Gazety rozwodowe, naboje z obrączek i... Binder, czyli nowoczesne rozstania

Marcin Kasprzak
Walentynki bywają dobrą okazją nie tylko do celebrowania miłości, ale też do głębszego zastanowienia: "po co właściwie ze sobą jesteśmy?". Jeśli w ogólnym rozrachunku uznasz, że to już czas, by zakończyć nieudany związek, a nawet małżeństwo, możesz to zrobić modnie i nowocześnie.
Fot. Divorce Hotel/Splash News Fot. Divorce Hotel/Splash News

Hotele rozwodowe

Z angielska "divorce hotel", choć powinno być "Scheidungshotel", bo to wymysł austriacki - w Austrii rozpada się co drugie małżeństwo; w samym Wiedniu rozwodzi się 66% par. O co chodzi z tymi hotelami? Jest to nie tyle konkretny obiekt, gdzie przeprowadza się rozwód, a raczej usługa polegająca na organizacji weekendowych wypadów do hoteli w całej Europie, a przede wszystkim w Rumunii.

Dlaczego tam? Rumunia jest w Unii Europejskiej, co upraszcza procedurę, a tamtejsze prawo rozwodowe jest dość liberalne. Para wybiera się w podróż jako małżeństwo, wraca jako dwoje rozwodników. Podczas weekendu w hotelu odbywają się sesje z psychoterapeutami i prawnikami. Ustalane są nawet takie szczegóły, jak to, u których znajomych mogą pojawiać się wspólnie, u których na zmianę; kto w danym lokalu może jadać w dni parzyste, a kto w nieparzyste, by uniknąć krępującego spotkania. W zależności od pakietu para może czas wolny spędzać osobno - wówczas nawet godziny śniadań mają różne - lub razem, przeżywając ostatni szalony weekend połączony z pożegnalnym seksem (świeczki gratis).

Organizacją takich wypadów zajmuje się np. holenderska firma Divorcehotel.com. Najtańsze pakiety można zarezerwować już za kilka tysięcy złotych od pary. W cenie przelot, pobyt i pomoc w załatwieniu wszelkich formalności.

1
Fot. Scott Doctor/Splash News Fot. Scott Doctor/Splash News

Impreza pożegnalna

Jako pierwsza głośną imprezę rozwodową zorganizowała była Miss USA, Shanna Moakler, po tym, jak nakryła męża na zdradzie z Paris Hilton. Zaprosiła znajomych, zamówiła tort, na którego szczycie cukrowa panna młoda zabija cukrowego pana młodego. Byli striptizerzy i drinki o nazwach typu "Spadaj frajerze".

W USA zapanowała moda na imprezy rozwodowe, a za Amerykanami trend podchwyciła reszta świata z Japończykami na czele. To oni organizują swoje "rikon-shiki" z całym ceremoniałem "odślubin", po których każdy wsiada w osobną dorożkę i odjeżdża w innym kierunku. 

Czy moda dotarła do Polski? Zadzwoniliśmy do kilkunastu firm, które oferują organizację "imprez rozwodowych". Żadna nie realizowała takiego zamówienia. Jeszcze.

2
Fot. Scott Olson Fot. Scott Olson

LipDub

Powoli te krótkie teledyski opowiadające jakąś historię wygryzają na weselach długie i męczące filmy. W świecie rozstaniowo-rozwodowym też znalazły dla siebie miejsce. Trend zapoczątkowała pewna Amerykanka, która postanowiła nagrać dla swojego męża taki teledysk. Jest on opowieścią o tym, jak się poznali, jak było na początku miło między nimi, oraz o tym, jakie on ma wady.

A te wydają się być dość "popularne": całymi dniami gra w Nintendo, nie trafia do muszli klozetowej, odwiedza profil facebookowy swojej byłej, ogląda pornosy z nastolatkami. No i wreszcie - tu mniej "popularne" - zdradził ją w Las Vegas. Refren? Chce natychmiastowego rozwodu, już się wyprowadziła a on ma rozmawiać z jej prawnikiem. Teledyski i filmik z reakcją męża (z ukrytej kamery) zobaczyło 2,5 mln internautów.

3
Fot. ElementJewellery.com Fot. ElementJewellery.com

Naboje zamiast obrączki

Co zrobić z obrączkami po rozwodzie? Można zanieść do lombardu, trzymać w sejfie albo przetopić na tzw. biżuterię rozwodową - czyli ze śmiesznym lub żenującym napisem typu "hurra!" albo "R.I.P. LOVE".

Brytyjska firma Element Jewellery jako pierwsza zauważyła, że rozwodnicy nie tylko nie chcą mieć takiej "pamiątki", ale też często nie zależy im, by odzyskać jakiekolwiek pieniądze. Dlatego wprowadziła usługę przetapiania obrączek na kule do pistoletu. Po rozwodzie para może uroczyście wystrzelić nimi w niebo.

4
Fot. Getty Images/East News/Forum Fot. Getty Images/East News/Forum

Binder

Jest to przeciwieństwo Tindera - przynajmniej jeśli chodzi o grę słowną w nazwie. Aplikacja oferuje mało elegancki sposób rozstania z dziewczyną lub chłopakiem. Jak działa? Po ukazaniu się zdjęcia partnerki na ekranie telefonu należy przesunąć je w lewo (jakbyśmy odrzucili jej kandydaturę na Tinderze - wiadomo), a następnie wyświetli się nam lista potencjalnych powodów rozstania. Wśród nich widzimy te konkretne, typu "źle całujesz", ale i ogólne, typu "czuję się w tym związku jak w koszmarze". Wybranka otrzymuje krótki filmik, w którym aplikacja poinformuje ją o zakończeniu związku, wskaże powody decyzji, a w gratisie wykrzyczy losowo wybraną wiązankę niezbyt przyjemnych słów.

Zła (a może właśnie dobra?) wiadomość: aplikacja dostępna jest tylko w Wielkiej Brytanii.

5
Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

Playlista na Spotify

Ułóż wiadomość z tytułów piosenek. Tak zrobiła 19-letnia Kirsten, która stwierdziła, że woli zmienić status z "w związku" na "zostańmy tylko przyjaciółmi". Skompilowała piosenki: Czy Ty / Nadal chcesz całować mnie / Ponieważ / Ja / W pewnym sensie kocham / Kogoś innego / Ale / Wciąż możemy być przyjaciółmi ("Want to" Sugarland / "Kiss Me" Ed Sheeran / "Because" Even Rachel Wood / "I Am" James Arthur / "Kinda Lovin" Trey Songz / "Someone Else" LANY / "but" K.Cero / "We Can Still Be Friends" Anthony Watson). Chłopak nie pozostał jej dłużny i odpowiedział również playlistą. Tytuły układały się w zdanie "Nie ma sprawy / Jesteś słodka / Pozwól mi siebie kochać / Zaopiekuję się tobą / Suko" .

Skąd o tym wiemy? Kirsten współdzieliła konto na Spotify ze swoją siostrą, która playlistę wrzuciła na Facebooka. Post zebrał 20 tys. lajków, tym samym rozpoczynając modę na "rozstaniowe playlisty".

6
Fot. Yuriko Nakao Fot. Yuriko Nakao

Gazeta Rozwodowa

W Japonii rynek rozwodowy jest bardzo duży - rozstają się głównie małżeństwa z kilkudziesięcioletnim stażem. Po latach spędzonych w korporacjach trafiają na emeryturę i okazuje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Hiroki Terai, prawnik i mediator, zaproponował, aby do znajomych i rodziny wysłali broszurę z informacją o rozwodzie. Koncept ewoluował i z broszury stał się pełną publikacją. Taka "Gazeta Rozwodowa" potrafi mieć nawet kilkadziesiąt stron. Zawiera historię małżeństwa, dokładne powody rozstania opisane z perspektyw obu osób, wspólne oświadczenie rozwodników i wykaz pytań, których lepiej nie zadawać, by nie było niezręcznie.

7