Z badmintonem jest trochę jak z piłką nożną. Choć uprawiana jest w wielu miejscach na świecie, i to od setek lat, to i tak za twórców dyscypliny uważa się Anglików. Około 1870 r. niejaki John Loraine Baldwin zorganizował pierwszy pokaz rywalizacji z rakietkami w ręku na boisku podzielonym siatką. Rzecz miała miejsce w Badminton House, okazałej posiadłości księcia Beaufort niedaleko Bristolu w południowo-zachodniej Anglii. I tak Badminton House przeszedł do historii, mimo że dziś posiadłość jest bardziej znana z popularnych na Wyspach zawodów jeździeckich, a do niedawna także z polowania na lisy.

Na pomysł gry z użyciem rakietek i lotek, oczywiście, Anglicy nie wpadli sami. Zabawa o nazwie di-dschian-dsi była znana w Chinach już w 618 r. p.n.e., a polegała na podbijaniu, czym się da (nogą, ręką, kawałkiem drewna), kawałka złota przetykanego kurzymi piórami. W XIV w. w Japonii chętnie grano w oibane, w której drewnianą rakietką uderzano przedmiot wykonany z dużego dojrzałego owocu, w który wbito pięć, sześć gęsich piór, a następnie ususzono. Dziś zmieniła się technologia wytwarzania lotek, ale drób, który trzeba oskubać do ich produkcji - nie!

Z Azji uderzanie "piłki z piórami" przywędrowało do Europy. Zabawa nosiła nazwę wolant i szybko stała się modna na kontynencie. Z listów Juliusza Słowackiego do matki wiemy, że i wieszcz nie gardził odbijaniem lotki. "Po obiedzie z pannami gram w wolanta i w obręcze, czyli w kółka" - pisał.

Anglicy, jako założyciele pierwszej krajowej federacji badmintonowej (1893 r.), długo byli klasą sami dla siebie. Potęgą były też Stany Zjednoczone, gdzie pierwsze kluby powstały już na początku XX?w. Za lotką chętnie ganiał sam Charlie Chaplin. Podobno nie miał sobie równych wśród aktorów.

W połowie lat 20. XX w. zawodnik jednego z duńskich klubów sportowych, Skovshoved, dostał cztery używane rakiety badmintonowe przywiezione z Anglii. A że klub miał do dyspozycji halę zbyt małą, by grać w niej w modnego wówczas tenisa, zaczęto w niej rozgrywać mecze badmintonowe. Dziś Duńczycy są w ścisłej czołówce europejskiej, liczą się też na świecie. Ich liga należy do najmocniejszych w Europie, a pojedynki badmintonistów można obejrzeć w krajowej telewizji.

W Polsce to nie do pomyślenia. Pierwsze mecze z lotkami, we współczesnym wydaniu, rozegrano u nas w latach 50. XX w. Zanim przyjęła się nazwa badminton, używano chińskiego określenia jui-mao-czu, a potem kometka - bo lecąca lotka przypominała komuś kometę Dziś podział jest prosty - kometka to rekreacyjna gra, najczęściej na świeżym powietrzu, a badminton to nazwa dyscypliny sportowej. Długo traktowanej w Polsce z przymrużeniem oka. Dopiero w 1972 r. zostaliśmy przyjęci do organizacji międzynarodowych, a pięć lat później powstał Polski Związek Badmintona.

Mateusiak i Kostiuczyk nie są tak dobrzy dzięki grze w Polsce. Oni akurat występują w jednym z najlepszych duńskich klubów Greve Strands Badmintonklub. W Niemczech grają inni czołowi polscy badmintoniści - Przemysław Wacha (najlepszy singlista w historii naszego kraju, medalista mistrzostw Europy, gracz FC Langenfeld w Bundeslidze) i Michał Łogosz (deblista SG EBT Berlin). Powód jest prosty - tam zarabiają pieniądze i są jednymi z nielicznych ludzi w Polsce, którzy żyją z gry w badmintona.

To w ogóle nie jest dobrze płatne zajęcie, na przykład w porównaniu z tenisem ziemnym. Zwycięzca prestiżowego turnieju All England (taki badmintonowy Wimbledon) wraca do domu z czekiem na kilkanaście tysięcy dolarów, czyli dostaje mniej więcej dziesięć razy mniejszą sumę niż tenisista wygrywający Wimbledon. Przyczyna oczywista. Mało kto chce oglądać najlepszych badmintonistów, telewizje się o nich nie zabijają.

Ale i to się zmienia. Przełomem było włączenie dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich. Po raz pierwszy medale rozdano w Barcelonie w 1992 r., a transmisje z pierwszego turnieju olimpijskiego obejrzało w sumie ponad miliard ludzi! Bez wątpienia większość widzów to byli Azjaci. Przede wszystkim Chiny, ale też Korea, Indonezja czy Malezja - to globalne potęgi badmintonowe. Spośród 76 kompletów medali olimpijskich do Europy trafiło siedem. Resztę zgarnęła Azja. Piętnaście tysięcy ludzi na trybunach podczas meczów w Malezji czy Indonezji to nic nowego. Tam najlepsi zawodnicy stają się bohaterami narodowymi. Biografia jednego z nich, Indonezyjczyka Liem Swie Kinga, stała się inspiracją do nakręcenia filmu. "King" opowiada historię chłopca Guntura, który z biednej rodziny potrafił przebić się do reprezentacji kraju. Być badmintonistą - to jest marzenie.         

Kilka faktów

Mecz badmintona trwa od 20 minut do godziny. Rekordowo krótki pojedynek to taki, w którym po sprawie było już po sześciu minutach. W najdłuższym - zwycięzcę wyłoniono po 124 minutach.

Przepisy

Przed meczem odbywa się losowanie - jego zwycięzca wybiera prawo pierwszego serwu lub stronę boiska.

Mecz toczy się do dwóch wygranych setów; zwycięzcą seta jest ten, kto pierwszy osiągnie 21 pkt; w przypadku remisu 20:20 gra się do przewagi dwóch punktów lub do czasu gdy jedna ze stron osiągnie 30 pkt.

Najczęściej zawodnik zdobywa punkt, gdy umieści lotkę na polu rywala lub trafi w niego lotką oraz gdy przeciwnik popełni błąd serwisowy, zagra lotkę w aut, pod siatką albo w siatkę, wykona podwójne uderzenie, uderzy lotkę nie po swojej stronie boiska, a także jeśli dotknie siatki, gdy toczy się jeszcze gra.

badmintonbadminton 

Ważnym elementem gry jest serw; wykonuje się go z tzw. pola serwisowego (przeciwnik stoi wówczas w swoim polu serwisowym, ale położonym po przekątnej); lotka w momencie uderzenia musi znajdować się poniżej talii serwującego, a rakietka musi być skierowana trzonkiem w dół.

Zabronione jest opóźnianie gry, żeby - jak mówią przepisy - "uniemożliwić zawodnikowi odzyskanie siły lub oddechu albo otrzymanie porady".

Rakieta nie może być dłuższa niż 68 cm, a tzw. pole naciągu nie może przekraczać wymiarów 28 cm długości i 22 cm szerokości.

Do gry służy lotka o wadze od 4,74 do 5,50 g; wykonana z 16 naturalnych piór gęsich, zamocowanych na korkowej podstawie, pokrytej cienką skórą; pióra mają długość ok. 6,2-7 cm.

O sprzęcie opowiada Robert Mateusiak, jeden z najlepszych polskich badmintonistów

Rakieta

Dziś gra się lekkimi rakietami grafitowymi. Nie mogą być zbyt sztywne. Elastyczność sprawdza się, uginając rakietę trzymaną jedną ręką za rączkę, a drugą za główkę. Nie należy używać rakiety o zbyt dużej sile naciągu. Na?początek powinno to być 10-11 kg. Naciąg jest wtedy wystarczająco wytrzymały, a rakieta dość elastyczna, by polepszyć technikę. Żeby korzystać z naciągu 14-15 kg, trzeba się już nauczyć dobrze grać.

Lotki

Zasada jest prosta: jak badminton to lotka piórowa. Tylko takimi gra się w hali, nawet amatorsko. Plastikowymi gra się w tzw. kometkę, a nie w badmintona.

badmintonbadminton 

Buty

Muszą mieć podeszwę, na której nie będziesz się ślizgał ani na parkiecie, ani na boisku z nawierzchnią syntetyczną. Ja zawsze kupuję rozmiar o połowę numeru mniejszy niż w normalnym obuwiu i rozbijam. Po?dwóch, trzech tygodniach mam buty, w których noga mi nie lata. Każdy musi jednak dobrać sobie takie buty, w których będzie mu wygodnie.

Strój

Musi być lekki i luźny, tak żebyś czuł się swobodnie. Luźny, co nie oznacza, że za duży. Koszulka powinna sięgać za biodra i nie może być zbyt opięta. Musisz mieć swobodę ruchu ręką, pracujesz nią non stop, raz uderzając z góry, raz z dołu. Podobnie spodenki. Nie mogą opinać uda, żeby nie przeszkadzać w robieniu dużych kroków i wypadów. Noś raczej strój z tkanin sztucznych, jest lekki i przewiewny.

Plusy i minusy gry w badmintona

Adam Bieleniewicz z działu szkolenia, psycholog Polskiego Związku Badmintona

To sport dla osób w każdym wieku, bez względu na wzrost i wagę. Jest jedno ale. Zawodnicy dbają o jak najmniejszą masę ciała, bo każdy zbędny kilogram, z którym trzeba biegać po korcie, po godzinie zmienia się w tonę. Niżsi zawodnicy są zazwyczaj bardziej sprawni od wysokich, ci ostatni mają z kolei większy zasięg ramion. Średni wzrost zawodników to ok. 180 cm.

Gdy chcemy tylko poodbijać lotkę, to jest to dość proste zajęcie, ale gdy chcemy profesjonalnie trenować i grać w turniejach, to trzeba poświęcić dość dużo czasu na trening. Więcej niż w przypadku tenisa ziemnego, w którym zawodnik porusza się głównie wzdłuż linii końcowej kortu. W badmintonie mamy do czynienia z wieloma rodzajami uderzeń i to z różnych miejsc na korcie. Jest też dość schematyczna, ale skomplikowana przy nauczaniu praca nóg.

Badminton jest świetną dyscypliną ogólnorozwojową - kształtuje wszystkie partie mięśniowe, począwszy od mięśni łydek, ud, brzucha, grzbietu (głównie lędźwi) aż po ramiona. Ważne dla pań: poprzez głębokie wypady przy dojściach do siatki świetnie kształtują się mięśnie pośladkowe.

Badminton rozwija też koordynację wzrokowo-ruchową. Wystarczy spojrzeć, jak poruszają się po korcie najlepsi (nieazjatyccy) badmintoniści świata, jak choćby Peter Gade. Praca ich nóg na korcie wygląda jak taniec czy balet.

Siła zrywowa, na której bazuje badminton, może spowodować naderwania czy naciągnięcia mięśni czy urazy układu kostnego. Zwykle są to kontuzje przeciążeniowe, wynikające z częstych i dużych obciążeń treningowych, dużej liczby startów w ciągu roku. Najczęstsze kontuzje towarzyszące grze w badmintona to urazy kolan i mięśni brzucha. U amatorów są to głównie problemy z plecami, barkami, łokciami, czyli kontuzje związane z brakiem techniki i graniem typowo "siłowym". Jak temu zapobiegać? Przede wszystkim potrzebna jest wszechstronna rozgrzewka, odnowa biologiczna, trening siłowy oraz dobra, zbilansowana dieta.

Tekst: Piotr Leśniowski

Stylizacja: Ola Markowska

Zdjęcia: Marcin Klaban, Shutterstock, Getty Images, Pap/Epa, Pap/Leszek Szymański, materiały prasowe Head (montaż)

Czytaj też na Logo24 :