Proszę się przebrać, ja zaraz przyjdę - powiedziała pani Bianka, wychodząc z gabinetu. Na łóżku leżał ręcznik i miniaturowa paczuszka. - Szerszym do przodu - dorzuciła krótko w drzwiach, gdy dostrzegła moją niepewność. Mała paczuszka to były jednorazowe majtki. Stringi. Tak się zaczęło moje odchudzanie w gabinetach kosmetycznych.

- Trzeba tłumaczyć mężczyznom, jak się nosi stringi? - pytam Biankę.

- Ależ oczywiście, także niektórym kobietom. Wciąż są tacy, co zakładają "szerszym do tyłu".

- I co wtedy?

- Muszę udawać, że tego nie widzę.

Intymnie i z mlaśnięciem

Paula, kosmetyczka z wykształcenia i kilkuletniej praktyki (mistrzyni zagęszczania rzęs), jest wysportowana, ciemnowłosa i gibka. Ma kolczyk w pępku (tak przynajmniej mówi) i w języku. Szczególnie ten drugi nieustannie odwraca moją uwagę od zabiegu i pobudza wyobraźnię.

Ponoć niektóre kobiety widzą efekty zabiegu już za pierwszym razem. Ja zauważyłem po trzecim-czwartym. Skóra nabrała jędrności, stała się bardziej elastyczna, zaczęły znikać fałdy i centymetry w obwodzie. Po raz pierwszy od lat zobaczyłem swoje żebra pod skórą! Po serii 10 wizyt możesz dodatkowo oczekiwać spadku wagi, na pewno dużo większego, gdy będziesz regularnie pił dużo wody.

Obyczaje i porady salonowe

W salonach kosmetycznych jest dyskretnie, wręcz intymnie. Są aromatyczne świece i ściszona chilloutowa muzyka. W trakcie zabiegu nikt nie wchodzi, a bez względu na to, w jak opłakanym stanie znajduje się twoje ciało, znikąd nie usłyszysz złośliwego komentarza. Niekoniecznie się dowiesz, jak się nazywa twoja kosmetyczka. Musi wystarczyć imię, często w zdrobniałej formie. Zdrobnienia są zresztą komunikacyjnym standardem. Na mój otyły brzuch dziewczyny mówiły "brzuszek", miałem też "nóżki", "główkę", a efektem zabiegu miało był pozbycie się "tłuszczyku". Śmieszne? Owszem, ale faktem jest, że nikt tak do mnie nie mówił od dawna i było to miłe. O czym się rozmawia? Z kobietami kosmetyczki rozprawiają o domu, dzieciach, facetach, pracy, urodzie, dietach i celebrytach. Z mężczyznami - o pasjach, sporcie, podróżach i nocnych klubach. Dzięki Pauli wiem już sporo o nocnym życiu Warszawy. Dwa słowa o higienie. W każdym salonie jest prysznic. Na pewno dostaniesz mydło i ręcznik. Można się więc umyć przed zabiegiem. A ponieważ trzeba się rozebrać niemal do rosołu, warto to zrobić, żeby się nie wstydzić. Pamiętaj o zadbanych stopach, szczególnie w Malayce, bo masaż zaczyna się od stóp. Wszędzie dostaniesz jednorazowe majtki, ale jeśli chcesz, możesz zostać w swojej bieliźnie. Zabiegi są kosztowne, ale nie zapomnij o choćby skromnym dowodzie wdzięczności dla kosmetyczki.

Sauna z Kasią i TV

Kasia jest bardzo młoda, uśmiechnięta od ucha do ucha, filigranowa. Włosy długie, zebrane w ogon. - Nie może być inaczej - mówi - kosmetyczka nie może mieć rozpuszczonych włosów. Nie pytam dlaczego, bo gapię się na Kasię jak na obrazek. Jesteśmy w dużym, wygodnym gabinecie. Pod oknem stoi olbrzymia tuba, wewnątrz niej łóżko, na którym będę leżał. Przebieram się, w jednorazowych majtkach (tu niestety jest tylko rozmiar S) gramolę na łóżko, a Kasia opasuje mój brzuch, uda i ramiona lekko wilgotnymi taśmami, pod które wsuwa elektrody. Do każdej z nich biegnie przewód elektryczny ze stojącego obok urządzenia. Denerwuję się trochę, bo wspomnienie terapii elektrowstrząsami siostry Fletcher z "Lotu nad kukułczym gniazdem" wciąż wywołuje we mnie zgrozę. Ale tu nic mi nie grozi. Kasia po kolei włącza wszystkie obwody. Na początku odczuwam tylko lekkie mrowienie, potem silniejsze, czuję wreszcie, że zaczynają pracować mięśnie. Najbardziej nieprzyjemne odczucie dotyczy ramion - mocniejsze impulsy powodują, że całe ręce rytmicznie się poruszają. Nie jestem w stanie utrzymać szklanki przy ustach, a zaschło mi w gardle. Nie ma problemu: kosmetyczka przynosi szklankę ze słomką i podaje mi wodę. Do dzióbka. Po założeniu i sprawdzeniu działania elektrod, Kasia owija mnie ręcznikiem, folią i wsuwa łóżko do tuby, tak że ginę w niej do wysokości piersi. Włącza promienniki podczerwieni i wkrótce temperatura w tubie wzrasta do 60 st. C. Bo to po prostu sauna na podczerwień. Zabieg PowerSlim Soft trwa 50 min. Leżę w miłym cieple, mięśnie ćwiczą, ja się pocę. Kasia obok, więc jest fajnie. Gdyby jej nie było, oglądałbym pewnie jakieś filmy, bo w tubie jest telewizor z DVD.

Salon urody Essenca

Warszawa, ul. Zwierzyniecka 8 Zabieg PowerSlim Soft - 150 zł Pakiet 10 zabiegów - 1200 zł

PowerSlim, czyli połączenie działania podczerwieni z elektrostymulacją, jest najbardziej "męskim" z wypróbowanych przeze mnie zabiegów. Pocę się, mięśnie intensywnie pracują, więc mam wrażenie, że coś konkretnego dzieje się z moim ciałem, nie ma tu żadnej "tajemnej siły". Po kilku zabiegach widzę różnicę - chudnę raczej na wadze niż w obwodzie, odczuwam także wzmocnienie mięśni brzucha. Kasia mówi, że dobrze jest zrobić serię 10 zabiegów, najlepiej co dwa, trzy dni. Jeśli to mało, można powtórzyć - nie ma przeciwwskazań. Och, fajna ta Kasia.

Masaż z prądem

Salon w ruchliwym punkcie Warszawy. Tu mam dwa następujące po sobie zabiegi: masaż odchudzający i elektrostymulację VIP. Masaż z panią Bianką to wyzwanie dla prawdziwego faceta, bo Bianka, choć niewielka, na masażu zna się dobrze i siły nie żałuje. Zaczyna od uciskania, wygniatania i rozcierania miejsc, gdzie gromadzi się tkanka tłuszczowa. Trochę boli. Potem napinam mięśnie, a masażystka przeciąga rozbite komórki tłuszczowe, by dostały się do układu limfatycznego.

W seksownym ubranku

Marysia jest magistrem kosmetologii. Ale jak przyznaje, ma z tego przede wszystkim satysfakcję. Jest zadbaną dziewczyną o lekko orientalnej urodzie. Profesjonalistką. Zabieg składa się z dwóch etapów: "najpierw za pomocą fal ultradźwiękowych komórki tłuszczowe zostaną rozbite, następnie - za pomocą endermologii - przepchnięte do układu limfatycznego, a skóra przy okazji mocno ujędrniona". Takie objaśnienie całkowicie mnie uspokaja, tym bardziej że do pierwszego zabiegu, nazywanego LipoShock, wystarczy, że odsłonię brzuch. Masażu głowicą nie czuję, fajne jest tylko to, że Marysia tak oddanie zajmuje się moją skórą. Szkoda jednak, że żel nakładała szpatułką, a nie gołą ręką. Byłoby przyjemniej.

Zobacz też na Logo24 :

Zdjęcia: Tomasz Wawer, materiały promocyjne