Miał na sobie koszulę od Ermenegilda Zegni, tweedową marynarkę, dżinsy oraz mokasyny od Manola Blahnika. Przypadkiem spotkałam go w Mediolanie, piliśmy razem musujące wino z Franciacorty. Powiedziałam w pewnej chwili, że wybieram się do Londynu. - Ach, Londyn! - rozmarzył się mój towarzysz. - Muszę pójść do Harrodsa, kupić kapcie. Zabrzmiało to zabawnie i pomyślałam sobie wtedy, że pan X (za nic nie zdradzę jego nazwiska) jest najprawdziwszym, zesnobowanym dandysem. Kiedy jednak parę miesięcy później sama przekroczyłam próg tego konsumenckiego raju, zrozumiałam, że nie bez powodu ów człowiek chciał się tam wybrać. Jeśli jest jakaś rzecz na tym świecie, o której marzy elegancki mężczyzna, to na pewno można ją kupić w Harrodsie. Od hawańskich cygar po złocone czasomierze do joggingu, od zestawu do pielęgnacji wąsów po koszulę nocną dla panów, od niedrapiących skarpetek z wełny lamy po kaszmirowy płaszcz Ralpha Laurena. Uff... Z pewnością można tam więc kupić każde kapcie, o jakich dandys zamarzy. Nie bez powodu dewiza sklepu brzmi: "Wszystko, dla wszystkich, wszędzie" (łac. Omnia Omnibus Ubique).

Narodziny legendy

Aby uświadomić sobie handlowy rozmach Harrodsa, wystarczy podać parę liczb: roczny obrót magazynu to 858 milionów euro, z zyskiem na poziomie ok. 20 proc. Firma zatrudnia 5 tysięcy pracowników mówiących 72 językami. Każdego dnia sklep odwiedza 35?tys. osób, liczba ta wzrasta do 200 tys. podczas wyprzedaży bożonarodzeniowych. W budynku, który zajmuje powierzchnię 1,8 hektara (10,5 ha na siedmiu piętrach) znajduje się 30 restauracji i 40 wind. Fasadę z 75 witrynami oświetla 11,5 tysiąca żarówek (każdego dnia wymienia się około 300).

Pod koniec XIX w. synowie założyciela wykupili wszystkie sklepiki wokół magazynu. Ten niewątpliwy sukces firma zawdzięczała, między innymi, zupełnie nowatorskiemu zabiegowi: każdy produkt został wyposażony w etykietkę, na której napisano, że sprzedawca zobowiązuje się do wymiany lub zwrotu pieniędzy, jeśli towar okaże się niezadowalający. Niesłychane, nieprawdaż? Klientów przyciągała też możliwość brania rzeczy na kredyt oraz sezonowe obniżki cen. Te ostatnie również i dziś stanowią jedną z największych atrakcji Harrodsa.

dziennie, a w czwartki zamykano sklep o 16. Zapał i pracowitość - prócz sukcesu finansowego - przyniosły marce także ogromny prestiż: na początku lat 90. XIX?w. Harrods stał się oficjalnym dostawcą rodziny królewskiej - i jest nim do dzisiaj. W czasie zimowych wyprzedaży młodsi członkowie rodziny królewskiej osobiście zaszczycają sklep swoją obecnością.

Sezamie, otwórz się!

HarrodsHarrods 

Kiedy dochodzi się do budynku Harrodsa, którego fasadę o barwie wypłowiałej terakoty oświetlają tysiące żarówek, odnosi się wrażenie, że człowiek przybył do pałacu przeniesionego przez hojnego dżina z "Baśni tysiąca i jednej nocy". W drzwiach wita klientów portier w zielonej liberii. Wnętrza w stylistyce secesyjnej, bogato dekorowane płaskorzeźbami egipskich bóstw, cherubinów, fantastycznych zwierząt, syren i ośmiornic, bardziej kojarzą się z teatrem niż sklepem.

harrodsharrods 

Dziś Harrods jest - obok Big Bena, budek telefonicznych czy piętrowych autobusów - symbolem Londynu. Ma swoje specjalne atrakcje, do których z pewnością należą zimowe obniżki i wyprzedaże. Rozpoczynają się tuż przed Gwiazdką, by osiągnąć punkt kulminacyjny zaraz po świętach (wtedy oficjalnie rozpoczyna się Winter Sale, wcześniej są to zaledwie Winter Reductions) i zakończyć się pod koniec stycznia. Pierwszy dzień wyprzedaży ma rangę prawdziwego święta narodowego. A może i międzynarodowego, bo w ten dzień ściągają do stolicy Zjednoczonego Królestwa zastępy łowców cenowych okazji z całego świata. Nie są to byle jakie obniżki, gdyż w tym czasie wszystko - od garnka za dziesięć funtów po diamentową kolię wartą setki tysięcy, można kupić nawet za 25 proc. wyjściowej ceny. Najwierniejsi klienci ustawiają się przed sklepem o drugiej, trzeciej w nocy. Zwyczajowo wyprzedażom towarzyszą występy artystów, degustacje win i pokazy kulinarne.

harrodsharrods 

W tym czasie w sklepie aż się roi od Świętych Mikołajów (od początku listopada sklep oferuje dzieciom atrakcję zwaną Grotą Świętego Mikołaja; bywają tam i wnuki królewskie, i dzieci państwa Beckhamów). Oczywiście, zachęcają do zakupów, w dodatku są wyrozumiali: możesz coś kupić, nawet jeśli byłeś niegrzeczny. W ubiegłym roku doszło przy tej okazji do małego skandalu: dyrekcja Harrodsa zwolniła w trybie dyscyplinarnym niesfornego świętego, który spytał odwiedzającą sklep rodzinę o orientalnym wyglądzie, czy nie wolałaby robić zakupów w supermarkecie. A potem zaproponował towarzyszącej jej nastoletniej damie, aby usiadła mu na kolanach. Prasa grzmiała z oburzenia, a rzecznik firmy wydał specjalne oświadczenie. Reakcja tym bardziej uzasadniona, że przybysze z Dalekiego Wschodu należą do najbogatszych i najwierniejszych klientów domu towarowego.

Do gry wkracza egipski milioner

Po okresie świetności, który trwał aż do drugiej wojny światowej, kariera najbardziej znanego brytyjskiego sklepu uległa stagnacji. Jeszcze w latach 70. uważany był za nudny lamus. Wszystko się zmieniło w następnej dekadzie, gdy został kupiony przez egipskiego multimilionera Mohammeda al-Fayeda.

Innym, tym razem całkowicie zamierzonym, ruchem marketingowym al-Fayeda było poszerzenie oferty usługowej Harrodsa. Od samego początku swego istnienia dom towarowy oferował klientom nie tylko towary, ale i wszelkiego rodzaju usługi. Fryzjer, szewc, krawiec, zakład pogrzebowy (z jego usług "skorzystał" Zygmunt Freud). Mohammed dodał do tego biuro turystyczne, biuro nieruchomości (szczególnie chętnie odwiedzają je rosyjscy i arabscy milionerzy, uzależnieni od zakupów w Harrodsie), a także kasyno, w którym poszalejesz także przez internet.

Sklep z historiami

Dzieje Harrodsa, także te dawniejsze, obfitują w anegdoty. Błyskotliwy wielbiciel luksusowej konsumpcji, niewiarygodny utracjusz i bon vivant, czyli pisarz Oscar Wilde (to on, a nie Marilyn Monroe, był autorem słów, że pieniądze szczęścia nie dają, tylko zakupy), był pierwszym szczęśliwcem, któremu otworzono w Harrodsie specjalną linię kredytową. W surowym dziewiętnastym stuleciu, które "kochających inaczej" wtrącało do więzienia, homoseksualny Wilde był kimś, o kim powiedzielibyśmy dziś: ikona stylu. Eleganckie fraki, jedwabne koszule, fulardy i rękawiczki - wszystko najpierwszej jakości - brał z Harrodsa. Dziś spadkobiercy chwały domu towarowego chętnie przywołują nazwisko pisarza, nie wspominają jednak, że kredyty spłacał nad wyraz opornie, na ogół pod presją komornika. Za wszystko płacił gotówką inny pisarz, A.A. Milne, autor "Kubusia Puchatka". Właśnie w Harrodsie kupił pluszowy prototyp ulubionego bohatera wszystkich dzieciaków. Kubuś (który w oryginalnej wersji jest kobietą) był prezentem dla Christophera Robina (czyli Krzysia), synka autora, na jego pierwsze urodziny. Słynny dom towarowy zapisał się więc złotymi zgłoskami w dziejach literatury dziecięcej. Innym celebrytą wielbicielem słynnego domu towarowego był Alfred Hitchcock. Regularne dostawy harrodsowych śledzi wędrowały za nim, gdziekolwiek był.

harrods

Harrods a sprawa polska

Harrods szczyci się między innymi tym, że jest w stanie sprowadzić każdy towar z dowolnego miejsca na kuli ziemskiej. Jeśli chodzi o polską ziemię, to doszukałam się trzech towarów ze swojskim rodowodem. Były to: kapusta kiszona, musztarda oraz ceramika z Bolesławca. Jest jednak jeszcze jeden polski wątek, o którym nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć. Otóż bohaterka ostatniego odcinka przygód i partnerka agenta Jej Królewskiej Mości (Bonda, Jamesa Bonda) z filmu "007. Quantum of Solace" wzorowana była na niesamowitej postaci okresu II?wojny światowej - Polce Krystynie Skarbek. Piękna i bardzo inteligentna kobieta, w dodatku agentka brytyjskiego wywiadu, przez pewien czas była kochanką Iana Fleminga. A jaki związek ma owa postać z domem towarowym Harrodsa? Ano taki, że po wojnie, gdy została zdemobilizowana, pracowała w Harrodsie jako sprzedawczyni!

harrodsharrods 

Tekst: Izabela Kiminowicz

Zdjęcia: AP, CORBIS, materiały promocyjne