Na własne oczy przekonałem się, że to miasto ma najlepsze hotele na świecie. Piękne, nowoczesne pokoje z miękką i zawsze doskonale wyprasowaną pościelą. Telewizory z wielkimi ekranami i hotelowa obsługa, która o 6 rano bez mrugnięcia okiem dostarcza do pokoju butelkę schłodzonego szampana.

FlamingoFlamingo 

Gdy po męczącym wieczorze dotarłem wreszcie do swego hotelu na Stripie - czyli głównej i najbardziej znanej ulicy Las Vegas - wiedziałem, że czeka mnie jeszcze jedna próba charakteru, zanim dotrę do swego pokoju na 16. piętrze. Każdy hotel na Stripie wygląda bowiem podobnie - od wejścia z ulicy po położone daleko w głębi budynku windy ciągną się długie szeregi automatów do gier, stołów do ruletki i do blackjacka. Zmęczony zakupami, jedzeniem i piciem turysta, aby dostać się do pokoju, musi przejść przez tłum ludzi grających, krzyczących i wydających krocie w poszukiwaniu szczęścia.

Przecisnąłem się koło odurzonej sukcesem pani, odparłem atak bardzo uśmiechniętej i bardzo pięknej kelnerki z tacą cosmopolitanów (drink na wódce, z cointreau i sokiem z limonki) i byłem już bardzo blisko windy, gdy jakiś mężczyzna w garniturze od Cavalliego za parę tysięcy dolarów rzucił do kumpla w T-shircie i dżinsach: - Idziemy do stolika numer 4, gra tam Erick Lindgren.

Zmęczenie prysło, ból głowy minął, a ja popędziłem za dwoma facetami do "czwórki".

Blef za pół miliona dolarów

30-letni blondynek w zwykłej koszulce, krótkich spodenkach i klapkach siedział przy stole z trzema innymi mężczyznami, z których każdy mógłby być jego ojcem. Wszyscy mieli prawdziwie pokerowe twarze, ale jeden rzut oka na stół wystarczył, by wiedzieć, że to Lindgren jest górą - przed nim stała kupka żetonów, pozostali mieli ich co najmniej dwa razy mniej. - Każdy żeton to 200 dolarów - szepnęła stojąca obok mnie kobieta w wieczorowej sukni, która pewnie właśnie wróciła z kolacji w jednej z setek supereleganckich restauracji na Stripie. - Coś ty, Lindgren nigdy nie gra za mniej niż 500 dolarów - odpowiedział jej towarzysz w smokingu.

Erick Lindgren to legenda wśród zawodowych graczy w pokera. Niemal w każdym z kilkunastu najważniejszych turniejów pokerowych na świecie, z których większość rozgrywana jest oczywiście w Las Vegas, Lindgren dochodzi do finału. Jego program telewizyjny o pokerze to jedno z podstawowych źródeł informacji dla początkujących. Lindgren co roku zarabia na pokerze kilka milionów dolarów, kolejny milion dostaje za to, że zawsze nosi czapeczkę z logo jednego ze znanych burbonów.

Erick Lindgren Erick Lindgren  

 Erick Lindgren - z nim lepiej nie siadać do pokera

Rok temu gazety w USA pisały o jego dramatycznym pojedynku z innym mistrzem pokera Danielem Negreanu na turnieju w Los Angeles. Starcie gigantów opisał nawet reporter "New Yorkera", zwykle nie zainteresowanego hazardem tygodnika nowojorskiej elity intelektualnej. Lindgren zaczął od 70 tys. dolarów. Negreanu wyczuł, że Lindgren ma słabe karty, i podbił stawkę o 200 tys. Lindgren zapytał Negreanu, ile ma jeszcze pieniędzy, i o tyle podbił stawkę - do 470 tys.

- Lindgren wiedział, że ja wiem, że nie zrobiłby tak głupiego ruchu, gdyby nie miał mocnych kart - mówi Negreanu. - Spasowałem, a Lindgren powiedział mi później, że w kartach nie miał nic.

Poker na ekranie

Lindgren stał za jedną z pierwszych witryn internetowych, które w 2000 r. pozwoliły milionom Amerykanów grać w ruletkę, blackjacka, pokera i wiele innych gier, nie ruszając się w domu. Wystarczy tylko myszka i karta kredytowa z wysokim limitem. Kasyna początkowo zwalczały internetową konkurencję, szybko poszły jednak po rozum do głowy i zamiast walczyć z witrynami, po prostu je kupiły. Dziś w internecie można wygrać (i przegrać) w kilka godzin kilkaset tysięcy dolarów.

kasynokasyno 

Internet dał hazardowi drugą młodość. Wcześniej eksperci ostrzegali, że do Las Vegas ściągają tylko dwa typy graczy - emeryci i fani tzw. czarnego hazardu, czyli sponsorowanych przez mafię nielegalnych gier, w których gracze stawiają nieraz miliony (dwa lata temu w rozgrywce pokerowej z udziałem dwóch zawodowych graczy, europejskiego księcia i kilku szejków na stole pojawiły się żetony o wartości 100 mln dolarów).

Dzięki internetowi hazard wrócił do łask młodych Amerykanów. Do niedawna Las Vegas przyciągało bowiem jedynie szukających rozrywki emerytów i gangsterów. Teraz także młodzi, dobrze zarabiający Amerykanie wrócili do Las Vegas. A wraz z nimi centrum rozrywki zmieniło swój image - zwane niegdyś Miastem Grzechu, dziś jest jednym z najbezpieczniejszych miast w USA, a w hotelach obok kasyn pojawiły się doskonałe restauracje, świetne kluby nocne i kapitalne parki zabaw dla dzieci - jeśli  chcecie zobaczyć, jak będą w przyszłości wyglądać gry komputerowe, wybierzcie się właśnie do Las Vegas.

Największe miasto Nevady nie jest jedynym miejscem na hazardowej mapie USA. Do tej pory 48 z 50 stanów zalegalizowało w ostatnim wieku jakąś formę hazardu. Ale poza Nevadą, gdzie obstawić można dosłownie wszystko (moja miłość do Andrzeja Gołoty skończyła się, gdy w internetowym kasynie przegrałem postawione na niego sto dolarów), na otwarcie kasyn z prawdziwego zdarzenia zdecydowało się tylko New Jersey - w jednym mieście, Atlantic City.

pokerpoker 

Amerykańskim prawem zupełnie nie przejmują się Indianie. Dzięki sporej autonomii kasyna w rezerwatach nie podlegają stanowemu prawu i nie muszą być legalizowane. Dziś indiańskie kasyna zarabiają rocznie 2 mld dolarów i są jednym z najważniejszych źródeł dochodów dla większości plemion.

Czarny hazard

Mój pierwszy kontakt z hazardem w USA miał miejsce w pierwszej godzinie pracy w redakcji dużego koncernu medialnego w Waszyngtonie. Na wszelki wypadek nie wymieniam jego nazwy, bo cała sytuacja była nielegalna. Poznany pięć minut wcześniej dziennikarz zapytał, czy obstawiam zwycięstwo UCLA, czy Pepperdine. Powiedziałem, że oczywiście Pepperdine. Wyciągnął rękę, a ja oddałem mu najgłupiej przegrane 10 dolarów w moim życiu. Przecież powinienem był wiedzieć, że czołowy gracz Pepperdine ma zbite kolano i nie zagra w finale uniwersyteckiej ligi koszykówki! Koledze nawet nie drgnęła powieka, wiedział, że moje dziesięć dolarów przyda się do podziału pomiędzy zwycięzców.

Obstawianie wyników meczów jest nielegalne w USA wszędzie poza Nevadą. I we wszystkich biurach od Florydy po Alaskę urzędnicy obstawiają wyniki meczów, od koszykówki po futbol... Jeden z moich redakcyjnych kolegów był gorącym fanem drużyny baseballowej z rodzimej uczelni i o uniwersyteckiej lidze wiedział wszystko. Każdego dnia był gotów rozmawiać o tym, dlaczego jakiś gracz ma w tym sezonie statystyki gorsze od ubiegłorocznych o siedem procent. Gdy jednak nadchodził czas obstawiania wyniku finałowego meczu ligi, milczał jak grób. Nie chciał pomagać innym, bo - jak mawiał - hazard to zbyt poważna sprawa. Świadomie nie wymieniam jego nazwiska, bo kiedyś zwierzył mi się, że bierze udział jako kibic w nielegalnych meczach bokserskich. Raz na miesiąc w starej hali fabrycznej na przedmieściach Waszyngtonu bokserzy - wykluczeni przez oficjalne federacje np. za przestępstwa lub ustawianie meczy - okładają się do krwi, a setki widzów okładają się po głowie, bo obstawili nie tego boksera co trzeba. Mecze organizuje irlandzka mafia. Mały, starszy mężczyzna w skórzanej kurtce zbiera pieniądze i wydaje wygrane, duzi i krótko ostrzyżeni mężczyźni w takich samych skórzanych kurtkach pilnują porządku i wypatrują policji. Mój znajomy na każdym meczu obstawia tysiąc dolarów i przeważnie przegrywa.

Dopóki na tym hazardzie cierpią jedynie portfele nałogowców, dopóty policja w USA w zasadzie nikogo nie ściga. Nielegalne mecze bokserskie odbywają się wprawdzie w głębokim podziemiu, ale finały NBA obstawiają wszyscy, samych policjantów nie wyłączając. Podobno nawet w centrali FBI ludzie nie mogą się powstrzymać przed tą formą rozrywki.

ruletkaruletka 

Hazard jest częścią amerykańskiej duszy. W wielu stanach maszyny do pokera lub jędnoręcy bandyci stoją nawet na stacjach benzynowych, a widok banknotów wędrujących z ręki do ręki po zakończeniu transmisji meczu jest w amerykańskich barach całkowicie naturalny.

Ale ci z was, którzy po przeczytaniu tego tekstu zaczną gorączkowo szukać pokera w internecie, niech pamiętają, że według szefów kasyna w hotelu Bellagio wygrywa zaledwie co siódmy gość. Zaś Albert Einstein mawiał, że "nigdy nie wygrasz z ruletką, co najwyżej możesz te pieniądze ukraść."

Wszystkie warte są obejrzenia. Gdy kiedyś przez dwie noce mieszkałem w Mirage, atrakcji miałem tak dużo, że ani razu (słowo honoru!) nie wyszedłem poza budynek hotelu.

VenetianVenetian 

Lista atrakcji w Las Vegas jest równie długa jak liczba zer na koncie szejków uczących się blackjacka w prywatnych apartamentach na ostatnim piętrze Bellagio.

Obowiązkowe jest zwiedzenie co najmniej części hotelowych kasyn.

To, czy lubisz hazard, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Każde kasyno jest bowiem perełką samą w sobie.

Jedno wygląda jak egipska piramida, inne jak zamek króla Artura, jeszcze inne jak Wyspa Skarbów.

ExcaliburExcalibur 

Pierwszego dnia - koniecznie po zmroku! - należy przespacerować się po Stripie. Zobaczysz niewiarygodny pokaz fontann pod hotelem Treasure Island, wieżę Eiffla, Koloseum, panoramę Manhattanu, piramidy, Wenecję i tysiące innych niewiarygodnych widoków. A wszystko oświetlone milionami świateł zasilanych energią z oddalonej zaledwie o pół godziny jazdy gigantycznej tamy Hoovera.

MirageMirage 

W Mirage polecam basen z delfinami. W tym samym hotelu znajduje się również największy salon z grami komputerowymi. A trzeba pamiętać, że Las Vegas zawsze jako pierwsze sprowadza do siebie wszystkie nowinki z tego rynku. Gry co roku są wymieniane, trzy lata temu furorę w Mirage robiły gry z wirtualną rzeczywistością.

Cirque du SoleilCirque du Soleil 

Tekst: Bartosz Węglarczyk

Zdjęcia: Shutterstock, Wojciech Matulski, www.ericklindgren.com, , materiały prasowe (montaż)      

Zobacz też na Logo24 :