10 najważniejszych samochodów dekady

ZLLL
1001 KM pod maską, elektro-spalinowa hybryda, świetny Fiat z Polski... Oto subiektywny wybór aut, które zmieniły świat motoryzacji.

Bugatti Veyron

 

Bugatti Veyron

 

Veyron pojawił się dopiero w połowie pierwszej dekady XXI w., ale bez wątpienia jest jednym z najważniejszych samochodów dekady.

Co więcej ? jest samochodem, bez którego ta dekada w zupełności mogłaby się obyć.

Jest niepotrzebnym, przesadzonym, niemal festyniarskim popisem techniki o dość plebejskim rodowodzie. Jak powiedział o nim Gordon Murray, który zaprojektował (niestety jeszcze w XX w.) McLarena F1, jedno z najcudowniejszych aut świata - Veyron to najbardziej bezsensowny samochód na tym globie. A jednak nie sposób sobie wyobrazić listy ważnych aut bez niego. Wszyscy wiedzą, że jest najszybszy i najmocniejszy, więc cytowanie parametrów i osiągów nie ma sensu. Ciekawe jest jednak, że to auto nie spełnia oczekiwań producenta. Wydawało się, że Bugatti, które uzyskało Veyronem natychmiastowy i całkowity monopol na supersamochody, będzie rozdawać karty w branży. Tymczasem okazuje się, że lepiej się sprzedają i więcej zysku przynoszą auta klasy Ferrari, Lamborghini czy nawet Koenigsegg, a model biznesowy Veyrona przestaje mieć sens. Stąd coraz droższe, coraz bardziej limitowane edycje Veyronów, sprzedawane posiadaczom starych veyronów. Veyron robi ogromne wrażenie ? ale przyszłości motoryzacji nie tworzy.

1

Mini

 

Mini

 

Choć pionierem w odgrzewaniu dobrych pomysłów był Volkswagen ze swoim nowym Garbusem, to o nowym Garbusie wstyd wspominać, a Mini święci tryumfy.

Wprowadzony na rynek w 2001 r. samochodzik łączy w sobie cechy pierwowzoru - świetne zawieszenie, dynamiczne silniki i, oczywiście, niewielkie rozmiary - z cechami nowego właściciela marki Mini. Technologia i jakość wykonania rodem z BMW idzie w parze z ceną. Nowe Mini nie miało być hołdem dla auta, które zmotoryzowało Wielką Brytanię. Nowe Mini to hołd dla wszystkich mieszkańców wielkich miast uznających się za awangardę. Wysoka cena? Co to dla awangardy!

Inżynierowie BMW postawili sobie podczas projektowania Mini jasny cel - zrobić najlepiej prowadzący się samochód z przednim napędem na świecie - i to się udało. Płaci się za to twardym zawieszeniem i dość ciężko kręcącą się kierownicą, ale Mini odpłaca fenomenalnymi właściwościami jezdnymi. I nieważne, czy jest to podstawowy model One, doładowany Cooper S czy wyczynowy John Cooper Works. Benzynowy czy Diesel, Mini do dziś pokazuje innym producentom, jak należy robić świetny, stylowy samochód.

2

Fiat Panda

 

Fiat Panda

 

Następca Seicento został nazwany Pandą w nawiązaniu do ulubionego modelu Włochów, którzy poprzednią Pandę katowali na miliony wymyślnych sposobów.

Na szczęście poza nazwą nowa Panda nie ma z wcześniejszym autem nic wspólnego. Tak jak stara Panda była zbiorem raczej luźno połączonych części, tak nowa - produkowana wyłącznie w Tychach - jest wzorem jakości. Dlatego sprzedaje się świetnie nie tylko we Włoszech, ale jest popularna w całej Europie (w Polsce to jedno z najbardziej poszukiwanych aut). Jest kapitalnie uniwersalna: nadaje się zarówno na samochód dla niedzielnego kierowcy, jak i na mały "hot-hatch" (czyli szybki kompakt, w wersji Panda 100HP). Dzięki niewielkiej masie model z napędem na cztery koła potrafi zawstydzić w terenie niejeden samochód mieniący się prawdziwą terenówką.

Dlaczego Panda jest ważnym samochodem? Bo daje dowód na to, że włoski pomysł na małe, niedrogie auto, datujący się jeszcze na lata 50. XX w., był dobry - ale do pełni sukcesu potrzebował polskiej jakości.

3

Honda Civic Type R

 

Honda Civic Type R

 

Druga generacja Hondy Civic Type R będzie dla nas ostatnią.

Od 1 stycznia 2011 r. nie będzie można CTR kupić w Europie. Padł ofiarą przepisów ograniczających emisję szkodliwych substancji. Civic Type R ("R" jak "Racing") był jednym tych samochodów, które realizowały jakąś definicję w stu procentach. W tym przypadku chodzi o definicję "hot-hatcha" - kompaktu z bardzo mocnym silnikiem i poprawionym w stosunku do "cywilnego" pierwowzoru zawieszeniem. A przy tym - niezmuszającego do rezygnacji z pięciu siedzeń, niezłego bagażnika i codziennej użyteczności. CTR już w 2001 r. został uznany za najlepszy hot-hatch na rynku, a kolejne lata umacniały jego dominację. 200-konne auto przyspieszało do setki w 6,4 s i doskonale spisywało się w zakrętach. Ogromnym zaskoczeniem był więc model 2006. Pod kosmiczną karoserią krył znacznie prostsze zawieszenie ze sztywną tylną belką. Dziennikarze wieszczyli katastrofę. Przedwcześnie - okazało się, że Honda potrafi zrobić auto z prostym zawieszeniem, a jednak jeszcze lepsze od skomplikowanego poprzednika. Legendę grzebie ona sama - silnik K20A nie spełnia europejskich norm. Honda nie ma innej jednostki, która mogłaby napędzać to auto. Żegnaj, CTR.

4

Tesla Roadster

 

Tesla Roadster

 

To wprawdzie składak, ale chcielibyście mieć tak bajerancki składak z takich elementów.

Tesla Roadster bazuje na doskonałym podwoziu Lotusa Elise, zmodyfikowanym jednak zgodnie z wymaganiami projektantów Tesli. Między innymi te wymagania sprawiają, że Tesla (od 84 tysięcy euro) jest znacznie droższa od Lotusa. Ale przede wszystkim chodzi o napęd. Tesla jest najstarszym i póki co najdoskonalszym elektrycznym samochodem sportowym. To nie jest meleks na sterydach. Mówimy tutaj o przyspieszeniu 3,7 s do 100 km/h. Mówimy o doskonałym prowadzeniu, które zawdzięcza konstrukcji Lotusa. Ale mówimy tutaj również o zasięgu niemal 400 km na jednym ładowaniu, co jest wynikiem fenomenalnym. Jazda teslą daje miłośnikom sportowych samochodów zupełnie nowe wrażenia. Silnik elektryczny rozwija moc 290 KM, a maksymalny moment obrotowy dostępny jest przy każdej prędkości obrotowej wału - co oznacza, że rozpędzanie się daje odczucie takie, jakby ktoś wam zamocował rakietę w plecaku. Tyle że Tesla jest niemal zupełnie bezgłośna. I póki co prawie o niej nie słychać w Polsce, choć można czasem zobaczyć ją pod jednym z warszawskich biurowców. Ale jeśli to ma być przyszłość - to ja poproszę dwa razy!

5

Mitsubishi Lancer Evolution VII

 

Mitsubishi Lancer Evolution VII

 

Dla najbardziej zatwardziałych fanów rajdówek Evo VII było zdradą.

Dla tych, którzy zdążyli wyrosnąć z marzeń o pójściu w ślady Mäkinena, ale wciąż bawi ich szybka jazda po szutrach tym samym autem, którym można jeździć do biura - Evo VII było propozycją idealną. Z klimatyzacją, wygodnymi siedzeniami i radiem. Paradoksalnie Lancer Evolution VII, 280-konny sedan z napędem na cztery koła i dwulitrowym, turbodoładowanym silnikiem, był pierwszym gwoździem do trumny wyczynowego Lancera. Zbyt ciężki i gorzej skręcający od konkurencyjnych WRC, stał się za to pierwszym Evo dostępnym nabywcom bez ograniczeń. Poprzednie wersje auta zwyciężającego czterokrotnie w mistrzostwach świata produkowano w seriach po 2500 sztuk. O Evo VII prezes Mitsubishi powiedział: zrobimy ich dokładnie tyle, ile będziecie chcieć. Może i gorsze na odcinkach specjalnych, Evo VII (i jego następcy) jest kapitalnym samochodem na co dzień. Owszem, pali dość sporo, ale dzięki zastosowaniu platformy Lancera Cedia - większego i pozwalającego na zastosowanie lepszego zawieszenia - jest wygodniejsze w codziennej jeździe. Setka poniżej 5 s, 250 km/h i pięć miejsc. Lepiej od Astona Martina Rapide.

6

Škoda Octavia

 

Škoda Octavia

 

Najpopularniejszy od lat samochód w Polsce jest również jednym z najważniejszych.

To znakomity przykład na to, jak wiele można wycisnąć z zupełnie przeciętnych składników.

Octavia jest zbudowana na płycie podłogowej VW Golfa, czyli auta znacznie mniejszego, i udaje rozmiarami samochód wyższej klasy, choć w nie ma w środku więcej miejsca. Ma za to znacznie większy, wręcz gigantyczny w tej klasie bagażnik o pojemności 548 l. I nie jest kompaktem, a pełnoprawnym samochodem rodzinnym. I dlatego sprzedaje się tak dobrze. Również dzięki konsekwentnej, godnej najwyższego podziwu strategii doboru silników i wyposażenia. Koncern Volkswagena co jakiś czas wypuszcza nowości, które sonduje właśnie w Škodach, sprawdzając, czy klienci są już gotowi. Stąd w Oktawii silniczek o pojemności 1,2 l z turbodoładowaniem (105 KM wystarcza wszak do jazdy). Wydaje się, że ten patent z "downsizingiem" ma szanse się sprawdzić, choć 1,2 turbo nadaje się najlepiej do miasta. Ale bardziej konserwatywni kierowcy znajdą ogromny wybór silników z palety grupy VW, ze skrzyniami ręcznymi i automatycznymi, napędem na przednią oś albo wszystkie koła, czterema rodzajami zawieszenia o różnym prześwicie i tysiącami innych opcji. To jest właśnie fenomen tego auta - niespecjalnie porywające podstawy, rozsądnie dobrane opcje, wysoka jakość wykonania i atrakcyjna cena. Jeżdżenie škodą w XXI w. nie jest obciachem.

7

Porsche 911

 

Porsche 911

 

Bez tej marki trudno sobie wyobrazić motoryzację, a jednak przez ostatnich 10 lat Porsche 911 doświadczyło kilku wzlotów i upadków.

XXI w. przywitało jako model 996 - z nieszczęsnymi przednimi lampami, których kształt przypominał jajko sadzone. Co gorsza - takie same lampy miał ówczesny tańszy Boxster, więc o awantury wśród koneserów nie było trudno. Wnętrze ucierpiało z powodu cięcia kosztów. Z drugiej strony, była to pierwsza 911 chłodzona wodą - jej osiągi były znacznie lepsze od poprzedników, a koszty utrzymania - wyraźnie niższe. Wszelkie wątpliwości co do kondycji Porsche rozwiał model 997 - czyli aktualna 911, odświeżona rok temu. To pierwszy samochód Porsche, który zużywa mniej niż 10 l na 100 km, wciąż osiągając ponad 300 km/h. To również dowód na to, że jeśli coś robi się wystarczająco długo, to dochodzi się do perfekcji - Porsche umieszcza silnik za tylną osią, co jest najgorszym miejscem, jakie na silnik można sobie wyobrazić. I produkuje samochody, które prowadzą się lepiej niż cokolwiek innego.

8

Mercedes klasy S

 

Mercedes klasy S

 

Oficjalnie Mercedes nazywa swoje największe auta klasą S od 1972 r., ale to rok 2010 przyniósł wydarzenie dla tej klasy bez precedensu.

Najbardziej luksusowy, największy mercedes otrzymał... czterocylindrowy silnik Diesla. Auto, którego sensem istnienia były wielkie silniki, idealne na niemieckie autostrady, otrzymało jednostkę z samochodu o dwie klasy niżej (2,2-litrowy diesel pochodzi z klasy C). Wstyd? Skądże znowu! To małe arcydzieło Mercedesa, nie zajmujące w komorze silnika klasy S zbyt wiele miejsca, jest wyjątkowe. Rozwija 204 KM i ma moment obrotowy o wartości 500 Nm. 15 lat temu, aby osiągnąć taką siłę, trzeba było zastosować w S-klasie pięciolitrowej pojemności silnik V8, zużywający ponad 16 l na 100 km. S 250 CDI zużywa średnio 5,7 l ON, emitując zaledwie 157 g CO2 na kilometr. I nie jest wcale zawalidrogą. Do setki rozpędza się w 7,8 s, prędkość maksymalna to 250 km/h. A że nie słychać potężnego silnika? Przecież w doskonale wygłuszonej S-klasie silnika nie słychać w ogóle...

9

Toyota Prius

 

Toyota Prius

 

Śmialiśmy się z hybryd, śmialiśmy, a okazało się, że to najważniejsze samochody drugiej dekady XXI w. i jest tylko jedno auto, do którego wszystkie hybrydy się porównuje. To Toyota Prius. Choć nikt nie pamięta, że zanim Prius wszedł do sprzedaży, jego największy konkurent, Honda Insight, notował już umiarkowane sukcesy.

Kluczy do sukcesu Priusa było kilka. Po pierwsze - użyteczność. Auto jest pięciodrzwiowe i pięciomiejscowe, a bagażnika da się używać. Po drugie - skuteczny napęd. Toyota pokazała Amerykanom, że można jeździć do miasta i z powrotem, zużywając mniej niż 5 litrów na 100 kilometrów. Po trzecie: marketing. Priusy rozdano celebrytom deklarującym swoje poparcie dla idei proekologicznych, pracowicie lobbowano nad zmianą przepisów, aby samochody hybrydowe miały prawo jeździć po pasach dla autobusów, a rząd dopłacał do nich w podatkach. W przeciwieństwie do Hondy, która po Insighcie zaczęła promować nieodróżniającego się od zwykłego modelu Civica Hybrid, Prius wyróżniał się stylizacją inną niż wszystkie Toyoty, stał się więc ostentacyjnym symbolem ekologicznej świadomości oraz synonimem słowa "hybryda".

 

 

Tekst: Wojtek Jakóbczyk

Zdjęcia: materiały prasowe (montaż)

10
Więcej na ten temat: honda, logo z klasą, mercedes, mini, porsche, samochody