Jorge Mendes i jego miliony

Radosław Nawrot
Przełom sierpnia i września, ostatnie dni okienka transferowego w Europie, to najbardziej szalone dni w piłce nożnej. Królem tego świata jest pewien Portugalczyk, były DJ.
Fot. efecreata mediagroup / Shutterstock.com Fot. efecreata mediagroup / Shutterstock.com

Setki milionów

Po łączach bankowych płyną wtedy setki milionów euro. Piłkarze załatwiają sobie pensje, dzięki którym w miesiąc zarobią więcej niż my przez całe życie. Kluby licytują, negocjują, kupują i sprzedają. A procenty od każdej z tych transakcji wędrują do... agentów. Nie ma wśród nich potężniejszego gracza niż Jorge Mendes. A przecież jeszcze w 2002 r., gdy na lotnisku w Lizbonie publicznie pobił się z najlepszym wtedy portugalskim menedżerem Jose Veigą, traktowano go jedynie jako awanturnika. Dzisiaj stoi za największymi transferami tego świata.

DJ USTAWI CI KARIERĘ

W styczniu 2013 r. Gabriele Marcotti napisał o nim w "The Wall Street Journal" tak: "Możemy sobie wyobrazić taką oto, na razie domniemaną sytuację, gdy ten człowiek zbierze wszystkich swoich klientów, łącznie z trenerem Jose Mourinho, i zaproponuje ich za jednym razem jakiemuś nowobogackiemu miliarderowi u sterów wybranego przez niego klubu, który chce w krótkim czasie zaistnieć w świecie futbolu. Taki zespół, nazwijmy go Mendes United, byłby imponującą siłą w piłce i poważnym kandydatem do pozycji numer jeden w świecie. Powstałby bez rozbijania banku przy ustalaniu kwot transferowych".

Tekst zatytułował "Jak stać się właścicielem klubu bez kupowania kogokolwiek" i opublikował go, by pokazać, jak wielkie, zakulisowe znaczenie w światowej piłce nożnej zaczął odgrywać w ostatnich latach ten portugalski mene - dżer, który swą karierę rozpoczął w 1997 r. od koczowania pod biurem klubu Deportivo La Coruna, tak jak studenci koczują, by zapisać się na egzamin.

Chciał uzyskać spotkanie z władzami klubu. Wcześniej złożył bowiem obietnicę bramkarzowi Nuno Espirito Santo podczas podpisywania z nim swej pierwszej umowy menedżerskiej. Bramkarz ten - dzisiaj trener FC Porto, a do niedawna hiszpańskiej FC Valencii - kończył wtedy kontrakt z portugalskim klubem Vitoria Guimaraes. Był juz po wstępnych rozmowach z FC Porto, chciał tam iść, ale wtedy na dyskotece w klubie Alfandega w Caminha na północy Portugalii spotkał młodego DJ-a, który bardzo chciał być menedżerem. Miał duży dar przekonywania i obiecał mu, że wynegocjuje na lepszych warunkach transfer do Deportivo La Coruna.

Teraz wystawał pod klubem, by to załatwić. I załatwił.

1
ALEX MORTON ALEX MORTON

Wyzwanie dla samca alfa

Z Jose Veigą pobił się pięć lat później, gdy nie pracował już w dyskotekach, tylko rozpychał się łokciami na portugalskim rynku transferowym. Coraz bardziej skuteczny i sprytny, wykorzystał konflikt klubu FC Porto ze swoim rywalem. Poszło o Sergia Conceicao - jednego z najlepszych piłkarzy portugalskich podczas Euro 2000, rosnącą gwiazdę piłki nożnej w tym kraju. Veiga próbował go umieścić w lidze włoskiej, co władzom klubu z Porto się nie spodobało.

A trzeba pamiętać, że był to wtedy najmocniejszy menedżer w Portugalii. Jego firma zajmowała się interesami wszystkich najważniejszych piłkarzy portugalskich tamtego okresu, ze słynnym wówczas Luisem Figo, a także młodziutkim Cristiano Ronaldo włącznie. Stabilna współpraca między Jose Veigą a dużymi klubami w kraju (zwłaszcza FC Porto) była pewnym dogmatem. Jorge Mendes bezpardonowo ją zaburzył. Gdy władze FC Porto obraziły się na Veigę, natychmiast do nich uderzył. Veiga się wściekł, zarzucił Mendesowi niecne praktyki, próby podkupienia mu zawodników (np. Luisa Figo) i przejęcia jego interesów. W istocie miał rację - Mendes to właśnie robił. Dwaj menedżerowie - schodzący z rynku i właśnie na niego wchodzący - w maju 2002 r. wyszli na lizbońskim lotnisku Portela na solo na pięści, ku zażenowaniu obserwujących to pasażerów. Rozdzielał ich włoski dziennikarz "Tutto Calcio".

2
SERGIO PEREZ/REUTERS SERGIO PEREZ/REUTERS

Prawie właściciel Realu

Trzy lata później Veigi w ogóle nie było już na rynku menedżerskim. W tym samym czasie Mendes wyciągał następnych zawodników z portoflio kolejnych agentów. Z czasem trafili do niego najsłynniejsi gracze świata, którzy przewinęli się przez Portugalię i Hiszpanię - Cristiano Ronaldo, James Rodriguez, Radamel Falcao, Nani, Pepe, Diego Costa, Thiago Silva, Angel Di Maria i inni. W 2016 r. to ponad 50 graczy, głównie Portugalczyków (bywało, że w kadrze portugalskiej na duże turnieje miał u siebie 20 z 23 zawodników), ale także zawodników z Kolumbii, Brazylii, Argentyny, Meksyku czy Peru.

Przejście Cristiano Ronaldo z Manchesteru United do Realu Madryt za ponad 90 milionów euro było niewątpliwie najgłośniejszym jego transferem, ale to także on przekonał rosyjski klub Zenit St. Petersburg, że Danny jest wart 30 milionów euro. Także Mendes przeprowadził Pepe z FC Porto do Realu Madryt za podobną kwotę, a Angela Di Marię za 33 miliony. On stał za transferem Radamela Falcao do Atletico Madryt czy Ricardo Carvalho do Chelsea. Kolumbijczyka Falcao chciał sprzedać Realowi Madryt, ale nie wyszło. Prezes madryckiego klubu Florentino Perez powiedział wtedy z uśmiechem: "Gdybym wziął Falcao, musiałbym zrzec się prezesury i dostałby ją Mendes. Miałby prawie wszystkich naszych graczy". To miał być taki żart, ale gdyby się nad tym zastanowić...

Większość głośnych transferów ostatnich 10 lat to robota Mendesa. Nawet Ricardo Quaresmę udało mu się korzystnie sprzedać do Interu Mediolan, mimo jego wcześniejszej klapy w barwach FC Barcelony.

3
SERGIO PEREZ/REUTERS SERGIO PEREZ/REUTERS

3,6 mln za totalną klapę

Powiadano o nim, że jest cyniczny i bezwzględny, co w zawodzie menedżera piłkarskiego przyczynia się do sukcesu. - Nie jestem cyniczny. Jestem jedynie szczery. I szczerze powiem: także skuteczny - mawia o sobie. Ma jeszcze jeden bardzo ceniony w tym fachu walor. Rzadko się myli.

Znaleźlibyśmy np. Bebe, uchodzącego za wielki talent skrzydłowego z Wysp Zielonego Przylądka, którego Mendes wepchnął Manchesterowi United i samemu Alexowi Fergusonowi w 2010 r. Załatwił to w typowy dla siebie sposób - przekonał zawodnika do wypowiedzenia umowy dotychczasowemu menedżerowi. Manewr Mendesa był sprytny - Bebe przedłużył umowę ze swoim klubem Vitorią Guimaraes z zawartą w niej klauzulą odstępnego w wysokości 9 mln euro. Krótko po tym kwotę tę położył na stół Manchester United, a Vitoria dostała z niej zaledwie 60 proc. Resztę skasował agent - 30 proc. za odkupione od zawodnika prawa do kwoty transferowej oraz 10 proc. prowizji. Łącznie 3,6 mln euro za gracza, który w barwach Manchesteru United rozegrał...  dwa mecze. Jakim cudem Mendesowi udało się przekonać sir Alexa, by wziął Bebe, a nie Jamesa Rodrígueza - pozostaje już tajemnicą jego warsztatu.

Dziennikarz Antonio Carlo z barcelońskiego tygodnika "Don Balon" mówił o Mendesie, że to hipnotyzer. Bije od niego charyzma, pewność siebie, potrafi wytworzyć w rozmówcy absolutne przekonanie, że załatwi wszystko. I rzeczywiście, najczęściej załatwia. Z wartego 7 milionów euro Kolumbijczyka Jamesa Rodrigueza zrobił zawodnika, który poszedł do AS Monaco za 45 milionów euro, by wreszcie wylądować w Realu Madryt za 80 milionów. Wszystko to w ciągu czterech lat.

4
ANDREW KELLY / REUTERS / REUTERS ANDREW KELLY / REUTERS / REUTERS

Ekipa za miliard. Plus Pele

Według gazety "The Independent" rekordowe zyski dał Jorge Mendesowi jednak nie James Rodriguez, ale francuski obrońca Eliaquim Mangala, który w 2014 r. trafił z FC Porto do Manchesteru City. Mendes skasował za niego nie tylko 10 proc. prowizji, ale również 20 proc. należne założonemu przez niego funduszowi, który miał prawa transferowe do tego gracza. Łącznie dało to niemal 18 mln euro. Niewiele mniej, bo 15 mln, przyniosło mu przejście Andersona Oliveiry z FC Porto do Manchesteru United, także na mocy praw należnych mu poza zwykłą prowizją.

Gdyby zliczyć kontrakty wszystkich aktualnych piłkarzy GestiFute International (właściwie Gestao de Carreiras de Profissionais Desportivos), czyli agencji menedżerskiej Jorge Mendesa, uzbierałoby się ok. 950 milionów euro. To zabawne, bo kadra Realu Madryt nie jest warta nawet 700 milionów. To uzasadnia tezę, że nie ma potężniejszej osoby w świecie futbolu. Co więcej - nie ma potężniejszej instytucji niż GestiFute. I że gdyby Jorge Mendes zdecydował się w jednej chwili ze wszystkich swoich piłkarzy stworzyć własny klub, nikt nie mógłby się z nim równać.

Na świecie przebijają go tylko menedżerowie w baseballu i futbolu amerykańskim w USA, ale piłka nożna należy do Jorge Mendesa. Zdumiewające, ale ten człowiek ma nawet prawo do 15 proc. praw majątkowych związanych z wize­runkiem Pelego, najsłynniejszego piłkarza świata!

5
STEFAN WERMUTH/REUTERS STEFAN WERMUTH/REUTERS

Podpisz tutaj i nie pytaj

Jak pisał "The Telegraph", Jorge Mendes ma zaskakujący wpływ na ludzi i niepokojący poziom kontroli losów swo ich klientów. To on decyduje, kto i gdzie zagra. Periodyk podaje przykład transferu Diego Costy do Atletico Madryt, za którym także stał ten agent. - Jorge kazał mi po prostu wsiąść do samolotu do Madrytu. Nie wiedziałem, po co tam lecimy. Na miejscu zabrał mnie do domu faceta, którego nawet nie znałem, a którym okazał się dyrektor sportowy klubu Atletico, Jesus Garcia Pitarch. I kazał podpisać umowę - wspominał Costa.

Portugalczyk ponoć potrafi też omotać i niemal uwięzić w zapisach kontraktowych swoich piłkarzy. Dzięki temu decyduje o ich karierach, w porozumieniu ze swoimi stałymi partnerami biznesowymi, wśród których na miejsce pierwsze wybija się Jose Mourinho, najsłynniejszy bodaj trener świata. "The Special One" - podobnie jak większość piłkarzy - dla Mendesa zostawił swojego dotychczasowego agenta. Krótko potem znalazł się w Chelsea Londyn po raz pierwszy. Gdy zaś do londyńskiego imperium oligarchy Romana Abramowicza wrócił przed trzema laty, pociągnął za sobą spora gromadkę klientów GestiFute. Mendes proponował, Mou­rinho przedstawiał Abramowiczowi, ten podpisywał czek. Teraz Mourinho jest w Manchesterze United. Ponoć to też sprawka Mendesa. Chciał nie tylko załatwić dobry kontrakt swojemu klientowi, ale też zemścić się na Louisie van Gaalu, dotychczasowym trenerze United. Ten bowiem miał źle traktować klientów Mendesa - Radamela Falcao, Angela Di Marię i Davida De Geę. Sam Mendes już od grudnia rozsiewał po mediach plotki, że ster klubu z Manchesteru obejmie od nowego sezonu jego podopieczny. Kwestią otwartą pozostaje, na ile relacjonował, a na ile kreował fakty.

6
materiały prasowe materiały prasowe

Wilk z Ball Street

Od sześciu lat przyznawany przez FIFę tytuł Agenta Roku trafia corocznie do Jorge Mendesa. Kto jednak wie, czy nie trafi w końcu do niego także korespondencja z prokuratury. Portugalski wymiar sprawiedliwości prowadzi śledztwo o kryptonimie "Markiz". Operacja ta ma na celu powstrzymanie wyprowadzania pieniędzy z Portugalii do rajów podatkowych, dotyczy m.in. byłego premiera kraju. Jedną z podejrzanych jest Barbara Vara, córka byłego ministra sportu i ważna pracowniczka GestiFute. Mendesa to - póki co - nie dotyczy, ale ciążą na nim zarzuty związane z oszustwami finansowymi przy okazji transferów w Hiszpanii. Doniósł na niego wiceprezes Valencii CF Miguel Zorio, wściekły za wyrolowanie przy jednym z transferów. Zorio twierdzi, że w porozumieniu z poprzednimi władzami walenckiego klubu Mendes zawyżał ceny graczy, by wyłudzić z klubu pieniądze i podzielić się nimi z eks-prezesem Amadeo Salvo.

Już teraz mówi się o Mendesie, że to piłkarski "Wilk z Wall Street" i - tak jak Jordan Belfort - w końcu wpadnie w ręce prokuratorów prześwietlających bezustannie jego konta i interesy.

Na razie jednak on sobie z tego nic nie robi, tylko kręci kolejne biznesy. 20 proc. udziałów w GestiFute sprzedał chińskiemu miliarderowi Guo Guangchangowi, który kupił Wolverhampton Wanderers i będzie go wzmacniał. Ciekawe czyimi zawodnikami...

Mendes zrezygnował też z praw do procentu od wynagrodzenia Cristiano Ronaldo w zamian za udziału w jego ewentualnym przyszłym transferze. Jeśli będzie rekordowy, zyski menedżera również.

Poprzedni rok był, jak się powszechnie uważa, beznadziejny na rynku transferowym. Brakowało dużych transferów, menedżerowie narzekali. Jorge Mendes w tym beznadziejnym roku zarobił 85 milionów euro.

7
Więcej na ten temat: futbol, mendes, piłka nożna, sport