Pochodzące z greki eno oznacza wino, a więc enoturystyka jest turystyką winiarską, wędrówką po regionie, w którym wino powstaje. To urlop, podczas którego wino jest motywem przewodnim.

Tak się składa, że winorośl jest zwykle uprawiana w miejscach interesujących i geograficznie, i kulturowo. Najlepsze winnice są położone na stokach zapewniających dobre nasłonecznienie i skuteczne odprowadzanie nadmiaru wilgoci. Często niedaleko znajduje się jezioro, rzeka, morze, stabilizujące klimat i odbijające promienie słoneczne w kierunku winnicy.

Ponieważ wino to także ważna część historii i kultury, w okolicach starych winnic znajdziemy także zabytkowe miasta i doskonałą, bo zgraną z miejscowymi trunkami, kuchnię.

Punkt pierwszy: przygotowanie

Improwizacja sprawdza się w jazzie, w przypadku turystyki winiarskiej wskazane będzie przygotowanie wyjazdu. W niemal każdym europejskim regionie winiarskim są setki producentów. Większość, niestety, robi wina anonimowe, przeciętne, czasem wręcz słabe. Za to każdy chce te wina sprzedać. I choć może się teoretycznie zdarzyć, że strzałka przy głównej ulicy burgundzkiego miasteczka doprowadzi nas do dobrego wytwórcy, to jednak wtajemniczeni trafiają do tych wybitnych bez żadnych strzałek.

Najlepiej, gdy szczegółowy plan wizyt u producentów przygotujemy przed wyjazdem, w domu. Pomogą nam przewodniki po winach z danego kraju, wydawane z reguły co roku i dostępne również w księgarniach internetowych. W przewodnikach są informacje o najlepszych winach, adresy pocztowe i internetowe producentów, a także ich numery telefonów.

Pomocą w planowaniu podróży mogą też służyć importerzy win producentów, których chcielibyśmy odwiedzić. Dzięki nim czasami udaje się zorganizować wizytę u kogoś, kto gości "z ulicy" zwykle nie przyjmuje. Jeśli nie zdążyliśmy się przygotować przed wyjazdem, również na miejscu znajdziemy wskazówki, niekoniecznie w biurach informacji turystycznej (choć i tam bywają ciekawe mapy szlaków winiarskich), ale przede wszystkim w sklepach i winebarach zaopatrzonych w lokalne butelki. Ich personel jest przeważnie nieźle zorientowany, do kogo warto zastukać.

Nie polecam zresztą metody stukania z ulicy, choć czasem i to się mi zdarzało. Najlepiej zadzwonić dzień lub dwa wcześniej, by się umówić. W rodzinnej winiarni często wszystkie ręce są potrzebne do pracy i gdy przyjedziemy bez zapowiedzi, może nie być nikogo, kto miałby czas się nami zająć. Pamiętajmy też, by uprzedzić, jeśli się spóźnimy lub z jakiegoś powodu musimy zrezygnować z odwiedzin.

Producenta odwiedzamy nie tylko po to, by spróbować jego win, ale przede wszystkim, aby o nich porozmawiać. Młodsi znają często kilka języków, jednak np. we Francji, jeśli rozmawiamy z wytwórcą, a nie z pracownikiem marketingu, język francuski może być jedyną opcją. Włosi, Hiszpanie, Portugalczycy zwykle mówią po francusku i trochę po angielsku, w Niemczech też dogadamy się po angielsku. Na Węgrzech łatwiej będzie po niemiecku, choć młodsi angielski zwykle już znają.

Punkt drugi: winnica i winiarnia

Wizyta u producenta w najpełniejszej wersji składa się zwykle z trzech części, odzwierciedlających proces powstawania wina.

Zaczynamy w winnicy. Oglądamy krzewy, oceniamy glebę, sposób uprawy, pytamy o nawożenie, pogodę, problemy z wodą, choroby roślin i pasożyty. Może się to wydać mało ciekawe, ale ma olbrzymie znaczenie dla jakości wina, a przekazane przez praktyka jest bardziej fascynujące niż powieść szpiegowska. Tutaj usłyszymy opowieść o terroir, ulubionym pojęciu europejskich producentów wina, tłumaczonym na język polski jako "siedlisko", czyli zespół czynników glebowych, klimatycznych i geograficznych mających wpływ na jakość wina.

Zaczynamy w winnicyZaczynamy w winnicy 

Najciekawsze bywają odwiedziny u winiarzy biodynamicznych, stosujących w winnicy oryginalne metody uprawy wymyślone na początku XX w. przez mistyka i filozofa Rudolfa Steinera. Wykonywanie pewnych prac podczas właściwej fazy księżyca jest jednym z elementów praktyk biodynamicznych, o inne najlepiej zapytać na miejscu.

Kolejnym etapem jest wizyta w winiarni. Zobaczymy prasy, kadzie fermentacyjne, beczki dębowe, linię do butelkowania - te ostatnie same w sobie nie są specjalnie interesujące, ale pokazując taką linię, producent przekazuje nam istotną wiadomość: o jakość dba do końca i nie pozwoli nikomu majstrować przy swym winie.

Punkt trzeci: degustacja

To najważniejsza część wizyty. Czasem trzeba za nią zapłacić, czasem kilka próbek dostaniemy za darmo (wtedy w dobrym tonie będzie kupienie co najmniej butelki wina). Zwykle płacimy za degustację u dużego producenta, przyjmującego wielu gości i zatrudniającego personel do ich obsługi. U mniejszych, nie tak często odwiedzanych (ci są zwykle najciekawsi!), możemy spodziewać się nie tylko darmowej degustacji, ale i skromnego poczęstunku.

Degustuje się zwykle wina już zabutelkowane, ale będąc w winiarni, możemy i powinniśmy poprosić o spróbowanie win dojrzewających w kadziach bądź baryłkach. Warto poznać wino również na tym etapie jego życia, jest zupełnie inne niż starsze, "zakończone". Ciekawe też jest próbowanie fermentującego moszczu, możliwe, oczywiście, tylko do kilkunastu dni po zbiorach. W tym pracowitym okresie wielu małych producentów niechętnie przyjmuje gości, ale u większych personel zajmujący się marketingiem i sprzedażą pracuje zwykle bez zmian.

degustacjadegustacja 

Pamiętajmy, że wino jest napojem alkoholowym i że nawet niewielkie porcje degustacyjne mogą złożyć się w całkiem pokaźną ilość promili we krwi, zwłaszcza jeśli zaplanujemy kilka wizyt dziennie. Wypluwanie wina jest powszechnie przyjętą praktyką podczas degustacji, nie oznacza dezaprobaty dla trunku i pokazuje gospodarzowi, że nie przyjechaliśmy do niego, by za darmo lub za niewielkie pieniądze napić się wina, lecz aby poważnie i z pełną świadomością je próbować i poznawać. Wypluwanie jest szczególnie ważne, jeśli przyjechaliśmy samochodem - sprawdźmy w przewodniku, jaka jest dozwolona zawartość alkoholu we krwi w danym państwie (w niektórych krajach winiarskich, na przykład na Węgrzech, wynosi ona zero, tak, zero promili!).

Wino wypluwamy bądź do specjalnie w tym celu przygotowanych naczyń, bądź też, jeśli znajdujemy się w piwnicy, do specjalnych kanałów ściekowych w posadzce. Jeśli ich nie ma, dopuszczalne jest plucie na żwirową glebę, na której umieszczone są beczki, w tym jednak przypadku wypada spytać gospodarza. Technikę wypluwania przećwiczmy przed wyjazdem w domu, trudno o bardziej kłopotliwą sytuację podczas wizyty niż oplucie komuś jasnych spodni czerwonym winem.

Punkt czwarty: zakupy

Dużo lepiej jest jeździć samochodem, unijne regulacje pozwalają nam niemal bez ograniczeń przewozić przez granice wino przeznaczone na własny użytek, przy czym zalecenie Komisji Europejskiej uściśla, że określenie "na własny użytek" oznacza nie więcej niż 90 litrów na osobę. Pamiętajmy jednak, że nie jest legalne przewożenie wina dla innych osób - nie dotyczy to tylko Polski, również inne kraje europejskie wprowadziły podobne ograniczenia

Punkt piąty: wrażenia z podróży

Gdy już wrócimy z winnej trasy, nie chowajmy przywiezionych butelek dla siebie. Zaprośmy przyjaciół, opowiedzmy o wrażeniach, pokażmy zdjęcia, przyrządźmy coś regionalnego do jedzenia i poczęstujmy ich winem. Może za rok pójdą (a właściwie pojadą) w nasze ślady?

wino wino  

Malowniczą trasą przez Galafurę i Vilarinho dos Freires wracamy do Peso da Régua. Po drodze roi się od świetnych, choć mniej znanych, producentów wina. Tych wielkich szukamy przede wszystkim w wąskich uliczkach Vila Nova de Gaia.

wino wino  

Festiwale

Dobrą okazją poznania win z jakiegoś regionu są festiwale winiarskie. Nie będziemy tu podawać ich listy, byłaby za długa, zresztą wystarczy w okienko internetowej wyszukiwarki wpisać "wine festival" i nazwę interesującego nas regionu. Pamiętajmy jednak, że najciekawszych producentów możemy na nich nie spotkać, potraktujmy więc festiwal jako punkt wyjścia, nie ograniczajmy się do win, które tam znajdziemy.

winnica winnica  

Wyjazdy winiarskie

O rosnącej popularności enoturystyki może świadczyć fakt, że zwiększa się liczba firm zajmujących się organizacją specjalistycznych wyjazdów do regionów winiarskich (pierwszą było krakowskie Collegium Vini). Również importerzy organizują wyjazdy dla swych stałych klientów, a i firmy zajmujące się obsługą turystyki dostrzegły tę jej formę - na przykład ubezpieczyciel Elvia wprowadził do swej oferty pakiet Elvia Degustator, oferujący m.in. ubezpieczenie przewożonych w bagażu win.

Tekst: Andrzej Daszkiewicz, dziennikarz "Magazynu Wino"

Infografika: Wawrzyniec Święcicki

Zdjęcia: Shutterstock, materiały promocyjne

Zobacz także:

Malt Whisky Trail - rajd po szkockich gorzelniach

Winnym szlakiem... na rowerach!

Czerwone wino z Peloponezu