Trzeba się dobrze ubezpieczyć - taka była pierwsza myśl, kiedy usłyszałem, że mam jechać do Zakopanego na przyśpieszony kurs narciarstwa freeskiingowego. Po obejrzeniu zaledwie kilku filmików z zawodowcami w rolach głównych wiedziałem, że bez polisy ani rusz. Już z dobrym ubezpieczeniem w kieszeni wyruszyłem więc do stolicy polskich Tatr. Trwały tam ostatnie przygotowania do mojego kursu (uklepywano miniskocznię), ale przede wszystkim do największej freeskiingowej imprezy w Polsce, czyli Polish Freeskiing Open.

Hop na hopkę!

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż) Po przyjeździe do Zakopanego o odpoczynku nie było mowy. Szybka zmiana garderoby na narciarską i znowu w drogę, do snowparku na Harendzie. Tutaj wpadłem w ręce głównego organizatora PFO Andrzeja Lesiewskiego. Zapalony narciarz, instruktor i sędzia zrobił mi krótki wykład, z którego dowiedziałem się, że freeskiing to jedna z najmłodszych odmian narciarstwa. - Ludzie, którym się znudziło zwykłe szusowanie na nartach, a nie interesowało ich uprawianie olimpijskiego freestyle'u [jazdy po muldach i akrobacji - przyp. aut.], zaczęli robić ewolucje na hopach [big air], śmigać po naszpikowanych skoczniami i przeszkodami torach [slopestyle], szaleć na boksach i poręczach [jibbing] albo robić triki w halfpipie. Teraz większość młodych narciarzy ciągnie do snowparków - tak Andrzej wyjaśnił krótką historię tego sportu.

Inny styl jazdy to inny sprzęt - freeskiingowcy szusują na twin tipach, nartach o mocno zadartych obu stronach: nosie (przód narty) i tailu (tył). Inna jest też moda. Aktualnie - podobnie jak w przypadku freestyle'owych snowboardzistów - trzeba mieć luźne, kolorowe ciuchy. Najlepiej gdy kurtka sięga prawie do kolan, a spod niej wystaje jeszcze T-shirt w rozmiarze XXXL. W mojej przedpotopowej kurtce i równie wiekowych spodniach odstawałem trochę od reszty towarzystwa. Przynajmniej narty wypożyczone przez Andrzeja były z właściwej półki.

- Na dużą hopę raczej cię nie wpuścimy. Jeśli ktoś nie umie wystarczająco dobrze jeździć na nartach i zachowywać w odpowiedni sposób w powietrzu, to może sobie zrobić krzywdę. Ty prawdopodobnie po wyskoku obróciłbyś się na plecy i w ten sposób "wylądował". Zaczniesz od tej małej hopki z boku - uspokoił mnie Andrzej, pokazując kilkukrotnie mniejszą skocznię, która powstała specjalnie na szkolenie "pana redaktora". - A czy taki narciarski średniak, który nigdy nie miał do czynienia z freeskiingiem, powinien się w to bawić? - zapytałem.

- Jeśli umiesz dobrze jeździć na nartach, nie masz problemów z koordynacją, uprawiasz jakieś sporty, to załapanie podstaw nie powinno ci sprawić kłopotów. Mam prawie 40-letniego znajomego, który dopiero niedawno pierwszy raz spróbował swoich sił w snowparku, i daje radę - stwierdził Lesiewski, który sam doskonale radzi sobie na dwóch deskach (ma międzynarodowe uprawnienia instruktorskie i sędziowskie).

- A kiedy zaczął jeździć na nartach?

- Ponad 30 lat temu...

Taaak, to nie będzie zjazd z oślej łączki. Będzie za to pot, upadki i siniaki. Ale najpierw było... zwiedzanie snowparku. Z trenerem, czwartym Polakiem PFO 2010 i 2011 - Jankiem Kastorym. To student socjologii z Warszawy z uprawnieniami instruktora narciarskiego ("nie odebrałem jeszcze papierów, bo zmarł mój egzaminator"). Janek właśnie przyjechał z francuskiego Grenoble, gdzie jest na stypendium. Dlaczego studiuje akurat w tym mieście u podnóża Alp? Głupie pytanie. - Mam tam najwyżej godzinę jazdy samochodem do najlepszych snowparków - tłumaczy.

Pozycje obowiązkowe

Zwiedzanie snowparku na Harendzie w towarzystwie wykwalifikowanego przewodnika zaliczone. Wiem już, że tutaj zawsze wjeżdżamy w kasku. Zasad jest oczywiście więcej, choćby zrobienie tzw. speedchecka. - Narty inaczej zachowują się na zmrożonym śniegu, a inaczej na topniejącym, dlatego na każdej przeszkodzie trzeba najpierw sprawdzić prędkość, żeby nie najechać zbyt wolno albo, co gorsza, zbyt szybko - mówi Janek. Coś więcej o tym wie jego młodszy brat Staszek, zwany Eustachym. Podczas jednego z freeskiingowych obozów we Włoszech po prostu przeleciał przez zeskok za hopką. - Na szczęście niewiele pamiętam, bo jak walnąłem w ziemię, to natychmiast straciłem przytomność - opowiada młodszy z klanu Kastorych (freeskiingiem zarazili się wszyscy, także najmłodszy z braci). Przygoda skończyła się silnym wstrząśnieniem mózgu i pęknięciem miednicy. Jeszcze gorszy wypadek zaliczył jeden z czołowych riderów świata Tanner Hall. Próba wykonania jednego z trików skończyła się dla Amerykanina skomplikowanym złamaniem obu nóg.

Na szczęście na Harendzie jakiekolwiek upadki były podczas tej edycji PFO rzadkością.

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Nawet ja na swoje bliskie spotkania z podłożem musiałem jeszcze poczekać. Wcześniej była obowiązkowa rozgrzewka i marsz na zwykły stok. Instruktor najpierw chciał ocenić moje narciarskie umiejętności. - Nie jeździłem od dwóch lat, a moja przygoda z nartami zaczęła się, dopiero jak miałem 22 lata - usprawiedliwiałem się jeszcze na wyciągu. Po kilku zjazdach Janek już wiedział, czego mogę dokonać w snowparku. Niewiele. Zaczęliśmy od najprostszych skoków. - Nie jedź zbyt szybko, bo stracisz panowanie nad nartami albo odlecisz. Jak będziesz dojeżdżał do krawędzi hopki, wybij się i podciągnij kolana do góry. I pamiętaj, żeby podczas lądowania nie odchylać się do tyłu - instruował mnie.

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Na wstecznym i odwrotnie

Katastrofy nie było. Cudu zresztą też. Skoki były do zaakceptowania. - Dobra, to robimy 180 - zarządził. Po chwili skakałem już z półobrotem w powietrzu i lądowaniem tyłem do przodu. Z tym było zdecydowanie gorzej. Albo nie dokręcałem się w powietrzu, albo - jak już się udało - lądowałem z twarzą w śniegu. Reakcja Janka była szybka: - Jedziemy na stok. Musisz się nauczyć jeździć na switchu, czyli na wstecznym.

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż) Teoria wydaje się łatwa. Podstawy praktyczne opanowałem dopiero po kilku zjazdach. Na tyle dobrze, że wróciliśmy na hopę. Tutaj znowu klapa. Jak nauczyłem się switcha, to nagle pojawił się problem ze skręceniem się w powietrzu (o switchu nie mogło być nawet mowy). - Obracając się w górze, przekręć całe ciało, ale postaraj się nie przekręcać głowy. Musisz widzieć miejsce, w którym wylądujesz. Zanim zaczniesz, wyobraź sobie, jak robisz ten skok, krok po kroku. To bardzo pomaga, bo wtedy zapamiętujesz całą procedurę - łagodnie tłumaczył mi Janek.

Żaba nie przemieniła się w jednaj chwili we freeskiingowego księcia. Ale poprawa nastąpiła. Najpierw wylałem z siebie sporo potu (testowana bielizna zdała egzamin, kurtka weteranka niestety nie - od spodu była całkiem mokra), po każdym triku zaliczając podejście z nartami na ramieniu. Im ciemniej się robiło, tym jaśniej świeciły zamontowane nad snowparkiem reflektory (trwały jeszcze ostatnie przygotowania do Polish Freeskiing Open). Przybywało też riderów i riderek. - Za szybko najeżdżasz. Trochę wolniej i będzie OK - doradził mi jeden z nich. Podziałało. Coraz więcej prób kończyłem podpartym lądowaniem. Wreszcie dało o sobie znać zmęczenie. - To ostatni raz - poinformowałem Janka.

- Nigdy nie mów, że robisz trik "ostatni raz"! To przynosi pecha i często oznacza dłuższy rozbrat z nartami - szybko wyjaśnił. Mnie się jeszcze upiekło. Uniknąłem kontuzji, a nawet drobnych potłuczeń, ale narty zdjąłem z dużą ulgą. Przyszedł czas na podpatrzenie, co potrafią prawdziwi riderzy. Sporo. Najwięcej grupa nastolatków, którzy przed chwilą zaczęli szaleć na railach. - To chłopaki ze Szwajcarii. Dopiero co przyjechali, więc jeszcze nie pokazują wszystkiego, na co ich stać. Popis dadzą dopiero na zawodach - wyjaśnił mi jeden z sędziów PFO, Piotr Gnalicki. Ale nawet zmęczeni podróżą młodzi Helweci wyróżniali się umiejętnościami. Ich ewolucje zrobiły zresztą wrażenie nie tylko na mnie. Polska młodzież też przystawała na chwilę, żeby podziwiać triki gości z Alp. - Oni rodzą się z nartami na nogach - podsumował ktoś z tłumu.

Bieg moim przekleństwem, box moim wyzwaniem

Drugi dzień na nartach zacząłem od... biegania. Razem z fotoreporterem Robertem urządziliśmy sobie wycieczkę pod kolejkę linową na Kasprowy Wierch i po okolicach. W sumie jakieś 10 km. Przez tę "dychę" zamiast szlifowania w snowparku "180" i innych trików moje zmęczone nogi stać było jedynie na kilkanaście zjazdów na Harendzie.

Uznałem jednak, że nie mogę wracać do domu z tak mizernym freeskiingowym dorobkiem. A może zamiast hopki popróbuję na boksie? Co to dokładnie jest box? -Na początku będziesz miał spore problemy i pewnie kilka razy fikniesz na ziemię, ale powinieneś załapać - odpowiedział Janek Kastory. Rzuciłem więc sobie wyzwanie, choć im więcej o tym myślałem, tym bardziej się bałem. Przede wszystkim bólu, bo wiedziałem, że teraz nie da się go już uniknąć. Trudno, w końcu "no pain no gain" (taka bardziej bolesna wersja "bez pracy nie ma kołaczy").

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Po kikunastu zjazdach po boksie czułem się, jakby ktoś potraktował mój prawy bok tłuczkiem do mięsa.

Ściemniało się, a że sztuczne oświetlenie już "wyjechało", zajęcia teoretyczne były więc wyjątkowo krótkie. - Jak naskoczysz na box, to skręć się o 90 stopni w prawo i wbrew naturalnym odruchom pochyl się do przodu. Powierzchnia przeszkody jest śliska i jeśli się nie Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż) pochylisz, narty uciekną do przodu, a ty upadniesz na plecy. Jak ci się uda utrzymać, to nie powinieneś mieć problemów z zeskoczeniem i odkręceniem się - wyjaśnił Janek. Po chwili wiedziałem, o czym mowa. Zwłaszcza w części o "uciekających nartach". Czułem, jakby okolice prawego uda, tuż poniżej biodra, ktoś potraktował młotkiem do tłuczenia mięsa. Na szczęście udało się przełamać reakcje obronne organizmu. Na przekór niemu po naskoku przenosiłem ciężar na przednią nogę i po kilku kolejnych próbach z powodzeniem ślizgałem się po boksie. Niestety z zeskokiem wcale nie było tak różowo. Odpowiednie dopasowanie klocków, czyli naskoku, skręcenia się w prawo, obciążenia lewej nogi i zeskoku trwało kolejną chwilę. - Było ustane. Sędziowie by to uznali - powiedział po najlepszej z prób mój trener. Dwa razy nie trzeba było mi powtarzać - to był sygnał, żeby zakończyć weekend z freeskiingiem: w stanie dużego zmęczenia i z kilkoma ranami na koncie (doszedł jeszcze obity bok i krwiak na ręce). Przede wszystkim jednak z poczuciem dobrze wykonanego zadania. W końcu nauczyłem się jeździć do tyłu (a raczej na switchu), wykonywać "180" i ślizgać po boksie. Mało? Na resztę przyjdzie czas. Zresztą ja już wiem, że to nie był mój ostatni freeskiingowy raz. I nie mówię tak tylko dlatego, żeby uniknąć pecha.

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Zjeżdżając po boksie trzeba obrócić się o 90 stopni w stosunku do kierunku jazdy i - wbrew naturalnym odruchom - pochylić się do przodu.

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

The North Face Polish Freeskiing Open

Największa freeskiingowa impreza w Polsce. Po raz pierwszy odbyła się w 2004 r. Za prywatne pieniądze zorganizował ją Andrzej Lesiewski. Do dzisiaj pozostaje mózgiem PFO, które stało się ważnym wydarzeniem we freeskiingowym kalendarzu. Poza Polakami na Harendę ściągają także zawodnicy ze Słowacji, Szwajcarii, Włoch, Austrii czy Wielkiej Brytanii. Od 2010 r. PFO ma status mistrzostw Polski we freeskiingu Polskiego Związku Narciarskiego (ten od Justyny Kowalczyk i skoczków). W ramach imprezy rozgrywane są dwie konkurencje: big air (ewolucje na dużych hopach) oraz rail (triki na poręczach, czyli właśnie railach i boksach). Następne PFO odbędzie się 28 i 29 stycznia 2012 r. ( www.polishfreeskiingopen.pl ).

Freeskiing Freeskiing  Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Tekst: Marcin Kozera

Zdjęcia: Robert Kowalewski, FPM/GETTY IMAGES, Tim Kemple, Chris O'Connel/Armada, HEAD, RED BULL (montaż)

Zobacz też na Logo24 :

narty , Mój pierwszy raz , RED BULL , sport