśmiertelności i to traktowanej całkiem serio. Najbardziej znanym orędownikiem tej teorii jest Ray Kurzwail. Według futurologicznych analiz do roku 2030 ludzie staną się nieśmiertelni. W USA i w Rosji już dziś istnieją instytuty krioniczne. Można zapłacić 80 tys. dolarów w Stanach (w Rosji dwa razy mniej) i się dać zamrozić. W grę wchodzi neurokrioprezerwacja, czyli odcięcie i zamrożenie samej głowy, albo krioprezerwacja, czyli zamrożenie całego ciała. Ludzie za to płacą, choć zdaniem naukowców krionika (zamrażanie człowieka po śmierci i przetrzymywanie w temperaturze -196 st. C, żeby odmrozić go, kiedy znajdą się leki na jego choroby) to fantazja. Wróćmy więc do rzeczywistości.

Co z tego, co realne, robi największe wrażenie? - Uważam, że najważniejsze są z osiągnięcia z dziedziny nano- i biotechnologii oraz technologii mikroświata. Mam na myśli przede wszystkim dwa aspekty: różnego rodzaju terapie genetyczne mające bezpośredni wpływ na człowieka oraz inżynierię materiałową. Te dziedziny zmienią świat. Nanotechnolodzy opracowują szereg różnych materiałów, które mają zastąpić używane obecnie - mówi dr Ilnicki. I dodaje: - Jesteśmy przyzwyczajani przez nowe technologie, że nasze życie, czynności, parametry, ciągle wszystko jest mierzone. Coraz więcej technologii będzie zintegrowanych z naszym ciałem. Działa coraz więcej stechnicyzowanych domów spokojnej starości, które oferują usługi bezpośredniej ingerencji. Wystarczy, że zadźwięczy bransoletka pacjenta, na przykład dlatego, że jego bicie serca ustaje. Wtedy automatycznie jest wysyłana karetka. Coraz więcej czynności człowieka będzie poddawanych 24-godzinnej obserwacji. Cykl technologii jest taki, że najczęściej na początku powstają nowe technologie militarne oraz medyczne w służbie militarnych. Pierwsze komputery powstały po to, żeby obliczać tor lotu rakiet, a pierwsze protezy po to, żeby żołnierzom zastępować utracone na polu walki kończyny. Uważam, że tak jest do dziś, to technologie militarne i medyczne wyznaczają kurs. Chodzi o to, żeby człowieka wyposażać w coraz bardziej zintegrowane formy technologii, od których w ogóle nie będzie się odłączał. Przykładem są wszyscy pacjenci, którzy znajdują się w locked-in syndrome. Na nich eksperymentuje się z interfejsami typu mózg-komputer (BCI), i przynosi to pierwsze sukcesy. -Brain-computer interface, gdy zostanie rozwinięty i udoskonalony, zapewni bezpośrednią łączność komputera z mózgiem. Chodzi o sterowanie myślą urządzeń, a także nadawanie i odbieranie sygnałów między naszą świadomością i zasobami internetu. Wtedy można będzie także myślą wyszukiwać informacje w bazach danych, zamiast przypominać sobie coś, korzystając z własnej pamięci - wyjaśnia prof. Tadeusiewicz. - Proszę sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli takie interfejsy jak BCI wejdą do powszechnego użytku jako technologie konsumenckie. Zrealizowałaby się forma technologicznej telepatii, forma komunikacji bez słów. Rynek jest motorem przyspieszającym cały proces. Technologie, które wykorzystują lub będą wykorzystywać gracze, na przykład oculus rift (hełm wirtualnej rzeczywistości, ma mieć premierę w marcu) najpierw przetestowało na żołnierzach wojsko, a dopiero później urządzenie trafi do użytku konsumenckiego. Przypuszczam, że podobnie będzie z interfejsami typu mózg-komputer - uważa dr Ilnicki.

5
Fot. kadr z filmu Fot. kadr z filmu "Blade Runner"

Wygoda cyborga

Prof. Tadeusiewicz: - Dokładnie wiemy, w jakim kierunku zmierza rozwój. Natomiast trzeba pamiętać, że jedną z istotnych cech mózgu, umysłu człowieka, jest fakt, że posiadamy osobowość, tożsamość, świadomość własnego istnienia. Jesteśmy wobec tego tworami samodzielnymi i świadomymi tej samodzielności. Do chwili obecnej badania medyczne, fizjologiczne i inne eksperymenty związane z biologią mózgu nie dostarczyły nam odpowiedzi na pytanie, jak to się dzieje, że oto ja, człowiek, wiem, że istnieję, i wiem, że świat dookoła to nie jest fragment mojego ciała, tylko coś zewnętrznego. Ponieważ nie potrafimy rozszyfrować tego na płaszczyźnie biologicznej, to tym bardziej nie potrafimy tego zamodelować na obszarze technicznym. Dla mnie najważniejsze jest, że rozwój technologii sprawia, że coraz lepiej dbamy o ludzkie zdrowie. Technologia sprawia, że nie pozwolimy ludziom umierać z banalnych powodów, co przy dzisiejszym stanie rozwoju medycyny niestety się ciągle zdarza.

-Czytałem kiedyś, że udało się nakłonić grupę ludzi do wszczepienia czipów, bo bez przerwy w klubach nocnych gubili po pijaku pieniądze. Właściciele zaproponowali więc klientom, że będą od nich ściągać należności w nietypowy sposób. Czipy miały być rodzajem karty kredytowej. Wszyscy się zgodzili. Nie dlatego, że byli bezmyślni. To był dla nich kolejny krok technicyzacji, czyli wygoda. Wszystkie elektroniczne gadżety, komputery, smartfony przede wszystkim wszystko nam ułatwiają. Oczekujemy "natychmiastowości", bo technologia nas do tego przyzwyczaja. Będziemy się przerzucać na kolejne, coraz nowocześniejsze modele smartfonów czy też ultrafonów z jakąś funkcją, dziś nawet trudną do wyobrażenia, nie zastanawiając się nawet nad tym. Będziemy się na to zgadzać. To będzie wpisane w cykl konsumencko-technologicznej egzystencji. Ludzie koncentrują się na ułatwieniach, ale uważam, że trzeba wreszcie zakwestionować tę "bezwysiłkowość". W ogóle nie pytamy o to, jak te wszystkie rozszerzenia i ułatwienia działają na naszą psychikę, na nasze życie. Im bardziej jesteśmy modyfikowani, tym mniej zauważamy zmianę, tym mniej to rozumiemy. Uważam, że to główny problem współczesnego świata - mówi dr Ilnicki.

6
Autor: Łukasz Majewski/TinBoy Autor: Łukasz Majewski/TinBoy

Kim jest cyborg?

Tłumaczy Rafał Ilnicki, filozof i kulturoznawca z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, autor m.in. książki "Bóg cyborgów. Technika i transcendencja"

-Zależy, w jaki sposób chcemy to rozumieć. Pojęcie cyborga pojawiło się w latach 60. i miało inne znaczenie, niż dziś się przyjmuje. Na samym początku dwóch inżynierów zajmujących się kosmonautyką nazwało "cyborgiem" człowieka, który miał zostać wysłany w kosmos i tam stawał się "cyborgiem" w tym sensie, że funkcjonował w sztucznym dla siebie środowisku technicznym, w którym miał przetrwać, a do którego nie był przystosowany. Z kolei po powrocie na ziemię przestawał być "cyborgiem". W połowie lat 80. Donna Haraway, amerykańska biolog i filozof o feministycznym zacięciu, opublikowała esej "Manifest cyborgów: nauka, technologia i feminizm socjalistyczny lat osiemdziesiątych". Mówiła w nim, że cyborgiem jest właściwie każdy człowiek "zapośredniczony" technicznie. Poza tym według niej to nie tylko połączenie człowieka i maszyny, ale również istota pochodząca ze świata bez płci. Dziś zbiorową ludzką wyobraźnię napędza popkulturowe pojęcie cyborga, a nie powstałe wcześniej definicje naukowe. W popkulturze, co obserwujemy od połowy lat 90., cyborg jest przede wszystkim osobnikiem wyposażonym w przeróżne bioczipy, wręcz najeżonym elektroniką. Dlatego dziś myśląc o cyborgach, przywołujemy filmy takie jak "Terminator", "Matrix" czy "Ghost in the Shell" [japoński film fantastyczny z 1995 r., w którym głównym bohaterem jest zmodyfikowana kobieta cyborg mająca duszę - red.]. Paradoksalnie dziś naukowcy często odnoszą się przede wszystkim do pojęcia cyborga w popkulturze. Także ci, którzy sami definiują się jako cyborgi - jak choćby angielski cybernetyk Kevin Warwick, który różne wszczepy instalował sobie najwcześniej.

7
Fot. kadr z filmu Fot. kadr z filmu "Blade Runner"

Przyszłość

Co sądzicie? Czeka nas życie jak w futurystycznych filmach?

8
Więcej na ten temat: człowiek, przyszłość