"Odzyskaj formę", "zrzuć brzuch", "wyglądaj dobrze na plaży" - te hasła nie dotyczą już tylko kobiet. - Coraz częściej przychodzą do nas faceci, którzy chcą po zimie wyglądać lepiej - mówi Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż, współwłaściciel sieci klubów fitness. - Noworoczne postanowienia: zrzucę zbędne kilogramy i wypracuję ładną sylwetkę na wiosnę, to coraz wyraźniejsze u facetów trendy. Osiągnąć można wszystko. Nie jest to łatwe do zrobienia, ale możliwe. Tylko trzeba się przygotować nawet na dwa-trzy miesiące pracy.

Marek Plawgo

lekkoatleta - sprinter i płotkarz, 28 lat

Można to sprawdzić inaczej. Biegać w towarzystwie i rozmawiać - dopóki rozmawiasz swobodnie, to wysiłek jest OK. Z czasem przyjdzie doświadczenie, nauczysz się słuchać organizmu, np. źle się poczujesz po ciężkim posiłku albo będziesz ćwiczyć zbyt wcześnie po jedzeniu.

Kolejna rzecz na siłowni - faceci pracują przede wszystkim nad bicepsem, klatką piersiową. A gdzie reszta mięśni? Założę się, że po ośmiu godzinach spędzanych przy komputerze choćby mięśnie grzbietu wymagają wzmocnienia. Bardzo ważne są też mięśnie brzucha.

Jak sobie połażę po górach, to wykonuję pracę nad kondycją i wytrzymałością. A ponieważ ważę 140 kg, to przy okazji jest to też praca nad siłą nóg, które mają co dźwigać.

Tomasz Majewski lekkoatleta - kulomiot, 27 lat

Jadę też w góry, jak sobie połażę po górach, to wykonuję pracę nad kondycją i wytrzymałością. A ponieważ ważę 140 kg, to przy okazji jest to także praca nad siłą nóg, które mają co dźwigać.

Andrzej Juskowiak

były piłkarz, 38 lat

Po tylu latach uprawiania sportu doskonale znam swój organizm i wiem, kiedy trzeba trochę dołożyć, a kiedy odsapnąć. Staram się jednak nie zapuścić, to podstawowa zasada. Lepiej się ruszać regularnie, niż potem zrzucać zbędnych 10 kg. Po pierwsze, trudno to zrobić, a poza tym wymaga to dużego wysiłku i sieje spustoszenie w organizmie. Oczywiście zdarzały mi się w czasach kariery sytuacje, że wracałem z wakacji i miałem 3-4 kg za dużo. Wtedy wystarczyło jednak kilka dni z dwoma-trzema treningami dziennie i po nadwadze nie było śladu. Teraz im człowiek starszy, tym trudniej zrzucić wagę. Dlatego bardziej dbam o siebie. Nie odmawiam sobie jedzenia, jem wszystko i dużo, ale w grę wchodzi jedzenie tylko dobrej jakości. Robię tak od lat i nigdy się nie zawiodłem. Gdy pojawiają się zbędne kilogramy, w pierwszej kolejności odstawiam białe pieczywo i używki, np. piwo. Nigdy nie piłem go za dużo, ale wiem, że czasem trzeba się trochę przypilnować. Żona się śmieje, że nie muszę tak często ćwiczyć, bo jeszcze tak źle nie wyglądam. Ale robię to dla siebie, nie dla wyglądu.

Robert Korzeniowski

były chodziarz, 40 lat

Staram się tylko przestrzegać podstawowych zasad, czyli zjeść śniadanie i obiad o jakiejś przyzwoitej porze, no i w międzyczasie nie podjadać chipsów czy solonych orzeszków. Jeśli, podobnie jak ja, nie masz czasu chodzić na siłownię, opracuj swój zestaw ćwiczeń, by wzmacniać mięśnie brzucha, grzbietu i ramion. Możesz je robić w domu Po jakichś infekcjach i chorobach wracam do normalnego rytmu stopniowo. Zamiast codziennie biegam co drugi dzień, a w weekend zamiast 16 km przebiegam 10.

Dla mnie sezon na sport trwa cały rok, więc nie mam zaległości. Na urlopie też ćwiczę. Zależy gdzie jestem i co zwiedzam, ale staram się biegać raz dziennie, do tego odwiedzić jakiś klub fitness, basen.

Lech Piasecki

były kolarz, 47 lat

Nie zawsze mogę ćwiczyć regularnie, bo dużo czasu zajmuje mi przygotowywanie wyścigu Tour de Pologne.

Zimą gram w hokeja na lodzie, zdarza mi się nawet grać trzy-cztery razy w tygodniu. Lodowisko jest dostępne wieczorami, po godz. 21, więc bywa, że schodzimy z niego przed północą. Hokej jest sportem zespołowym i - oprócz ogromnej przyjemności wyżycia się - jest świetną metodą powrotu do formy po świątecznym obżarstwie. Gdy zdejmuję rzeczy po hokeju, są kompletnie przemoczone, a koszulkę mógłbym wyciskać. O rowerze też nie zapomniałem. Gdy byłem zawodnikiem, nie lubiłem jazdy w zimnie i w deszczu. Do dzisiaj tak mam - gdy jest taka pogoda, to na rower nie wyjadę. Ale jeżdżę tak często, jak się da. W weekendy przed południem, w tygodniu, gdy dzień jest dłuższy, to popołudniami. Za jednym razem pokonuję od 40 do 60 km, spędzam na rowerze od półtorej do maksymalnie trzech godzin. Wolę jazdę po szosie, to daje mi największą przyjemność. Ale ruch na drogach jest coraz większy, a jazda mniej uczęszczanymi dróżkami grozi, niestety, spotkaniem z kierowcą na podwójnym gazie. Dlatego coraz częściej przesiadam się na rower górski, jeździ się wolniej, ale za to człowiek nie jest ograniczony terenem, można dotrzeć wszędzie i też się przyjemnie zmęczyć.

Tekst: Piotr Leśniowski

Zdjęcia: Marcin Klaban, Bartosz Bobkowski, Kuba Atys, Oskar Słowiński, Michał Mutor, PAP/CAF, SHUTTERSTOCK

Zobacz też na Logo24 :