Chcesz długo żyć? Unikaj tabletek nasennych

Maciej Kabsch
Czy brak snu może prowadzić do śmierci? Lekarze wciąż się o to spierają, ale co do jednego są już pewni: zabić mogą silne leki nasenne. W samych tylko USA umiera przez nie około pół miliona osób rocznie.
fot. Tish1/shutterstock.com fot. Tish1/shutterstock.com

Nie móc spać jak Michael Jackson

Fanów muzyki pop na całym świecie zmroziła informacja, że prawdopodobną przyczyną śmierci Michael'a Jacksona był chroniczny brak snu. Według telewizji CNN, amerykański gwiazdor mógł być pierwszym na świecie człowiekiem, który przeżył nie zapadając w fasę REM snu - kiedy pojawiają się marzenia senne, a pod powiekami szybko ruszają się gałki oczne - aż 60 dni.

Po nagłośnieniu tej informacji, zanim cierpiący na bezsenność Amerykanie rzucili się do aptek po kolejne tabletki nasenne (a wiele z tych najsilniejszych, w przeciwieństwie do Polski, w USA można nabyć bez recepty), lekarze zza oceanu podnieśli alarm: nie wiemy, czy to brak snu zabił Króla Popu, ale na pewno zaszkodziły mu same leki na bezsenność. Istotnie, Jackson szedł spać tylko na chwilę w ciągu doby i nie odczuwał potem zmęczenia, a pomagać miał mu w tym silny preparat o nazwie propofol.

Jak wyjaśnia w tygodniku TIME prof. Jerome Siegel z Uniwersytetu Kalifornijskiego, tylko raz w historii przeprowadzono eksperyment na szczurach, który udowodnił, że długotrwały brak snu może doprowadzić do śmierci. Okrutnej metody oficjalnie nie zastosowano nigdy wobec żadnego innego gatunku. Nie znamy więc póki co bardziej dotkliwych konsekwencji bezsenności, niż np. problemy z koncentracją i pamięcią, stres czy prowadzące do otyłości zaburzenia metabolizmu.

Tymczasem coraz większym problemem na świecie staje się liczba osób uzależnionych od tabletek nasennych, która w samych tylko USA sięga już 30 milionów. Niczym kubeł zimnej wody podziałał też na lekarzy raport o tych lekach, opublikowany niedawno w specjalistycznym BMJ Open Journal. Amerykańscy naukowcy przez dwa i pół roku obserwowali 10 tys. pacjentów, którzy przyjmowali silne leki na receptę, a także 23 tys. kolejnych osób, które z różnych powodów - wiekowych lub zdrowotnych - musiały leczyć bezsenność innymi metodami.

Komentujący raport dziennik The Guardian ostrzega, że dostępne na receptę również w Polsce leki benzodiazepinowe, takie jak temazepam i zolpidem aż czterokrotnie zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci i umiera z ich powodu w samych tylko USA pół miliona osób rocznie.

1
fot. Twin Design/shutterstock.com fot. Twin Design/shutterstock.com

Po pierwsze: nie szkodzić

Na duże niebezpieczeństwo narażeni są nawet pacjenci, którzy przyjmują je w trakcie bardzo krótkich terapii. Raport potwierdził też, o czym lekarze wiedzieli od już dawna, że wiele z silnych leków nasennych zwiększa ryzyko raka.

Skoro leki są  niebezpieczne, jak mają sobie radzić osoby z bezsennością? Prof. Jerome Siegel radzi, aby przede wszystkim próbować leczyć się naturalnie - bez substancji psychoaktywnych - i nie panikować. Okazjonalne problemy ze spaniem dotyczą bowiem dużej części ludzkiej populacji i wcale nie muszą się wiązać ze stanem chorobowym.

Najgorszym, co według Siegiela można sobie zrobić, jest wspomaganie się w ciągu dnia kawą i napojami energetycznymi, a potem chodzenie na chwilę spać na tabletkach nasennych. Znają dobrze ten system niektórzy uczący się do egzaminów studenci, albo kierowcy ciężarówek. Problem w tym, że silne leki benzodiazepinowe i niebenzodiazepinowe 'usypiają' prawie wszystkie organy ludzkiego organizmu, poza mózgiem, który to paradoksalnie chciałoby się w krótkiej przerwie od pracy 'wyłączyć'.

Po drzemce na lekach człowiek może myśleć, że jest wypoczęty, ale jego mózg w tym czasie nie zdołał wejść w fazę REM snu, jak u Michael'a Jacksona. To zupełnie tak, jakbyśmy wypychali sobie żołądek celulozą, która zamiast dostarczać organizmowi substancji odżywczych, likwiduje tylko uczucie łaknienia. A tego również prawdopodobnie nikt nie byłby w stanie długo wytrzymać.

2
Więcej na ten temat: dbaj o siebie