Po co mężczyźnie klocki, czyli czy to już syndrom Piotrusia Pana?

Anita Sobczak, Polska Agencja Prasowa
Pamiętasz, jak twój tata kupował ci kolejkę? Albo klocki Lego? A potem zaganiał cię do odrabiania lekcji i sprzątania, żebyś nie przeszkadzał mu w zabawie. Tfu, czytaniu instrukcji, "bo ktoś musi dziecku pomóc". Dziś mężczyzna może kupić sobie paczkę klocków i nikt nawet okiem nie mrugnie. Skąd ta zmiana?

Potrzeba zabawy - ma ją każdy

Twój ojciec usłyszałby pewnie komentarz: "cztery dychy na karku, a bawi się klockami". Do ciebie sprzedawczyni jeszcze się kokieteryjnie uśmiechnie. Ale zacznijmy od początku. Skąd w ogóle w facetach potrzeba układania klocków, malowania figurek, siedzenia przed ekranem przy "Need for Speed" albo fascynacja sagą "Gwiezdne Wojny"? - Przede wszystkim z potrzeby zabawy - odpowiada Michał Pozdał, psychoterapeuta z Uniwersytetu SWPS. - Mają każdy człowiek - dodaje. - U dzieci ta potrzeba objawia się najbardziej i jest na to największe przyzwolenie, ale nie oznacza, że tylko one jej potrzebują. W końcu każdy facet to podobno takie duże dziecko, więc czemu ma rezygnować z miecza świetlnego?

 

PLATON W STROJU LORDA VADERA

Koniec żartów. Temat zabawy i jej roli w życiu człowieka zajmował już największych mędrców. Zabawa jest jedną z ważniejszych potrzeb człowieka. Platon pisał, że każdy powinien wieść "życie piękne", które spędzać należy na zabawie.

Na początku XX w. holenderski historyk Johan Huizinga przedstawił w książce "Homo ludens" koncepcję człowieka jako stworzenia bawiącego się. Zdefiniował też zabawę. "Zabawa jest dobrowolną czynnością lub zajęciem, dokonywanym w pewnych ustalonych granicach czasu i przestrzeni według dobrowolnie przyjętych, lecz bezwarunkowo obowiązujących reguł, jest celem sama w sobie, towarzyszy jej zaś uczucie napięcia i radości i świadomości "odmienności" od "zwy czajnego życia". - I właśnie o to chodzi, żeby poczuć się trochę inaczej niż zwykle. Zabawa jest bezcelowa i taka właśnie ma być - dodaje Pozdał. Magdalena Banaszkiewicz w opracowaniu "Kul tura zabawy" zwraca uwagę, że w dzisiejszych czasach zabawa jest być może ważniejsza niż kiedykolwiek. "Upadły autorytety, nastąpił "koniec wielkich narracji", zapadł zmierzch bogów i wszystko, co ludzkie, przestało być obce. Cóż więc można zrobić, jeśli nie krzyknąć: "Niech żyje bal!"? - pisze.

Odreagowanie, oderwanie się od codzienności, zatopienie się choć na chwilę w świecie mniej realnym, bardziej przyjaznym świecie, który możemy lepić wedle własnych potrzeb - tego szukają mężczyźni w swoich hobby. I tak je najczęściej uzasadniają. Tę motywację potwierdza psycholog dr Karolina Zalewska z Uniwersytetu SWPS. - Tak się złożyło, że nasze codzienne wyzwania to przetrwać korek czy zawalczyć o spłatę kredytu. Hobby to odskocznia w świat bardziej idealizowany, gdzie mogą się sprawdzić jako superzaradni, pomysłowi mężczyźni - mówi.

Tyle teorii. Bardziej praktycznie o owej odskoczni mówi Rafał Frąckiewicz, fan "Gwiezdnych wojen". - Marzymy o podróżach w kosmos. Prędko do gwiazd nie polecimy, a w filmie mamy urzeczywistnienie tej fantazji na wyciągnięcie ręki - tłumaczy, dlaczego od blisko 30 lat fascynuje się sagą. - Oglądając "Gwiezdne wojny", łatwo uwierzyć, że takie życie rzeczywiście w kosmosie istnieje. Choćby sceny, kiedy postacie wchodzą do knajpki, spotykają tam mnóstwo obcych, na statkach kosmicznych widzimy niemal realne postaci. To wszystko jest jakby namacalne - mówi. On sam przenosi "Gwiezdne wojny" w realny świat - ma strój gwardzisty Imperatora, w który od czasu do czasu wskakuje.

1
Fot. Piotr Guzik Fot. Piotr Guzik

Cyborg potrzebuje dupki i zupki

Dzisiejszy świat daje nie tylko szeroki wybór zajęć, jest też bardziej łaskawy. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu żaden dojrzały facet nie odważyłby się pewnie - bez krygowania - kupić kolejki tylko dla siebie. A na pewno nie chodziłby po ulicy w stroju Dartha Vadera. Dziś to możliwe. Dziś mężczyznom wolno więcej.

- Takie zainteresowania mężczyzn na pozór chłopięcymi zajęciami to nic nowego, tylko czasy się zmieniły i faceci w końcu mogą to robić - wyjaśnia Pozdał. Jego zdaniem kultura w końcu zaczęła dopuszczać, że mężczyzna nie jest tylko od zarabiania na rodzinę, że ma też prawo do własnego kawałka przestrzeni. - I w końcu zaczęliśmy widzieć, że faceci potrzebują też innych rzeczy, np. właśnie przywoływania pasji z dzieciństwa - mówi. Niewątpliwie ma na to wpływ zmiana wzorca męskości. - Celowo nie mówię o kryzysie męskości, ale o tym, że inaczej patrzymy na mężczyzn, w końcu zaczęliśmy zauważać, że facet ma też głęboką i dużą strefę emocjonalną - przekonuje ekspert. Rozprawia się z tym, że rzekomo mężczyźni mają mniej wykształconą inteligencję emocjonalną. - Bzdury niesamowite - kwituje. - Facet to nie cyborg, któremu potrzeba tylko dupki i zupki, faceci naprawdę potrzebują dużo więcej. Kobietom od lat kultura umożliwiała dbanie o własne potrzeby, w przypadku mężczyzn to zaczęło się zmieniać stosunkowo niedawno.

Dr Karolina Zalewska sytuuje to gdzieś w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy w USA zaczęto mówić o wpływie kulturowym na role społeczne. - Wtedy zrobiło się trochę więcej przestrzeni na to, by mężczyźni mogli wyjść poza swoje pierwotne, stereotypowe role dbania o rodzinę poprzez zarabianie pieniędzy - mówi. Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: zmieniały się też profile zatrudnienia mężczyzn. Praca rzadziej wiązała się z wysiłkiem fizycznym. - Zmiany socjoekonomiczne miały duży wpływ na modyfikację potrzeb i szukanie nowych sposobów realizacji siebie - ocenia ekspertka.

Realizację hobby w obecnych czasach ułatwia internet. Tam mężczyźni spotykają innych o podobnych zainteresowaniach. - Nagle może się okazać, że nie tylko ja lubię się przebierać za rycerza i biegać po starym zamku, że jest nas więcej. To daje śmiałość - mówi Pozdał.

To zjawisko potwierdza historia wspomnianego już Rafała Frąckiewicza, który "Gwiezdnymi wojnami" interesował się od dzieciństwa. Był zapalonym fanem przez wiele lat, ale dopiero rozwój internetu przyniósł kontakty z fanami zza oceanu. - Nawiązałem kontakt z ludźmi z USA, którzy tworzyli wierne repliki strojów używanych w filmie przez Imperium, nazywali się 501 Legion - opowiada. Dziś jest członkiem liczącego około 60 osób polskiego oddziału międzynarodowej organizacji zrzeszającej fanów w kostiumach imperialnych: 501 Legion - Polish Garrison.

2
Fot. Agata Grzybowska Fot. Agata Grzybowska

Mój jest ten kawałek podłogi

Ważnym elementem męskiego hobby jest wygospodarowanie czasu tylko dla siebie. To dość uniwersalna potrzeba, okazuje się jednak, że nieoczywista. Michał Pozdał mówi, że podczas terapii spotyka mężczyzn, którym nawet przed sobą trudno uznać, że potrzebują przestrzeni dla siebie. A co dopiero mówić o jej wyegzekwowaniu od otoczenia. - Mam wrażenie, że wielu facetów bawiących się w te swoje chłopięce hobby szuka pola, żeby poczuć się wolnymi - mówi.

Zauważa, że tylko telewizor, względnie komputer czy smartfon są zalegalizowanymi formami ucieczki. Nieco bardziej ekstrawaganckie zainteresowanie może budzić sprzeciw, szczególnie w związkach. - Układ partnerski w związkach generalnie jest super. Zdarza się jednak, że facetowi, który bardzo chce być partnerem i dzielić się z żoną czy dziewczyną obowiązkami, niektóre z nich zupełnie nie odpowiadają. Musi więc jakoś odreagować, odłączyć się wyjaśnia Pozdał. Nieco inaczej na sprawę zainteresowań patrzy Karolina Zalewska. Jej zdaniem w wielu z tych hobby można odnaleźć typowo męskie potrzeby. - Bieganie z łukiem, fascynacja "Gwiezdnymi wojnami" czy gry komputerowe na pierwszy rzut oka wydają się dziecinnymi zajęciami. Ale jak się przyjrzeć tym zabawom bliżej, okazuje się, że pierwsze wrażenie jest złudne, bo treść tych zainteresowań jest ściśle męska - ocenia ekspertka. - Znajduję tu odwołanie do tradycyjnego archetypu męskości - ważna jest walka dobra ze złem, współzawodnictwo, obmyślanie strategii, taktyki postępowania - wylicza.

Mężczyźni szukają więc tego, czego nie mają już na co dzień, czego nie doświadczają w realnym życiu, a czego potrzebują - to jest pierwotna, instynktowna potrzeba. - Przecież nawet jak mężczyzna maluje figurki, to po to, by nimi walczyć, jak ściga się modelem samochodu, to po to, by pokonać rywali - mówi Zalewska. Na zawodach spotykają się miłośnicy zdalnie sterowanych aut. Marcin Jasiulewicz z ATA Świat Modeli opowiada, że podczas cyklicznych spotkań ścigają się zarówno dzieci, jak i dorośli. - Jest przy tym kupa zabawy - mówi. Zanim jednak fan szybkich zdalnie sterowanych aut znajdzie się na torze, musi skompletować swój sprzęt. To robi w zaciszu własnego domu. Nadchodzi jednak moment spotkania w szerszym gronie. I o to też chodzi. - Faceci też potrzebują ze sobą pobyć - mówi Pozdał. - Poczuć radość, wspólnotę do świadczeń, to jest bardzo ważne dla ich poczucia tożsamości. Dzielenie tego samego hobby jest doskonałym pretekstem do wspólnego spędzania czasu. - Bycie członkiem takiej społeczności pozwala czerpać przyjemność ze wzajemnych kontaktów, ale daje też pole do współzawodniczenia - uzupełnia Zalewska. Po prostu, człowiek jest istotą społeczną.

Marcin "Żbik" Żbikowski, jeden z AFOLi - od Adult Fans of Lego, czyli dorosły fan duńskich klocków - opowiada, że gdy tylko może, spotyka się ze swoimi kolegami "po fachu". - Na co dzień komunikujemy się przez internet - opowiada. - Ale co jakiś czas widzimy się na tzw. integracjach. To są spotkania, podczas których rozmawiamy o tym, nad czym pracujemy, o swoich planach, przynosimy swoje modele. Kilka razy do roku członkowie zrzeszeni w LUG Polu - polskim klubie dorosłych fanów Lego - spotykają się w szerszym gronie - organizują wystawy swoich prac.

3
Fot. Shutterstock Fot. Shutterstock

Umarł patriarchat, niech żyje dzieciństwo

Michał Pozdał w dziecięcych hobby widzi też potrzebę kontroli. - Być może to jest tak, że jak mężczyźni utracili kontrolę po upadku patriarchatu, to jej szukają w tych zabawach. Tam mogą stwarzać swój świat, nad którym w pełni panują - dywaguje. - Nawet jeśli tak jest, to też bardzo fajnie.

Pozdał jest bowiem zdania, że w żadnym wypadku nie można mówić o hobby dorosłych facetów w kategoriach infantylizacji. - Powiem wręcz w kontrze: bardziej mi się to kojarzy z dojrzałością - mówi. - Naprawdę dojrzała osoba to jest taka, która wytrzymuje ambiwalencję i różnorodność swoich potrzeb i emocji. Inaczej mówiąc - facet, który odnajduje w sobie potrzebę, nazywa ją i daje sobie prawo do jej zaspokojenia, jest zazwyczaj bardzo dojrzały. Więc tata, który kupując kolejkę dzieciom, przyznaje, że tak naprawdę sam chce ją mieć, jest w porządku.

- Ten czas zabawy spędzony na podłodze jest bardzo ważny - dzięki temu, że zaspokaja swoją potrzebę, nawet jeśli jest ona związana z dziecięcą zabawką, taki mężczyzna może być bardziej dorosły w innych aspektach - mówi ekspert.

Tak sprawę widzi specjalista, a jak reaguje najbliższe otoczenie? Rafał Frąckiewicz nie ma z tym specjalnego problemu. Jako student politologii przekonał nawet swojego promotora i napisał pracę magisterską pod tytułem "Upadek federalizmu amerykańskiego w oparciu o konstrukcję "Gwiezdnych wojen" George'a Lucasa". - Mogłem połączyć pasję z nauką - mówi.

W odbiorze jego zainteresowania pewnie pomaga to, że wskakując w strój bohatera "Gwiezdnych wojen", udziela się charytatywnie. - Bierzemy udział w rozmaitych zbiórkach pieniędzy, odwiedzamy dzieci w domach dziecka, w szpitalach, chodzimy do szkół, przedszkoli, pokazujemy, że ta ciemna strona nie musi być zła - opowiada.

Jak sobie poradzić z krytyką oraz komentarzami negatywnymi? - To jest pytanie o to, jak postawić granice, jak się upomnieć o swoje, o czas dla siebie - odpowiada Michał Pozdał. I dodaje: - Dla takiego Lewandowskiego gra w piłkę to przecież nie tylko zawód, to jest jego hobby, pasja. Akurat u niego jest to kopanie piłki, a u innego układanie klocków - podsumowuje.

"Nie ma co ukrywać, w każdym facecie tkwi dziecko" - to zdanie słyszę od każdego z moich rozmówców. I wszystko jest w porządku, dopóki hobby nie stoi w konflikcie z życiem codziennym. Może się jednak zdarzyć i odwrotnie - to domownicy się dołączą. Rafał Frąckiewicz śmieje się, że jego żona jeszcze przed ślubem obejrzała wszystkie części "Gwiezdnych wojen". Dziś w pełni akceptuje jego pasję. Ostatnio nawet przywiozła z zagranicy koszulkę, którą Rafał założył na grudniową premierę nowego filmu. Bo 18 grudnia w kinach na "Przebudzeniu mocy" było pewnie co najmniej  tylu mężczyzn, co dzieci.

4
Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

Mity o hobby

Każdy, kto pielęgnuje nietypowe hobby, musi się zmierzyć z nie zawsze przychylnymi komentarzami otoczenia. - Całe życie wmawiano mi, że posiadanie własnego hobby jest czymś dobrym. Bo pasja rozwija, rekruterzy na rozmowach kwalifikacyjnych wręcz zabijają się o osoby piszące w CV o "malarstwie włoskim XVII w." oraz "oświeceniowej filozofii Kanta" - pisze Natalia Dołżycka, która prowadzi blog Jestemgeekiem.pl. - A teraz pomyślcie o tym, co się dzieje, gdy napiszecie "gry komputerowe", "fantastyka" albo - nie daj Boże - "odtwórstwo historyczne" - dodaje.

Dołżycka świetnie rozprawia się z najczęściej zasłyszanymi docinkami, a wie, o czym mówi, bo sama jest geekiem. Geek to człowiek, który pogłębia swoją wiedzę i umiejętności w jakiejś dziedzinie w stopniu daleko wykraczającym poza zwykłe hobby.

MIT 1
To zabawa dla dzieci

Bo, jak wiadomo, w fantastyce szeroko pojętej chodzi o to, że są smoki i rycerze w lśniącej zbroi. Niepoważny dla "ludzi dorosłych" jest cały ten pierwiastek fantastyczny - nieważne, czy w książce, filmie czy grze. Ale w czym ambitna literatura fantastyczna jest gorsza od dobrej książki bez nadprzyrodzonego pierwiastka? A granie, nawet w najbardziej odmóżdżającą grę, od oglądania "Na Wspólnej"?

MIT 2
Zajmij się wreszcie czymś pożyteczniejszym...

No właśnie. Na przykład wyjdź na dwór, zmyj naczynia, pójdź z kolegami na piwo albo z koleżankami na zakupy.

Nie łudź się, gdy słyszysz taki argument, wcale nie chodzi o to, żebyś zaczął nagle zgłębiać tajniki teatru szekspirowskiego. Chodzi o małą paranoję związaną z zainteresowaniami, które wykraczają poza kanon, o swoisty kodeks postępowania Każdego Dorosłego Człowieka. A przecież czytanie uczy pisania. RPG - odczuwania i kontaktów z innymi. Gry wideo - refleksu, zręczności oraz uwagi.

MIT 3
To cię tylko ogłupia!

Dokładnie to samo można powiedzieć o wędkarstwie (siedzą tylko i moczą te kije...), oglądaniu piłki nożnej czy pieleniu ogródka. Każde hobby może ogłupiać, tak jak i każde może rozwijać. Odtwórstwo historyczne? Ci ludzie wiedzą o odtwarzanym okresie historycznym mogliby zawstydzić niejednego hitoryka, a umiejętnościami wytwarzania przedmiotów zgodnych z epoką - niejednego etnologa!

Wszystkie wypowiedzi dotyczące mitów pochodzą z bloga Natalii Dołżyckiej Jestem geekiem.pl.

5
Fot. Agata Grzybowska Fot. Agata Grzybowska

Ile kosztuje hobby

Górnego limitu nie ma - to mówią wszyscy. Rafał Frąckiewicz, który na co dzień zajmuje się koordynacją projektów w regionalnej organizacji turystycznej, a po godzinach jest fanem "Gwiezdnych wojen", wydaje na hobby kilka tysięcy złotych rocznie. Możliwości są ogromne, właściwie stale wychodzą jakieś książki, komiksy, figurki, gry komputerowe - ceny zaczynają się od 40-50 zł. Za hełm do postaci szturmowca trzeba zapłacić ok. 300 dolarów, a na przykład zbroja Dartha Vadera to już koszt co najmniej 10 tys. zł. Repliki elementów z filmu są jeszcze droższe, np. zamrożony Han Solo z "Powrotu Jedi" kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, działające roboty w skali 1:1 to dziesiątki tysięcy dolarów. Są dostępne również mniejsze roboty - za droida BB-8 o wielkości piłki tenisowej, który jest maskotką "Przebudzenia mocy" (czyli siódmego epizodu "Gwiezdnych wojen"), trzeba zapłacić ok. 700 zł.

Także Marcin "Żbik Żbikowski z Trójmiasta wydaje na swoje hobby w skali roku kilka tysięcy złotych. Pracownik jednej z linii lotniczych, specjalista ds. danych aeronautycznych, buduje modele z klocków Lego. Nad jednym projektem potrafi pracować nawet kilkanaście miesięcy. Klocki - nawet najmniejsze elementy - można kupować na sztuki. Ceny zaczyna ją się od kilku groszy, jednak dorośli fani klocków potrzebują ich na jeden projekt kilka, kilkanaście tysięcy. Najdroższym zestawem jest Sokół Millenium (10179 Mil len nium Fal con - UCS). Już nie jest produkowany, na rynku wtórnym kosztuje około 20 ty s. zł. Za w miarę porządny samochód zdalnie sterowany trzeba zapłacić co najmniej 600 zł. Przyzwoity model, który trzeba samemu złożyć, kosztuje około tysiąca złotych. - Górnej granicy nie ma - mówi Marcin Jasiulewicz ze sklepu z modelami takich pojazdów. Ciężarówka z całym osprzętem to koszt 6-8 ty s. zł. A na jednym modelu zazwyczaj klienci nie poprzestają - mówi.

6
Fot. Wiktor Kubiak Fot. Wiktor Kubiak

Zabawa jest normalna

Z Wojciechem Bierońskim, psychologiem sportu i fanem gier komputerowych, rozmawia Anita Sobczak.

Anita Sobczak: Czy dorosły mężczyzna, który buduje z klocków Lego, przebiera się za lorda Vadera czy gra w gry komputerowe jest pana zdaniem dziecinny?

Wojciech Bieroński: Rozpatrywanie pasji i hobby pod kątem "dziecinności" mija się z celem. Autorzy takich sądów często nie zdają sobie sprawy, jak popularne wśród dorosłych są "dziecinne" zainteresowania. Przyjrzyjmy się choćby grom komputerowym. Według raportu Polish Gamers Research 2015 ponad połowa graczy komputerowych w Polsce ma co najmniej 25 lat. Pierwsze pokolenie, które od dzieciństwa "wychowywało" się na grach, dziś jest już w wieku średnim. Trudno więc mówić o dziecięcych hobby, gdy przeczy temu statystyka.

Czego mężczyźni szukają, pielęgnując takie hobby?

Tego samego co w wypadku mężczyzn, dla których pasją są koncerty, chodzenie po górach lub samochody. Radości, samorealizacji, spełnienia nie tylko w życiu rodzinnym i zawodowym, odskoczni. Nie zapominajmy również o pierwiastku chłopięcym, który podobno kryje się w każdym mężczyźnie. Może w tym kontekście to plus?

Jak określić granicę między zdziecinnieniem a "normalnym" hobby?

Odpowiem w oparciu o przykład. Jeszcze niedawno granie w gry planszowe uchodziło za niedzisiejsze hobby dla nerdów. Tymczasem w ciągu kilku lat dokonała się niebywała zmiana. Dziś granie w planszówki przeżywa renesans, jest "cool" i trendy, jak żywienie się zdrowo i oglądanie seriali. Widzimy zatem, że na to, co uważa się za "normalne", mocno wpływa aktualny kontekst społeczny. Kategoryzować więc można, ale chyba warto, by było to własne, wyrobione przez siebie zdanie, a nie pogląd narzucony z zewnątrz.

Z drugiej strony jak postawić sobie samemu granicę między normalnym życiem a wirtualnym?

Nad odpowiedzią na pytanie, kiedy pasja przestaje być pasją, a zaczyna być czymś, co szkodzi, psychologowie głowią się od dawna. I nie ma tu odpowiedzi, która pasowałyby do wszystkich ludzi. Jest to kwestia bardzo indywidualna. Z jednej strony, hobby powinno wciągać - na tym to przecież polega, że nasza pasja nas mocno angażuje i kręci. Z drugiej strony, gdzieś jest ta granica, po przekroczeniu której fascynacja czymś zaczyna rodzić problemy. Jak jej nie przekroczyć? Myślę, że ważne jest to, by zawsze mieć świadomość, że hobby to tylko i aż hobby, a obok nas są inni ludzie.

7