Męskie gadżety, które wyszły z mody

Włodzimierz Kalicki
Panowie uwielbiają osobiste drobiazgi. Gdy zmienia się świat, pojawiają się nowe męskie gadżety, a stare schodzą na psy. Z rzadka tylko stają się znakiem wyrafinowanej ostentacji, już częściej - wymierają.
fot. Alexander.Yakovlev/Shutterstock fot. Alexander.Yakovlev/Shutterstock

Kapelusz i poszetka

Od dawna zadziwia mnie powszechna w naszych czasach nieporadność mężczyzn w kwestii nakrycia głowy. Zimą na eleganckie męskie fryzury wypełza prawdziwe pospolite ruszenie rzeczy-do-przykrycia-czubka. Panowie w płaszczach, pod krawatem, bez wstydu maszerują we włóczkowych czapkach lub ohydnych bejsbolówkach. A najczęściej w tęgie mrozy heroicznie przemykają z gołą głową, dłońmi nacierając uszy.

A przed wojną...

Zadbany mężczyzna nie pokazywał się na ulicy bez kapelusza.

Fotografie z lat 20. ulic Nowego Jorku czy Berlina wprawiają w zadumę. Przez okrągły rok, lata nie wyłączając, panowie paradowali w kapeluszach. Bez nich czuli się przyodziani niekompletnie, wręcz nieprzyzwoicie. Minister spraw zagranicznych faszystowskich Włoch, hrabia Galeazzo Ciano, prowadzony na rozstrzelanie ostatnim gestem założył na głowę filcowy kapelusz.

Męskie gadżety, które wyszły z mody, Poszetkafot. anne grisco/Shutterstock

Razem z kapeluszami uleciały w niebyt chusteczki z kieszonek męskich marynarek. Pół wieku temu żaden szanujący się pan nie wyszedł z domu w garniturze bez poszetki, obowiązkowo białej. Biała chusteczka była znakiem przynależności do kulturalnej elity. Białe chusteczki znikły, z rzadka tylko pojawiają się kolorowe, wymyślnie ułożone.

1
fot. Marcin Klaban fot. Marcin Klaban

Brzytwy i spluwaczki

Najpoważniejszą jednak sprawą jest śmierć brzytwy. Panowie używający dziś tych wszystkich ultranowoczesnych maszynek, które same, bez ryzyka zacięcia skóry, golą trzema ostrzami, nawet nie podejrzewają, że, tracąc brzytwę, stracili ważny atrybut męskości.

Pierwsze golenie brzytwą było niczym innym jak krwawym rytuałem inicjacyjnym, symboliczną przepustką do dorosłości. Biegłości w posługiwaniu się nią nabywano po miesiącach, ba, latach praktykowania. Brzytwa domagała się narcystycznej znajomości twarzy. Inne naciągnięcie skóry, minimalnie zmienione pochylenie ostrza i krew lała się strumieniem. Osobnicy młodociani i skacowani po porannej przygodzie z brzytwą wyglądali jak żołnierze frontowi na przepustce.

Brzytwa była niedemokratyczna. Biedni golili się w domu sami. Zamożni - publicznie, u fryzjera. Oficerów zawsze golił ordynans. W tym publicznym rytuale golenia tkwiła pewna ekscytująca perwersja - oto życie oddawano w ręce zwykłego sługi. A jeśli golibroda miał kaca, nienawidził klienta albo rzuciła go żona? Wszak jeden minimalny ruch wystarczał, by poderżnąć gardło.

Chyba jednak były to strachy na lachy. W sądowych pitawalach próżno by szukać wiarołomnych golibrodów z zakrwawioną brzytwą w ręku. Nawet Paul Kuhnrich, największy na świecie producent ostrzy do golenia, zwany "królem brzytwy", gdy splajtował w fatalnym kryzysowym roku 1932, nie poderżnął sobie gardła najlepszym ze swych produktów, lecz palnął w łeb z dubeltówki.

Męskie gadżety, które wyszły z mody, Spluwaczkafot. Danny E Hooks/Shutterstock

Przed paru laty w Chinach, w miasteczku, w którym urodził się Mao Zedong, oglądałem muzeum przewodniczącego. Zafascynowały mnie fotografie Mao podejmującego ważnych gości. Przed siedzącym w fotelu gospodarzem i przed każdym jego rozmówcą stały piękne porcelanowe wazy. Ki diabeł? Dopiero bileterka, patrząc na mnie jak na barbarzyńcę, wyjaśniła, że to spluwaczki. No tak, w Chinach wszechobecny jest nawiewany przez północne wichry lessowy pył - wszyscy kaszlą, chrząkają, spluwają. Jak nasi pradziadowie, choć ich lessowe pyły nie dręczyły.

Przed stu laty eleganckie, ozdobne spluwaczki stały w łazienkach i w sypialniach, w salonach i w salach balowych. Wytworni panowie, ogoleni brzytwą, nieopuszczający domu bez kapelusza i chusteczki, w towarzystwie dam chrząkali, smarkali i spluwali do ozdobnych naczyń na wysokich nóżkach.

Banalne chusteczki higieniczne nie są może tak piękne jak reprezentacyjne spluwaczki przewodniczącego Mao, ale życie z nimi w kieszeni jest znacznie piękniejsze. Niniejsza konkluzja o urokach cywilizacyjnego postępu byłaby nad wyraz budująca - cóż, kiedy jest nieprawdziwa. Spluwaczki to jedne z wielu ofiar I wojny światowej. Szukający metali do produkcji wojennej Niemcy rekwirowali nie tylko klamki, garnki, kościelne dzwony, ale i spluwaczki. Z wojennej rzezi już się nie podniosły. Jak cały świat belle époque.

2