Zaraz, zaraz, a gdzie mistrzostwa świata?

To niezwykłe, ale tak popularna dyscyplina, jaką jest lekkoatletyka, rekordowo długo obywała się bez czempionatu globu! Cóż, światowa federacja lekkoatletyczna IAAF przez wiele lat uznawała, że nie jest to potrzebne. Wystarczały igrzyska. To na nich staczały wielkie, często podszyte polityką, boje potęgi

Ups, kolizja!

Na tych samych mistrzostwach w Helsinkach gwiazdą była Amerykanka Mary Decker, mistrzyni na 1500 i 3000 m. Decker nie miała jednak na koncie olimpijskiego złota. W 1980 r. nie mogła o nie walczyć, bo USA zbojkotowały igrzyska w Moskwie. Za to podczas następnych, w 1984 r. w Los Angeles, sprawa wydawała się prosta - tym razem miało zabraknąć państw bloku wschodniego. Któż miałby więc odebrać złoto faworytce gospodarzy?

Złoto, sława i pieniądze: wszystko to szlag trafił w jednej chwili, gdy podczas biegu Mary Decker zwolniła nieco swe mocne tempo i dała się wyprzedzić Zoli Budd. Reprezentowała ona Wielką Brytanię, ale pochodziła z RPA - tyle że Południowa Afryka była wtedy bojkotowana z powodu apartheidu. Amerykanka skontrowała, ale Budd zastawiła jej drogę. Decker zaatakowała raz jeszcze i wtedy zderzyła się z rywalką. Upadła, a jej dramat pokazały telewizje całego świata. Amerykanka została sprowadzona z bieżni w stanie kompletnej histerii. Nigdy już nie zdobyła medalu olimpijskiego. Budd ukończyła bieg przy burzy gwizdów, ale IAAF nie nałożyło na nią sankcji.

Gwizdy i brak kary dla winnego towarzyszyły też finałowi biegu na 10 km mężczyzn podczas igrzysk w Barcelonie w 1992 r. Tu jednak sytuacja była ciut inna. O złoto walczyli Khalid Skah z Richardem Chelimo. Pierwszy był Marokańczykiem, drugi Kenijczykiem, co jest istotne. Na ostatnim okrążeniu bowiem obaj dublowali jednego z zawodników, też Marokańczyka. Zwyczajowo taki biegacz ustępuje drogi, ten maruder nie dawał się jednak łatwo wyprzedzić. Przyspieszył i biegł razem z prowadzącą dwójką. Przeszkadzał przy tym, ile się dało, Kenijczykowi. To przyczyniło się do zwycięstwa Skaha.

Po biegu triumfator z Maroka został zdyskwalifikowany za skorzystanie z niedozwolonej pomocy dublowanego rodaka. Marokańczycy jednak się odwołali i dyskwalifikację cofnięto. Gdy na podium Skah odbierał złoty medal, towarzyszyła mu burza gwizdów. Za to Chelimo ze swoim srebrnym medalem dostał owacje na stojąco.

Przedwczesna ekstaza

Trudno chyba znaleźć w dziejach lekkoatletyki zawodnika, który byłby tak często dyskwalifikowany przez sędziów jak polski chodziarz Robert Korzeniowski - nasz największy multimedalista. Zanim jednak te wszystkie medale zdobył, sporo musiał... przejść.

Największym przejściem był chód podczas igrzysk w Barcelonie w 1992 r. Polak szedł wtedy po pewny medal, a zdyskwalifikowano go już w bramie stadionu. Zarzucono mu nieprawidłowy krok. Jakby tego było mało, rok później podczas mistrzostw świata w 1993 r. w Stuttgarcie znów został zdyskwalifikowany. Korzeniowski wspominał potem, że podczas następnej imprezy, mistrzostw Europy w 1994 r. w Helsinkach, podsłuchał rozmowę dziennikarzy w biurze prasowym, którzy się zakładali, na którym kilometrze sędziowie zdyskwalifikują go tym razem.

Aż trudno uwierzyć, że Korzeniowskiemu udało się zostać czterokrotnym mistrzem olimpijskim. I trudno uwierzyć, że dyskwalifikacja z Barcelony, w bramie stadionu, okazała się... mało dramatyczna w porównaniu z jego triumfem podczas igrzysk w Sydney w 2000 r. Korzeniowski przyszedł wtedy na metę drugi, za Meksykaninem Bernandem Segurą. Gdy właśnie komentował swój srebrny medal w rozmowie na żywo z Telewizją Polską, gruchnęła wiadomość. Korzeniowski przerwał wywiad i powiedział do kamery: - Zdyskwalifikowali Segurę. Mam złoto! Naprawdę! Po czym schował twarz w dłoniach.

Podobnie jak Segura także amerykański sprinter Wallace Spearmon świętował już swój medal w biegu na 200 m igrzysk w Pekinie w 2008 r., gdy dowiedział się o swojej dyskwalifikacji. Amerykanin miał nastąpić na linię swego toru. Owinięty flagą świętował złoto, gdy się o tym dowiedział. Był w szoku. Delegacja amerykańska jeszcze na stadionie złożyła odwołanie. Jego efekt był zadziwiający - utrzymano dyskwalifikację Spearmona, ale dołożono do niej jeszcze karę dla Churandry'ego Martiny. Jak wykazała powtórka, biegacz z Antyli Holenderskich też nastąpił na linię. On też wysłuchał tej informacji owinięty flagą po wykonaniu triumfalnej rundki radości z medalu, którego nigdy nie dostał.

Jedna z najdziwniejszych pomyłek sędziowskich zdarzyła się podczas biegu na 3 km z przeszkodami podczas igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 1932 r. Na ostatnim okrążeniu wyścig prowadził świetny Fin Volmari IsoHollo. Za nim podążał Amerykanin Joe McCluskey, a na trzecim miejscu biegł Brytyjczyk Tom Evenson. McCluskey mógł być pewny srebra. Ale sędziowie się zagapili i nie uruchomili dzwonka, który ogłasza ostatnie kółko. Źle porachowali okrążenia i kazali zawodnikom biec o jedno więcej. A to było zbyt wiele dla Amerykanina, który nie wytrzymał dodatkowego dystansu, dał się wyprzedzić Evensonowi i stracił srebrny medal. Pewnie nigdy nie przygotowywał się do biegu na 3400 m.

Protestującego to delikatnie powiedziane. Drummond wpadł w czarną rozpacz. Biegał tam i z powrotem, krzycząc to swoje: "I did not move!". Zebrał nawet resztę sprinterów i coś im tłumaczył, jakby namawiał do bojkotu biegu. W końcu ze łzami w oczach położył się na tartanie. Sędziowie kazali mu zejść. On nic. Prosili go. On nic. Błagali, by nie robił scen. Drummond nic.

Teatr trwał trzy kwadranse. Drummond zszedł z bieżni w odruchu rozsądku, ale za chwilę znów do głosu doszło serce. Wrócił więc, znów blokował tartan. W końcu dał się sprowadzić na stadion rozgrzewkowy i tam załamał się kompletnie. Płakał, krzyczał, w pewnym momencie w tej rozpaczy miał kłopoty z oddychaniem. To naprawdę było rozdzierające serce przedstawienie.

Tymczasem dokończenie biegu nie było wcale proste. Gdy sprinterzy (bez Drummonda) stawali na starcie, paryska widownia gwizdała i wyła tak bardzo, że zawodnicy nie mogli się skoncentrować. Co chwilę któryś z nich unosił dłoń, na znak, że nie ma warunków do rozpoczęcia biegu.

Tekst: Radosław Nawrot

Zdjęcia: Kuba Atys, Bartosz Bobkowski, Corbis, FPM/Getty Images, EAST NEWS/IMAGO, Jan Rozmarynowski/FORUM, Shutterstock, materiały promocyjne (montaż)

Zobacz też na Logo24 :